Jednym z tematów, o których lubię czytać jest zdrowe odżywianie. Ostatnio zaczęliśmy z L. o tym rozmawiać i postanowiliśmy się zainteresować alternatywą dla cukru - stewią. Stewia to naturalnie słodka roślina, która może być używana jako substancja słodząca. Zawiera ułamki kalorii, nie podnosi poziomu cukru we krwi, nie jest toksyczna i badania nie wykazują negatywnych skutków jej stosowania. Kupiliśmy opakowanie i oprócz dodatku do napojów (L. słodzi, ja nie) postanowiłam zastosować stewię w wypiekach. Akurat miałam ochotę na
ten przepis, więc po zakupieniu odpowiednich składników zabrałam się do pracy. Efekt był naprawdę rewelacyjny! Ciasto wciąż smaczne, a lżejsze o blisko 1000kcal! Oczywiście dalej zawiera białą mąkę, czekoladę (z cukrem) i masło, ale myślę, że skoro można stracić tyle kalorii na cukrze to warto spróbować. Jedyny minus stewii - może zostawiać specyficzny posmak, jest dość delikatny, jednak niektórym może przeszkadzać.
Podam jednak przepis oryginalny, czyli z cukrem, gdyż ilość stewii zależy od produktu, jaki kupicie.
Dopisuję na życzenie: mój produkt znalazłam w Auchan na dziale ze zdrową żywnością, myślę, że tam też powinniście tego szukać. Jest także na allegro ;) Ja kupiłam wersję w pudrze (była także w pastylkach), bo stwierdziłam, że będzie bardziej uniwersalna. Na opakowaniu było napisane, że jedna łyżeczka słodzi jak trzy łyżeczki cukru (stewia w czystej postaci powinna odpowiadać w proporcji dwóch łyżeczek na szklankę cukru), bo produkt składa się z nośnika i substancji słodzącej, więc takich ilości próbowałam się trzymać tzn. przeliczyłam sobie gramy na łyżeczki/łyżki cukru, a następnie na stewię (jedna łyżka cukru to ok 10-12g, łyżeczka ok 4g).
Składniki na ciasto na blachę 22cm:
-180g gorzkiej czekolady
-120g miękkiego masła
-40g cukru pudru
-4 jajka
-120g mąki
-łyżeczka proszku do pieczenia
-160g cukru
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej/na parze i pozostawić do ostudzenia. Masło ubić z cukrem pudrem na puszysty krem, powoli dodawać czekoladę ubijając. Następnie dodać żółtka i mąkę zmieszaną z łyżeczką proszku do pieczenia. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier wciąż ubijając i wmieszać delikatnie drewnianą łyżką do masy, uważając, żeby piana nie opadła. Tortownicę wysmarować masłem i wlać masę.
Przepis mówi, żeby piec w 180 stopniach przez 50 minut. Ja piekłam przez 45 i uważam, że to za długo. Następnym razem zostawię ciasto na 40 minut.
Ciasto wystudzić, ściąć wierzchołek i trzymać w zamkniętej obręczy.
Krem i przełożenie:
-1,5 łyżki żelatyny
-kilka łyżek gorącej wody
-3 jajka
-35g cukru
-300ml kremówki
-50g czekolady gorzkiej i 50g mlecznej -> ja dałam po 100, bo miałam mały wypadek :p
-mała puszka gruszek w zalewie (albo część dużej)
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i ostudzić. Żółtka ubić na jasny krem z 15g cukru, następnie dodać czekoladę. Żelatynę rozpuścić w wodzie i pozostawić do ostudzenia. Ubijamy kremówkę i białka na sztywno, do których pod koniec dodajemy cukier (pozostałe 20g). Teraz do czekoladowej masy dodajemy żelatynę, mieszamy i od razu dodajemy śmietanę i białka delikatnie mieszając.
Ja wykonywałam przepis oryginalny krok po kroku i dodałam żelatynę do czekoladowej masy przed ubiciem śmietany i białek, w efekcie masa czeko mi się ścięła :p Próbowałam ją rozmiksować ze śmietaną, ale nic to nie dało. Musiałam roztopić dodatkową czekoladę, wymieszać ją z moją nieudaną masą, dodać białka i udało się krem uratować :) Także żelatynę dodajemy prawie na samym końcu, przy łączeniu wszystkich składników.
Ciasto czekoladowe nasączyć zalewą z gruszek albo rumem albo likierem np. czekoladowym. Posmarować 1/4 masy i ułożyć gruszki pokrojone w paski. Na to wyłożyć resztę masy, wyrównać i schłodzić. Przed podaniem można oprószyć wiórkami z czekolady.
PS Co do ciasta to i tak wolę jednak gruszki w cieście czekoladowym Nigelli ;)
***
Weekend jak najbardziej udany :) Co prawda pogoda nas nie rozpieszczała, ale czasem grzanie się w domu też jest potrzebne. Dzisiaj idę zbierać kolejne wpisy.
Propozycja na deser w konkursie Kuchnia 24/7