Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto francuskie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 4 maja 2014
śniadaniowy pudding z croissantów
Od dawna zastanawiał mnie przepis na pudding z pieczywa, jednak sporo czasu zajęło mi zabranie się do jego przygotowania. Ostatnio przeglądając książkę Nigelli znalazłam przepis na pudding z francuskich pain-au-chocolat. Przy najbliższej okazji kupiłam croissanty i postanowiłam sprawdzić przepis. Jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnego śniadania. Możecie dorzucić do środka różne dodatki lub zmienić rodzaj pieczywa np. na chałkę albo zwykły, nieco zeschnięty chleb.
sobota, 17 listopada 2012
błyskawiczne quiche ze szpinakiem i fetą
Och, jak ja nie lubię postów o potrawach wytrawnych ;) Słodkie darzę większą sympatią i o wiele prościej coś napisać, zachęcić i zrobić zdjęcia. Dziś danie obiadowe, banalnie proste i dość szybkie. Namówił mnie na nie L., a przepis wzięłam z opakowania ze szpinakiem pewnej popularnej marki soków i mrożonek ;) W zasadzie to przy robieniu koktajlu L. stwierdził, że podoba mu się to danie na obrazku i fajnie by je zrobić. Co prawda zamierzałam przygotować je na cieście kruchym, ale zabrakło mi czasu i użyłam francuskiego.
Składniki na tortownicę 26cm:
-opakowanie ciasta francuskiego (w Auchan sprzedają okrągłe, ale ja miałam prostokątne, które odpowiednio pocięte i poukładane, że dało radę) albo ciasto francuskie z ok 220-240g mąki
-opakowanie mrożonego szpinaku
-kostka sera typu feta
-2 jajka
-2/3 szklanki mleka
-4-5 łyżek śmietany 12%
-kilka ząbków czosnku, pieprz (soli raczej nie trzeba, bo ser jest dość słony)
Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni. Szpinak podsmażamy na maśle, dodajemy połowę sera. Ciasto wykładamy na blaszkę, równomiernie rozkładamy szpinak, na to pozostały ser. W misce mieszamy jajka z mlekiem, śmietaną, pieprzem i posiekanym lub przeciśniętym czosnkiem, wylewamy na szpinak. Wstawiamy do piekarnika na 30-35 minut.
***
Trzy rodzaje czekoladek, dwa rodzaje babeczek na dzisiejszą imprezę Rodzicielki. W międzyczasie charytatywna zumba. A przez wczorajsze uczucie, że jest sobota mam weekend dłuższy o jeden dzień ;) I w końcu, przy trzecim podejściu do zakupów tylek dekoratorskich w zwykłym sklepie udało mi się trafić na zestaw z upatrzonym wzorem.
piątek, 17 sierpnia 2012
cudo - francuskie rożki z jabłkami
Zakochałam się od pierwszego kęsa i nie przyznam się ile ich pochłonęłam (i w jakim tempie!). Banalnie proste, niewyobrażalnie smaczne. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował - musicie to zmienić jak najszybciej.
Składniki na 12 sztuk:
-2 arkusze ciasta francuskiego kupnego albo ciasto z tego przepisu
-2-3 jabłka
-cukier, cynamon + jajko do posmarowania
Jabłka obieramy i kroimy w kostkę. Ciasto dzielimy na równe kwadraty. Z gotowego arkusza powinno wyjść 6, dość sporych. Kładziemy trochę jabłek na środku, posypujemy cukrem i cynamonem i składamy formując trójkąt. Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni, smarujemy nasze ciastka rozmieszanym jajkiem i pieczemy ok 20 minut. Najlepiej smakują ciepłe, a w towarzystwie lodów i kawy mrożonej - można się rozpłynąć.
***
Żagle bardzo udane. Co prawda mógł być nieco lepszy wiatr, ale i tak bawiliśmy się dobrze. Wczoraj 17km na rolkach rano, wieczorem spacer z L. Oprócz tego siedzę zaczytana i nie umiem się oderwać. Dzisiaj planuję tylko wieczorną zumbę, a na sobotę zaplanowaliśmy z L. i moimi Rodzicami wycieczkę rowerową, w niedzielę wypad na plażę :)
piątek, 15 czerwca 2012
łosoś + szpinak + truskawki
Obiad (a w zasadzie lunch) musiał być szybki i prosty. Zaraz po egzaminie z angielskiego wbiegłam do domu i zabrałam się do pracy, a czas mnie gonił, bo przecież szykowaliśmy się w drogę do Małej K. :) Miałam w lodówce pół arkusza ciasta francuskiego, kawałek łososia, ser sałatkowy typu feta, truskawki i szpinak w zamrażalniku. W pół godziny zrobił się jeden z najlepszych obiadów na świecie. Szkoda, że nie mieliśmy dużo czasu, żeby go smakować.
Składniki na 2 porcje:
-2 kawałki łososia
-opakowanie szpinaku
-pół opakowania sera typu feta
-arkusz ciasta francuskiego
-cytryna
-truskawki
Szpinak rozmrażamy (bądź dusimy, jeśli macie świeży). Ciasto francuskie kroimy na 8 równych części. Na każdej kładziemy kawałek sera od szpinak. Zlepiamy tworząc takie "paczuszki".
Łososia nacieramy solą, dodajemy trochę masła, plasterek cytryny na górę, zawijamy w folię aluminiową. Zarówno ciasto francuskie, jak i łososia pieczemy ok 20-25 minut w 200 stopniach. Do tego kilka truskawek i otrzymujemy naprawdę niesamowite połączenie smaków.
Składniki na 2 porcje:
-2 kawałki łososia
-opakowanie szpinaku
-pół opakowania sera typu feta
-arkusz ciasta francuskiego
-cytryna
-truskawki
Szpinak rozmrażamy (bądź dusimy, jeśli macie świeży). Ciasto francuskie kroimy na 8 równych części. Na każdej kładziemy kawałek sera od szpinak. Zlepiamy tworząc takie "paczuszki".
Łososia nacieramy solą, dodajemy trochę masła, plasterek cytryny na górę, zawijamy w folię aluminiową. Zarówno ciasto francuskie, jak i łososia pieczemy ok 20-25 minut w 200 stopniach. Do tego kilka truskawek i otrzymujemy naprawdę niesamowite połączenie smaków.
***
Wczoraj dzień odpoczywania, kolokwium przeniesione na kiedyś w sesji. A wieczorem zumbowy pokaz w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Co prawda nie tańczyłyśmy na dużej scenie, ale trochę po niej poskakałyśmy. Obudziła się we mnie fascynacja małej dziewczynki teatrem ;)
z lewej strony to ja :)
Dzisiaj czeka mnie egzamin ustny z angielskiego. Moim tematem będzie drukarka 3D, mam nadzieję, że nie pozapominam nowego słownictwa, które wyciągnęłam z anglojęzycznych artykułów. A w poniedziałek pierwszy sesyjny egzamin...
poniedziałek, 28 maja 2012
na wiosenne przyjęcie, czyli słodka przekąska
Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie dość pracowite. Kolokwia, kartkówki, zajęcia na uczelni - na szczęście na razie wszystko zaliczone(i to na min. 4 :D), jeszcze 3 tygodnie i zaczyna się sesja! Oprócz tego w minioną sobotę mój dziadek obchodził 70-te urodziny i postanowił urządzić huczną imprezę, z moją pomocą. Musiałam przygotować kilka "atrakcji" oraz torty (a solenizant zamówił dwa różne smaki tortów dla blisko 30 osób każdy!). Na szczęście urodziny się udały, a torty zebrały liczne pochwały. Przepisy oczywiście wrzucę, ale wszystko w swoim czasie. W piątek wieczorem, jako oderwanie od kuchni, wzięłam udział w pokazie zumby. Było naprawdę świetnie! Imprezę prowadził Norbi, a my miałyśmy najpierw dwa pokazowe kawałki, a potem 4 animacje, w których udział wzięło naprawdę sporo osób :) Do tego tłum z aparatami dookoła.
Narobiłam sobie zaległości u Was tzn. starałam się czytać na bieżąco, ale nie zawsze mogłam skomentować. Teraz zapowiada się dość spokojny tydzień, w zasadzie to dwa najbliższe będą dość spokojne. A potem się zacznie! Na razie jednak myślę o tych przyjemniejszych rzeczach. W piątek jedziemy z okazji Dnia Dziecka na musical "Tarzan" nawiązujący muzycznie do Disneya. Zrobiłam też przegląd mojej szafy i muszę dokupić kilka rzeczy. Czy ktoś mi wyjaśni, jakim cudem w najbliższy piątek zacznie się już czerwiec? Czas mi uciekł ;)
Dzisiejszy "przepis" będzie bardzo krótki, wynika to z tego, że pozostałe leżą nieopracowane wraz z nieobrobionymi zdjęciami, bo nie było czasu.
Myślę, że to przekąska idealna na wiosnę. Ciasto francuskie, nieco bitej śmietany i truskawki na górę.
Zostałam także otagowana przez Madleine w zabawie, która bardzo mi się spodobała, więc postanowiłam wziąć w niej udział :)
Standardowo nominację posyłam dalej w świat Wam wszystkim.
8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
I tutaj pojawia się problem, bo jem na tyle różnorodnie, że chyba nie mam czegoś, co chciałabym do swojej diety wprowadzić. Myślę też, że nie ma rzeczy, które chcę wyeliminować. Jak pisałam wyżej, staram się rozsądnie podchodzić do odżywiania, wybierać to, co najlepsze dla mojego organizmu, ale po złe słodycze też czasem sięgam.
9. Czego nie możesz przełknąć, a co mogłabyś jeść cały czas?
Nie znoszę jajka na miękko czy generalnie nieściętego do końca. Nie lubię także brukselki oraz szparagów.
Cały czas mogłabym jeść szpinak, maliny, jagody oraz sushi.
10. Ile posiłków jesz dziennie?
4-5
11. Wypijasz odpowiednią ilość wody? (min. 8 szklanek dziennie)?
Samej wody wypijam ok 1,5 litra, czyli 6 szklanek. Ale dochodzą do tego koktajle oraz kawa czy herbata.
Narobiłam sobie zaległości u Was tzn. starałam się czytać na bieżąco, ale nie zawsze mogłam skomentować. Teraz zapowiada się dość spokojny tydzień, w zasadzie to dwa najbliższe będą dość spokojne. A potem się zacznie! Na razie jednak myślę o tych przyjemniejszych rzeczach. W piątek jedziemy z okazji Dnia Dziecka na musical "Tarzan" nawiązujący muzycznie do Disneya. Zrobiłam też przegląd mojej szafy i muszę dokupić kilka rzeczy. Czy ktoś mi wyjaśni, jakim cudem w najbliższy piątek zacznie się już czerwiec? Czas mi uciekł ;)
Dzisiejszy "przepis" będzie bardzo krótki, wynika to z tego, że pozostałe leżą nieopracowane wraz z nieobrobionymi zdjęciami, bo nie było czasu.
Myślę, że to przekąska idealna na wiosnę. Ciasto francuskie, nieco bitej śmietany i truskawki na górę.
Zostałam także otagowana przez Madleine w zabawie, która bardzo mi się spodobała, więc postanowiłam wziąć w niej udział :)
Standardowo nominację posyłam dalej w świat Wam wszystkim.
1. Czy uważasz, że odżywiasz się zdrowo?
Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy zdrowe odżywianie. W moim rozumieniu są to regularne posiłki, rozsądny i świadomy wybór składników. Staram się zdrowo odżywiać, jednak nie rezygnuję także z małych, słodkich przyjemności ;)
2. Czy zwracasz uwagę na skład produktów spożywczych? Jeśli tak, to jakich składników unikasz?
Zazwyczaj czytam etykiety, sprawdzam ile jest mięsa w parówkach albo tłuszczu w maśle. Unikam wszelkich dziwnie brzmiących rzeczy - glutaminiany, aspartany, gumy etc.
3. Jesz dużo owoców i warzyw?
Ostatnio znacznie zwiększyłam ich dawkę. Warzyw zawsze jadłam sporo, z owocami było gorzej. Dzięki moim postanowieniom śniadaniowym praktycznie codziennie sięgam po owoc z samego rana. Często jest ich więcej niż jeden. A bardzo często trafiają razem z mlekiem do koktajli.
4. Czy kiedykolwiek się odchudzałaś? Na jakiej diecie? Zamierzasz się odchudzać w przyszłości?
Nigdy się nie odchudzałam, nie potrzebuję. Po pierwsze lubię siebie, po drugie uważam, że rozsądne odżywianie i sport są znacznie lepsze niż nagła zmiana trybu żywienia. Większość diet polega na wykluczaniu pewnych składników, a ja wolę się skupić na dostarczaniu tych odpowiednich :) A najgorsze ze wszystkich są diety z liczeniem kalorii, nie umiałabym się aż tak ograniczać i podporządkować.
5. Czy czujesz się dobrze w swoim ciele?
Tak, i to bardzo dobrze :)
6. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
Tylko jedna? Nie umiem wybrać. Uwielbiam pierogi z jagodami, uwielbiam sushi oraz szpinak. Ale także kluski autorstwa mojego dziadka z tłustym sosem z kurczaka.
7. Czy lubisz gotować?
Bardzo, ale Wy doskonale o tym wiecie :)8. Co chciałabyś wyeliminować z diety, a co do niej wprowadzić i dlaczego?
I tutaj pojawia się problem, bo jem na tyle różnorodnie, że chyba nie mam czegoś, co chciałabym do swojej diety wprowadzić. Myślę też, że nie ma rzeczy, które chcę wyeliminować. Jak pisałam wyżej, staram się rozsądnie podchodzić do odżywiania, wybierać to, co najlepsze dla mojego organizmu, ale po złe słodycze też czasem sięgam.
9. Czego nie możesz przełknąć, a co mogłabyś jeść cały czas?
Nie znoszę jajka na miękko czy generalnie nieściętego do końca. Nie lubię także brukselki oraz szparagów.
Cały czas mogłabym jeść szpinak, maliny, jagody oraz sushi.
10. Ile posiłków jesz dziennie?
4-5
11. Wypijasz odpowiednią ilość wody? (min. 8 szklanek dziennie)?
Samej wody wypijam ok 1,5 litra, czyli 6 szklanek. Ale dochodzą do tego koktajle oraz kawa czy herbata.
środa, 16 maja 2012
orkisz po francusku
Miękkie, maślane, rozpływające się w ustach. Najlepiej ciepłe, nie potrzeba żadnych dodatków. Rogaliki z drożdżowego ciasta francuskiego, croissanty. Podejście nr 2, tym razem zdecydowanie udane :)
Zobaczyłam je na śniadaniowym blogu, znalazłam przepis, nieco zmieniłam i powstały. Aż ciężko się było od nich oderwać.
Składniki na 14-16 rogalików, bazowałam na tym przepisie:
-400g mąki (u mnie 3/4 orkiszowej pełnoziarnistej i 1/4 pszennej chlebowej)
-szklanka mleka
-1/4 szklanki cukru
-2-3 dag drożdży
-2 łyżeczki soli
-kostka masła
-roztrzepane jajko
Drożdże zalewamy letnim mlekiem, dodajemy cukier, mieszamy i zostawiamy na 10 minut. Dosypujemy mąki oraz sól i wyrabiamy ciasto przez kilka minut w misce. Następnie wyjmujemy i wyrabiamy na blacie, jeśli jest potrzeba to delikatnie podsypujemy mąką. Formujemy kulę, wkładamy do miski wysmarowanej olejem, zawijamy folią spożywczą i odstawiamy na godzinę do ciepłego miejsca do wyrośnięcia, potem na pół godziny do lodówki.
Masło zawijamy w folię spożywczą, rozwałkowujemy, żeby miało mniej więcej grubość 5-7 mm. Następnie rozwałkowujemy ciasto na prostokąt o grubości ok 1,5cm, tak aby jeden bok był 3 razy dłuższy od drugiego. Kładziemy masło na środku, zawijamy jak trzyczęściowy list i znów rozwałkowujemy wzdłuż na grubość ok 1,5cm. Teraz składamy na 3 części i chowamy do lodówki na 15 minut.
Wyciągamy, rozwałkowujemy wzdłuż i znów zawijamy na 3 części. Chowamy do lodówki na 15 minut i znowu to samo. Tym razem zawijamy szczelnie w folię i chowamy do lodówki na 2-3 godziny. Wyjmujemy, rozwałkowujemy na 5 mm, przecinamy ciasto na pół i wycinamy kilkanaście trójkątów. Zwijamy od podstawy do wierzchołka, kładziemy na blasze, smarujemy jajkiem i zostawiamy na 2h do wyrośnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni, skręcamy do 200 i wkładamy rogale. Pieczemy 15-20 minut. Studzimy na kratce.
Zobaczyłam je na śniadaniowym blogu, znalazłam przepis, nieco zmieniłam i powstały. Aż ciężko się było od nich oderwać.
w wersji śniadaniowej
Składniki na 14-16 rogalików, bazowałam na tym przepisie:
-400g mąki (u mnie 3/4 orkiszowej pełnoziarnistej i 1/4 pszennej chlebowej)
-szklanka mleka
-1/4 szklanki cukru
-2-3 dag drożdży
-2 łyżeczki soli
-kostka masła
-roztrzepane jajko
Drożdże zalewamy letnim mlekiem, dodajemy cukier, mieszamy i zostawiamy na 10 minut. Dosypujemy mąki oraz sól i wyrabiamy ciasto przez kilka minut w misce. Następnie wyjmujemy i wyrabiamy na blacie, jeśli jest potrzeba to delikatnie podsypujemy mąką. Formujemy kulę, wkładamy do miski wysmarowanej olejem, zawijamy folią spożywczą i odstawiamy na godzinę do ciepłego miejsca do wyrośnięcia, potem na pół godziny do lodówki.
Masło zawijamy w folię spożywczą, rozwałkowujemy, żeby miało mniej więcej grubość 5-7 mm. Następnie rozwałkowujemy ciasto na prostokąt o grubości ok 1,5cm, tak aby jeden bok był 3 razy dłuższy od drugiego. Kładziemy masło na środku, zawijamy jak trzyczęściowy list i znów rozwałkowujemy wzdłuż na grubość ok 1,5cm. Teraz składamy na 3 części i chowamy do lodówki na 15 minut.
Wyciągamy, rozwałkowujemy wzdłuż i znów zawijamy na 3 części. Chowamy do lodówki na 15 minut i znowu to samo. Tym razem zawijamy szczelnie w folię i chowamy do lodówki na 2-3 godziny. Wyjmujemy, rozwałkowujemy na 5 mm, przecinamy ciasto na pół i wycinamy kilkanaście trójkątów. Zwijamy od podstawy do wierzchołka, kładziemy na blasze, smarujemy jajkiem i zostawiamy na 2h do wyrośnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni, skręcamy do 200 i wkładamy rogale. Pieczemy 15-20 minut. Studzimy na kratce.
***
Oddałabym wiele, żeby móc teraz wyskoczyć nad morze. Niesamowita ochota mnie ostatnio naszła. I chyba będzie musiała poczekać do przyszłych wakacji.
Natomiast teraz czekają mnie metody numeryczne, dzisiejsze kolokwium. 20 dopracowanych stron, które mniej więcej są już w mojej głowie. Trzymajcie kciuki, trzymajcie!
I piękne gerbery mam na parapecie. Beżowe :)
niedziela, 15 stycznia 2012
starcie polskie, czyli kremówka czy napoleonka?
Klamry. Kilk, klik, klik...Maska. Odgarnąć włosy, a na głowę kask. Cyk, po brodą. Gogle. Dwie pary rękawiczek, bo dziko wieje. Jadę pod górę, obserwując tę niesamowitą aurę. Metr śniegu obok mnie, przysypane choinki aż czubki im się wyginają w dół. I padający puch z nieba. Jednocześnie z Rodzicielką wypowiadamy: "Bajka!".
Potem to już tylko spojrzenie w dół, rozpęd, uginam kolana i lecę. Czasem tuż przy ziemi, skacząc przez muldy, wymijam wszystkich, na dół dojeżdżam z palącym ciepłem w nogach, na granicy bólu. Hamuję i wzbijam tuman śniegu. Ale jak ja to uwielbiam! A moja czarna trasa w Szczyrku jak zawsze niezastąpiona, prawie wcale nieprzygotowana, dzięki czemu jeszcze bardziej wymagająca.
Popołudnie w ramionach L., skończyłam "Grę o tron" i zabrałam się za weekendowe ciasto, bo nie chciało mi się w piątek. Ostatnio postanowiłam zająć się za pewne tradycyjne, wszystkim znane smaki. Najpierw była karpatka dla L. na urodziny w pracy (nie udało mi się zdjęć pstryknąć, więc wpis poczeka na kolejny raz), a ostatnio naszło mnie na bardzo podobne ciasto - napoleonkę, zwaną także kremówką. I tutaj pojawił się pewien problem - jak to jest z tą nazwą? Poszukałam i znalazłam takie wyjaśnienie na Wikipedii:
Kremówka, napoleonka – ciastko na cieście francuskim przełożonym kremem waniliowym lub budyniowym, zazwyczaj posypane cukrem pudrem.
W niektórych częściach Polski (np. w Kaliskiem, w Warszawie) ciastko nosi nazwę napoleonka. We Wrocławiu znane są zarówno napoleonki (z kremem śmietanowym), jak i kremówki (z kremem waniliowo-budyniowym). Odwrotnie jest w Łodzi. Z kolei w Krakowie napoleonką nazywa się czasem ciastko z bladoróżowym kremem z białek, w innych częściach kraju zwane napoleonem.
W mojej okolicy spotykam się z dwiema nazwami, a w kawiarni dostanę ciasto francuskie przełożone kremem budyniowym. I przyznam się szczerze, że swego czasu nie lubiłam kremówek, a przecież...Wiesz co jeszcze wszyscy lubią? Kremówki. Znasz kogoś, że jak mu powiedziałeś: “Ej masz ochotę na kremówkę”. To on: “Nie stary, nie lubię kremówek.” Kremówki są pycha. Pewnie część z Was rozpoznaje cytat ze Shreka, wypowiedziany przez osła. I jedno mogę powiedzieć - nieważne czy napoleonka czy kremówka, ciastka z tego przepisu są pycha!
Składniki (powtarzam za autorką) na ok 12 kremówek:
Ciasto francuskie:
-300g masła
-300g mąki pszennej
-1 jajko
-1/2 łyżki octu (6%)
-woda (ciepła ok. 100ml)
Oczywiście, ciasto francuskie możecie kupić w sklepie i je po prostu upiec, ale ja postanowiłam zrobić swoje własne i nie żałuję :)
Całe masło kroimy na niewielkie kawałki i zagniatamy na kulę ze 100g mąki pszennej. Trzeba to zrobić szybko, bo inaczej zacznie mięknąć i przyklejać się do blatu. Kładziemy na foli spożywczej, przykrywamy i formujemy kwadrat o boku ok. 13 cm. Wkładamy do lodówki. W tym czasie z pozostałych składników zagniatamy ciasto, nie dolewamy całej wody od razu, tylko po trochu. Ciasto ma być jak to na pierogi.
Rozwałkowujemy je na cienki okrąg (mój miał 35-40 cm średnicy), kładziemy na środku kwadrat z masła i mąki i zawijamy ciasto, dokładnie zlepiając brzegi.
Kładziemy na stronie ze złączeniami i rozwałkowujemy (starają się wałkować tylko w jedną stronę) na prostokąt o grubości ok. 0,5-1 cm i składamy na trzy części, jak list. Tzn. jeden koniec do środka, a potem na to drugi koniec. Delikatnie spłaszczamy wałkiem, zwijamy w folię spożywczą i wstawiamy do zamrażalnika na 15 minut. Czynność powtarzamy jeszcze trzykrotnie.
-2 łyżeczki cukru waniliowego
-4-5 żółtek
-2 jajka
-130g mąki pszennej
-90g mąki ziemniaczanej
Zwiększyłam trochę ilość mąki w stosunku do przepisu ze strony autorki, a mojej masy wyszło mniej i wydaje się być bardziej płynna niż na zdjęciu autorki. Ale jest prawda w tym co ostatnio usłyszałam - masa budyniowa domowa jest lepsza od tej na kupnym budyniu.
3 szklanki (szklanka = 250ml) mleka gotujemy z masłem i cukrami. W tym czasie pozostałe mleko miksujemy z jajkami, żółtkami i mąkami. Dodajemy do gotującego się mleka i miksujemy, żeby nie powstały grudki. Czekamy aż masa zrobi się bardziej gęsta, ewentualnie można dodać jeszcze łyżkę mąki, jeśli byłaby za rzadka.
Upieczone blaty ciasta kroimy na prostokąty, bo później będzie się ciężko kroiło. Wykładamy formę folią aluminiową albo formujemy prostokąt z foli wielkości spodu do ciasta, żeby nam się masa nie wylewała z ciasta. Na spód układamy prostokąty z ciasta, nalewamy masę budyniową i na górę znów układamy ciasto. Wstawiamy do lodówki na min. 12 godzin. Po wyjęciu obsypujemy cukrem pudrem.
***
Dzisiaj popołudniu czeka mnie nauka na jutrzejsze kolokwium z metod statystycznych, a w chwili obecnej jeszcze totalnie nic nie umiem. Zobaczymy ile tym razem będę potrzebować czasu na nadrobienie semestru ;)
I przypominam o konkursie Blog Roku 2011! Startuję w kategorii Moje zainteresowania i pasje i proszę o smsy H00363 na nr 7122 (koszt 1,23zł - cały dochód idzie na cele charytatywne). Z góry wszystkim dziękuję :)
Potem to już tylko spojrzenie w dół, rozpęd, uginam kolana i lecę. Czasem tuż przy ziemi, skacząc przez muldy, wymijam wszystkich, na dół dojeżdżam z palącym ciepłem w nogach, na granicy bólu. Hamuję i wzbijam tuman śniegu. Ale jak ja to uwielbiam! A moja czarna trasa w Szczyrku jak zawsze niezastąpiona, prawie wcale nieprzygotowana, dzięki czemu jeszcze bardziej wymagająca.
Popołudnie w ramionach L., skończyłam "Grę o tron" i zabrałam się za weekendowe ciasto, bo nie chciało mi się w piątek. Ostatnio postanowiłam zająć się za pewne tradycyjne, wszystkim znane smaki. Najpierw była karpatka dla L. na urodziny w pracy (nie udało mi się zdjęć pstryknąć, więc wpis poczeka na kolejny raz), a ostatnio naszło mnie na bardzo podobne ciasto - napoleonkę, zwaną także kremówką. I tutaj pojawił się pewien problem - jak to jest z tą nazwą? Poszukałam i znalazłam takie wyjaśnienie na Wikipedii:
Kremówka, napoleonka – ciastko na cieście francuskim przełożonym kremem waniliowym lub budyniowym, zazwyczaj posypane cukrem pudrem.
W niektórych częściach Polski (np. w Kaliskiem, w Warszawie) ciastko nosi nazwę napoleonka. We Wrocławiu znane są zarówno napoleonki (z kremem śmietanowym), jak i kremówki (z kremem waniliowo-budyniowym). Odwrotnie jest w Łodzi. Z kolei w Krakowie napoleonką nazywa się czasem ciastko z bladoróżowym kremem z białek, w innych częściach kraju zwane napoleonem.
Składniki (powtarzam za autorką) na ok 12 kremówek:
Ciasto francuskie:
-300g masła
-300g mąki pszennej
-1 jajko
-1/2 łyżki octu (6%)
-woda (ciepła ok. 100ml)
Oczywiście, ciasto francuskie możecie kupić w sklepie i je po prostu upiec, ale ja postanowiłam zrobić swoje własne i nie żałuję :)
Całe masło kroimy na niewielkie kawałki i zagniatamy na kulę ze 100g mąki pszennej. Trzeba to zrobić szybko, bo inaczej zacznie mięknąć i przyklejać się do blatu. Kładziemy na foli spożywczej, przykrywamy i formujemy kwadrat o boku ok. 13 cm. Wkładamy do lodówki. W tym czasie z pozostałych składników zagniatamy ciasto, nie dolewamy całej wody od razu, tylko po trochu. Ciasto ma być jak to na pierogi.
Rozwałkowujemy je na cienki okrąg (mój miał 35-40 cm średnicy), kładziemy na środku kwadrat z masła i mąki i zawijamy ciasto, dokładnie zlepiając brzegi.
Kładziemy na stronie ze złączeniami i rozwałkowujemy (starają się wałkować tylko w jedną stronę) na prostokąt o grubości ok. 0,5-1 cm i składamy na trzy części, jak list. Tzn. jeden koniec do środka, a potem na to drugi koniec. Delikatnie spłaszczamy wałkiem, zwijamy w folię spożywczą i wstawiamy do zamrażalnika na 15 minut. Czynność powtarzamy jeszcze trzykrotnie.
Następnie ciasto przecinamy na pół (w poprzek), jedną połowę chowamy do lodówki, a drugą rozwałkowujemy na cienki prostokąt. Musi być dość spory, bo ciasto kurczy się w czasie pieczenia. Pieczemy na papierze, w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni przez 15 minut. To samo robimy z drugą połową.
Masa budyniowa:
-1 litr mleka
-50g masła
-130g cukru-1 litr mleka
-50g masła
-2 łyżeczki cukru waniliowego
-4-5 żółtek
-2 jajka
-130g mąki pszennej
-90g mąki ziemniaczanej
Zwiększyłam trochę ilość mąki w stosunku do przepisu ze strony autorki, a mojej masy wyszło mniej i wydaje się być bardziej płynna niż na zdjęciu autorki. Ale jest prawda w tym co ostatnio usłyszałam - masa budyniowa domowa jest lepsza od tej na kupnym budyniu.
3 szklanki (szklanka = 250ml) mleka gotujemy z masłem i cukrami. W tym czasie pozostałe mleko miksujemy z jajkami, żółtkami i mąkami. Dodajemy do gotującego się mleka i miksujemy, żeby nie powstały grudki. Czekamy aż masa zrobi się bardziej gęsta, ewentualnie można dodać jeszcze łyżkę mąki, jeśli byłaby za rzadka.
Upieczone blaty ciasta kroimy na prostokąty, bo później będzie się ciężko kroiło. Wykładamy formę folią aluminiową albo formujemy prostokąt z foli wielkości spodu do ciasta, żeby nam się masa nie wylewała z ciasta. Na spód układamy prostokąty z ciasta, nalewamy masę budyniową i na górę znów układamy ciasto. Wstawiamy do lodówki na min. 12 godzin. Po wyjęciu obsypujemy cukrem pudrem.
***
Dzisiaj popołudniu czeka mnie nauka na jutrzejsze kolokwium z metod statystycznych, a w chwili obecnej jeszcze totalnie nic nie umiem. Zobaczymy ile tym razem będę potrzebować czasu na nadrobienie semestru ;)
I przypominam o konkursie Blog Roku 2011! Startuję w kategorii Moje zainteresowania i pasje i proszę o smsy H00363 na nr 7122 (koszt 1,23zł - cały dochód idzie na cele charytatywne). Z góry wszystkim dziękuję :)
środa, 30 listopada 2011
pif paf, pif Puff, a w zasadzie to Puff Pie
Pogoda u nas pod psem, nie mogę powiedzieć, że pada psami i kotami, ale na pewno aura jest angielska. I zastanawiam się, ile jest prawdy w obrazie szarego i ponurego Londynu? Jeszcze nie miałam okazji dotrzeć do Anglii, ale liczę, że kiedyś się to zmieni. Na razie pozostaje mi poznawanie brytyjskiego humoru, brytyjskiego akcentu, a także brytyjskiej kuchni. Tylko jak tu się przekonać do sprawdzenia przepisów, kiedy tyle niepochlebnych rzeczy się o nich słyszy? Tłuste śniadania i ryba z frytkami na obiad? Nie powinniśmy dać się zwieść! W końcu Nigella Lawson jest Brytyjką, żydowskiego pochodzenia. I taka też jest kuchnia angielska - czerpiąca z wielu kultur i wielu smaków.
I szukając pomysłów na zapiekanki wpadłam na bardzo prosty i dość szybki przepis. Chicken & mushroom Puff Pie, u mnie z dodatkiem cebuli i żółtej papryki.
Składniki na 3 porcje:
-podwójna pierś z kurczaka
-ciasto francuskie
-duża papryka
-35-40 dag pieczarek
-cebula
-sól, pieprz, przyprawy
-śmietana 12%
-opcjonalnie ser żółty i szynka
Pierś z kurczaka myjemy, kroimy i marynujemy. Ja zalałam sosem sojowym. Po pół godzinie wrzucamy na rozgrzaną patelnię i podsmażamy. Kroimy pieczarki, cebulę i paprykę. Podsmażamy warzywa i dodajemy do mięsa. Solimy, pieprzymy, doprawiamy. Dodajemy dwie łyżki śmietany i mieszamy. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, mięso z warzywami rozkładamy do form.
U mnie zmieściło się do półmiska owalnego i do dwóch małych kokilek. Możemy dodać trochę żółtego sera i szynki. Z ciasta francuskiego wykrawamy przykrycie formy, trochę większe niż sama forma, żeby dało się zakryć całość. I pieczemy 25 minut :)
***
Leżę w łóżku, piję gorącą herbatę i oglądam Top Modelki. Dzisiejszy dzień był dość spokojny, statystka się nie odbyła, bo nie zrobiliśmy wystarczająco dużo materiału na wykładzie. Z elektroniki udało nam się wyjść dość szybko, podobnie jak z układów cyfrowych, na których prowadzący zasiał strach, bo zmienił swoje zasady oceniania i było dość ciężko zaliczyć dzisiejsze zajęcia, ale nam się udało ;)
Jutro przyjeżdża Mała K. razem ze swoim tatą, bo ciocia musi zrobić porządki z jej rzeczami. I jeśli wszystko będzie dobrze to zostanie z nami w piątek sama i odwieziemy ją razem z L. w sobotę, robiąc sobie przy okazji weekend w Ustroniu ;)
Byłam wczoraj na kolejnej wizycie u laryngologa. Tym razem odsyłają mnie do Katowic na dalsze badania. I jak się okazało po rtg mam wrodzony blok kostny łuków i trzonów dwóch kręgów szyjnych, więc się śmieję, że mam zrośnięty kręgosłup :pp Przejdę się ze zdjęciem do mojego rodzinnego, ciekawe czy odeśle mnie do ortopedy. Do tego mam wymęczone kolana po dzisiejszych tańcach, a moje stale chore gardło jest zjechane, co nie wróży dobrze na jutrzejsze korki...
A, no i takie przemyślenie na temat obecnej technologii - przez 4 lata miałam siemensa CX65 jako telefon i pomimo licznych upadków na chodniki z różnych wysokości i z różną siłą nic mu się nie stało. Od pół roku mam dotykowego samsunga, dzisiaj spadł mi po raz pierwszy! przy wysiadaniu z samochodu, z wysokości pół metra i mam pękniętą 1/3 ekranu...
Uciekam, muszę się wyspać i ogarnąć kilka rzeczy na piątek, a jutro czeka mnie baaaardzo angażujący dzień, więc jeszcze nie wiem jak ze wszystkim zdążę, ale jakoś to zrobię ;)
P.S. Moje faworytki są w finale TapMadl.
I szukając pomysłów na zapiekanki wpadłam na bardzo prosty i dość szybki przepis. Chicken & mushroom Puff Pie, u mnie z dodatkiem cebuli i żółtej papryki.
Składniki na 3 porcje:
-podwójna pierś z kurczaka
-ciasto francuskie
-duża papryka
-35-40 dag pieczarek
-cebula
-sól, pieprz, przyprawy
-śmietana 12%
-opcjonalnie ser żółty i szynka
Pierś z kurczaka myjemy, kroimy i marynujemy. Ja zalałam sosem sojowym. Po pół godzinie wrzucamy na rozgrzaną patelnię i podsmażamy. Kroimy pieczarki, cebulę i paprykę. Podsmażamy warzywa i dodajemy do mięsa. Solimy, pieprzymy, doprawiamy. Dodajemy dwie łyżki śmietany i mieszamy. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, mięso z warzywami rozkładamy do form.
U mnie zmieściło się do półmiska owalnego i do dwóch małych kokilek. Możemy dodać trochę żółtego sera i szynki. Z ciasta francuskiego wykrawamy przykrycie formy, trochę większe niż sama forma, żeby dało się zakryć całość. I pieczemy 25 minut :)
***
Leżę w łóżku, piję gorącą herbatę i oglądam Top Modelki. Dzisiejszy dzień był dość spokojny, statystka się nie odbyła, bo nie zrobiliśmy wystarczająco dużo materiału na wykładzie. Z elektroniki udało nam się wyjść dość szybko, podobnie jak z układów cyfrowych, na których prowadzący zasiał strach, bo zmienił swoje zasady oceniania i było dość ciężko zaliczyć dzisiejsze zajęcia, ale nam się udało ;)
Jutro przyjeżdża Mała K. razem ze swoim tatą, bo ciocia musi zrobić porządki z jej rzeczami. I jeśli wszystko będzie dobrze to zostanie z nami w piątek sama i odwieziemy ją razem z L. w sobotę, robiąc sobie przy okazji weekend w Ustroniu ;)
Byłam wczoraj na kolejnej wizycie u laryngologa. Tym razem odsyłają mnie do Katowic na dalsze badania. I jak się okazało po rtg mam wrodzony blok kostny łuków i trzonów dwóch kręgów szyjnych, więc się śmieję, że mam zrośnięty kręgosłup :pp Przejdę się ze zdjęciem do mojego rodzinnego, ciekawe czy odeśle mnie do ortopedy. Do tego mam wymęczone kolana po dzisiejszych tańcach, a moje stale chore gardło jest zjechane, co nie wróży dobrze na jutrzejsze korki...
A, no i takie przemyślenie na temat obecnej technologii - przez 4 lata miałam siemensa CX65 jako telefon i pomimo licznych upadków na chodniki z różnych wysokości i z różną siłą nic mu się nie stało. Od pół roku mam dotykowego samsunga, dzisiaj spadł mi po raz pierwszy! przy wysiadaniu z samochodu, z wysokości pół metra i mam pękniętą 1/3 ekranu...
Uciekam, muszę się wyspać i ogarnąć kilka rzeczy na piątek, a jutro czeka mnie baaaardzo angażujący dzień, więc jeszcze nie wiem jak ze wszystkim zdążę, ale jakoś to zrobię ;)
P.S. Moje faworytki są w finale TapMadl.
czwartek, 13 października 2011
grzybowe, grzybowe...ciasto francuskie!
Nie taki diabeł straszny, jak go malują, ale chodzi ubrany na czarno-czerwono, nie używa "trzech magicznych słów" czy też dzień dobry i do widzenia i zdecydowanie nie szanuje czasu studenta, co i tak na koniec jest winą studenta. Takie o to krótkie sprawozdanie z laboratoriów z prowadzącą, która jest studenckim odpowiednikiem dla straszenia dzieci potworami spod łóżka, tylko w przeciwieństwie do potworów - pani istnieje. A sprawozdanie trzeba będzie zrobić, i zastanawiam się ile razy będę musiała je potem poprawiać.
Do wyboru miałam sprawozdanie z elektroniki z diod, gdzie nikt nie wiedział, która to która. Oprócz świecących diod LED, bo te się świeciły i były w trzech kolorach, więc ciężko je przegapić. Jak się okazało na koniec zajęć zrobiliśmy jeden zestaw pomiarów dla diody, której nawet nie posiadaliśmy. Dlatego też postanowiłam wybrać temat, który dość dobrze rozumiem i jakoś sobie z nim poradzę (no i dodam nasze szczęście do otrzymania działającej aparatury i niepopsutych kabli).
Dzisiaj mamy razem z L. czas na przerwę, a może to przerwa na czas? Wyspani, mimo nocnego dzwonienia domofonu (nie wiem co ludzie mają w głowach, że dzwonią o 3 nad ranem do kogoś do mieszkania), wyprzytulani i najedzeni po wspólnym śniadaniu. L. zaraz ucieka na uczelnię i do pracy, a ja muszę zrobić małe zakupy i przygotować materiały na korki. Pomimo przerwy od uczelni mam trochę innych obowiązków, a jutro poczuję się jak w szkole, bo zajęcia od 8.15 do 13.30 z dość krótkimi przerwami. Ostatnio mam też małą przerwę od kuchni, ale nie od zbierania nowych przepisów i na pewno nie mam przerwy od blogowania. Dzisiaj na obiad będę robić barszcz, do którego najczęściej jem paszteciki. Dobre to i smaczne, ale także proste w wykonaniu :)
Składniki na grzybowe paszteciki:
-opakowanie ciasta francuskiego
-30 dag grzybów
-mała cebula
-sól, pieprz
Grzyby kroimy, namaczamy, a następnie smażymy na patelni. Po chwili dodajemy posiekaną cebulę i razem smażymy na wolnym ogniu przez 10-15 minut. Pod koniec doprawiamy.
Piekarnik nagrzewamy do 200 czy 220 stopni (na opakowaniu po cieście będzie dokładna informacja). Ciasto rozwijamy, dzielimy na pół i na każdą połówkę nakładamy grzyby. Zwijamy i pieczemy przez 15-20 minut :) Moje ciasto było okrągłe, więc musiałam je trochę inaczej zrolować i powstały mi takie zawinięte "rogale".
Możemy pokroić na kawałki albo podawać w długim rulonie. Grzyby do środka jakie chcecie, ja chyba dałam kurki i pieczarki.
***
I zdradzę Wam tajemnicę, ale ciiii...Okazało się, że Mała K. na swoje trzecie urodziny w kwietniu może dostać w prezencie...rodzeństwo! Oczywiście biega i się bardzo cieszy, a jej starszy brat - lat 17 - stwierdził, że się chyba z domu wyprowadzi. Ja mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, bo Mała K. miała problemy z serduszkiem, tak jak ja.
Do wyboru miałam sprawozdanie z elektroniki z diod, gdzie nikt nie wiedział, która to która. Oprócz świecących diod LED, bo te się świeciły i były w trzech kolorach, więc ciężko je przegapić. Jak się okazało na koniec zajęć zrobiliśmy jeden zestaw pomiarów dla diody, której nawet nie posiadaliśmy. Dlatego też postanowiłam wybrać temat, który dość dobrze rozumiem i jakoś sobie z nim poradzę (no i dodam nasze szczęście do otrzymania działającej aparatury i niepopsutych kabli).
Dzisiaj mamy razem z L. czas na przerwę, a może to przerwa na czas? Wyspani, mimo nocnego dzwonienia domofonu (nie wiem co ludzie mają w głowach, że dzwonią o 3 nad ranem do kogoś do mieszkania), wyprzytulani i najedzeni po wspólnym śniadaniu. L. zaraz ucieka na uczelnię i do pracy, a ja muszę zrobić małe zakupy i przygotować materiały na korki. Pomimo przerwy od uczelni mam trochę innych obowiązków, a jutro poczuję się jak w szkole, bo zajęcia od 8.15 do 13.30 z dość krótkimi przerwami. Ostatnio mam też małą przerwę od kuchni, ale nie od zbierania nowych przepisów i na pewno nie mam przerwy od blogowania. Dzisiaj na obiad będę robić barszcz, do którego najczęściej jem paszteciki. Dobre to i smaczne, ale także proste w wykonaniu :)
Składniki na grzybowe paszteciki:
-opakowanie ciasta francuskiego
-30 dag grzybów
-mała cebula
-sól, pieprz
Grzyby kroimy, namaczamy, a następnie smażymy na patelni. Po chwili dodajemy posiekaną cebulę i razem smażymy na wolnym ogniu przez 10-15 minut. Pod koniec doprawiamy.
Piekarnik nagrzewamy do 200 czy 220 stopni (na opakowaniu po cieście będzie dokładna informacja). Ciasto rozwijamy, dzielimy na pół i na każdą połówkę nakładamy grzyby. Zwijamy i pieczemy przez 15-20 minut :) Moje ciasto było okrągłe, więc musiałam je trochę inaczej zrolować i powstały mi takie zawinięte "rogale".
Możemy pokroić na kawałki albo podawać w długim rulonie. Grzyby do środka jakie chcecie, ja chyba dałam kurki i pieczarki.
***
I zdradzę Wam tajemnicę, ale ciiii...Okazało się, że Mała K. na swoje trzecie urodziny w kwietniu może dostać w prezencie...rodzeństwo! Oczywiście biega i się bardzo cieszy, a jej starszy brat - lat 17 - stwierdził, że się chyba z domu wyprowadzi. Ja mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, bo Mała K. miała problemy z serduszkiem, tak jak ja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















