wtorek, 25 listopada 2014

przeprowadzka

Coś się kończy, coś się zaczyna.
Spędziłam tutaj ponad 3 lata, jednak od pewnego czasu mało mnie.
Potrzebuję odświeżenia, nowych pomysłów.

Zapraszam w nowe miejsce :)

środa, 20 sierpnia 2014

tortowa ankieta: jaki jest Twój ulubiony tort?

Dzisiaj zamiast przepisu mam do Was pytanie.

Jaki jest Wasz ulubiony tort albo jaki tort był najlepszym, jaki jedliście?

Z góry dziękuję bardzo za odpowiedzi :)




środa, 6 sierpnia 2014

domowy sok typu "Kubuś"

Pamiętam, że moja babcia zawsze była wyczulona na moją bladą cerę. Dostawałam tran, witaminy oraz litry soku z marchewki, robionego przez nią i przez moją mamę. Przez długie lata istniał dla mnie tylko naturalny sok z marchwi, a słodkich "ulepków" typu Kubuś czy Vitaminka nie umiałam wypić, bo gęste i za słodkie. Po latach zdarza mi się po nie sięgnąć, podobnie jak po jednodniówki z marchewki, chociaż wiem, że to nie to samo, co sok zrobiony w domu. A tym bardziej marchewa zjedzona w całości, którą lubię podjadać w pracy. Ostatnio jednak naszła mnie ochota na stworzenie gęstego, marchwiowo-owocowego soku w mojej kuchni. Wyszedł przepyszny i wiem, że coraz częściej będzie pojawiał się w naszych szklankach do śniadania czy kolacji.




Składniki na 3-4 porcje:
- 3 marchewki
- banan
- jabłko
- sok z 2 pomarańczy
- szklanka innych owoców (u mnie tym razem maliny)
- ok 500 ml wody
- opcjonalnie miód

Marchewkę gotujemy do miękkości. Do naczynia do blendowania wrzucamy marchewkę, banana, starte jabłko, maliny i dolewamy sok z pomarańczy. Wszystko miksujemy na gładką masę, w razie potrzeby rozcieńczamy wodą i dosładzamy miodem. Wszystko zagotowujemy i przecedzamy przez sito, żeby pozbyć się pestek czy źle zblendowanych kawałków owoców.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

instagram mix #6

Nieco spóźniony, ale wakacje same się nie spędzą ;)


 ciasto z jagodami/ Maszkety!/ jagodzianki i koktajl
weekend w górach/ślubna lawenda/spacer na targ
eustomy/sushi time/przygotowania do wyjazdu


w drogę!/Mazury
Mazury/Mazury

piątek, 11 lipca 2014

semifreddo, lodowy deser z malinami i bezami

Przyszło lato, a z nim fala upałów, których bardzo nie lubię. W związku z tym każdy sposób na ochłodzenie jest dobry. Kolejnym letnim przepisem, który stworzyłam dla Maszketów był przepis na lodowy deser, semifreddo, z bezami i malinami. U mnie w rodzinie na imprezy oprócz tortu i tradycyjnych ciast przygotowuje się deser z bez, bitej śmietany i mrożonych owoców leśnych. Tym razem postanowiłam zamrozić całość tworząc bardzo smaczne ochłodzenie na gorące popołudnie.




wtorek, 8 lipca 2014

cold brew, kawa mrożona inaczej

Kiedy padła propozycja: "Stwórzmy swój własny magazyn blogerów ze Śląska", mogłam powiedzieć tylko: "Tak!". Machina ruszyła i zaczęło się wymyślanie i planowanie. Jedną z moich pierwszych myśli było: "A może o kawie?". I nie miałam na myśli rozprawy o budowie ekspresu ciśnieniowego bądź jak przygotować kawę mrożoną z kawy rozpuszczalnej. Nie uważam się za znawcę kawy, ale moja ciekawość i chęć poznawania ma sporo możliwości rozwoju w tej dziedzinie. Nie pijam kawy codziennie, chociaż zdarza się, że czekam na popołudniową filiżankę. Stale się uczę i próbuję nowych metod lub rozwiązań. Zaczęłam prosto: od zakupu ziaren z palarni. Najpierw proste parzenie w dzbanuszku i przelewanie przez sitko, późnej French press, żeby zakochać się w Chemexie, a ostatnio bawić się też Aeropressem. 
Na początek jednak do Maszketów postanowiłam napisać o jednym z prostszych i szeroko dostępnych urządzeń - French pressie oraz kawie mrożonej, którą możemy przygotować przy jego użyciu.




Cold brew z angielskiego oznacza "zimne parzenie", czyli nic innego, jak zalanie zmielonej kawy zimną wodą.
To jedna z metod, która wymaga eksperymentowania i znalezienia idealnych dla siebie proporcji, żeby wydobyć najlepszy smak. Możecie zacząć od 80g kawy na 1l wody i modyfikować zgodnie z potrzebą.

1. Wybieramy kawę średnio lub jasno paloną. Z ciemnej dostaniemy za dużo goryczy.
2. Mielimy dość grubo.
3. Kawę wsypujemy do dzbanka z praską i zalewamy odrobiną wody tak, aby zmoczyć całą kawę.
4. Po minucie dolewamy resztę wody i mieszamy.
5. Dzbanek zakrywamy folią i zostawiamy na 12-24h. Co pewien czas można przemieszać.
6. Po upływie czasu odciskamy napój od fusów i przelewamy do innego naczynia.
7. Podajemy z lodem bądź z mlekiem. Przechowujemy do tygodnia w lodówce.

Cold brew jest delikatna dla żołądka, za to zawiera więcej kofeiny niż tradycyjnie parzona kawa. Warto spróbować, bo to całkiem proste :)

czwartek, 3 lipca 2014

limonkowe ciasto z jagodami


Pierwszy dzień lata już dawno za nami, a razem z latem przyszedł sezon na moje ulubione owoce - jagody i maliny. Niecierpliwie czekam cały rok, by potem szaleć na ich punkcie i używać przy każdej możliwej okazji. Pierogi, koktajle, placki, ciasta - jagody są u mnie wszędzie! W tym roku jednym z pierwszych jagodowych wypieków zostało bardzo proste ciasto. Ostatnio nie mam za dużo wolnego czasu, więc sięgam po wypieki, których przygotowanie zajmuje chwilę, a idealnie nadają się na letnie popołudnie w gronie rodziny czy znajomych. 



Składniki na blachę 16cm:
- 3 jajka
- 2/3 szklanki mąki pszennej
- 1/5 szklanki mąki ziemniaczanej
- 1/3 szklanki cukru
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/5 - 1/4 szklanki oleju
- 15-20 dag jagód
- skórka z jednej limonki

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Pod koniec dodajemy cukier, ubijamy na gładką masę, a następnie dodajemy żółtka i ubijamy dalej. Mąki przesiewamy razem z proszkiem i delikatnie wsypujemy do masy - najlepiej w kilku partiach, na zmianę z olejem. Limonkę myjemy i ścieramy skórkę do ciasta, mieszamy i przelewamy do formy. Na górę wysypujemy jagody, uprzednio obtoczone w mące (zapobiegnie zapadaniu się na spód). Pieczemy ok 35-40 minut.






wtorek, 1 lipca 2014

instagram mix #5

Aż ciężko uwierzyć, że już lipiec, ale jak co miesiąc mieszanka z minionego miesiąca.

 niedzielne śniadanie/sushi <3/wypad nad wodę
Szwajcaria/no rain no rainbow/malinowe śniadanie
Leica Gallery i Vivian Maier/śniadanie z widokiem/letnie śniadanie na balkonie



pierwszy dzień lata/ulubione pierogi/Schilthorn
weekend z rodziną/śniadaniowe smoothie/śniadanie w Warszawie
truskawki i piwonie/aeropress <3/Mała K.

czwartek, 26 czerwca 2014

pół metra śniegu z okazji pierwszego dnia lata - Schilthorn Piz Gloria

Po raz kolejny mieliśmy okazję odwiedzić Szwajcarię. Jak zawsze nie mogliśmy doczekać się wyjazdu i bardzo szybko uciekł nam czas spędzany na miejscu. Tym razem mieliśmy niecałe 4 dni na odpoczynek oraz poznanie kolejnego regionu Szwajcarii. Po namyśle padło na wycieczkę na jeden ze szczytów w Alpach Berneńskich - Schilthorn.
Znany jest przede wszystkim z niesamowitej panoramy na wiele innych szczytów m.in. Jungfrau, Titlis, a także z restauracji Piz Gloria, która kręci się dokoła, więc można zjeść posiłek oglądając panoramę, a dodatkowo była miejscem akcji jednego z filmów z Bondem.
Obecnie jest to także jedno z ulubionych miejsc wszystkich paralotniarzy, których tłumy mieliśmy okazję obserwować na każdym etapie naszej wycieczki.
Schilthorn mierzy 2970m, a żeby dostać się na górę trzeba skorzystać z kilku kolejek linowych. Na górze bardzo ucieszył nas śnieg oraz niesamowite widoki. Postanowiliśmy także zjeść obiad w obracającej się restauracji - roesti, czyli szwajcarski placek ziemniaczany, z wędzonym łososiem, kiełkami i śmietaną, a na deser ciasto czekoladowe. A w międzyczasie obserwowaliśmy lotniarzy, którzy zapuścili się aż na sam szczyt.
W budynku znajduje się także coś w rodzaju interaktywnego muzeum filmu "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości", gdzie puszczane są fragmenty filmu, można spróbować jazdy w bobsleju oraz zrobić sobie zdjęcie z Bondem.
W drodze powrotnej wysiedliśmy na jednej z niższych stacji, w miasteczku Mürren, które idealnie wpasowuje się w alpejski klimat - drewniane domki, czerwone kwiaty oraz szczyty po drugiej stronie doliny.



piątek, 13 czerwca 2014

piknikowy kompot rabarbarowo-truskawkowy

Za oknem piękna pogoda, która kusi na dwór. Długie spacery, wypady nad wodę, a może piknik na trawie? Wszystko to dobre opcje na spędzenie weekendu w gronie rodziny lub znajomych. Pewnie każdy z nas planuje proste, ale pyszne menu, by jeszcze przyjemniej spędzić taki dzień. A co warto zabrać ze sobą do picia? Oprócz standardowych wyborów prosto ze sklepu można przygotować domową lemoniadę lub kompot. Lekko czerwony, pachnący rabarbarem i truskawkami, a smakujący latem. W zakorkowanej, szklanej butelce może spowodować lawinę wspomnień z dzieciństwa.




niedziela, 8 czerwca 2014

leniwe śniadanie w Lenivcu, Warszawa

W piątek wieczorem wybraliśmy się na szybką wycieczkę do Warszawy, w której mieliśmy spędzić większość soboty. Zaplanowaliśmy kilka spotkań już od samego rana, więc konieczne było znalezienia przyjemnego miejsca na śniadanie, które będzie otwarte przed 10 rano. Kolejnym ważnym punktem była lokalizacja, czyli w miarę w centrum, a najlepiej na trasie od hotelu do pierwszego spotkania. Po przejrzeniu kilku opcji stwierdziliśmy, że wybierzemy się do Lenivca położonego przy ulicy Poznańskiej.





wtorek, 3 czerwca 2014

wiosenny wege krem z kalafiora

Są pewne produkty, do których potrzebuję nabrać dystansu, by ponownie po nie sięgnąć. Ostatnio mogę zaliczyć do tej grupy także kalafiora. Od kilku lat prawie go nie jadałam, a ostatnio uwielbiam razem z fasolką szparagową w towarzystwie smażonej bułki tartej. 
Kilak dni temu wybrałam się na nasz gliwicki targ i oprócz truskawek, fasolki, rzodkiewki i szczypiorku skusiłam się na kalafiora. Początkowo chciałam podać go w formie tradycyjnej, ale później stwierdziłam, że przygotuję zupę krem. Świetne danie na lekką kolację albo jako część wiosennego obiadu. Żeby nadać jej bardziej wyrazistego smaku doprawiłam curry oraz świeżą pietruszką.





niedziela, 1 czerwca 2014

instagram mix #4

Tradycyjnie z początkiem miesiąca...

majówkowy chill/próbki zaproszeń/wycieczka rowerowa
Przystanek Śniadanie/wiosenny spacer/drugie śniadanie
przerwa obiadowa/ślubne dekoracje/smoothie mięta-pomarańcza


goździki/biszkoptowe z truskawkami/cold brew
weekendowe śniadanie/nasze zaproszenia <3/w babcinym ogrodzie
przygotowania do podróży/piwonie <3/sushi night

czwartek, 29 maja 2014

arbuzada - lemoniada w różu

Pierwsza fala upałów za nami. Nie przepadam za taką pogodą i zamiast cieszyć się, że już prawie lato staram się jakoś przetrwać. Jedną z najważniejszych kwestii, o której trzeba pamiętać jest nawadnianie organizmu. Świetnie do tego nadaje się zwykła woda albo owoce, które jej sporo zawierają. Należy do nich arbuz i to właśnie on stał się głównym bohaterem napoju, który ostatnio bardzo mi smakuje. 
Najlepszy będzie mocno dojrzały, dość słodki. Dzięki temu nie trzeba dodawać ani grama cukru do napoju.




niedziela, 25 maja 2014

majowy smak - biszkoptowe ciasto z truskawkami


Maj to jeden z najprzyjemniejszych miesięcy w roku. Pogoda idealna na grillowanie, a na targach zaczynają królować moje ulubione warzywa i owoce, na czele z truskawkami. Prawie codziennie wydłużam trasę powrotną do domu, by odwiedzić nasz gliwicki targ i kupić świeżą porcję witamin. Wracając z pełną torbą wstępuję także do kwiaciarni po goździki, gerbery albo eustomę. A wieczorami piekę i gotuję, wykorzystując pachnące zakupy. Jednym z moich podstawowych wypieków o tej porze roku jest lekkie ciasto biszkoptowe z truskawkami. Wciąż szukam przepisu idealnego, ale ostatnio byłam już całkiem blisko miękkości ciasta, którą chciałabym otrzymać. 



czwartek, 22 maja 2014

kiedy mam dość mięsa, czyli wegański obiad

Kto mnie dobrze zna, ten wie, że przepadam za mięsnymi obiadami. Niezależnie czy to karkówka z grilla, zupa gulaszowa czy może burgery - jestem mięsożercą. Zdarzają się jednak dni, a czasem nawet tygodnie, kiedy zupełnie nie mam ochoty na mięso. Za to zjadam wtedy na obiad kalafiora i pół kilo fasolki szparagowej :) Wtedy też wybieramy się z L. na obiad do baru wegetariańskiego w naszym mieście. Ostatnio zamówiłam sobie wegańskie ziemniaczki po węgiersku i bardzo mi posmakowały. Jak się okazało, przygotowanie dania jest bardzo proste. Stworzyłam małą wariację na temat, bo akurat w lodówce miałam cukinię i bakłażana, które należą do moich ulubionych warzyw. Tym sposobem wyszły ziemniaczki, ale bardziej francuskie niż węgierskie, bo potrawka warzywna to rataouille :)





wtorek, 20 maja 2014

placki (pancakes) kukurydziane

Ostatnio mi trochę nie po drodze do kuchni i blogowania. Gotuję i piekę, ale sięgam po sprawdzone i bezpieczne przepisy. Takie, które spokojnie mogę robić "na oko". Wiele jest powodów mojej nieobecności, ale mam nadzieję, że się znów zmobilizuję do większej aktywności na blogu i w kuchni :) 
Tymczasem mam dla Was przepis śniadaniowy na nieco inne placki. Nieco inne, bo zrobione głównie z mąki kukurydzianej. Tak jakoś wyszło, że znalazła się w moim koszyku i trzeba było z niej zrobić dobry użytek.
Placki stworzyłam w formie słodkiej, jak i słonej, chociaż przepis bazowy jest taki sam. To dodatki powodują różnice. W jednej porcji znalazły się borówki amerykańskie, a do drugiej dodałam jajko sadzone smażone na szynce suszonej.



niedziela, 4 maja 2014

śniadaniowy pudding z croissantów

Od dawna zastanawiał mnie przepis na pudding z pieczywa, jednak sporo czasu zajęło mi zabranie się do jego przygotowania. Ostatnio przeglądając książkę Nigelli znalazłam przepis na pudding z francuskich pain-au-chocolat. Przy najbliższej okazji kupiłam croissanty i postanowiłam sprawdzić przepis. Jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnego śniadania. Możecie dorzucić do środka różne dodatki lub zmienić rodzaj pieczywa np. na chałkę albo zwykły, nieco zeschnięty chleb.





czwartek, 1 maja 2014

instagram mix #3

 babeczki cytrynowe/ świąteczny relaks
śnieg na Wielkanoc/ weekendowe śniadanie z bzem


chemex <3/ prezent z Manufaktury Czekolady/ wege warsztaty
pieczony mus czekoladowy/ rolowanie w parku/ śniadanie
świąteczne słodkości/ zapach wiosny/ placuszki cukiniowe

niedziela, 27 kwietnia 2014

placuszki cukiniowe z marchewką i szpinakiem

Wczoraj przygotowane na śniadanie okazały się być świetną alternatywą dla słodkich lub zwykłych placków. Byłam zaskoczona, jak dużo osób często je robi lub kojarzy ze smakiem dzieciństwa, bo dla mnie jest to dość nowa potrawa, którą spróbowałam niedawno w barze wegetariańskim. Proste i dość szybkie w przygotowaniu mogą być pysznym warzywnym śniadaniem, przekąską lub obiadem, jeśli zrobimy je w większej ilości. 
Do cukinii postanowiłam dodać marchewkę i szpinak, ale możecie pozostać przy samych ziołach. Podałam je z jogurtem czosnkowym, czyli jogurtem greckim wymieszanym z czosnkiem.



piątek, 18 kwietnia 2014

baranek wielkanocny

Przeleżał cały rok, żeby w końcu wylądować na blogu. Od kilku lat na Wielkanoc oprócz tradycyjnych babek piekę także baranki. Symboliczna ozdoba stołu, która znika na końcu (no bo jak tak tego baranka pokroić?), a cieszy oczy i podniebienie drożdżowych łasuchów. Wystarczy odpowiednia blacha i ulubiony przepis na ciasto drożdżowe.




wtorek, 15 kwietnia 2014

Przystanek Śniadanie, Katowice

O tym, jak cenię dobre śniadanie chyba opowiadać nie muszę. Równie bardzo cenię fajne inicjatywy, które pozwalają na przyjemne spędzenie czasu i integrację z innymi. Zawsze zazdroszczę osobom, które mogą wyskoczyć na przerwę lunchową posiedzieć na trawie ze znajomymi albo nad brzegiem jeziora, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy dotarła do mnie wiadomość, że w Katowicach będzie odbywał się Przystanek Śniadanie. Nie mogło nas zabraknąć z L. na pierwszym wydarzeniu i mimo deszczu i chłodu poranka wybraliśmy się ze znajomymi na śniadanie.
Co prawda myślałam, że będzie większy wybór, ale i tak wyjście zaliczam do udanych. Na śniadanie zjedliśmy jajecznicę ze świeżym chlebem oraz po kawałku pysznego ciasta. Do wyboru były jeszcze owoce oraz stoisko z burgerowni, gdzie smażyli coś dobrego od rana. Oczywiście obowiązkowo dobra kawa i herbata. Oprócz jedzenia śniadaniowego można kupić lokalne produkty oraz wziąć udział w darmowych warsztatach, przeznaczonych zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.  Jak dla mnie super pomysł na niedzielne przedpołudnie. Trzymam kciuki, żeby projekt się rozwijał i z chęcią jeszcze się wybiorę do Parku Powstańców na śniadanie na trawie :)




sobota, 12 kwietnia 2014

z okazji Dnia Czekolady - pieczony mus czekoladowy z Manufaktury Czekolady

Lubię kiedy dużo się dzieje, ale czasem dzieje się zbyt dużo, by wszystko móc połączyć. Niestety doświadczam tego w ten weekend, który cały mam zaplanowany pysznymi wydarzeniami, ale i tak jedno z nich przeszło mi koło nosa - warsztaty czekoladowe w Manufakturze Czekolady. Na pocieszenie dostałam wczoraj słodką przesyłkę z zestawem gorzkich czekolad, idealnie na dzisiejsze święto - Dzień Czekolady.
Manufaktury Czekolady chyba nie muszę przedstawiać, bo każda miłośnik czekolady słyszał o tej polskiej fabryce przywiązującej najwyższą wagę do ziaren kakaowca, które wykorzystują w swojej produkcji. W paczce znalazłam czekolady wyprodukowane z ziaren ekwadorskich, dominikańskich i kolumbijskich, o różnej procentowej zawartości kakao z serii Grand Cru, czyli czekolad bez dodatków. Mimo tego, że ziarna kakaowca zależnie od miejsca uprawy smakują inaczej, co też przekłada się bezpośrednio na zróżnicowany smak tabliczek, chyba nie umiałabym wybrać, która z czekolad posmakowała mi najbardziej. Postanowiłam z tabliczek (lub tego co z nich zostało) wydobyć mocny, czekoladowy aromat przygotowując intensywny w smaku pieczony mus czekoladowy.
Przepis jest dość prosty, a efekt zachwycający i zależnie od długości pieczenia możemy mieć wilgotny, lekko ścięty mus albo mocniej wypieczone puszyste ciasto.





czwartek, 3 kwietnia 2014

wspólne gotowanie i tarta bakłażanowo-serowa

Rzadko zdarza mi się gotować z kimś. Jeszcze rzadziej przy tym współpracować, a nie dowodzić ;) W ostatnim czasie miałam okazję odwiedzić Alę w wielkim świecie, a że pogoda była przepiękna to Ala zaproponowała, żebyśmy wspólnie coś przygotowały do jedzenia i spędziły dzień na dworze. Niewiele myśląc zaproponowałam tartę, bo dość łatwa w przygotowaniu i transporcie. Wspólne zakupy, a potem wspólne przygotowywanie w kuchni. Pachniała tak dobrze, że aż się dziwię jak dowiozłyśmy ją w całości na piknik. Nasze połączenie smaków okazało się bardzo trafne i aż ciężko było się od niej oderwać. Polecamy, w towarzystwie dobrego wina na miłe spotkanie.



wtorek, 1 kwietnia 2014

instagram mix #2

śniadaniowy croissant/pierwsze rowerowani/ jenga!
kawa po obiedzie/moja, moja, najpiękniejsza!/warsztaty z Oleofarm
sałatka na lunch/sorbet malinowy/sushi!



rowerowo/wieczór w kawiarni/smoothie
lektura/chałwowe placki/owsianka
na dworcu w Kato/owsianka ponownie/piknikowanie z Alą

poniedziałek, 24 marca 2014

chałwowe hotcakes

Przepis śniadaniowy, który całkiem przypadkiem wpadł mi do głowy na sobotnich zakupach. Jest bardzo prosty i moim zdaniem świetnie się komponuje z malinami. Jeszcze nie ma na nie sezonu, ale z owoców oferowanych przez hipermarkety i tak maliny wydają się być najsmaczniejsze.
Nie trzymajcie się sztywno przepisu, bo chałwa świetnie sprawdzi się także w innych plackach. Nasze ulubione to te na serze ricotta - mają cudownie lekką konsystencję. Ja fanką samej chałwy nie jestem, ale jej dodatek w wypiekach lub w plackach mnie przekonuje. A więc smacznego!




Składniki na 2-3 porcje:
- opakowanie ricotty (250g)
- szklanka mleka
- szklanka mąki
- 2 jajka
- łyżeczka proszku do pieczenia
- łyżka oliwy
- 50g chałwy
- maliny do podania

Do dużej miski dodajemy składniki podstawowe i dodajemy pokruszoną chałwę. Wszystko mieszamy na gładką i gęstą masę (być może trzeba będzie skorygować ilość mąki/mleka, ale to już na oko). Rozgrzewamy patelnię i na średnim ogniu smażymy placki na złoto.


sobota, 15 marca 2014

smoothie miętowo-pomarańczowe

Zielone koktajle i smoothie to bomba witamin. Najtrudniejszy jest pierwszy krok - trzeba się przełamać i wypić taki zielonkawy napój, który swoim kolorem mało kogo zachęca. Ale potem jest już tylko prościej :) Do moich ulubionych należy ten bazujący na szpinaku, ale uwielbiam także inny, jeszcze prostszy, bo dwuskładnikowy napój. Idealny zamiast porannej kawy lub w ramach deseru.




Składniki na 2 porcje:
- 1,5 szklank soku pomarańczowego
- dwie doniczki mięty (taka tradycyjnych rozmiarów dla ziół)
- jedna obrana pomarańcz

Przy smoothie nie ma wielkiej fantazji - wszystko wrzucamy i miksujemy.

***
Naszło mnie na zmiany.
Macie jakieś uwagi albo pomysły?

wtorek, 11 marca 2014

spotkanie i warsztaty z Oleofarm

W ubiegłą sobotę miałam okazję wziąć udział w spotkaniu i warsztatach organizowanych przez firmę Oleofarm pod hasłem: "Dietetyczne Rewolucje". Wybrała się na nie także Ala, więc oprócz części warsztatowej było to także bardzo miłe spotkanie :)
Warsztaty odbył się w hotelu angelo, który mieliśmy okazję zobaczyć, a dwa główne punkty programu to wykład pani dietetyk na temat zdrowych tłuszczy w naszej diecie oraz część praktyczna, czyli przygotowywanie sałatek i past śniadaniowych pod czujnym okiem szefa kuchni. Zabawy było pełno, szczególnie, gdy na początku kucharze postanowili przetestować naszą inwencję i przygotować danie ze składników mieszczących się na talerzu przed każdą osobą. Na szczęście nie zgadzała się liczba talerzy, więc ostatecznie zasady zostały zmienione i wszyscy korzystali ze wszystkiego :) Ja zdecydowałam się połączyć sałatkę z pastą i przygotowałam makaron w paście z czarnych oliwek, suszonych pomidorów, czosnku, bazylii oraz oleju ryżowego, a do tego tuńczyk, brokuły i czerwona cebula.
Na koniec całej imprezy czekał nas deser - lody kokosowe z bazylią oraz miły prezent od szefa kuchni w postaci tulipana z okazji Dnia Kobiet :)



czwartek, 6 marca 2014

ale to dobre! - dorsz w maśle cytrynowym

Kolejnym pomysłem, który przywiozłam z zimowego urlopu był pysznie przygotowany sandacz w maśle cytrynowym. Ku mojej radości przepis znalazł się praktycznie sam, z tą różnicą, że nie na sandacza, a na dorsza. Nawet dobrze się złożyło, bo nie udało mi się sandacza kupić. Na szczęście drugi składnik przepisu, czyli masło cytrynowe pasuje do wszystkich delikatnych ryb.
Do tego postanowiłam podać ryż z warzywami przygotowany w nieco azjatycki sposób i tym sposobem mamy kolejne danie obiadowe, którego przygotowanie zajmuje 15 minut, a jest bardzo dobre.




Składniki na 2 porcje:
- 30-40 dag filetu z dorsza (może być ze skórą)
- 2 łyżki oliwy
- łyżka masła
- mleko i mąka do obtoczenia ryby
- 2 łyżki masła
- 2 plasterki cytryny
- posiekany szczypiorek

- ryż (u nas 3/4 szklanki)
- cebula szalotka
- marchewka
- biała część pora (ok 7-8cm)
- kiełki fasoli i fasola mung
- 2 ząbki czosnku
- 2 cm imbiru
- łyżka soku z cytryny
- 3 łyżek sosu sojowego
- 1,5 łyżki cukru
- 1,5 łyżki wody
- sól i pieprz

Gotujemy ryż. W międzyczasie kroimy warzywa w cienkie słupki bądź piórka. Przygotowujemy sos, czyli mieszamy sok z cytryny, sos sojowy wodę i cukier. Czosnek przeciskamy przez praskę, imbir ścieramy na tarce. Na głębokiej patelni (najlepiej w woku) rozgrzewamy łyżkę oleju kokosowego i smażymy na nim pokrojone warzywa oraz imbir z czosnkiem przez kilka minut. Dodajemy ryż, a następnie sos i trzymamy na niedużym ogniu. 
Rybę płuczemy i osuszamy. Kroimy na dwa kawałki, nacieramy solą i pieprzem. Moczymy w mleku, a  następnie obtaczamy w mące. Rozgrzewamy na patelni łyżkę masła i dwie oliwy. Smażymy rybę po ok 3-5 minut z każdej strony.
W garnuszku roztapiamy dwie łyżki masła, dodajemy szczypiorek i zdejmujemy z ognia. Wrzucamy dwa plasterki cytryny bez skórki. Rybę na talerzu polewamy sosem i podajemy.


sobota, 1 marca 2014

instagram mix #1

Tak dla urozmaicenia postanowiłam co miesiąc robić przegląd instagramu ;)


ulubione śniadanie/czekoladowa oferta Empik/droga na ferie
Alpy!/marcepanowy Ritter/urlopowe śniadanie
odkrywany smaki/widok z lodowca/z naszego balkonu wieczorem




Sachera na stoku/podróżna kawa/mus jabłkowy
kaiserschmarrn/pierwsze tulipany/tłusty czwwartek
uwielbiamy sushi/cudny kubeczek od Kate/ :)

wtorek, 25 lutego 2014

mus jabłkowy z cynamonem

Być może dla niektórych to przepis oczywisty. Dla mnie nowość w kuchni, bo do jabłkowych smaków podchodzę ostrożnie, gdyż nie jestem wielką fanką tych owoców. Przepis prosty, a uniwersalny, bo przecież mus można użyć do szarlotki, do naleśników, racuchów albo po prostu jako lekki deser. U nas pojawił się przy okazji śniadaniowe omletu biszkoptowego.




Składniki na porcję ze zdjęcia (myślę, że ok 250ml):
- 2 jabłka
- 1/2 szklanki gorącej wody
- 2-3 łyżki cukru do smaku
- cynamon do smaku

Jabłka obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Wrzucamy do garnka, dolewamy 1/4 szklanki wody, dosypujemy cukier i gotujemy na wolnym ogniu ok 15 minut. Trzeba pilnować i co chwilę mieszać, a jeśli woda odparuje to ciut dolać. Kiedy jabłka mocno zmiękną, studzimy je i miksujemy na gładką masę. Doprawiamy cynamonem.

sobota, 22 lutego 2014

Kaiserschmarrn

Lubię z podróży przywozić pomysły i inspiracje do zrealizowania w kuchni. Urlop zimowy był pod tym względem bardzo owocny, bo mogliśmy poznać różne nowe potrawy, w tym austriackie klasyki. Na pewno należy do nich omlet biszkoptowy Kaiserschmarrn, który podawany jest na śniadanie lub deser w prawie każdej wiedeńskiej kawiarni. Do tej pory nie miałam okazji go spróbować, bo w menu zawsze widnieje w towarzystwie duszonych jabłek, rodzynek i powideł śliwkowych, a są to rzeczy, za którymi ani ja, ani L. nie przepadamy. Jednak tym razem nasi gospodarze podali czysty omlet z cukrem pudrem i musem jabłkowym, a taka postać mi odpowiada. 
Przy pierwszej okazji do dłuższego śniadania postanowiłam go przyrządzić. Jest prosty w przygotowaniu, ale wymaga spokoju i opanowania, bo bardzo łatwo można zepsuć białka przy mieszaniu i zamiast puszystego ciasta będzie naleśnik ;) Oprócz tego jest to świetny przepis dla tych, którym omlet zwykle nie wychodzi, bo się cały rwie - ten właśnie taki powinien być, porwany. 




Składniki na 2 porcje (patelnia 30cm):
- 4 jaja
- szklanka mąki
- szklanka mleka
- szczypta soli
- łyżka masła i łyżka oleju do smażenia

Rozdzielamy białka od żółtek. W misce miksujemy mleko, mąkę i żółtka. Rozgrzewamy patelnię oraz masło i olej na niej. Ubijamy białka z szczyptą soli i delikatnie mieszamy z resztą masy. Jeśli chcecie dodać rodzynki to zróbcie to w tej chwili ;) Wlewamy wszystko na patelnię - masa powinna mieć maks. 2 cm grubości, bo inaczej omlet może się przypalić i być surowy w środku. Smażymy kilka minut, aż do ścięcia większości masy. Następnie omlet obracamy - już teraz możecie sobie ułatwić i porwać omlet na kawałki przy pomocy łopatki i smażymy jeszcze chwilę, aż do zezłocenia się spodu i ścięcia środka.
Podajemy z cukrem pudrem i musem jabłkowym albo powidłami.



sobota, 1 lutego 2014

frittata z cukinią i suszonymi pomidorami

Dobre śniadanie to podstawa każdego dnia - myślę, że mało kto się będzie ze mną w tej kwestii spierał. Każdy ma swoje zwyczaje i ulubione potrawy, które wybiera rano. My również z L. lubimy dobrze zacząć dzień, więc pod wpływem impulsu nastąpiła reaktywacja bloga, który kiedyś był zbiorem inspiracji śniadaniowych z naszej kuchni. Co prawda pod inną nazwą, ale dającą wiele nowych możliwości, bo co dwie głowy to nie jedna, a śniadania we dwoje je się najlepiej :)
Tymczasem mam dla Was propozycję, która u nas czasem gości rano, ale dobrze sprawdzi się także jako lżejszy obiad czy kolacja - frittata pełna warzyw.




Składniki na frittatę dla 2 osób:
- 6-8 jajek
- mała cukinia
- pół słoika suszonych pomidorów
- kilka pomidorków cherry
- 1/5 sera sałatkowego typu feta

Pomidory kroimy na kawałki, cukinię obieramy i obieraczką kroimy na plastry. Podsmażamy kilka minut na zalewie z pomidorów.
W misce miksujemy jajka aż nieco się napowietrzą. Dodajemy podsmażone warzywa, pomidorki cherry i pokrojoną fetę. Mieszamy i wylewamy na patelnię. Zakrywamy i smażymy na wolnym ogniu aż do ścięcia.



niedziela, 26 stycznia 2014

czeko szarlotka

Podobno kobiety są bardzo niezdecydowane. Ja na ogół nie mam tego problemu, doskonale również wiem co chcę na siebie włożyć, ale czasem zdarza się, że nie umiem zdecydować co dobrego przygotować w kuchni. Ostatnio mój dylemat dotyczył weekendowego ciasta: brownie czy szarlotka? Ostatecznie stwierdziłam, że zrobię po prostu czekoladową szarlotkę ;) Jest dobra, spałaszowaliśmy ją ze smakiem, chociaż dalej uważam, że do czekolady lepiej pasują gruszki.
Jako inspirację wzięłam przepis ze Słodkich Fantazji, natomiast na blaszkę 22cm ciasta wyszło za dużo, więc polecam raczej wziąć tortownicę 24-26cm i dodać 2 jabłka do masy.




Składniki:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 6 łyżek kakao
- 250 g miękkiego masła
- 7-8 łyżek cukru
- 4 żółtka
- 3 łyżki kwaśnej śmietany 

Masa:
- ok 1 kg kwaśnych jabłek (antonówka lub szara reneta)
- 25 g masła
- cynamon do smaku
- 50 g posiekanej czekolady deserowej


Z pierwszej części składników wyrabiamy ciasto (masło siekamy z mąką, następnie dodajemy pozostałe) - oryginalnie masła była tylko kostka, ale miałam problemy z wyrobieniem ciasta, więc dodałam go ciut więcej. Jeśli będzie zbyt lepkie dodajcie mąki. Chłodzimy.
Jabłka obieramy i kroimy na średniej grubości plastry. Wkładamy do garnka, dodajemy 25g masła, cynamon i dusimy przez ok 15 minut. Studzimy i mieszamy z posiekaną czekoladą.
2/3 ciasta wykładamy na spód blachy i podpiekamy ok 10 minut w 180 stopniach. Następnie wykładamy jabłka, resztę ciasta ścieramy na górę i pieczemy ok 35-40 minut w 180 stopniach. Po ostudzeniu można oprószyć cukrem pudrem.




niedziela, 19 stycznia 2014

ale to dobre! - wołowina słodko-kwaśna

Przyznaję się do pewnego jedzeniowego grzechu - bardzo lubię sos słodko-kwaśny ze słoiczka. Do tego kurczak, ryż i jestem bardzo zadowolona. Całe szczęście, że nauka gotowania jest taka ciekawa, więc po ulubiony słoik sięgam średnio raz do roku. I nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie udało mi się przygotować potrawy w tym stylu w domu - chyba zawsze wydawało mi się, że to bardzo wiele pracy, że to przecież prawie kuchnia chińska i musi być to czasochłonne i trudne. Jednak kilka dni temu wertując przepisy na nieco bardziej orientalne przepisy stwierdziłam, że one są naprawdę proste i szybkie! Tak jak w przypadku makaronu ryżowego z wołowiną okazało się, że przygotowanie domowego dania w sosie słodko-kwaśnym zajmuje góra 20 minut. Chyba częściej zacznę sięgać po nieco orientalne przepisy.
Inspirowałam się przepisem stąd, jednak jak można zauważyć zmieniłam mięso oraz nieco zwiększyłam proporcje dla 2 osób. Zapomniałam także dodać papryczkę chilli, a sam proszek nie nadał aż tak ostrego smaku, co dla mnie było sporą zaletą, bo mogłam się skupić na słodko-kwaśnych smakach.




Składniki dla 2 osób:
- 250g wołowiny (cena polędwiczek nieco powala, więc zadowalam się ligawą)
- papryka czerwona
- cebula szalotka
- marchewka
- biała część pora (ok 7-8cm)
- 2 ząbki czosnku
- 2 cm imbiru
- łyżka mąki ziemniaczanej
- sok z 1/2 cytryny
- sok z 1/2 lemonki
- 5 łyżek sosu sojowego
- 3 łyżki cukru
- 3 łyżki wody
- posiekany szczypiorek
- ryż (dla nas 3/4 szklanki)
- olej kokosowy

Gotujemy ryż. Przygotowujemy sos, czyli mieszamy sok z cytryny, limonki, sos sojowy wodę i cukier. Mięso kroimy na cienkie plasterki w poprzek włókien (można je nieco zamrozić, żeby było łatwiej, ale wtedy koniecznie trzeba odczekać po pokrojeniu aż osiągnie temp. pokojową).
Cebulkę kroimy na piórka, paprykę w dość dużą kostkę (2x2 cm). Marchewkę i pora kroimy w podłużne, cienkie słupki (marchewkę warto przekroić na pół). Jeśli chcecie ostre to pokrójcie także papryczkę chilli (albo chociaż pół).
Czosnek przeciskamy przez praskę, imbir ścieramy na tarce. Na głębokiej patelni (najlepiej w woku) rozgrzewamy łyżkę oleju kokosowego i smażymy na nim pokrojone warzywa oraz imbir z czosnkiem przez ok 4 minuty. Ściągamy warzywa na talerz i rozgrzewamy drugą łyżkę oleju, na której smażymy mięso przez ok 3 minuty. Następnie dodajemy warzywa, mieszamy wszystko i spokojnie dolewamy sos. Dodajemy łyżkę mąki ziemniaczanej do zagęszczenia (można też obtoczyć w niej mięso), doprawiamy chilli w proszku i gotujemy wszystko jeszcze kilka minut, aż sos w miarę zgęstnieje.
Podajemy z ryżem i obsypujemy szczypiorkiem.



czwartek, 16 stycznia 2014

zapieksy wyborowe, Gliwice

Kilka lat temu miałam okazję poznać trochę Kraków i mam tam kilka ulubionych miejsc m.in. zapiekanki na Kazimierzu. Ze świeżymi dodatkami, sporej wielkości i bardzo smaczne. I kiedy tak nas zajęły gliwickie burgerownie okazało się, że są także osoby, które postanowiły nas nakarmić dobrymi zapiekankami. Tuż obok McDonald's na Zwycięstwa stanęła budka z wyborowymi zapieksami. Ponieważ dobry fast food to jest to, co z L. lubimy, więc postanowiliśmy się wybrać.



Po pierwsze bardzo nam się spodobał pomysł z lokalem-budką. Zapieksy czasem wyruszają w trasę na okoliczne imprezy, ale zazwyczaj mają swoje stałe miejsce. Przed budką stoi kilka stolików skonstruowanych z krat po fritzie, więc można zapiekankę położyć czy przystanąć na chwilę.






Bagietki są pieczone na miejscu, a sosy domowej roboty. Samo menu nie jest bardzo bogate, co więcej zapiekanki to zazwyczaj dwa dodatki (oprócz sera). Osobiście lubię sobie powrzucać sporo na górę, ale z drugiej strony w takich warunkach ciężko byłoby zjeść wielką zapiekankę. A jak już o rozmiarze mowa to spodziewałam się trochę większych, bo porcja jest bardziej na kolację niż na obiad.
W kwestii smaku to też mam drobne zastrzeżenia - zwykły ser nie zawsze pasuje do wszystkich dodatków. Do mojej Niemki dodałabym jeszcze mozzarellę, a zmniejszyła nieco ilość żółtego, który smak ma dość wyraźny.





W tej niewielkiej budce znalazło się także miejsce na maszynę do belgijskiej gorącej czekolady oraz sporych rozmiarów ekspres do kawy. Herbata owocowa zawiera prawdziwe owoce, które są ustawione w słoiczkach na ladzie :) Do tego można zwinąć promocyjne naklejki lub magnesy.





Podsumowując: bardzo fajny pomysł na biznes, zarówno w formie, jak i w treści. Mam kilka drobnych uwag, ale mimo ich wrócimy jeszcze, pewnie w trakcie jednego z naszych wieczornych spacerów. O ile wybierzemy się przed...20 i brakiem bagietek ;)