photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułeczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lipca 2013

ziołowo-oliwkowe bułeczki

Czas biegnie bardzo szybko. Większość dnia spędzamy w pracy, bo projekt na ukończeniu i nadgodziny same się robią. Wiedziałam na co się piszę, ale i tak nie zmienia to faktu, że wracając do domu o 19 czy 20 jestem wymęczona, a wieczorami obowiązki domowe i kończenie projektów na uczelnię. Pobudka o 6.30, szybkie kanapki na śniadanie, jedzenie do pracy i jakoś leci.
Dlatego też wczoraj stwierdziłam, że wyjdę o bardziej sensownej porze (byłam w domu aż o 18) i wieczór przeznaczę dla siebie. Rzadko mi się to zdarza, ale lubię czasem po szybkim treningu zamknąć się w łazience, powyciągać różne peelingi, maseczki, bezbarwny bądź naturalny lakier do paznokci i poświęcić na pielęgnację nieco więcej czasu. A potem mój ulubiony dres, maliny i książka.

Lubię takie spokojniejsze chwile. Lubię także spędzać je w kuchni i przygotowywać smakołyki, które w dni pełne pośpiechu pozwalają cieszyć się smakiem domowej kuchni. Domowe pieczywo, co podkreślałam wiele razy, jest jedną z najsmaczniejszych rzeczy na świecie. Tym razem proste bułeczki z oliwkami oraz świeżymi ziołami. Podane z mozzarellą oraz doprawionymi pomidorami. 



Składniki na 4-5 bułek:
- 30-35 dag mąki
- 2 dag drożdży
- 1/2 łyżeczki cukru
- czubata łyżeczka soli
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 180-200 ml letniej wody

Mąkę przesiewamy do miski. Drożdże rozpuszczamy w 100ml letniej wody. Do mąki dodajemy pozostałe składniki, na końcu dolewając drożdże i pozostałą wodę - tutaj musicie wyczuć ciasto. Powinno być miękkie, elastyczne, ale nie lejące się. Ostawiamy do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny. Następnie dodajemy pokrojone oliwki i posiekane zioła, wyrabiamy ciasto i formujemy bułeczki. Układamy w odstępach, zostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia i pieczemy 20-25 minut w 200 stopniach.




sobota, 27 kwietnia 2013

kapcie w piekarni

Nie wiem czy kiedyś pisałam, ale chleb zaczęłam piec w domu po tym, kiedy kilkakrotnie zostałam poczęstowana domowym pieczywem przygotowanym przez mamę przyjaciela. Ostatnio przywiózł mi także podstawową mąkę chlebową prosto z młyna - 5kg w białym worku. Jest to jedna z najczęściej używanych mąk w mojej kuchni, bo jest dobra nie tylko do chleba, ale także do pizzy, bułek czy innego, jasnego pieczywa. Ostatnio, jeśli nie mam czasu przygotować chleba robię ciabattę - płaskie, podłużne, włoskie chlebki, których nazwa podobno oznacza "kapeć". Są dobre do kanapek, a ja czasem lubię świeżo upieczony kawałek maczany w oliwie. 


Składniki na dwa bochenki:
-2-3dag świeżych drożdży
-2 szklanki mąki pszennej typ 650 i wyżej
-łyżka oliwy z oliwek
-2 łyżki ciepłego mleka
-szklanka ciepłej wody
-łyżeczka soli

Drożdże kruszymy i rozpuszczamy w ciepłym mleku, pozostawiamy na 5-10 minut, żeby zaczęły pracować. Mąkę wsypujemy do miski, dodajemy oliwę, sól oraz zaczyn i wodę. Zagniatamy ciasto przez 5-10 minut - powinno być raczej luźne, więc w zależności od potrzeby można skorygować ilość mąki czy wody. Odstawiamy do ciepłego miejsca na 1,5-2h. Następnie wyjmujemy ciasto, dzielimy na dwie części, formujemy podłużne bochenki. Musicie uważać, bo ciasto się jeszcze trochę "rozleje", więc nie formujcie ich zbyt płaskich ;)
Odstawiamy do wyrośnięcia na 20 minut, piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni i pieczemy przez 25-30 minut. 


***
Weekend! A potem dwa dni i znowu wolne :) Lubię maj, bo na uczelni mamy sporo wolnego z powodu majówki i imprez studenckich.
Wczoraj w końcu udało mi się odwiedzić fryzjera i skrócić włosy. Lubię moje długie loki, ale jednak na wiosnę czy lato bardziej odpowiada mi długość tuż za ramiona. Co prawda L. stwierdził, że nie widzi różnicy, ale ja tak i już ją odczuwam. Planowaliśmy też wyjście na rower, ale L. dostał pilny telefon z pracy...i tyle było ze sprawdzania nowego siodełka oraz opon. Dzisiaj jedziemy do Małej K. i może po powrocie uda się wyskoczyć na szybką, rowerową rundkę?
W niedzielę obiad rodzinny z dziadkami L., a potem to już trzeba zacząć się pakować na wyjazd!

środa, 20 marca 2013

śniadaniowe love - bajgle

Domowe pieczywo to naprawdę jedna z najsmaczniejszych rzeczy na świecie. Do tego odpowiednie dodatki i pyszne śniadanie gotowe.
Tym razem stanęło na bajglach. XVII-wieczny wypiek, pochodzący z Europy Środkowej (być może nawet z Krakowa!), który zasłynął na świecie w XX wieku za sprawą Amerykanów.
W towarzystwie wędzonej makreli, rzeżuchy, dobrej szynki i jajek na twardo.



Składniki na 8-10 bajgli:
-3 szklanki mąki pszennej chlebowej
-2 łyżki cukru
-1 łyżeczka soli
-2dag drożdży
-ok 300 ml wody
-1 żółtko do glazury
-ziarna do posypania


W letniej wodzie rozpuszczamy drożdże. Do miski wsypujemy mąkę, sól, jedną łyżkę cukru oraz wlewamy drożdżowy roztwór. Wyrabiamy ciasto przez ok 5- 10 minut. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok półtorej godziny.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 8 - 10 części i formujemy bajgle. Odstawiamy do wyrośnięcia na 30-40 minut przykryte ściereczką.
W dużym, płaskim garnku gotujemy wodę z drugą łyżką cukru. Wrzucamy bajgle i każdego gotujemy po 1-2 minuty z każdej strony. Wyciągamy, odsączamy i pozostawiamy do ostygnięcia. 
Smarujemy żółtkiem i posypujemy ziarnami.
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni i pieczemy bajgle przez ok 15-20 minut. 

Pasta z makreli:
-wędzona makrela
-serek typu Bieluch
-nieco pieprzu

Makrelę staramy się jak najbardziej oczyścić z ości i przekładamy do miseczki. Dodajemy opakowanie serka i rozgniatamy widelcem. Dodajemy odrobinę pieprzu.

***
Patrząc na pogodę za oknem aż ciężko uwierzyć, że od dzisiaj mamy astronomiczną wiosnę. Zimowe szaleństwo, które niestety przy +2 stopniach szybko zamienia się w szarą breję.
Okna aż wołają o umycie, temperatura nie pozwala, a jak umyję to za 2 dni znów będą do mycia. Poczekają na wiosnę ;)

piątek, 30 listopada 2012

na drugie śniadanie - drożdżówki z jabłkiem

Najgorsze w tym semestrze są dla mnie poniedziałki. Spędzam cały dzień na uczelni, omijam poranną zumbę (nie zdążam też na popołudniową) a najgorsze, że po niedzielnym luzie w kuchni rzadko kiedy biorę coś do jedzenia z domu, bo zazwyczaj nie mam czego zabrać ;) Staram się jednak myśleć o tym wcześniej i mieć chociaż wystarczającą ilość pieczywa na domowe kanapki lub przygotować drożdżówki, bo te bufetowe jakoś mnie nie przekonują.
Tym razem wykorzystałam jabłka, których w sklepach pełno. Przepis na ciasto wzięłam z jagodzianek, bo jest jednym z najlepszych :) Drożdżówki są bardzo dobre, chociaż przyznaję - do jabłek o wiele lepiej pasuje ciasto kruche lub francuskie.


Składniki na ok 8 drożdżówek:
-1/4 szklanki cukru
-szklanka mleka
-2dag drożdży
-2,5 szklanki mąki
-2-3 dag masła
-szczypta soli
-2 jabłka
-cynamon

W letnim mleku rozpuszczamy drożdże z łyżką cukru. Masło rozpuszczamy i odstawiamy do przestygnięcia. Do miski wsypujemy mąkę, cukier, dodajemy zaczyn, masło i sól. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia.
Jabłka obieramy i ścieramy na tarce albo kroimy w kostkę. Ciasto dzielimy na równe części. Każdą rozpłaszczamy, nakładamy jabłka na środek, posypujemy cynamonem, zlepiamy i układamy na blaszce. Zostawiamy do wyrośnięcia na pół godziny. Pieczemy 20 minut w 200 stopniach, wyciągamy, przykrywamy wilgotną ściereczką i pozostawiamy do wystygnięcia, a następnie lukrujemy.


środa, 10 października 2012

burger, fish burger

Rzadko chodzę do restauracji typu fast food - ilość kalorii oraz przetworzonego jedzenia jest powalająca. O wiele bardziej wolę przygotować takie jedzenie w domu. Zawsze wtedy słyszę, że kupne się nawet nie mogą umywać do domowych. Zdrowsze, smaczniejsze i ciężko taką porcję zjeść w stylu 'fast'. Obowiązkowo każdy dostaje sztućce i chociaż porcja nie znika w tempie ekspresowym to wszyscy po zjedzeniu są bardzo zadowoleni. A ja lubię piec lekko słodkie bułeczki, smażyć kotlety i kroić ogórki kiszone od mojej babci. 



Składniki na 5 burgerów:
-5 bułek z tego przepisu (350g mąki, niecała szklanka mleka/wody)
-0,5 kg filetu z białej ryby (u mnie leszcz)
-kajzerka albo kawałek bagietki
-jajko
-sól, pieprz, curry, ew. świeża pietruszka
-do tego sałata, pomidory, ogórki kiszone, ketchup i musztarda
-trochę mąki, jajko i bułki tartej na panierkę

Najprościej filet z ryby zmielić. Ja niestety maszynki nie posiadam, ale stwierdziłam, że przecież ugotowana czy upieczona ryba to bardzo kruche danie. W związku z tym filety ugotowałam na parze, a potem cholera mnie wzięła, bo jak coś się nazywa filet to nie powinno mieć ości. Ja z moich wybierałam ości przez 15 minut. Ale udało się! Mięso z ryby wrzucamy do miski, dodajemy jajko. Kawałek bagietki namoczyłam w wodzie, odcisnęłam i wrzuciłam do ryby. Doprawiłam i zaczęłam mieszać masę. Następnie uformowałam pięć kotletów, opanierowałam i usmażyłam. 
W tym czasie piekły się bułeczki, więc jeszcze ciepłe rozkroiłam, dół posmarowałam musztardą - na to sałata, potem kotlet (chociaż przyznam, że potem patrząc na zdjęcia stwierdziłam, że sałata lepiej by się prezentowała pod kotletem), warzywa i górna część bułki posmarowana ketchupem.


piątek, 28 września 2012

słodkie zamówienie

Impreza w pracy Rodzicielki i prośba o pomoc - babeczki z kajmakiem oraz coś drożdżowego. Długo nie musiałam się zastanawiać, już od pewnego czasu planowałam upiec słodkie ślimaczki drożdżowe. Podzieliłam się pomysłem i dostałam słoik powideł. Kiedy wieczorem skończyłam przygotowywać babeczki z kajmakiem zabrałam się za ugniatanie ciasta. Wstawiłam do lodówki na całą noc, żeby rano wstać i dokończyć drożdżóweczki. Część była z powidłami, część z innymi konfiturami - morelową, truskawkową i porzeczkową. Jeszcze ciepłe lukrowałam i układałam w pudełkach, żeby zanieść je mamie i usłyszeć później - dostaniesz stałe zlecenie na drożdżówki u nas w pracy, upieczesz jeszcze kilka na sobotę?




Składniki na ok 30 sztuk:
-5 szklanek mąki
-2/5 szklanki cukru
-szczypta soli
-2-3 dag drożdży świeżych
-3 jajka
-niecałe 1,5 szklanki mleka
-15 dag masła
-2 słoiki powideł - domowej roboty, powidła i dżem truskawkowy (też domowy) spisały się najlepiej, konfitura morelowa niestety jest dość rzadka, wypływała i ciężko było ułożyć drożdżówki

Mleko podgrzałam razem z masłem i przestudziłam do temperatury pokojowej. Do dużej miski wsypałam mąkę, cukier, sól, dodałam jajka i rozkruszone drożdże. Wlałam mleko z masłem i zagniotłam ciasto. Wstawiłam do lodówki na całą noc, ale po pierwszej godzinie mocno wyrosło, więc je odgazowałam. Rano wyjęłam, zagniotłam przez kilka minut i odstawiłam na godzinę, żeby trochę ruszyło i się ogrzało*. Podzieliłam na dwie części. Każdą z nich rozwałkowałam na prostokąt (ok 15x40cm), posmarowałam słoikiem powideł i zwinęłam wzdłuż krótszego boku, czyli tak aby ciasto zostało długie. Pokroiłam w niewielkie krążki i poukładałam na blaszce w niewielkich odstępach**. Zostawiłam na ok pół godziny do wyrośnięcia. Upiekłam w 200 stopniach - ok pół godziny w piekarniku, a następnie polukrowałam.



*myślę, że robiąc je normalnie wystarczy mu 1-1,5h w temp. pokojowej do wyrośnięcia
**śpieszyłam się, więc musiałam upchnąć ich jak najwięcej na blaszce, przez co odstępy miały ok 0,5cm i ślimaczki wyszły koślawe (szczególnie z pierwszej blachy, na zdjęciach), jeśli odstępy będą większe, to drożdżówki będą bardziej okrągłe

***
Kto by przypuszczał, że nawet moje plany dot. wizyt i badań lekarskich potrafią stanąć na głowie. Miałam dzisiaj zaplanowanego holtera - jak co roku na koniec wakacji. Jednak w zeszłym roku moja kardiolog postanowiła mnie zapisać na badanie rezonansem magnetycznym, w celu lepszej oceny stanu mojego serca, szczególnie prawej komory. W lipcu okazało się, że to wcale nie jest taka prosta sprawa, bo szpital informuje o wolnym miejscu na rezonans dzień wcześniej - pierwszy raz dzwonili jak byłam we Włoszech. Zadzwonili też wczoraj - informując, że mogę przyjechać na 12.30 i muszę mieć tylko ze sobą badania na stężenie kreatyniny. Całe szczęście, że mój tato ma L4 i mógł ze mną pojechać do laboratorium (mam w zwyczaju omdlewanie po pobraniu krwi) oraz że tego badania nie trzeba robić na czczo (telefon o 10.30, kiedy ja już dawno po śniadaniu byłam). Szkoda tylko, że mnie zawsze później ręka boli i planowany trening się przesunął na nie wiem kiedy.
Natomiast jutro wybieram się do Katowic na spotkanie blogerów organizowane przez Doceń Polskie :)

I uwielbiam plakaty na witrynie w Matrasie:


Premiera planowana na 3-go października. W związku z tym postanowiłam skompletować Jeżycjadę - dokupuję na allegro książki, których mi brakuje :)

niedziela, 19 sierpnia 2012

dzieciństwo w drożdżówkach z serem

Zapytałam Młodej czy chce jakieś drożdżówki na daleką podróż na obóz. Z kilku podanych smaków postanowiłam połączyć dwa - brzoskwinie oraz ser, w bardzo tradycyjnym i znanym wszystkim kształcie. Nie zrobiłam ich dużo, bo stwierdziłam, że dorzucę także kilka różków z jabłkami. Planowałam zostawić sobie jedną do spróbowania, niestety nie było mi dane spróbować, bo odpowiednią liczbę oddałam Młodej, a ostatnia zniknęła zanim wróciłam do domu. Cóż, chyba będę musiała zrobić je jeszcze raz, bo to zaraz po jagodziankach ulubione drożdżówki z wakacyjnych plaż ;)



Składniki na ok 6 bułeczek:
-300g mąki
-pół szklanki mleka
-2 dag drożdży
-jajko
-2 łyżki cukru
-5 dag rozpuszczonego masła
-szczypta soli

-200g serka sernikowego
-opakowanie cukru wanilinowego
-żółtko + jajko do posmarowania
-mała puszka brzoskwiń

Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku. Dodajemy do mąki i reszty składników, wyrabiamy elastyczne ciasto i odstawiamy na ok 1,5h do podwojenia objętości. Ser razem z cukrem i żółtkiem miksujemy na gładką masę. Z ciasta formujemy 6 okrągłych placków i zostawiamy do wyrośnięcia na pół godziny. Bierzemy szklankę, obsypujemy dno mąką i wciskamy w środek, tworząc okrągłe zagłębienie. Na środek nakładamy pokrojone w kosteczkę brzoskwinie, a na górę serek. Pieczemy w 200 stopniach ok 15-20 minut, tuż przed włożeniem do piekarnika należy posmarować całą drożdżówkę rozmieszanym jajkiem. Po wyjęciu możecie polukrować. 



***
Wczoraj 53km rowerem. Wycieczka z Gliwic nad Zalew Rybnicki z L. i moimi rodzicami. Zjedliśmy sobie obiad na miejscu (placki ziemniaczane w sosie kurkowym <3) i wróciliśmy. Nieco mi się opalenizna zwiększyła na rękach i łydkach (w miejscach dość nierówno np. z powodu rękawiczek rowerowych). Dzisiaj jedziemy ją wyrównywać i zabieramy drugą partię drożdżówek z serem na plażę.

I na koniec zabawa :) Zapraszam do niej każdego chętnego. Wypisujemy 7 rzeczy o sobie, o których czytelnicy nie wiedzą.



1. W dzieciństwie przez pewien czas chciałam być strażakiem.
2. Lubię piwo. Lubię sobie usiąść wieczorem i wypić butelkę przy czytaniu książki. Jednak nie przepadam za piwami smakowymi.
3. Zupełnie nie umiem rysować. Większość moich prac plastycznych do szkoły zrobiła za mnie Rodzicielka (z wykształcenia architekt). Za to, jeśli trzeba było bawić się wyobraźnią i stworzyć coś przestrzennego - byłam do tego bardzo chętna. Najbardziej upodobałam sobie origami. Jeśli kiedyś się wyprowadzę z Gliwic i moje dzieci odziedziczą mój talent plastyczny to będą się musiały pogodzić z niskimi ocenami w szkole z tego przedmiotu :p
4. Lubię sprzątać, ale szczerze nienawidzę zmywania. Umycie dwóch kubków kończy się krążeniem po mieszkaniu przez pół godziny i liczeniem, że magicznie same się umyją. Mając cały zawalony zlew jestem bliska płaczu. Na szczęście zmywanie jest obowiązkiem L.
5. Chciałabym mieć kiedyś psa rasy siberian husky. Jest to jedna z moich motywacji, żeby zacząć biegać.
6. Przez spory okres czasu chciałam iść na medycynę i pracować jako lekarz sądowy. 
7. Raz w życiu miałam wyprostowane włosy. Byłam wtedy także ruda, w zasadzie to dziko marchewkowa. I miałam makijaż jak z mangi. Było to na jednej z akcji w naszym CH w stylu "zmień swój wygląd". Zajmowało się mną dwóch fryzjerów na raz, a fryzura przetrwała do wyjścia do łazienki (czyli jakieś 25 minut), bo pomimo tony lakieru moje włosy postanowiły zacząć się kręcić na sam dźwięk puszczonej wody z kranu ;) Moja rodzina mnie w ogóle nie poznała.

A w zasadzie, to pkt. 7:

Mniej więcej tak wyglądam na co dzień obecnie:



A to z wyżej wspomnianej akcji:


piątek, 10 sierpnia 2012

serowe trójkąty z jagodami

Wiecie, że to moje ulubione drożdżówki. Z racji tego w tym roku na jednorazowym wypieku się nie skończyło. Moim numerem jeden dalej pozostają jagodzianki z tego przepisu, ale ta wersja jest równie jagodowa. Miałam za mało masło w lodówce, więc postanowiłam dodać nieco serka naturalnego do ciasta i zmienić kształt z owalnych czy też okrągłych bułeczek na bardziej trójkątne.




Składniki na 10 sztuk:
-2 szklanki mąki
-2-3dag drożdży
-2 jajka
-2 łyżki cukru
-opakowanie cukru waniliowego
-1/2 szklanki mleka
-3 czubate łyżki serka naturalnego
-5dag miękkiego masła
-ok 20dag jagód


Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku. Rozdzielamy jajka na białka i żółtka i odstawiamy białka na później. Żółtka i pozostałe składniki wkładamy do miski, zalewamy rozczynem i wyrabiamy miękkie ciasto. Odstawiamy na godzinę do podwojenia objętości. Dzielimy ciasto na 10 równych części, formujemy cienkie kwadraty, na środek nakładamy jagody i zlepiamy formując trójkąty. Odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni, smarujemy drożdżówki białkiem i pieczemy ok 20 minut aż będą złote. Po wyjęciu przykrywamy mokrą ściereczką i pozostawiamy do wystygnięcia. Oprószamy cukrem pudrem.



***
U mnie tak naprawdę niewiele się dzieje. Książki, sport i zabawy w kuchni. Obecnie robię przerwę od medycznych rozważań na rzecz twórczości Moniki Szwaji, która jest bardzo lekka, bardzo przewidywalna i bardzo płytka. Ale czasem można :) W środę byliśmy z L. u mojego przyjaciela wieczorem, posiedzieliśmy, zjedliśmy pizzę, pogadaliśmy. Ponad miesiąc się nie widzieliśmy, więc trzeba było nadrobić. Jutro wieczorem wracają Rodzice i Młoda z Chaty w górach, także nie mogę się doczekać już świeżego oscypka i jagód :D

czwartek, 26 lipca 2012

ricotta i morela w pulchnym rogalu

Naszła mnie ochota, żeby nadziać czymś rogale śniadaniowe. W lodówce stał słoik konfitur morelowych, a sklepowa promocja wrzuciła mi do koszyka opakowanie ricotty. Wyszły miękkie, z przepysznym środkiem. Po zumbowym treningu wszystkim bardzo smakowały.


Składniki na ok 10-12 sztuk:
-1,5 szklanki mąki
-2 dag drożdży
-1/3 szklanki mleka
-2 małe jajka
-1,5 czubatej łyżki cukru pudru
-2dag masła
-szczypta soli
-konfitura, serek, co chcecie ;)
-jajko + cukier przed pieczeniem

Drożdże kruszymy do miski i zalewamy letnim mlekiem. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, sól, dodajemy jajka i zalewamy drożdżami. Zagniatamy i pod koniec dolewamy roztopione, ale przestudzone masło. Przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę. Ciasto wyrabiamy i rozwałkowujemy na płaski okrąg. Wycinamy trójkąty, na dłuższy brzeg nakładamy nadzienie i zwijamy. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok pół godziny. Smarujemy je rozbełtanym jajkiem, posypujemy cukrem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy w 180 stopniach przez 15-20 minut.



***
Poranki spędzam na zmianę to na zumbie, to jeżdżąc na rolkach. Zapas energii na cały dzień dostarczony :)  A pierwsze dwa dni po powrocie to było sporo prania, ogarniania się po powrocie itd. Ale wywołałam już zdjęcia, teraz tylko nowy album trzeba kupić i powsadzać. 
W sobotę wybieramy się na ślub znajomych L. z klasy licealnej, a w piątek będę przygotowywać tort urodzinowy dla Młodej.

poniedziałek, 9 lipca 2012

jagodzianki podróżniczki

Ukochane drożdżówki. Najlepsze oczywiście na plaży nad Bałtykiem, jednak dobre także w domowym zaciszu bądź jako śniadanie w wakacyjnej podróży. Tak jak rok temu :) Tym razem skusiłam się na przepis  bez jajek. Wyszły wyjątkowo miękkie i puszyste. Uwielbiam je!



Składniki na ok 16 sztuk:
-1/2 szklanki cukru
-4 dag drożdży
-2 szklanki mleka
-ok 5 szklanek mąki
-50g masła
-szczypta soli
- 40-50 dag jagód


Roztapiamy masło i zostawiamy do przestudzenia. W miseczce zalewamy drożdże letnim mlekiem i dodajemy łyżkę cukru. Odstawiamy na kilka minut. Do dużej miski wsypujemy mąkę oraz cukier, dolewamy zaczyn i zaczynamy ugniatać. Pod koniec dodajemy masło. Zagniatamy ciasto. Odstawiamy na ok godzinę do wyrośnięcia.
Dzielimy na równe porcje i formujemy bułeczki pełne jagód. Układamy na blasze w niewielkich odstępach i zostawiamy na ok pół godziny do wyrośnięcia. Pieczemy w 200 stopniach przez ok 20 minut. Po wyciągnięciu przykrywamy mokrą ściereczką i czekamy aż wystygną, potem lukrujemy.




***
Dojechaliśmy bezpiecznie, ale koszmarnie wymęczeni. 2 godziny snu na parkingu w Niemczech, pobudka o 5 i dalsza jazda. Czyli jakieś 36h na nogach z dwiema godzinami drzemki po drodze ;) Najpierw dotarliśmy do znajomej L., gdzie spędziliśmy większość dnia - grill, piękne widoki, istna sielanka. Wieczorem dojechaliśmy do siostry L. i prawie padliśmy. 



świetnie przyrządzone mięso od miejscowego rzeźnika,
sałatka z pomidorów i mozzarelli,
nasze ziołowe ziemniaczki,
wszystko z dodatkiem aromatycznych, świeżych ziół
i niepasteryzowane piwo

środa, 16 maja 2012

orkisz po francusku

Miękkie, maślane, rozpływające się w ustach. Najlepiej ciepłe, nie potrzeba żadnych dodatków. Rogaliki z drożdżowego ciasta francuskiego, croissanty. Podejście nr 2, tym razem zdecydowanie udane :)
Zobaczyłam je na śniadaniowym blogu, znalazłam przepis, nieco zmieniłam i powstały. Aż ciężko się było od nich oderwać.
w wersji śniadaniowej


Składniki na 14-16 rogalików, bazowałam na tym przepisie:
-400g mąki (u mnie 3/4 orkiszowej pełnoziarnistej i 1/4 pszennej chlebowej)
-szklanka mleka
-1/4 szklanki cukru
-2-3 dag drożdży
-2 łyżeczki soli
-kostka masła
-roztrzepane jajko


Drożdże zalewamy letnim mlekiem, dodajemy cukier, mieszamy i zostawiamy na 10 minut. Dosypujemy mąki oraz sól i wyrabiamy ciasto przez kilka minut w misce. Następnie wyjmujemy i wyrabiamy na blacie, jeśli jest potrzeba to delikatnie podsypujemy mąką. Formujemy kulę, wkładamy do miski wysmarowanej olejem, zawijamy folią spożywczą i odstawiamy na godzinę do ciepłego miejsca do wyrośnięcia, potem na pół godziny do lodówki.
Masło zawijamy w folię spożywczą, rozwałkowujemy, żeby miało mniej więcej grubość 5-7 mm. Następnie rozwałkowujemy ciasto na prostokąt o grubości ok 1,5cm, tak aby jeden bok był 3 razy dłuższy od drugiego. Kładziemy masło na środku, zawijamy jak trzyczęściowy list i znów rozwałkowujemy wzdłuż na grubość ok 1,5cm. Teraz składamy na 3 części i chowamy do lodówki na 15 minut.
Wyciągamy, rozwałkowujemy wzdłuż i znów zawijamy na 3 części. Chowamy do lodówki na 15 minut i znowu to samo. Tym razem zawijamy szczelnie w folię i chowamy do lodówki na 2-3 godziny. Wyjmujemy, rozwałkowujemy na 5 mm, przecinamy ciasto na pół i wycinamy kilkanaście trójkątów. Zwijamy od podstawy do wierzchołka, kładziemy na blasze, smarujemy jajkiem i zostawiamy na 2h do wyrośnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni, skręcamy do 200 i wkładamy rogale. Pieczemy 15-20 minut. Studzimy na kratce.



***
Oddałabym wiele, żeby móc teraz wyskoczyć nad morze. Niesamowita ochota mnie ostatnio naszła. I chyba będzie musiała poczekać do przyszłych wakacji. 
Natomiast teraz czekają mnie metody numeryczne, dzisiejsze kolokwium. 20 dopracowanych stron, które mniej więcej są już w mojej głowie. Trzymajcie kciuki, trzymajcie!

I piękne gerbery mam na parapecie. Beżowe :)

sobota, 28 kwietnia 2012

poranne rogaliki, najlepsze - maślane

Przyznaję się bez bicia, jednym z moich uzależnień jest dobre pieczywo. Przestawienie się na dietę nie zawierającą chleba czy bułeczek byłoby dla mnie okropnie trudne. Odkąd piekę domowe, tym bardziej. Bo nie ma nic lepszego niż leniwe śniadanie złożone z dobrego chleba albo miękkich rogalików.
Przepis pochodzi z 'Moich wypieków', cytuję za autorką. Przetestowałam w dwóch wersjach - bardziej słodkiej, tradycyjnej oraz na mące pełnoziarnistej (z łyżeczką cukru do drożdży tylko). Polecam obie :)



Składniki na 10-12 rogali:
-580 g mąki pszennej
-2 małe jajka
-1 łyżka soku z cytryny
-1 łyżka oleju słonecznikowego
-1,5 łyżki cukru
-pół łyżeczki soli
-1 szklanka letniego mleka (250 ml)
-60 g roztopionego masła
-20 g świeżych drożdży

-50 g roztopionego masła
-1 jajko do posmarowania
-mak do posypania





Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, łyżką mąki i odrobiną mleka. Odstawić do wyrośnięcia. Roztrzepać jajka, dodać sól, mleko, cukier, olej. Powoli wsypywać mąkę, sok z cytryny i wyrośnięte drożdże, roztopione lecz nie gorące masło (60 g). Wymieszać dokładnie wszystkie składniki. Ciasto wyłożyć na stół i wyrabiać, podsypując ewentualnie mąką (nie za dużo, by ciasto nie było twarde). Wyrabiać tak długo, aż zacznie odstawać od rąk (można wyrobić mikserem).
Wyrobione ciasto uformować w kulę i włożyć do miski. Przykryć ręczniczkiem i pozostawić w ciepłym miejscu, by podwoiło objętość (około godziny czasu).

Po tym czasie ciasto podzielić na 12 części, z których uformować kulki*. Każdą z nich rozwałkować na owalny placuszek o długości około 20 cm. Placuszek posmarować niewielką ilością masła. Zwinąć, jak naleśnika, wzdłuż krótszego boku. Po zwinięciu złączyć końce razem na kształt rogalików. Rogaliki ułożyć na blaszce, w sporych odstepach, odstawić do napuszenia (powinny podwoić objętość).
Przed pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem, posypać makiem.
Piec w temperaturze 200ºC przez około 23 - 25 minut. Studzić na kratce.

*ja formuję rogale w następujący sposób - rozwałkowuję ciasto na spory okrąg, rozcinam na te 12 na trójkątów i zwijam :)



***
Odpoczywanie rozpoczęte :) Teraz czeka dobra książka, seriale, filmy, spotkania i masa przyjemnie spędzone czasu. Na szczęście razem z L., bo odpracował godziny z nadchodzącego tygodnia przez kwiecień i nie musi się w firmie pokazywać. Wczoraj wieczorem wybrałam się na zumbę (i saunę w jednym :pp), dzisiaj pewnie na rowery skoczymy. Do tego przyjazd siostry L. z mężem.
Udanego weekendu ;*

środa, 14 marca 2012

małe marzenia

Jak często doceniamy to, co posiadamy? Pracę, rodzinę, znajomych, dach nad głową, zdrowie? Sprawy, które dla wielu z nas są oczywiste często są marzeniem innych osób. Często są marzeniem małych dzieci.
Ostatnio wpadłam na stronę Marzycielskiej Poczty i bardzo mi się spodobała proponowana przez nich działalność, więc postanowiłam zaproponować ją także Wam. Rzecz jest bardzo prosta - trzeba pisać listy. Ale nie są to zwykłe listy, tylko szczególne, w które trzeba włożyć kawałek serca, bo listy lecą do chorych dzieciaków i ich rodziców. Poprawiają humor, podnoszą na duchu i dają nadzieję. Większość adresatów nie opuszcza domu, za towarzystwo mają rodziców, rodzeństwo i komputer. Listy są dla nich kontaktem ze światem zewnętrznym.
Sama zamierzam się do tej akcji przyłączyć, bo doskonale wiem jak to jest być chorym dzieckiem i spędzać sporo czasu w szpitalach, na badaniach, wśród lekarzy.

Jeśli chodzi o przepis to mam dla Was takie małe marzenia na drugie śniadanie. Zalega mi w domu krem czekoladowy do kanapek, a że robiłam bułeczki to postanowiłam je nadziać. Są małe, słodkie, z niespodzianką w środku. Poprawią humor pomiędzy zajęciami albo w pracy. No i lepiej zgrzeszyć jedząc domową wersję niż kupować sztuczne rogaliki z czekoladą ;)


Składniki na ok 10 bułeczek:
-30 dag mąki
-2 dag świeżych drożdży
-pół łyżeczki soli
-pół łyżki cukru
-5 dag masła
-190ml mleka

-jajko-jajko do smarowania
-krem czekoladowy albo dżem do nadziania

Drożdże zalewamy letnim mlekiem, dosypujemy cukier. Odstawiamy na kilka minut. W dużej misce mieszamy wszystkie składniki (oprócz jajka do smarowania i nadzienia), wyrabiamy ciasto. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę. Po tym czasie dzielimy ciasto na części, każdą rozwałkowujemy delikatnie, na środek nakładamy nadzienie i zlepiamy dokładnie. Kładziemy na zlepieniu i odstawiamy do wyrośnięcia na 30-40 minut. Pieczemy w 200 stopniach przez ok 25 minut.

***
Jak na razie tydzień mnie zaskakuje, w pozytywny sposób :) Wtorek zapowiadał się okropnie, ale na szczęście z powodu wyborów na wydziale najpierw zostały odwołane jedne zajęcia (trzy godzinne), a potem okazało się, że nie ma także programowania i musieliśmy przyjść tylko na laboratoria z baz danych, które okazały się być bezproblemowe w zaliczeniu ćwiczenia ;)
Dzisiaj obowiązkowy wykład i ćwiczenia, wieczorem lecę na spotkanie studentów do mojego kościoła, a jutro zapowiada się męczący dzień. 
W piątek wybieramy się na firmową imprezę z pracy L., bo firma weszła na giełdę. A w sobotę może sushi?
Na moim "koncie" mam już 21 odebranych pocztówek :) Ostatnia przyszła z Brazylii :D

Trzymajcie się!

czwartek, 8 marca 2012

nieco zdrowia o poranku

Dopadło i mnie. Przedwiośnie. Albo raczej przesilenie i paskudztwo, dzięki któremu dwa ostatnie dni były koszmarne. Ledwo mogłam ustać na nogach, a środa w postaci dziewięciu godzin na uczelni była wykańczająca. Na szczęście jest herbata i pomarańcze, bo mój organizm ma bardzo różne smaki. Jednym z nich jest też chałka z białym serkiem i miodem, którą uwielbiam od zawsze. Ostatnio postanowiłam zrezygnować z tradycyjnej wersji, i uczynić przepis zdrowszym. W efekcie wyszła chałka razowa, która jest bardzo dobra, ale bardziej przypomina bułeczki razowe niż chałkę w smaku.


Składniki:
-3 szklanki mąki (myślę, że najlepszy stosunek to pół na pół mąki pełnoziarnistej i zwykłej)
-3 dag drożdży
-3/4 szklanki ciepłego mleka

-jajko + żółtko
-5 dag masła
-1-2 łyżki miodu + łyżeczka cukru
-łyżeczka soli



Zaczynamy od zrobienia rozczynu - drożdże zalewamy ciepłym mlekiem, dodajemy łyżeczkę cukru i łyżkę mąki. Mieszamy i odstawiamy na 10-15 minut. Mąkę przesiewamy do miski, dolewamy rozczyn, miód i dodajemy roztrzepane jajko z żółtkiem. Wyrabiamy, na koniec dolewając roztopione i przestudzone masło.
Zostawiamy ciasto na 1- 1,5 godziny do wyrośnięcia. Dzielimy ciasto na trzy części, zaplatamy warkocz i odstawiamy na pół godziny. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni i pieczemy 25-30 minut.

***
Dzisiaj na szczęście czuję się o wiele lepiej. Mimo wolnego dnia nie będzie on leniwy. Muszę posprzątać mieszkanie, bo jest straszny rozgardiasz, a zamierzone porządki we wtorek się nie odbyły.  Do tego nauka na jutrzejszą kartkówkę i laboratoria, korki i biegiem na pokazy zumby :D

W sobotę chyba wyruszymy na stok, L. zamierza spróbować swoich sił na desce. A w niedzielę kolejny pokaz zumby!

Wszystkiego dobrego dla Was, kochane, z okazji naszego dnia ;)

wtorek, 21 lutego 2012

bułeczki z czterech mąk z otrębami

1200km drogi, 12 godzin jazdy i w końcu wróciliśmy do domu :) Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Rodzicielka o nas zadbała i zastaliśmy lodówkę pełną jedzenia, a do tego na blacie znalazłam nowy mikser, czyli nie muszę się bać, że masa będzie zbyt gęsta dla mojego blendera. Sporym plusem naszego wyjazdu było wstawanie wcześnie rano, bo teraz nie mamy z tym dużego problemu. Wspólne śniadanie i na zajęcia. A cóż lepiej pasuje do wspólnego śniadania niż świeże, domowe bułeczki? Upieczone z czterech mąk, w połowie razowe, i niesamowicie pyszne. Nigdy nie byłam fanką grahamek i bułek razowych, bo smakowały jak tektura, ale domowe zmieniły moje spojrzenie. Dzięki temu mam równie dobre pieczywo, ale w zdrowszej wersji.



Składniki na 4-6 bułek:
-225g mąki, tak naprawdę możecie użyć dowolnej, ja połączyłam
pszenną chlebową i pełnoziarnistą oraz żytnią chlebową i pełnoziarnistą
-2 łyżki otrębów
-100ml ciepłego mleka + 50ml wody
-łyżeczka soli
-łyżeczka cukru
-ok 10-15g drożdzy
-2-3 dag masła


Drożdże kruszymy do miseczki, dodajemy cukier i dolewamy ciepłe mleko z wodą. Mieszamy i pozostawiamy na 5-10 minut. Mąki wsypujemy do miski, dodajemy otręby, sól, drożdże z mlekiem i roztopione masło. Wyrabiamy wszystko przez kilka minut na miękkie, elastyczne ciasto. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę (do podwojenia objętości). Z ciasta robimy niewielkie porcje i formujemy bułeczki, odstawiamy na pół godziny. Pieczemy w 220 stopniach przez 15-20 minut.



                
 
***
Dwa dni na uczelni za mną, niektóre zajęcia wydają się być bardzo fajne, inne trochę mniej. Ale w końcu mamy więcej informatyki ;) Oczywiście są też małe paranoje np. zaliczenie przedmiotu przez chodzenie na wykłady albo na kolokwium, na którym można współpracować ze sobą i korzystać ze wszystkich materiałów. Z drugiej jednak strony, zawsze trochę mniej nauki. 
W ostatecznej wersji plan wygląda lepiej niż wcześniej, nie mogę za dużo narzekać. Jutro trochę się wyśpię, bo mam na później, a czwartek wolny.  
Wieczorem wybieramy się do moich rodziców pokazać zdjęcia i poczęstować czekoladkami, które są przepyszne! Dostaliśmy jeszcze w prezencie masę przeróżnych serów, więc zajmują pół lodówki. Ale testujemy i smakujemy :)

Wielki Post nadchodzi, a nasza choinka dalej stoi ubrana...

poniedziałek, 30 stycznia 2012

rogale śniadaniowe z makiem

Lubię odwiedzać inne blogi kulinarne, poczytać, podłapać pomysły, kilka inspiracji. Zazwyczaj notuję gdzieś te najciekawsze. A czasem się zdarza tak, że nie umiem się w prost oprzeć i MUSZĘ wykorzystać przepis bądź pomysł w tej chwili, teraz, zaraz. Tak było też ostatnio. Wpadłam na blog Szafirkowej dziewczyny i zobaczyłam rogaliki. Przypomniały mi się sobotnie śniadania w domu, kiedy mama szła rano do sklepu po pieczywo i często na stole pojawiały się rogale. Najlepsze z masłem albo z ulubionym dżemem. Zaraz potem uświadomiłam sobie, że bardzo dawno nie piekłam pieczywa!
No tak, obiad trzeba zjeść, więc się zawsze coś ugotuje. Podstawowe składniki na ciasta zazwyczaj też mam, a nawet jak czegoś brakuje to szybki spacer mi nie zaszkodzi. Z pieczywem jest jednak inaczej. Wymaga czasu, bez pośpiechu, i trzeba o nim pomyśleć z wyprzedzeniem. Piekąc chleb trzeba kilka dni wcześniej przygotować zakwas, dokarmiać go i nawadniać. Wyrobić zaczyn albo ciasto kilka godzin wcześniej. Wypieki na drożdżach też potrzebują czasu, żeby wyrosnąć. A w sesji czas liczy się trochę inaczej. Na szczęście w piątkowe popołudnie trochę go znalazłam i upiekłam na kolację (i sobotnie śniadanie), mięciutkie, puszyste i przepyszne rogale z makiem.




Składniki na 8 dużych rogali:

-2,5-3 szklanki mąki
-3/4 szklanki mleka
-1/4 szklanki wody
-2-3dag świeżych drożdży
-jajko
-2 łyżki roztopionego masła
-2 łyżeczki cukru
-płaska, niepełna łyżeczka soli
-jajko do posmarowania i mak do obsypania 




Do letniego mleka i wody dodajemy drożdże i cukier, mieszamy i zostawiamy na kilka minut. Do dużego garnka przesiewamy mąkę, dodajemy jajko, sól i drożdże z mlekiem, a na koniec masło. Wyrabiamy miękkie, w miarę elastyczne ciasto. W razie potrzeby dosypujemy mąkę albo dolewamy mleko. Zostawiamy pod przykryciem na 1,5 godziny. Wyrabiamy z ciasta kulę i rozwałkowujemy ją na okrąg (30-35 cm średnicy), i przecinamy go na 8 trójkątów. Trójkąty zawijamy (od podstawy w kierunku wierzchołka), układamy na blasze w sporych odstępach i zostawiamy na 30-40 minut. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, rogale smarujemy rozbełtanym jajkiem i obsypujemy makiem. Pieczemy ok 25 minut, aż będą ładnie przyrumienione. 



***

Mój weekend w zasadzie nie istniał, a w każdym bądź razie za dużo go nie miałam okazji doświadczyć.
Planowałam odpocząć w sobotę, zaczęłam od porannej zumby na poprawę humoru i oderwanie się od spraw minionego tygodnia. Potem pojechałam do dziadków, zająć się przez chwilę Małą K., w dobrym humorze wróciłam do domu. I się zaczęło.
Wróciła sprawa "naszego" plagiatu. Po ustaleniu, że każda z podsekcji robiła samodzielnie swoją część i mamy na dowód materiały, zostałam wytypowana do napisania maila do prowadzącego o co właściwie chodzi. Okazało się, że nasze sprawozdanie jest identyczne, jak pewnej innej sekcji. Kolegom z innej grupy nie chciało się robić własnego, więc postanowili "wzorować" się na sprawku z poprzednich lat, a że na naszym forum jest wiele materiałów to ściągnęli jedno. Pech chciał, że nasze sprawozdanie zawierało kilka dat zapisanych w kolejności RR/MM/DD, oni przyjęli, że jest odwrotnie i że sprawko jest z przed kilku lat. Zmienili tylko daty (w zły sposób) i wysłali je prowadzącemu. Po awanturze i bluzgach ze strony mojej i kolegi, oraz oskarżeniach, że nasze sprawozdanie też nie jest oryginalne! postanowili się przyznać. Mail poszedł do prowadzącego wczoraj rano, ale dla mnie sobotni wieczór był stracony - kilka godzin nerwów, ustalania o co chodzi, zastanawiania się czy na pewno się przyznają. I nadal nie wiemy jak sprawa się wyjaśni.
W niedzielę od samego rana porządki w mieszkaniu, bo kiedyś przecież trzeba (a w sobotę nie zdążyłam, bo byłam zbyt roztrzęsiona sprawami uczelnianymi), obiad u rodziców, a po powrocie wpadłam w dziurę czaso-przestrzeni. Napisałam wypracowanie z algorytmów, o algorytmach sortowania. Piękne 11 stron, i kilka godzin wyciętych z życia. 


Dzisiaj szykuje się nauka na jutrzejsze kolokwium, II termin. Liczę, że tym razem będą normalne zadania albo gość da podobne do tych co ostatnio, bo są opracowane rozwiązania. Jeśli nie, to dalej cały rok ma problem.
Oby ten tydzień był lepszy niż poprzedni, trzymajcie kciuki jutro o 14.30!