photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owocowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owocowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2014

domowy sok typu "Kubuś"

Pamiętam, że moja babcia zawsze była wyczulona na moją bladą cerę. Dostawałam tran, witaminy oraz litry soku z marchewki, robionego przez nią i przez moją mamę. Przez długie lata istniał dla mnie tylko naturalny sok z marchwi, a słodkich "ulepków" typu Kubuś czy Vitaminka nie umiałam wypić, bo gęste i za słodkie. Po latach zdarza mi się po nie sięgnąć, podobnie jak po jednodniówki z marchewki, chociaż wiem, że to nie to samo, co sok zrobiony w domu. A tym bardziej marchewa zjedzona w całości, którą lubię podjadać w pracy. Ostatnio jednak naszła mnie ochota na stworzenie gęstego, marchwiowo-owocowego soku w mojej kuchni. Wyszedł przepyszny i wiem, że coraz częściej będzie pojawiał się w naszych szklankach do śniadania czy kolacji.




Składniki na 3-4 porcje:
- 3 marchewki
- banan
- jabłko
- sok z 2 pomarańczy
- szklanka innych owoców (u mnie tym razem maliny)
- ok 500 ml wody
- opcjonalnie miód

Marchewkę gotujemy do miękkości. Do naczynia do blendowania wrzucamy marchewkę, banana, starte jabłko, maliny i dolewamy sok z pomarańczy. Wszystko miksujemy na gładką masę, w razie potrzeby rozcieńczamy wodą i dosładzamy miodem. Wszystko zagotowujemy i przecedzamy przez sito, żeby pozbyć się pestek czy źle zblendowanych kawałków owoców.


piątek, 11 lipca 2014

semifreddo, lodowy deser z malinami i bezami

Przyszło lato, a z nim fala upałów, których bardzo nie lubię. W związku z tym każdy sposób na ochłodzenie jest dobry. Kolejnym letnim przepisem, który stworzyłam dla Maszketów był przepis na lodowy deser, semifreddo, z bezami i malinami. U mnie w rodzinie na imprezy oprócz tortu i tradycyjnych ciast przygotowuje się deser z bez, bitej śmietany i mrożonych owoców leśnych. Tym razem postanowiłam zamrozić całość tworząc bardzo smaczne ochłodzenie na gorące popołudnie.




wtorek, 20 maja 2014

placki (pancakes) kukurydziane

Ostatnio mi trochę nie po drodze do kuchni i blogowania. Gotuję i piekę, ale sięgam po sprawdzone i bezpieczne przepisy. Takie, które spokojnie mogę robić "na oko". Wiele jest powodów mojej nieobecności, ale mam nadzieję, że się znów zmobilizuję do większej aktywności na blogu i w kuchni :) 
Tymczasem mam dla Was przepis śniadaniowy na nieco inne placki. Nieco inne, bo zrobione głównie z mąki kukurydzianej. Tak jakoś wyszło, że znalazła się w moim koszyku i trzeba było z niej zrobić dobry użytek.
Placki stworzyłam w formie słodkiej, jak i słonej, chociaż przepis bazowy jest taki sam. To dodatki powodują różnice. W jednej porcji znalazły się borówki amerykańskie, a do drugiej dodałam jajko sadzone smażone na szynce suszonej.



sobota, 15 marca 2014

smoothie miętowo-pomarańczowe

Zielone koktajle i smoothie to bomba witamin. Najtrudniejszy jest pierwszy krok - trzeba się przełamać i wypić taki zielonkawy napój, który swoim kolorem mało kogo zachęca. Ale potem jest już tylko prościej :) Do moich ulubionych należy ten bazujący na szpinaku, ale uwielbiam także inny, jeszcze prostszy, bo dwuskładnikowy napój. Idealny zamiast porannej kawy lub w ramach deseru.




Składniki na 2 porcje:
- 1,5 szklank soku pomarańczowego
- dwie doniczki mięty (taka tradycyjnych rozmiarów dla ziół)
- jedna obrana pomarańcz

Przy smoothie nie ma wielkiej fantazji - wszystko wrzucamy i miksujemy.

***
Naszło mnie na zmiany.
Macie jakieś uwagi albo pomysły?

wtorek, 25 lutego 2014

mus jabłkowy z cynamonem

Być może dla niektórych to przepis oczywisty. Dla mnie nowość w kuchni, bo do jabłkowych smaków podchodzę ostrożnie, gdyż nie jestem wielką fanką tych owoców. Przepis prosty, a uniwersalny, bo przecież mus można użyć do szarlotki, do naleśników, racuchów albo po prostu jako lekki deser. U nas pojawił się przy okazji śniadaniowe omletu biszkoptowego.




Składniki na porcję ze zdjęcia (myślę, że ok 250ml):
- 2 jabłka
- 1/2 szklanki gorącej wody
- 2-3 łyżki cukru do smaku
- cynamon do smaku

Jabłka obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Wrzucamy do garnka, dolewamy 1/4 szklanki wody, dosypujemy cukier i gotujemy na wolnym ogniu ok 15 minut. Trzeba pilnować i co chwilę mieszać, a jeśli woda odparuje to ciut dolać. Kiedy jabłka mocno zmiękną, studzimy je i miksujemy na gładką masę. Doprawiamy cynamonem.

sobota, 22 lutego 2014

Kaiserschmarrn

Lubię z podróży przywozić pomysły i inspiracje do zrealizowania w kuchni. Urlop zimowy był pod tym względem bardzo owocny, bo mogliśmy poznać różne nowe potrawy, w tym austriackie klasyki. Na pewno należy do nich omlet biszkoptowy Kaiserschmarrn, który podawany jest na śniadanie lub deser w prawie każdej wiedeńskiej kawiarni. Do tej pory nie miałam okazji go spróbować, bo w menu zawsze widnieje w towarzystwie duszonych jabłek, rodzynek i powideł śliwkowych, a są to rzeczy, za którymi ani ja, ani L. nie przepadamy. Jednak tym razem nasi gospodarze podali czysty omlet z cukrem pudrem i musem jabłkowym, a taka postać mi odpowiada. 
Przy pierwszej okazji do dłuższego śniadania postanowiłam go przyrządzić. Jest prosty w przygotowaniu, ale wymaga spokoju i opanowania, bo bardzo łatwo można zepsuć białka przy mieszaniu i zamiast puszystego ciasta będzie naleśnik ;) Oprócz tego jest to świetny przepis dla tych, którym omlet zwykle nie wychodzi, bo się cały rwie - ten właśnie taki powinien być, porwany. 




Składniki na 2 porcje (patelnia 30cm):
- 4 jaja
- szklanka mąki
- szklanka mleka
- szczypta soli
- łyżka masła i łyżka oleju do smażenia

Rozdzielamy białka od żółtek. W misce miksujemy mleko, mąkę i żółtka. Rozgrzewamy patelnię oraz masło i olej na niej. Ubijamy białka z szczyptą soli i delikatnie mieszamy z resztą masy. Jeśli chcecie dodać rodzynki to zróbcie to w tej chwili ;) Wlewamy wszystko na patelnię - masa powinna mieć maks. 2 cm grubości, bo inaczej omlet może się przypalić i być surowy w środku. Smażymy kilka minut, aż do ścięcia większości masy. Następnie omlet obracamy - już teraz możecie sobie ułatwić i porwać omlet na kawałki przy pomocy łopatki i smażymy jeszcze chwilę, aż do zezłocenia się spodu i ścięcia środka.
Podajemy z cukrem pudrem i musem jabłkowym albo powidłami.



niedziela, 26 stycznia 2014

czeko szarlotka

Podobno kobiety są bardzo niezdecydowane. Ja na ogół nie mam tego problemu, doskonale również wiem co chcę na siebie włożyć, ale czasem zdarza się, że nie umiem zdecydować co dobrego przygotować w kuchni. Ostatnio mój dylemat dotyczył weekendowego ciasta: brownie czy szarlotka? Ostatecznie stwierdziłam, że zrobię po prostu czekoladową szarlotkę ;) Jest dobra, spałaszowaliśmy ją ze smakiem, chociaż dalej uważam, że do czekolady lepiej pasują gruszki.
Jako inspirację wzięłam przepis ze Słodkich Fantazji, natomiast na blaszkę 22cm ciasta wyszło za dużo, więc polecam raczej wziąć tortownicę 24-26cm i dodać 2 jabłka do masy.




Składniki:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 6 łyżek kakao
- 250 g miękkiego masła
- 7-8 łyżek cukru
- 4 żółtka
- 3 łyżki kwaśnej śmietany 

Masa:
- ok 1 kg kwaśnych jabłek (antonówka lub szara reneta)
- 25 g masła
- cynamon do smaku
- 50 g posiekanej czekolady deserowej


Z pierwszej części składników wyrabiamy ciasto (masło siekamy z mąką, następnie dodajemy pozostałe) - oryginalnie masła była tylko kostka, ale miałam problemy z wyrobieniem ciasta, więc dodałam go ciut więcej. Jeśli będzie zbyt lepkie dodajcie mąki. Chłodzimy.
Jabłka obieramy i kroimy na średniej grubości plastry. Wkładamy do garnka, dodajemy 25g masła, cynamon i dusimy przez ok 15 minut. Studzimy i mieszamy z posiekaną czekoladą.
2/3 ciasta wykładamy na spód blachy i podpiekamy ok 10 minut w 180 stopniach. Następnie wykładamy jabłka, resztę ciasta ścieramy na górę i pieczemy ok 35-40 minut w 180 stopniach. Po ostudzeniu można oprószyć cukrem pudrem.




poniedziałek, 6 stycznia 2014

tort cytrynowy z kremem mascarpone

Od kilku lat początek roku jest dla mnie imprezowy, gdyż mój L. ma urodziny :) Razem z planowaniem Sylwestra planuję także tort bądź torty, które upiekę na początku stycznia by móc świętować. Decydujące zdanie ma L., bo to w końcu jemu tort powinien smakować, a jego ulubionym jest cytrynowy. W tym roku po raz kolejny (chyba trzeci) piekłam właśnie taki tort, jednak tym razem zamiast zrobić cytrynowy budyń postanowiłam połączyć mascarpone z lemon curdem. Jak wyszło? Przepysznie :)


























Składniki na formę 22cm:
-5 jajek
-3/4 szklanki cukru
-3/4 szklanki mąki pszennej
-1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Krem do przełożenia:
-500g mascarpone
-250ml kremówki
-3 cytryny
-3 jajka
-pół kostki masła
-3/4 szklanki cukru

Krem do pokrycia:
-1/2 kremu do przełożenia
-pół kostki miękkiego masła
-tabliczka białej czekolady

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie dodajemy cukier stale miksując i po kilku minutach żółtka. Na koniec delikatnie mieszamy z przesianymi mąkami. Przelewamy do formy i pieczemy ok 35 minut (do suchego patyczka). Wyjmujemy z piekarnika i upuszczamy na podłogę z wysokości 50-60cm i studzimy w lekko otwartym piekarniku.

Cytryny i jajka myjemy. Z cytryn ocieramy skórkę i wyciskamy sok. Sok gotujemy ze skórką i cukrem. Jajka wbijamy do miski i ubijamy chwilę, aż się nieco napuszą. Wlewamy do gotującego się soku i stale mieszamy do zgęstnienia. Na koniec dodajemy pół kostki masła i mieszamy do połączenia składników. Studzimy.
Ubijamy kremówkę (nie musi być mocno sztywna), następnie miksujemy z mascarpone i kremem cytrynowym. Jeśli jest za kwaśne to możecie dodać kilka łyżek cukru pudru, jeśli za mało cytrynowe to nieco soku z cytryny.

Biszkopt przekrawamy na trzy części. Układamy spód i nakładamy 1/3 kremu. Następnie drugi biszkopt i 1/3 kremu. Na górę ostatni biszkopt.

Czekoladę rozpuszczamy i studzimy. Miękkie masło ubijamy kilka minut aż będzie nieco bielsze i napowietrzone. Dodajemy masło i czekoladę do pozostałej 1/3 kremu i smarujemy nim cały tort z wierzchu. Górę udekorowałam kilkoma plasterkami cytryny i startą skórką.



piątek, 6 grudnia 2013

śniadaniowe love na Mikołajki - czeko Suzetki

Jak każde dziecko próbowałam nie zasnąć, żeby złapać Mikołaja z prezentami. I jak większości z nas - nigdy mi się to nie udało ;) Czasem na biurku, czasem pod poduszką, czasem w bucie. Książki, zabawki czy słodycze. Ten dzień zawsze był wyjątkowy, jeszcze mocniej otwierał sezon przedświąteczny i nieważne, co się działo - był to dobry dzień. W zeszłym roku świętowałam w Opolu, w tym razem z blogosferą śniadaniową jemy wspólne śniadanie. Tematem przewodnim została czekolada :) Co prawda mocno protestowałam przy jego wyborze, bo bardzo rzadko jem słodkie śniadania i nie ciągnie mnie do słodkiego rano, ale w końcu wymyśliłam co mogę przygotować. Czekoladę dodałam do naleśników, które zalałam syropem pomarańczowym, żeby jeszcze bardziej poczuć zapach grudnia :)
Smacznego!




Składniki na naleśniki (8-10 sztuk):
- 1,5 szklanki mąki
- ok 2 szklanki mleka 
- 2 jajka
- pół tabliczki roztopionej czekolady
- 2 łyżki kakao
- cukier waniliowy

Nie wiem ile dokładnie dodałam mleka ;) Najpierw 1,5 szklanki, a potem trochę dolewałam, żeby uzyskać pożądaną konsystencję.

Przepis na sos znajdziecie tutaj :) Jeśli nie będziecie smażyć w nim naleśników to wystarczy połowa porcji.





sobota, 31 sierpnia 2013

tarta rustykalna z chałwą, gruszkami i brzoskwiniami

Koniec sierpnia, mimo tego, że oznacza koniec wakacji, jest jednym z moich ulubionych momentów w roku. Jest przyjemnie ciepło (słonecznie, ale nie ma skwaru), zbliżają się moje urodziny, co prawda teraz muszę się zawsze dobrze zastanowić ile kończę lat, bo wciąż wydaje mi się, że mam ich 19 ;) oraz jest sezon jednych z moich ulubionych warzyw, owoców, potraw i przetworów. Zaraz się zaczną szarlotki oraz ciasta z gruszkami, a sezon otwieram nietypową tartą. Ciasto jest niewiele zmienione z przepisu na tartę rustykalną z jabłkami z zeszłego roku. Za to nadzienie w środku jest czymś nowym w mojej kuchni.
Co prawda nie przepadam za chałwą, ale w połączeniu z owocami naprawdę dobrze pasuje. Niestety, dałam trochę za mało gruszek i polecam dodać jeszcze ze dwie ;)



Składniki na blachę ok 30cm:
- 1 i 1/4 szklanki mąki
- pół kostki masła
- 2 łyżki cukru
- szczypta soli
- kilka łyżek kremówki

- 3-4 gruszki (podaję już zwiększoną ilość)
- 2 brzoskwinie
- 150g chałwy
- 5-7 łyżek kremówki
- cukier do oprószenia

Z pierwszej części składników wyrabiamy gładkie ciasto. Kremówki nie trzeba wiele, 3-4 powinny wystarczyć, bo mają pomóc nieco zwilżyć ciasto i usprawnić zagniatanie. Ciasto odstawiamy do lodówki na godzinę.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Chałwę kruszymy i z dodatkiem kremówki tworzymy spójną masę. Tutaj podobnie, jak w przypadku ciasta, nie trzeba śmietanki dużo - lepiej dodać na początku 3-4 łyżki i potem dodawać do uzyskania spójnej masy, niż ją rozrzedzić.
Ciasto wałkujemy na cienki placek, w miarę okrągły i układamy na blasze (najlepiej spód od tortownicy). Pokrywamy chałwą - najlepiej zrobić to rękoma. A na górę układamy pokrojone owoce. Wszystko oprószamy obficie cukrem, brzegi smarujemy śmietanką i posypujemy cukrem (u mnie trzcinowy) i pieczemy ok 35-40 minut.


***
Tydzień pełen wyzwań nareszcie się skończył. Ufff...Jednak nie oznacza to spokoju, bo czekają nas kolejne 4 intensywne dni. Zaczynamy od rodzinnego spotkania w Krakowie. Ciekawa jestem jakie smakołyki tym razem przyszykują gospodarze? A w niedzielę zupełnie nieplanowana wycieczka na 3 dni. Do napisania!

PS Szykują się pewne zmiany, dlatego proszę stałych czytelników o zostawienie swoich adresów mailowych. Osoby, do których już zdążyłam napisać nie muszą ich zostawiać :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

śniadaniowe love na wakacjach

Wyjazdy z moimi rodzicami mają to do siebie, że rzadko kiedy muszę się przejmować posiłkami, a największym problemem jest co zjeść na deser ;) Tak, moja mamusia dba o nas, oczywiście staramy się pomóc, ale jednak to ona przejmuje stery. Dlatego pierwszy tydzień był dla mnie totalnym lenistwem pod tym względem. W drugim tygodniu wakacji, jednak znów "trzeba" było wrócić do kuchni. Na szczęście na spokojnie, razem z L., tak żeby wspólne przygotowywanie posiłków cieszyło równie bardzo, co ich konsumowanie. Śniadania staraliśmy się jeść szybko, żeby nie tracić pogody, więc jajecznica, po kanapce, kawa i w drogę. Dla urozmaicenia jednak postanowiłam przygotować placki, ze świeżymi owocami, jedzone na tarasie w promieniach słońca. Dość grube, puszyste, a swój równy kształt zawdzięczają mikropatelni do jajek sadzonych ;)


Składniki na 2-3 porcje:
-2,5 szklanki mąki
-2 jajka
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-2 łyżki cukru
-60g roztopionego masła
-2 szklanki jogurtu naturalnego
-mleko, do rozrzedzenia ciasta

Wszystkie składniki mieszamy w dużej misce. Mleko dodajemy na końcu, zależnie od potrzeby - ciasto powinno być jak śmietana (12%) lub ciut gęstsze, ale musi się także nieco rozpływać na boki. Smażymy na dobrze rozgrzanej patelni i podajemy.
U nas z jogurtem, dżemem truskawkowym i owocami. 


A spostrzegawcze osoby szybko wychwycą
 blogowe oszustwo
 pt. "żeby zdjęcia ładnie wyszły" ;)

***
Niestety, nasze 2 tygodnie dobiegają końca. Późnym wieczorem przylecimy do Krakowa, potem jeszcze droga do domu, a rano do pracy i naszej codzienności. A wrzesień, jak co roku, będzie pełen wrażeń :)
Do napisania!

piątek, 12 lipca 2013

weekendowe kruche z budyniem i jagodami

Takie proste i klasyczne. Pachnie i smakuje latem. Przeplata kilka różnych smaków, bo nieco maślane, nieco kremowe i jagodowe. Słodkie i kwaskowate. Domowe.
Ochota na ciasto z jagodami chodziła za mną przez ostatnie pół roku ;) Kilka dni temu stwierdziłam, że muszę coś przygotować, ale miałam ochotę tylko na klasyczne smaki. Kruche z jagodami. Hmmm...ale może coś jeszcze dodać? Coś co zmieni nieco konsystencję? Bezę, a może budyń? Strzał w dziesiątkę!



Składniki na blachę 24cm:
-3 szklanki mąki
-kostka masła
-3 łyżki cukru pudru
-żółtko i jajko
-łyżka bądź dwie śmietany 18%

-3 łyżki cukru zwykłego

-400 ml mleka
-łyżka mąki pszennej
-łyżka ziemniaczanej
-3 żółtka
-5-6 łyżek cukru

-1/2 litra jagód

Mąkę siekamy z masłem, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto. Dzielimy na 2/3 i 1/3. Mniejszy kawałek wyrabiamy jeszcze ze zwykłym cukrem i chowamy do zamrażalnika. Większy do lodówki.
350ml mleka zagotowujemy z cukrem. Pozostałe miksujemy z żółtkami i mąkami, a następnie wlewamy do gotującego się mleka i mieszając czekamy aż zgęstnieje.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, podpiekamy spód przez 5-8 minut, następnie nakładamy na niego budyń, jagody i ścieramy na tarce ciasto z zamrażalnika. Pieczemy ok 35-40 minut. Studzimy i podajemy, może być posypane cukrem pudrem, chociaż dodatek zwykłego cukru do górnej warstwy wg. mnie wystarcza.


***
Jeszcze chwila, chwileczka. Zaraz po pracy wsiadamy do zapakowanego samochodu i razem z moimi rodzicami i siostrą jedziemy do chaty w górach. Weekend ma być deszczowy, więc pewnie pół prześpię, a drugie pół spędzę z książką. Ale to dobrze, muszę odpocząć od komputera, bo zaczynam patrzeć na sprzęt z niechęcią.


Mieszkanie udało się ogarnąć pomimo zmęczenia. A potem ciasto i projekt. Teraz mam nowe wyzwanie.
Nazywa się Canon 50mm f/1.8, a pierwsze kroki widać na początku postu.

wtorek, 9 lipca 2013

mali-czeko, połączenie idealne

 Zaplanowałam tort na niedzielę na urodziny dziadka, ale okazało się, że restauracja i tego zabrania ze sobą zabrać. Tort miał być z malinami, musem czekoladowym i... nie zdradzę wszystkiego, bo wciąż zamierzam go upiec ;) Pozostała jednak ochota na połączenie malin i czekolady. Z pomocą mi przyszło nasze sobotnie poranne wyjście, śniadanie w mieście. Pałaszując kanapkę z pesto, mozzarellą, szynką suszoną i suszonymi pomidorami zobaczyłam w gablotce tartę z czekoladowym kremem i malinami. Doskonale wiedziałam za co się zabiorę po powrocie do domu.
Krem ma nieco musową konsystencję. Smakuje dobrze zaraz po przygotowaniu, ale jeszcze lepiej, jeśli wstawicie na kilka godzin do lodówki. Nie dałam dużo cukru, bo chodzi o intensywność czekolady połączoną z kwaskowatym smakiem malin. Przyznam, że wolę to połączenie od truskawek i czekolady.



Składniki na tartę 22-24cm:
-3/4 kostki masła
-niecałe 2 szklanki mąki
-4 łyżki cukru pudru
-2 łyżki śmietany
-2 tabliczki gorzkiej czekolady
-250 ml kremówki
-opakowanie mascarpone
-cukier puder do smaku
-ok 40-50 dag malin

Masło siekamy z mąką, a następnie zagniatamy ze śmietaną i cukrem pudrem na elastyczne ciasto. Chłodzimy w lodówce przez ok pół godziny. Następnie wykładamy nim formę, nakłuwamy i pieczemy ok 15 - 20 minut w 200 stopniach.

Czekoladę podgrzewamy razem z kremówką i chłodzimy. Mascarpone ucieramy z cukrem pudrem (na początek 2-3 łyżki, potem możecie dodać więcej), dolewamy masę czekoladową i miksujemy na gładką masę. Wylewamy na spód, dekorujemy malinami i chłodzimy.




***
Jak minął weekend? Kilka szczegółów już zdradziłam wcześniej ;) W sobotę musieliśmy się wyspać, a po pobudce stwierdziliśmy, że lodówka prawie pusta, więc idziemy wykorzystać wypełnioną kartę stałego klienta do Mięty. Był to chyba najciekawszy punkt dnia, bo potem sprzątanie, projekt, odpoczywanie ;) W niedzielę byliśmy zaproszeni do restauracji z okazji urodzin dziadka, a po powrocie wybraliśmy się na rolki. 

Wyzwanie na najbliższy czas? Zorganizowanie się tak, żeby mieć siły na sprzątanie mieszkania w tygodniu, bo jak spojrzałam w kalendarz to weekendy mamy zaplanowane do połowy września...

piątek, 21 czerwca 2013

lody truskawkowe bez maszyny

Lodowy sezon czas zacząć! W zeszłym roku odkryłam, że to naprawdę prosta sprawa i wystarczy posiadać mikser do zrobienia pudełka domowych lodów. W tym roku na pierwszy ogień poszły truskawkowe, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego ;) Klasycznie na śmietance i żółtkach, z pół kilo czerwonych owoców. Nie są bardzo intensywne truskawkowe, ale przypominają mi nieco pewną lodziarnię z dzieciństwa, gdzie jedna gałka kosztowała 80 groszy (przy obecnej średniej 2,50 robi różnicę!). 


Na ok 1 litr lodów potrzebujemy:
- szklankę mleka
- szklankę śmietanki 30 lub 36%
- 5 żółtek
-1/2 - 2/3 szklanki cukru
- pół kg truskawek

Truskawki miksujemy do rozdrobnienia i utworzenia papki. Mleko zagotowujemy razem ze śmietanką, odstawiamy z ognia. Żółtka ucieramy z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodajemy je do mleka i stale mieszając delikatnie podgrzewamy do delikatnego zgęstnienia. Masa nie może się zagotować, bo się zważy! Zajmuje to ok 10 minut, ale cierpliwość popłaca ;)
Następnie dodajemy zmiksowane truskawki, mieszamy i studzimy. Następnie przelewamy do pudełka i mrozimy, miksując co 30-40 minut przez pierwsze 4 godziny.

Co do ilości cukru to oczywiście wszystko zależy od Waszego smaku. Pamiętajcie jednak, że zmrożone lody są mniej słodkie niż ciepła masa, więc dobrze, jeśli ciepła masa jest za słodka ;)




***
Za ciepło. Zdecydowanie za ciepło. A kiedy można korzystać ze słońca i chłodzić się w jeziorze, to nagle chmury postanawiają zepsuć wszystkie plany ;) Ja naprawdę nie lubię lata. 
Jeszcze tylko tydzień i przynajmniej dwa miesiące przerwy od uczelni. A potem to już byle do sierpnia!

sobota, 20 października 2012

obłędna tarta cytrynowa z bezami

Tarta z kremem cytrynowym to wypiek o którym od pewnego czasu opowiadała Rodzicielka - ktoś przyniósł na imprezę w pracy i bardzo posmakowała. W związku z tym znalazła się na mojej liście TODO. Lista jest jednak długa i nie zawsze wybieram z niej rzeczy w kolejności, częściej sugeruję się moją ochotą, więc pomysł na tartę leżał i leżał. W sobotę wybraliśmy się z L. na spacer, trafiliśmy do kawiarni i zamówiliśmy właśnie tartę cytrynową - okazała się być boska, a ja postanowiłam upiec ją w domu.



Składniki na formę 26cm (inspiracja):
-150g zimnego, posiekanego masła
-220g mąki
-2-3 łyżki cukru
-łyżka wody 

-7 cytryn
-8 jajek
-200g cukru pudru
-łyżka mąki ziemniaczanej i łyżka mąki pszennej
-150g masła

Z mąki, masła, cukru i wody zagniatamy kruche ciasto. Ma być gładkie, delikatnie elastyczne. Chowamy do lodówki na godzinę. 
Rozwałkowujemy na cienki placek, wykładamy blachę posmarowaną masłem (albo wyłożoną papierem do pieczenia), formujemy brzegi, nakłuwamy widelcem w kilku miejscach i pieczemy w 180 stopniach 15-20 minut, aż będzie złotawa. Warto gdzieś w 1/3 pieczenia sprawdzić czy przypadkiem ciasto nam się na wybrzusza na środku, żeby nas potem nie spotkała niespodzianka ;) 
Cytryny myjemy, ścieramy skórkę z 3-4 i wyciskamy ze wszystkich sok. Połowę cukru pudru wsypujemy do garnuszka, zalewamy sokiem z cytryn, mieszamy i doprowadzamy do wrzenia. W misce mieszamy (można zmiksować) dokładnie mąki, resztę cukru, 5 całych jajek + 3 żółtka. Wlewamy do gotującego się syropu cytrynowego i stale mieszając czekamy aż masa zacznie gęstnieć (a zgęstnieje dość mocno). Wtedy ściągamy ją z ognia, dodajemy pokrojone masło i skórkę z cytryn, mieszamy aż do rozpuszczenia się masła i studzimy. Przestudzoną masę wylewamy na ciasto i zostawiamy do stężenia.
Z pozostałych 3 białek i 200g cukru pudru możecie zrobić bezy - białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywno, dodajemy stopniowo cukier puder i jeszcze chwilę ubijamy. Powinien powstać aksamitny, gęsty krem.
Niestety z moimi bezami problem pojawia się w momencie ich pieczenia - połowa zawsze nadaje się do wyrzucenia, bo nie są takie jakbym chciała :p Albo je spalę, albo zżółkną, albo są koszmarnie gumowe. Generalnie powinno się je piec w niewysokiej temperaturze (ok 100 stopni) przez 40-50 minut. Także szczerzę przyznaję, że bezy są kupne w dobrej cukierni, bo moje mi w większości nie wyszły :(





piątek, 5 października 2012

mini apple pies

Wczoraj był pracowity dzień w kuchni - rosół, mięsna potrawka, pieczywo oraz małe słodkości na deser. Od kilku dni zastanawiałam się co dobrego przygotować i na co mam ochotę. Przypomniałam sobie, że już dawno nie używałam moich foremek do mini tart, a potem postanowiłam przypomnieć sobie ciekawe przepisy, które widziałam w ostatnim czasie. I zatrzymałam się na myśli o apple pie, którego jeszcze nie miałam okazji przygotować w takiej klasycznej, amerykańskiej formie. Moje też nie są zupełnie klasyczne, bo w rozmiarze XXS, ale są przepyszne :)




Składniki na ok 12 sztuk o średnicy 8cm:
-200g masła 
-2 i 1/3 szklanki mąki
-2-3 łyżki śmietany
-jajko
-1/3 szklanki cukru
-3-4 jabłka (u mnie trzy duże)
-cynamon



Masło siekamy z mąką, dodajemy śmietanę, jajko i cukier - wszystko zagniatamy na gładką masę. W razie potrzeby skorygujcie ciasto dodaniem wody albo mąki. Chowamy do lodówki na ok godzinę.
Jabłka obieramy i ścieramy na tarce albo kroimy na cienkie plasterki. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Z rozwałkowanego ciasta wycinamy koła*, nieco większe niż foremki albo urywamy kawałek ciasta i wypełniamy nim foremki**. Nakłuwamy ciasto, obciążamy fasolą i podpiekamy przez niecałe 10 minut w piekarniku. Następnie nakładamy jabłka, posypujemy cynamonem - możecie także cukrem, ale ciasto samo w sobie jest słodkie. Na górę wycinamy nieco mniejszy okrąg, kładziemy na nadzieniu i widelcem przytwierdzamy do spodniej warstwy ciasta. Nakłuwamy górę i pieczemy ok 25 minut, aż ciastka będą złotawe.






*ja mam takie wykrawaczki 'do pączków', jedna ma ok 8cm, druga 6-7 i idealnie mi pasowały :)
**zależnie od tego jakie macie foremki - niektóre trzeba będzie np. wysmarować masłem, moje mają odpowiednią powłokę i nie było to konieczne

***
Pierwszy tydzień zajęć za mną. Uff...Nie będzie tak źle. Jedyną nieprzyjemnością w tym semestrze są dwa projekty, na które zwyczajnie może brakować czasu. Jeden jest głównie programistyczny, ale drugi polega na stworzeniu czegoś działającego np. alarmu do samochodu. A o sprzęcie i co z czym i dlaczego to ja nie mam bladego pojęcia ;) I nigdy nie trzymałam lutownicy w ręce.
Dzisiaj z Alą zaliczamy kolejne miejsce w Gliwicach, a ok 15 trzymajcie za mnie kciuki - na razie jednak nie zdradzę dlaczego ;)

niedziela, 23 września 2012

jagodowy Rafaello w motylach

Wczoraj była impreza urodzinowa Rodzicielki i moja dla rodziny. Większość jedzenia przygotowała Rodzicielka, ale ja postanowiłam zrobić tort. Stwierdziłam także, że będzie to idealna okazja, żeby rozpocząć moją przygodę z masą cukrową. Muszę przyznać, że podchodziłam dość sceptycznie do tego typu tortów. Jednak zmieniłam zdanie w tej kwestii i wiem, że tort może prezentować się świetnie obłożony tą masą, a do tego pysznie smakować. Dzisiaj napiszę tylko o torcie, natomiast masie cukrowej poświęcę kolejny wpis :)
Nie wiem czemu wpadło mi do głowy połączenie dwóch smaków - jagód i kokosu, ale było bardzo udane :)




Biszkopt 26cm: tradycyjnie przepis na biszkopt rzucany z Moich Wypieków, innych nie piekę :)
-7 dużych jajek
-szklanka mąki pszennej
-1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
-3/4 szklanki cukru

Jajka rozdzielamy, ubijamy białka na sztywną pianę. Pod koniec dodajemy cukier, chwilę ubijamy i dodajemy żółtka. Na koniec delikatnie mieszamy z przesianymi mąkami. Pieczemy w 170 stopniach przed 40 minut. Zaraz po upieczeniu wyjmujemy blachę i zrzucamy na koc z wysokości ok pół metra. Potem wstawiamy z powrotem do piekarnika i studzimy. Jak biszkopt wystygnie wyjmujemy go z formy.





Krem, nasączenie i przełożenie:
-500g mascarpone
-500g kremówki 36%
-2/3 szklanki cukru pudru (orientacyjnie, dosłodźcie do smaku)
-pół szklanki likieru kokosowego
-szklanka wiórków kokosowych

-1/3 szklanki likieru kokosowego
-1/3 szklanki wody
-konfitura jagodowa - jeden słoik starczył mi na jeden blat ciasta

Schłodzoną kremówkę ubijamy na sztywno, dodajemy mascarpone, a następnie cukier puder do smaku. Na koniec dolewamy likier kokosowy oraz wiórki, mieszamy do połączenia składników. Biszkopt przekrawamy na 3 części. Dwie z nich nasączamy likierem wymieszanym z wodą i smarujemy konfiturą jagodową. Ja miałam tylko jeden słoik, więc stwierdziłam, że tylko jeden blat nią posmaruję, natomiast o wiele lepiej by się prezentowały oba przełożone. Nakładamy połowę masy i równo rozsmarowujemy, na to drugi blat, druga część masy i trzeci blat. Chłodzimy w lodówce, najlepiej całą noc.

Mój tort został udekorowany masą cukrową, pod nią jest krem maślany. Jednak o tym napiszę kolejnym razem. Alternatywą dla takiej dekoracji może być ganache z białej czekolady i kremówki albo posmarowanie bitą śmietaną i obsypanie świeżymi jagodami, bezami albo wiórkami kokosowymi :)


PS Wybaczcie mi tę kretyńską literówkę na zdjęciach, już nie mam jak tego poprawić :( Ale widzę, że tak się wszystkim tort spodobał, że tylko jedna osoba na to zwróciła uwagę :D

poniedziałek, 17 września 2012

Tort Gutenberg bez cukru!

Jednym z tematów, o których lubię czytać jest zdrowe odżywianie. Ostatnio zaczęliśmy z L. o tym rozmawiać i postanowiliśmy się zainteresować alternatywą dla cukru - stewią. Stewia to naturalnie słodka roślina, która może być używana jako substancja słodząca. Zawiera ułamki kalorii, nie podnosi poziomu cukru we krwi, nie jest toksyczna i badania nie wykazują negatywnych skutków jej stosowania. Kupiliśmy opakowanie i oprócz dodatku do napojów (L. słodzi, ja nie) postanowiłam zastosować stewię w wypiekach. Akurat miałam ochotę na ten przepis, więc po zakupieniu odpowiednich składników zabrałam się do pracy. Efekt był naprawdę rewelacyjny! Ciasto wciąż smaczne, a lżejsze o blisko 1000kcal! Oczywiście dalej zawiera białą mąkę, czekoladę (z cukrem) i masło, ale myślę, że skoro można stracić tyle kalorii na cukrze to warto spróbować. Jedyny minus stewii - może zostawiać specyficzny posmak, jest dość delikatny, jednak niektórym może przeszkadzać.
Podam jednak przepis oryginalny, czyli z cukrem, gdyż ilość stewii zależy od produktu, jaki kupicie.
Dopisuję na życzenie: mój produkt znalazłam w Auchan na dziale ze zdrową żywnością, myślę, że tam też powinniście tego szukać. Jest także na allegro ;) Ja kupiłam wersję w pudrze (była także w pastylkach), bo stwierdziłam, że będzie bardziej uniwersalna. Na opakowaniu było napisane, że jedna łyżeczka słodzi jak trzy łyżeczki cukru (stewia w czystej postaci powinna odpowiadać w proporcji dwóch łyżeczek na szklankę cukru), bo produkt składa się z nośnika i substancji słodzącej, więc takich ilości próbowałam się trzymać tzn. przeliczyłam sobie gramy na łyżeczki/łyżki cukru, a następnie na stewię (jedna łyżka cukru to ok 10-12g, łyżeczka ok 4g).




Składniki na ciasto na blachę 22cm:
-180g gorzkiej czekolady
-120g miękkiego masła
-40g cukru pudru
-4 jajka
-120g mąki
-łyżeczka proszku do pieczenia
-160g cukru

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej/na parze i pozostawić do ostudzenia. Masło ubić z cukrem pudrem na puszysty krem, powoli dodawać czekoladę ubijając. Następnie dodać żółtka i mąkę zmieszaną z łyżeczką proszku do pieczenia. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier wciąż ubijając i wmieszać delikatnie drewnianą łyżką do masy, uważając, żeby piana nie opadła. Tortownicę wysmarować masłem i wlać masę.
Przepis mówi, żeby piec w 180 stopniach przez 50 minut. Ja piekłam przez 45 i uważam, że to za długo. Następnym razem zostawię ciasto na 40 minut. 
Ciasto wystudzić, ściąć wierzchołek i trzymać w zamkniętej obręczy. 

Krem i przełożenie:
-1,5 łyżki żelatyny
-kilka łyżek gorącej wody
-3 jajka
-35g cukru
-300ml kremówki
-50g czekolady gorzkiej i 50g mlecznej -> ja dałam po 100, bo miałam mały wypadek :p
-mała puszka gruszek w zalewie (albo część dużej)

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i ostudzić. Żółtka ubić na jasny krem z 15g cukru, następnie dodać czekoladę. Żelatynę rozpuścić w wodzie i pozostawić do ostudzenia. Ubijamy kremówkę i białka na sztywno, do których pod koniec dodajemy cukier (pozostałe 20g). Teraz do czekoladowej masy dodajemy żelatynę, mieszamy i od razu dodajemy śmietanę i białka delikatnie mieszając.
Ja wykonywałam przepis oryginalny krok po kroku i dodałam żelatynę do czekoladowej masy przed ubiciem śmietany i białek, w efekcie masa czeko mi się ścięła :p Próbowałam ją rozmiksować ze śmietaną, ale nic to nie dało. Musiałam roztopić dodatkową czekoladę, wymieszać ją z moją nieudaną masą, dodać białka i udało się krem uratować :) Także żelatynę dodajemy prawie na samym końcu, przy łączeniu wszystkich składników.

Ciasto czekoladowe nasączyć zalewą z gruszek albo rumem albo likierem np. czekoladowym. Posmarować 1/4 masy i ułożyć gruszki pokrojone w paski. Na to wyłożyć resztę masy, wyrównać i schłodzić. Przed podaniem można oprószyć wiórkami z czekolady. 




PS Co do ciasta to i tak wolę jednak gruszki w cieście czekoladowym Nigelli ;)

***
Weekend jak najbardziej udany :) Co prawda pogoda nas nie rozpieszczała, ale czasem grzanie się w domu też jest potrzebne. Dzisiaj idę zbierać kolejne wpisy.

Propozycja na deser w konkursie Kuchnia 24/7



czwartek, 13 września 2012

tarta jesienią pachnąca

Wrzesień to jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Wciąż słoneczny, jednak z przyjemnymi, chłodnymi nocami. I przede wszystkim z aromatycznie pachnącymi weekendami. Wrzesień to urodzinowy miesiąc w mojej rodzinie, więc jest obfity w wypieki i smakołyki imprezowe, ale także słodkości, które wraz z kubkiem herbaty rozgrzewają wieczorami. Jest dla mnie nierozerwalnie związany z jesienią, z kasztanami i bukietami z liści. To także miesiąc kolorowych papryk, soczystych gruszek oraz mieszanki cynamonu z jabłkami.
Dzisiaj mam dla Was tartę, która jest jednym z najbardziej niedbałych ciast, jakie w życiu robiłam, ale w tym tkwi właśnie jej urok. Rustykalna tarta z jabłkami.
Przepis znalazłam tutaj, cytuję, ale dopiszę kilka uwag ;)




Składniki na blachę ok 30cm:
-1 1/4 szklanki maki
-2 łyżki cukru
-szczypta soli
-1/2 kostki zimnego masła 
-3 łyżki lodowatej wody
-4 duże jabłka (u mnie nieco ponad kilogram, może wydawać się ich dużo, ale potem opadną)

-6 łyżek cukru


-cynamon
-łyżka mąki
-2 łyżki roztopionego masła
-jajko do posmarowania

Ciasto: Mąkę wymieszać z cukrem i sola, dodac masło i posiekać, aż masło zamieni sie w grudki  Dodać 2 łyżki wody, wymieszać aż ciasto zacznie formować się w całość. Jeżeli ciasto ciągle jest suche, dodawać stopniowo pozostałą łyżkę wody. Ciasto zebrać razem, uformować kulę, zawinąć w folię plastikową i schłodzić w lodowce przez conajmniej godzinę. 

Nadzienie: 4 łyżki cukru wymieszać z cynamonem, posypać jabłka i wymieszać. Pozostałe 2 łyżki cukru wymieszać z łyżką mąki.

Schlodzone ciasto rozwalkowac na papierze do pieczenia w kszalcie krazka o srednicy 32cm. Papier (a na nim ciasto) przeniesc na duza plaska blache. Posypac ciasto (zostawiajac czysty 5cm margines) mieszanka cukru i maki. Ukladac jablka (ciagle zostawiajac wolny 5cm margines), plasterek przy plasterku w kolko*, polac roztopionym maslem. Zawinac brzeg ciasta na jablka, robiac zakladki (im ciasto nierowniejsze tym ladniejsze, caly urok tej tarty lezy wlasnie w tym, ze nie jest perfekcyjnie ladna). Posmarowac brzeg rozbitym jajkiem i piec w temperaturze 200ºC przez okolo 40 minut, az jablka beda miekkie i ciasto złote. 

*ja po prostu nawrzucałam je na środek ;)




***
Biegam po wpisy i czuję się trochę zniesmaczona zachowaniem  i podejściem niektórych prowadzących. Wszyscy mówią, że strasznie narzekamy i przesadzamy, ale ja nie przywykłam do takiego traktowania i jeśli stwierdzę, że nie robię magistra to ze względu na ludzi, którzy tutaj pracują. Mam nadzieję, że załatwię to jak najszybciej dzisiaj.