photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2012

Ratunku! Już prawie Święta!

W tym roku dość wcześnie zaczęłam myśleć o przedświątecznych przygotowaniach. Planowałam prezenty, wypieki, ręczne robótki oraz pakowanie. Jednak mimo tego nie udało nam się z L. do końca uniknąć przedświątecznego chaosu - w środę wybraliśmy się na ostatnie prezentowe zakupy połączone z kupnem choinki. I szczerze przyznam, że przeżyłam prawdziwy szok, dlatego dzisiaj mam kilka rad dla spóźnialskich lub tych zabieganych, którzy nie mieli czasu zastanowić się nad wszystkim i wszystko muszą załatwić w ten weekend. 


Po pierwsze - spokój. Pełen parking, tłumy ludzi, pośpiech i kolejki nie pomagają zakupom oraz naszym nerwom. Trzeba się nastawić, że tym razem spędzimy nieco więcej czasu w sklepie i nic na to nie poradzimy. Uśmiech i życzliwość tylko mogą pomóc.
Po drugie - plan. Nawet najprostszy, gdzie czego dla kogo możemy szukać może pomóc w organizacji przedświątecznego biegu. 
Po trzecie - pomysł na prezent. Z tym często bywa najtrudniej ;) Sama doskonale wiem ile czasu zajmuje wymyślenie fajnego prezentu w ograniczonym budżecie. Zastanówmy się co może się przydać albo co lubi dana osoba - często zamiast kolejnej pary skarpet lepszym wyjściem byłoby kupienie płynu do rozmrażania szyb w samochodzie ;) U nas najczęściej sprawdzają się książki, filmy DVD, gadżety sportowe (bielizna termoaktywna, pokrowce na narty, okulary sportowe), akcesoria kuchenne (blachy, patelnie, zestawy sztućców, nóż szefa kuchni), kosmetyki, alkohol. Wbrew pozorom jest w czym wybierać. 
Po czwarte - pomysł na zapakowanie. Jeżeli już naprawdę nie mamy czasu najlepszym wyjściem jest kupienie ozdobnych torebek i podpisanie bilecików lub znalezienie stoiska, które są w większości centrów handlowych, gdzie pani w łatwością zapakuje nasze paczki, kiedy my będziemy pić kawę ;) W mojej rodzinie sporą wagę przykłada się do pakowania prezentów. Oczywiście, każdy ma swój charakterystyczny sposób - od dziadków zawsze jest kolorowy papier (delikatnie rozpakowywany, żeby uskuteczniać recykling rok później) z imionami wypisanymi na taśmie malarskiej. U moich rodziców również kolorowy papier podpisany markerem. Kilka lat temu poszliśmy na łatwiznę i zapakowaliśmy w torby - reszta rodziny się oburzyła, więc teraz już tego nie próbujemy ;) 
U mnie w tym roku gościł szary papier pakunkowy, czerwona wstążka w białe śnieżynki, dziurkacz śnieżynka, kartoniki oraz rafia. W prosty i tani sposób udało się osiągnąć nietypowe paczuszki. 

Po piąte - przepis na świąteczne ciasteczka. Dla tych, którzy się zagapili z pierniczkami albo zwyczajnie ich nie lubią ;) Są proste i niezwykle smaczne. W tym roku piekłam je już z Małą K. i będę piec znów w Wigilię. 


Składniki:
-szklanka + 2 łyżki mąki
-1/3 szklanki cukru pudru
-10dag masła
-żółtko + białko do posmarowania
-łyżka śmietany 18%
-łyżeczka cukru waniliowego

Masło siekamy z mąką, dodajemy resztę składników i zagniatamy elastyczne ciasto. Wstawiamy do lodówki na godzinę. Cienko rozwałkowujemy, wycinamy ciasteczka, smarujemy roztrzepanym lekko białkiem, układamy na blaszce i pieczemy ok 10-12 minut w 180 stopniach. 
U mnie w domu często występują posypane orzechami ;)


czwartek, 6 grudnia 2012

kakaowe ciasteczka do ocieplonego kubeczka

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ocieplacze na kubki stwierdziłam, że muszę taki mieć. Jednak nie miałam okazji do zakupu, więc pomysł mi uciekł z głowy. Kilka tygodni temu zobaczyłam na kilku blogach, że dziewczyny same zaczęły takie robić. Po namyśle - chwyciłam za druty i włóczkę i zaczęłam dziergać. Moja wprawa jest praktycznie zerowa, więc nie są idealnie równe i ozdobione ciekawymi wzorami, ale mam pewną satysfakcję, że sama ich trochę narobiłam. Razem z kubkiem będą prezentem dla dziadków i dalszej rodziny, a do środka na pewno trafi paczuszka z domowymi ciasteczkami ;)


Składniki na ok 10 ciastek:
-10dag masła
-2 czubate łyżki cukru pudru
-100 - 110g mąki
-2-3 łyżki kakao

Wszystko zagniatamy, formujemy placuszki lub wycinamy kształty, układamy na blasze i pieczemy w 190 stopniach 8-12 minut. 


A o to i kubek w ocieplaczu :)
Są jeszcze wersje: granatowa, szara, szaro-biała, ale ta
podoba mi się najbardziej.

środa, 13 czerwca 2012

karmelowa siateczka i Marcello II

Dzisiaj druga odsłona urodzinowego tortu Marcello :) Jednak przepis był ostatnio, dlatego przy okazji chcę Wam opisać sposób na wykonanie dekoracji z karmelu.
Zawsze bardzo mi się podobały, bo prezentują się pięknie. Niekoniecznie jest to smaczne (dla mnie za słodkie), jednak stwierdziłam, że idealnie nada się na szczyt tortu. Możecie to także wykorzystać do dekoracji lodów, deserów, pralinek etc. Trzeba tylko pamiętać, że jest bardzo kruche oraz przy dekoracji wilgotnych deserów dość szybko się rozpuszcza.



Składniki:
-100g cukru
-100ml wody
-potrzebujemy także garnuszka, łyżeczki, płaskiej miski z wodą, arkusz papieru do pieczenia oraz chochli czy metalowej miseczki, dzięki której uzyskamy kulisty kształt

Na małym ogniu podgrzewamy wodę z cukrem. Musimy doprowadzić mieszankę do temp. ok 165 stopni. Jeśli jednak nie macie termometru (ja nie posiadam jeszcze) to przy tej temperaturze nasza mieszanka zacznie przybierać delikatnie złoty kolor (taki właśnie jak na zdjęciach). Zdejmujemy nasz garnuszek z ognia, wsadzamy do miski z zimną wodą (tutaj należy uważać!) i za pomocą łyżeczki rysujemy karmelem siatkę na chochli lub miseczce ułożonej na papierze do pieczenia. Zostawiamy do wystygnięcia na min. pół godziny i delikatnie zdejmujemy. Nie będzie z tym problemu, bo karmel nam się nie przykleja do powierzchni, co może być niewielkim utrudnieniem przy rysowaniu siateczki, ale trzeba cierpliwości :)
To był mój pierwszy raz z robieniem takiej dekoracji, jest to naprawdę proste i na pewno jeszcze z tego skorzystam. Szukając przepisu wpadłam na filmik instruktażowy (chyba kotlet.tv), także polecam wszystkim :)





***
Dwa wpisy w indeksie wylądowały, do tego dość ładne, bo 5 i 4.5 :) Do tego w sposób magiczny udało mi się załatwić przeniesienie kolokwium (i znalezienie sali, to był wyczyn!) z dzisiaj na jutro, bo 1. wczoraj był mecz :pp 2. dzisiaj robimy zajęcia powtórkowe do kolokwium. 
Dorwałam kolejną książkę Thorwalda i na dobry początek - historia operacji mojej wady serca :) 
Mam ostatnio niedobór zumby, bo w zeszłym tygodniu nie miałam kiedy, a teraz zajęć nie ma z powodu kontuzji prowadzącej. Na szczęście w czwartek mamy pokaz, więc trochę się wyszaleję.

sobota, 4 lutego 2012

przepisy + handmade =... (oraz kurczę na okrągło)

Blogerzy na blogspocie to spora rodzina. Wśród historii naszego życia i licznych blogów kulinarnych można trafić na blogi osób zajmujących się handmadem, i to na najwyższym poziomie. Ostatnio odwiedzając różne blogi trafiłam, przyznam że po długiej nieobecności, do Magdy. Zazwyczaj moje oglądanie prac wykonanych przez innych streszcza się do nieustannego: "Wow, ale fajne", ale na tym się kończy. Jednak tym razem mój wzrok przyciągnął wpis, stworzony dla takich osób jak ja - o przepiśniku. Niewielka książeczka, brązowe strony i prześliczna okładka. Doszukałam się drugiego wpisu i stwierdziłam - muszę go mieć. Po napisaniu maila do autorki okazało się, że możemy się dogadać i stworzyć przepiśnik według mojego gustu. Wracając z zumby odebrałam z poczty paczkę, i jest! Oryginalny, śliczny, taki jaki zawsze chciałam mieć :) 





 aż żal mi było rozpakowywać ;)





Dzisiejszy dzień mija przyjemnie :) Poranna zumba, zakupy z L., na obiad domowe burgery. Zaraz wyciągnę z piekarnika ciasto, a na kolację będą ciepłe bułeczki. W międzyczasie wypełniam mój przepiśnik ulubionymi przepisami i nadrabiam oglądanie telewizji oraz seriali.

Rodziciele i Młoda w najbliższym czasie wracają z ferii i dostanę całą masę oscypków prosto z Zakopanego.

***
Jest też przepis, szybki i prosty. Pomysł na nietypowe serwowanie piersi z kurczaka. Kto czyta mnie wystarczająco długo doskonale wie, że pierś z kurczaka to mięso, po które sięgam najczęściej. Dlatego staram się jak najbardziej urozmaicać jego przygotowanie czy sposób podania. A skoro filet jest u mnie na okrągło, to dzisiaj będzie na okrągło :)




Składniki dla dwóch osób:

-podwójna pierś z kurczaka
-kilka dużych pieczarek
-mała cebulka
-żółty ser
-przyprawy


Pierś z kurczaka rozcinamy na płaskie części, chcemy uzyskać jak największą powierzchnię. I wycinamy z nich okręgi. Przyprawiamy i smażymy z obu stron. Pozostałe skrawki mięsa również przyprawiamy i smażymy, niestety mięso nie ma tej właściwości co ciasto i nie da się go zagnieść i wyciąć kolejne koła.

Pieczarki i cebulę siekamy, podsmażamy na patelni obok. Kiedy mięso jest już gotowe nakładamy na górę pieczarki i przykrywamy serem (najlepiej sprawdza się ser salami, bo jest okrągły). Przykrywamy i trzymamy jeszcze chwilę na ogniu, aż do nadtopienia sera. Podajemy z czym chcemy :)

Udanego weekendu!

wtorek, 20 grudnia 2011

mało świąteczne krokiety i bardzo świąteczny handmade

Mój rocznik urodzenia wskazuje, że jestem już dzieckiem wolnej Polski, więc nie mam w jaki sposób pamiętać tego, co się działo w czasach PRL-u. Na szczęście są książki oraz opowiadania rodziców i dziadków, więc mogę sobie trochę ten "inny świat" wyobrazić. Ominęły mnie kolejki, ominęły mnie talony, ale nie ominęły mnie instytucje, które ciężko spotkać gdziekolwiek indziej - bary mleczne. Kiedy ostatnio odwiedzali nas starsza siostra L. razem z mężem, który nie jest Polakiem, szwagier bardzo chciał zjeść obiad w barze mlecznym (z naciskiem na pierogi). Zabraliśmy ich do baru, który jest 3 minuty od naszego mieszkania i może nie jest to typowy bar mleczny, ale mają bardzo dobre jedzenie. W liceum bywało, że szliśmy tam na pierogi ruskie (jest 5 minut od mojej szkoły), a w zeszłym roku, kiedy wprowadzili więcej potraw zrobiłyśmy z mamą odkrycie, że mają tam najlepsze krokiety ze szpinakiem. Od tego czasu kiedy nie mam czasu, żeby zrobić obiad, a ochota na pizzę jest niewielka, L. idzie do baru i kupuje krokiety. W sobotę trochę czasu miałam, więc postanowiłam zrobić domowe krokiety ze szpinakiem i sosem czosnkowym.


Składniki:

na ciasto naleśnikowe
-szklanka mąki
-jajko
-szklanka mleka + szklanka wody do dolewania
na farsz szpinakowy
-opakowanie szpinaku

-ser pleśniowy "Lazur"
-czosnek
na panierkę
-bułka tarta

-jajko
-olej do smażenia


Robimy ciasto naleśnikowe, pewnie każdy z Was ma swój wypróbowany przepis. Powinno być jak gęsta śmietana. I smażymy cienkie naleśniki.

W garnuszku dusimy szpinak (albo rozmrażamy) dodajemy pokruszony ser oraz wyciśnięte 2-3 ząbki czosnku i doprawiamy do smaku.
Na naleśnik nakładamy cienką warstwę szpinaku, zostawiając miejsce po bokach. Zakładamy dwa boki do środka i zawijamy najkrótszy do środka. Maczamy w jajku, następnie obsypujemy bułką kartą i smażymy aż panierka będzie złota.







A sos czosnkowy znajdziecie tutaj.


***
Tydzień przedświąteczny to jeden z najbardziej nerwowych tygodni w roku. Sprzątanie, gotowanie, pieczenie, choinka, nowy łańcuch, nowy obrus, serwetki i masa innych problemów. Do tego wszystkiego dochodzą prezenty i sposób ich zapakowania. Dla niektórych zabawa z papierem pakunkowym to świetna zabawa, chwila na odstresowanie się, ale dla innych powód do rwania włosów z głowy. Tym bardziej kiedy okazuje się, że nie mamy żadnego pudełka, żeby zapakować drobiazg. Okazało się, że nie mam w co zapakować pierniczków - żadnych zbędnych pudełek czy kartoników, zupełnie nic. I nawet nie wiem, gdzie coś takiego można za niewielkie pieniądze zdobyć. Postanowiłam, że zamiast kupować mogę wrócić pamięcią do mojej pasji sprzed kilku lat - origami. Japońska sztuka składania papieru bez użycia nożyczek, kleju czy innych ozdabiaczy. I pudełka złożyłam sama, ale postanowiłam je ozdobić i nadać im bardziej świąteczny charakter.



Na 6 pudełek o wymiarach ok. 12 cm potrzebujemy:
-2 arkusze brystolu A1 (albo 12 kwadratowych arkuszy o wymiarach ok. 30-35cm), kartki nie mogą być ani za miękkie ani za twarde, mój brystol miał grubość 120g/cm^3 (tak to się chyba oznacza)
-nożyczki
-ołówek
-długą linijkę (albo metr krawiecki)
-papier do ozdobienia
-klej lub taśmę klejącą

Jedno pudełko to dół i góra, które wykonuje się tak samo. Jedyna różnica - na górę użyłam kartki o wymiarach 33x33 cm, a na dół 31,5x31,5cm, żeby przykrywka weszła na mniejsze pudełko. U mnie jest na styk, czyli gdyby dół był 32x32 całość mogłaby się nie złożyć ładnie.

Musimy być bardzo precyzyjni przy wycinaniu kartek z brystolu, bo najmniejsze przesunięcie może utrudnić wykonanie naszego projektu.
Postaram się przedstawić Wam instrukcję wykonania, ale warto też poszukać sobie filmików ;)


1.Mamy kwadratową kartkę. Jeżeli chcecie robić takie pudełko z papieru, który ma dwie różne strony to stroną, na której kartkę położycie będzie wzorem wierzchnim pudełka. Zginamy ją na pół, rozginamy i znów zginamy na pół, ale względem drugiego boku. Chcemy otrzymać kwadrat podzielony na 4 części (4 mniejsze kwadraty) przez nasze zagięcia. 
2. Bierzemy róg i zaginamy go do środka. Powtarzamy to z każdym rogiem i otrzymujemy kopertę. 


            


3. Bierzemy jeden bok i zaginamy go do środka. Z drugim robimy to samo.



4. Rozginamy boki, otrzymujemy postać koperty i zaginamy teraz dwa kolejne boki w ten sam sposób. Rozginamy, chwytamy dwa trójkąty na przeciw siebie i rozginamy.

5. Boki (lewy i prawy na zdjęciu wyżej) stawiamy pionowo. Chwytamy trójkąciki i zaginamy je do środka.
6. I teraz zaginamy ten kawałek z trójkątem na górze do środka. To samo powtarzamy z drugim bokiem i mamy pudełko :)
            

7. Pasek na środku to kawałek papieru pakunkowego, o szerokości 6 cm. Długość nie wiem :pp mierzyłam przesuwając pudełko. Przykleiłam od wewnątrz taśmą klejącą, bo okazało się, że klej nie działa.


A w środku pierniczki, 3 warstwy musiałam ułożyć, żeby wszystkie zmieścić. Oddzielone watą.

Pudełka można ozdobić jak tylko chcecie. Nadają się świetnie na schowanie prezentu, a robiąc je z ładnego papieru i odpowiednio ozdabiając mogą być prezentem same w sobie ;)

P.S. A dzisiaj rano z mojego ósmopiętrowego okna i maszerując na uczelnię podziwiałam zamarznięty świat. W końcu trochę tej przedświątecznej magii.
P.S.2 Koszmarnie mnie wkurza edytor blogera i to, że mi robi takie przerwy w tekście jak mu się podoba :/

wtorek, 13 grudnia 2011

zimowa zupa dla miłośników czasu i czosnku

Po intensywnym weekendzie przyszedł nowy tydzień. Razem z nim poranne wstawanie, kiedy w mieszkaniu jeszcze ciemno. Wizja liczenia całek o 8 rano (na szczęście zrobił to za nas program komputerowy), a potem dość przyjemne 1,5h spędzone na sali wyłożonej materacami, czyli judo. Po powrocie do domu i zrobieniu obiadu...lekki zawrót głowy i reszta dnia spędzona na odpoczynku, z bardzo smacznym akcentem na kolację (nie ma to jak pyszny, domowy, cieplutki chlebek). Dzisiaj dzień, w którym nie mam ochoty na nic. Brak ochoty i czasu na przygotowanie obiadu, więc musiałam znaleźć coś prostego, smacznego, pożywnego i poprawiającego humor.

Stali czytelnicy na pewno wiedzą od jakiego poprawiacza humoru jestem uzależniona. Nie wiem czy wiecie, że razem z czekoladą, pierogami z jagodami, ogórkami kiszonymi i sushi na mojej liście kuchennych cudów w czołówce znajduje się czosnek. Składnik dzielący smakoszy na dwie grupy - jedzących i uciekających jak najdalej od tych pierwszych.

Ja należę do osób, które czosnek uwielbiają. Jest to moja ulubiona przyprawa do kanapek (grzanki z czosnkiem i masłem), jak i przeróżnych obiadów. Powiem Wam, że L. miał na początku mały problem z ilością czosnku, którą dodaję, na (JEGO) szczęście się przekonał i oboje jesteśmy teraz wielbicielami tych aromatycznych ząbków. Dzisiaj jednak postanowiłam uczynić z czosnku główny składnik. Przepysznej, rozgrzewającej, szybkiej i poprawiającej humor zupy czosnkowej. Dziękuję za przepis Kalinie, u której przyuważyłam te pyszności i mogłam wzbogacić mój repertuar zup (z trzech do czterech).



Składniki:
-litr wody
-kostka rosołowa
-czosnek, duuuużo czosnku (6-8 ząbków)
-2-3 trójkąciki serka topionego 
-trochę sera żółtego (najlepiej dobrze się ciągnący po rozpuszczeniu)
-sól, pieprz

Gotujemy wodę, wrzucamy kostkę rosołową, a następnie serki topione (pilnujemy, żeby się rozpuściły). Czosnek przeciskamy przez praskę, 3/4 podsmażamy na maśle na patelni, a następnie wrzucamy z pozostałą częścią i gotujemy przez kilkanaście minut. Pod koniec solimy, pieprzymy oraz wrzucamy ser żółty i gotujemy aż do momentu, kiedy ser będzie się ciągnął. Podajemy od razu, cieplutką w towarzystwie grzanek (u mnie bruschetta, dla urozmaicenia smaku).





***
I cały dzień bez L. dzisiaj. Od rana siedzi w pracy, wpadnie na chwilę zjeść obiad (w czasie kiedy będę miała korki) i potem jedzie do Sosnowca na pierwszą próbę z zespołem, zobaczyć czy da się nawiązać trwalszą współpracę. Chociaż ja i tak najbardziej lubię jak śpiewa mi na ucho ;)
A dzięki odwołanym zajęciom ze statystyki mogę jutro rano wybrać się znów na zumbę :D 
Bawię się woskiem, i z połączenia kolorowych podgrzewaczy (które też się okazały oszukane, dlatego kolory są o wiele jaśniejsze niż chciałam) z kieliszkiem wyszło mi coś takiego:







środa, 7 grudnia 2011

piernikowe przygotowania

Ufff. Jak dobrze być w domu :) Dzisiejszy dzień przyniósł ze sobą pozytywne wydarzenia, kilka odetchnięć ulgi i sporo uśmiechu. Kolejny krok na drodze do zwolnienia z egzaminu z matematyki dyskretnej, całkiem przyjemna elektronika, na której staliśmy się magikami, bo udało nam się nie wywalić korków (co od kilku tygodni przy tym ćwiczeniu było normą i to kilka razy) oraz szybkie i sprawne układy cyfrowe. I po co mój organizmie się tak stresowałeś? W tym tygodniu tańce są w piątek, więc dzisiejszy wieczór spokojnie spędzimy w domu. 
Mikołaj wczoraj przyszedł i zostawił prezenty. L. został zdemaskowany przez braciszka,  na szczęście prezenty i tak się spodobały. My również dostaliśmy upominki od jego rodziców. Wieczorem okazało się, że był jeszcze u moich rodziców i zostawił dla nas paczuszkę - żelki oraz ceramiczny zestaw do fondue w kształcie serc. A dwa dni temu oglądałam takie na stronie home&you wybierając prezent dla rodziców, więc możecie sobie wyobrazić moją radość, że Rodzicielka wpadła na taki pomysł i podsunęła go Mikołajowi. Do tego wieczorem zasiedliśmy przed telewizorem, włączyliśmy stację ze słoneczkiem i po raz setny oglądaliśmy Kevina. 
A przed chwilą wyjrzałam przez okno. I.....



Taaak, dobrze myślicie. Pada śnieg :D Tak też oficjalnie mój czas przedświąteczny został rozpoczęty. Zaraz usiądę z kubkiem herbaty i zacznę planować - kupno prezentów, kiedy zrobić własnoręczne, wybierać przepisy i gdzie szukać choinki z korzeniami. Bo Wigilia już za 17 dni. Wiem, że na pewno upiekę sporo pierniczków. A dzisiaj mam dla Was część pomysłów na piernikowe prezenty, wybaczcie jakość zdjęć, bo były robione w pośpiechu komórką.

serducho, zrobione żartobliwie, bo zostało trochę ciasta do wykorzystania



Głównym tematem dzisiejszego wpisu ma być piernikowa chatka :) W zeszłym roku zrobiłam trzy egzemplarze, zdjęcia nie przedstawiają tej, która wyszła mi najlepiej, ale L. bardzo się podobała i jeszcze bardziej mu smakowała. Nie ukrywam, że byłam bardzo z nich dumna i zrobiły na wszystkich spore wrażenie.

Składniki na piernikowe ciasto (przyznam szczerze, że nie pamiętam jakich proporcji użyłam dla trzech domków):
-500g mąki
-340 g miodu, ja dla oszczędności wybieram sztuczny z hipermarketu
-120 g masła
-pół szklanki cukru
-łyżeczka sody
-2 łyżeczki przyprawy do piernika
-opcjonalnie łyżka kakao

Miód połączyć z masłem i cukrem w garnuszku i podgrzewać aż do rozpuszczenia i połączenia składników. Sypkie składniki przesiać do miski. Kiedy płynne przestygną wlać je do suchych i zagnieść ciasto. Wstawić do lodówki na godzinę. W tym czasie przygotować sobie szablon do wykrawania elementów domu (dwie podłużne ściany, dach i ścianki u mnie wejściowe). Ciasto rozwałkować dość na ok 5 mm grubości - nie może być za cienko ani za grubo. Wykroić ostrym nożem elementy i piec na pergaminie przez ok 12 minut w 180 stopniach. Najlepiej wykrawać na papierze do pieczenia, bo nie trzeba potem przenosić tego ciasta, a moje kawałki się lekko przy tym zdeformowały i elementy były trochę krzywe.
Udekorować ścianki w dowolny sposób. U mnie są dachówki z płatków migdałów (klejone lukrem), ale był też dach oprószony śniegiem (wiórki kokosowe). Można lukrem, perełkami czy czekoladą. Jak tylko chcecie. Nie wiem czy widać, ale domek ma na dole taki płotek zrobiony z miśków-żelków ;)
Sklejałam karmelem - cukier roztopiony z odrobiną wody. Było z tym sporo zabawy, bo nie posiadam umiejętności oceny czy temperatura jest odpowiednia ani termometru kuchennego. Ale dało radę i domki się trzymały. 

                                      

Przypominam wszystkim, że w sobotę jest spotkanie w Opolu. Może ktoś się jeszcze zdecyduje pokazać?

niedziela, 27 listopada 2011

postcrossing & handmade

Jak byłam młodsza pisałam listy z moją przyjaciółką z dzieciństwa, teraz mamy inne formy komunikacji i trochę tego żałuję, bo lubiłam pisanie listów. Po poczcie papierowej został mały ślad w moim życiu - pocztówki, które nadal wysyłam będąc na wakacjach. I równie bardzo lubię otrzymywać, szczególnie te z nieznanych mi miejsc - mam kilka od koleżanek, które były w Grecji, we Włoszech czy w Chorwacji. Jest także jedna z Australii od kolegi, który spędzał wakacje u rodziny.
Słyszeliście kiedyś o postcrossingu? Wysyłanie pocztówek do zupełnie obcych ludzi, często na drugi koniec świata. Wpadłam na artykuł, weszłam na stronę postcrossing.com i stwierdziłam, że to świetny pomysł! Pamiętam, że jak dostałam pocztówkę wygraną w konkursie u No argue była to bardzo miła niespodzianka :) Stoi teraz na moim biurku,  zdjęcie na niej często poprawia mi humor. Czekam obecnie na pocztówkę od Lesli :D
Fajnie by było dostawać pocztówki z całego świata. Założyłam konto, wylosowałam 5 pierwszych adresów, zakupiłam pocztówki, wypisałam (w tym jedną po niemiecku) i muszę się teraz przejść na pocztę, żeby je wysłać. Polecą do Niemiec, Holandii, Finlandii, Rosji i Chin.


Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu, od czwartku zacznie się wyszukiwanie okienek z czekoladkami w kalendarzach adwentowych, a ja powoli zaczynam myśleć o świątecznych wypiekach i prezentach. Jak co roku kupię coś dla moich rodziców, Młodej i L., a dla reszty rodziny oraz najbliższych L. zrobię coś samodzielnie. Od dziecka robię własnoręczne prezenty z różnych okazji dla moich babć, dziadków i wujków, do teraz sprawia mi to radość i zapewnia niezłą zabawę. Przez lata wymyślałam różne rzeczy - dzwonki, kalendarze, świeczki, malowane cegły, bombki etc. W tym roku myślałam o bombkach robionych metodą decoupage, ale z powodu niefortunnego ułożenia kalendarza tzn. Wigilia jest w sobotę, chyba nie będę miała czasu, żeby się w to bawić. Drugi pomysł - świece wykonane na różne sposoby. Może uda mi się je zrobić wcześniej, to opublikuję zdjęcia i sposób przygotowania ;)
W zeszłym roku zrobiłam piernikowe chatki oraz cukrowe świeczniki (na szczęście ostało się jedno zdjęcie, które L. zrobił telefonem).



Potrzebujemy:
-mocnej tektury
-cukru w kostkach (z 1kg zrobiłam 3 świeczniki,  o ile dobrze pamiętam)
-brązowego cukru w kryształach
-gęstego lukru
-wstążki, najlepiej 3-4 cm szerokości

Zaczynamy od wycięcia podkładki z tektury. Nie pamiętam dokładnie ile moje miały, ale nie jest to trudne do zrobienia - kładziemy obok siebie kilka kostek cukru (największy bok będzie naszym spodem, a kostki powinny się stykać najmniejszymi ściankami i mierzymy ile zajmują, a następnie o takim boku wycinamy kwadrat z tektury. Za pomocą lukru będziemy przyklejać kostki cukru do tektury i siebie wzajemnie :) Smarujemy największy bok oraz dwa najmniejsze, największym będziemy przyklejać do spodu, a najmniejsze do sąsiednich kostek. Pojedynczy słupek składa się chyba z 4(5) kostek, a te przy kątach z 5(6). W wybranych miejscach przykleiłam kryształy brązowego cukru, a po wyschnięciu zawiązałam wstążką.

***

Sobotni poranek zmienił się w sobotnie prawie południe. Tak to jest jak L. stwierdza, że mnie nie będzie budził, a mój organizm mógłby spać i spać i spać ;) A potem trzeba się było zmusić, żeby wszystko ładnie posprzątać, łącznie z umyciem okien i balkonu, ale w końcu widzę coś przez okna w kuchni :D
Popołudnie i wieczór spędziliśmy na imprezie urodzinowej, w kameralnym gronie i miłej atmosferze. Wyszliśmy z resztą gości z założenia, że lepiej kupić jeden porządny prezent, więc koleżanka dostała eleganckie kolczyki z Apartu, a koledze kupiliśmy bardzo fajną myszkę bezprzewodową.
Dzisiaj kościół oraz rodzinny obiad, po powrocie obejrzeliśmy z L. ostatni odcinek "Układu Warszawskiego" i jestem bardzo zawiedziona polityką TVNu, bo puszczają fajny serial o nieludzkiej porze (tj. ok 22.30-23.00 w niedzielę wieczorem) i potem się dziwią, że nie ma oglądalności. My oglądamy z internetu, bo możemy sobie podłączyć TV i mieć fajny seans, ale myślę, że jesteśmy wyjątkiem i większość chce oglądać podczas normalnej emisji. Dzięki czemu oglądalność spada i nie chcą robić drugiego sezonu...
Zdążyłam przejrzeć już całe allegro w poszukiwaniu kasku narciarskiego, bo w tym roku stanie się moim prezentem gwiazdkowym. Lubię prezenty praktyczne, a że zazwyczaj nic nie potrzebuję, więc dostaję  rzeczy związane z sezonem sportów zimowych. W tym roku wymieniam kask na pasujący do reszty mojego stroju, czyli biały...Chociaż na co dzień wybieram czerń, szary i granatowy, to na stoku wyglądam mniej więcej jak mój blog - biało różowo.
Zaraz usiądę sobie z herbatą i będę patrzeć, co tym razem wymyślili "Ugotowani" robiąc listę przepisów na najbliższy tydzień, a że kupiłam sobie owalną formę ceramiczną to po głowie chodzą mi różne zapiekanki ;)

Miłego wieczoru i nowego tygodnia!