photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka i babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka i babeczki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2013

ciasteczka imbirowo-korzenne

Czwartek? Ale jaki czwartek? Przecież to dopiero jutro...A nie, chwila, coś mi się pomieszało. Mniej więcej w taki sposób ostatnio kontaktuję, więc między pakowaniem a rozmową piszę kilka słów i wrzucam ciasteczka, które upiekłam już jakiś czas temu i czekały i czekały na publikację :)
Zima to moja ulubiona pora roku na takie wypieki, bo w lecie za ciepło mi, żeby stać i zamieniać blachy pełne małych słodkości. Te są iście grudniowe, zwiastujące nadchodzące Boże Narodzenie, imbirowo-korzenne. Przepis wzięłam z Moich wypieków, ostatnio coś często tam zaglądam ;) Natomiast zmniejszyłam ilość imbiru, bo nie wiedziałam, jak się sprawdzi na słodko.



Składniki:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 3 łyżeczki zmielonego imbiru
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka przypraw korzennych
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 170 g masła, w temperaturze pokojowej
- 2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków
- 1/2 szklanki ciemnego cukru brązowego
- 1 duże jajko

Mąkę mieszamy z przyprawami i sodą. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Pod koniec dodajemy jajko i suche składniki. Masę chłodzimy w lodówce.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, formujemy ciasteczka - ja wycinałam szklanką, układamy na blaszce i pieczemy ok 15-20 minut, aż się zezłocą.



piątek, 2 sierpnia 2013

cytrynowe z jagodami

Połączenie ciasta cytrynowego z jagodami to jedno z moich ulubionych letnich połączeń. W zeszłym roku był biszkopt cytrynowy z jagodami, a tym razem wybór padł na babeczki. Małe, szybkie, idealne na ciepły dzień. Szczerze przyznam, że poszłam na łatwiznę - użyłam dobrze mi znany przepis na babeczki cytrynowe i dosypałam jagód. Spróbujcie, a nie pożałujecie ;)



Składniki na ok 15 babeczek:
- 60g masła
- 200g mąki
- 120g cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody
- sok z 1 cytryny
- 1 jajko
- mleko (niecałe 200ml)
- szklanka jagód



Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Masło roztapiamy i zostawiamy do przestudzenia. W misce mieszamy przesianą mąkę, cukier, proszek i sodę. Sok z cytryny wyciskamy i przelewamy do naczynia z miarką. Dopełniamy do 200ml mlekiem (zetnie się, ale to w porządku), dodajemy jajko, masło i miksujemy. Dolewamy do suchych składników, dosypujemy jagody i mieszamy do połączenia się składników. Nakładamy do papilotek i pieczemy ok 20 minut.

wtorek, 9 lipca 2013

mali-czeko, połączenie idealne

 Zaplanowałam tort na niedzielę na urodziny dziadka, ale okazało się, że restauracja i tego zabrania ze sobą zabrać. Tort miał być z malinami, musem czekoladowym i... nie zdradzę wszystkiego, bo wciąż zamierzam go upiec ;) Pozostała jednak ochota na połączenie malin i czekolady. Z pomocą mi przyszło nasze sobotnie poranne wyjście, śniadanie w mieście. Pałaszując kanapkę z pesto, mozzarellą, szynką suszoną i suszonymi pomidorami zobaczyłam w gablotce tartę z czekoladowym kremem i malinami. Doskonale wiedziałam za co się zabiorę po powrocie do domu.
Krem ma nieco musową konsystencję. Smakuje dobrze zaraz po przygotowaniu, ale jeszcze lepiej, jeśli wstawicie na kilka godzin do lodówki. Nie dałam dużo cukru, bo chodzi o intensywność czekolady połączoną z kwaskowatym smakiem malin. Przyznam, że wolę to połączenie od truskawek i czekolady.



Składniki na tartę 22-24cm:
-3/4 kostki masła
-niecałe 2 szklanki mąki
-4 łyżki cukru pudru
-2 łyżki śmietany
-2 tabliczki gorzkiej czekolady
-250 ml kremówki
-opakowanie mascarpone
-cukier puder do smaku
-ok 40-50 dag malin

Masło siekamy z mąką, a następnie zagniatamy ze śmietaną i cukrem pudrem na elastyczne ciasto. Chłodzimy w lodówce przez ok pół godziny. Następnie wykładamy nim formę, nakłuwamy i pieczemy ok 15 - 20 minut w 200 stopniach.

Czekoladę podgrzewamy razem z kremówką i chłodzimy. Mascarpone ucieramy z cukrem pudrem (na początek 2-3 łyżki, potem możecie dodać więcej), dolewamy masę czekoladową i miksujemy na gładką masę. Wylewamy na spód, dekorujemy malinami i chłodzimy.




***
Jak minął weekend? Kilka szczegółów już zdradziłam wcześniej ;) W sobotę musieliśmy się wyspać, a po pobudce stwierdziliśmy, że lodówka prawie pusta, więc idziemy wykorzystać wypełnioną kartę stałego klienta do Mięty. Był to chyba najciekawszy punkt dnia, bo potem sprzątanie, projekt, odpoczywanie ;) W niedzielę byliśmy zaproszeni do restauracji z okazji urodzin dziadka, a po powrocie wybraliśmy się na rolki. 

Wyzwanie na najbliższy czas? Zorganizowanie się tak, żeby mieć siły na sprzątanie mieszkania w tygodniu, bo jak spojrzałam w kalendarz to weekendy mamy zaplanowane do połowy września...

niedziela, 26 maja 2013

Dzień Matki i truskawkowe rose cupcakes

Mama, mamusia, jedna z najważniejszych osób w naszym życiu. Wychowuje, opiekuje i stale się troszczy. Nic dziwnego, że do jej święta wiele osób przygotowuje się wcześniej - wymyślając prezenty i sposoby, żeby umilić jej ten dzień. Jako dziecko pamiętam mini akademie z okazji Dnia Matki. Pamiętam też korale z makaronu, laurki, malunki i pełno innych twórczych dzieł, które co roku były bardziej skomplikowane i wymyślne. Od pewnego czasu moje prezenty mają nieco inny charakter, a co roku staram się, żeby było trochę inaczej. Tegorocznym pomysłem jeszcze się nie pochwalę, ale zdradzę Wam co wyszło z moich wczorajszych prób i zabaw tylką 1M :)


Składniki na ok 10-12 babeczek:
- czubata szklanka mąki
- 1/2 - 2/3 szklanki cukru
- 2 jajka
- pół szklanki mleka
- 100ml oleju
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

- 10-12 średnich truskawek

Krem:
- pół opakowania mascarpone (czyli 125g)
- podobna ilość serka typu "Mój ulubiony"
- 100ml kremówki
- cukier puder do smaku
- opcjonalnie różowy barwnik 

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Mleko mieszamy z olejem i jajkami. W misce mieszamy mąkę z cukrem i proszkiem do pieczenia, a następnie dolewamy mokre składniki i wszystko razem łączymy do otrzymania gładkiej masy. Nakładamy do papilotek (2/3 wysokości), a następnie w środek wciskamy delikatnie truskawkę. Pieczemy ok 20 minut.

Mascarpone ucieramy z serkiem oraz cukrem pudrem. Kremówkę ubijamy na sztywno i łączymy z masą serową. 
Przekładamy do rękawa cukierniczego, a następnie trzymamy tylkę prostopadle do ciastka, zaczynamy od środka i tworzymy spiralkę na zewnątrz.


***
Ufff, dziś w końcu trochę odpocznę. Cały czwartek na uczelni, w piątek praca, przygotowanie sushi na obiad, a potem start weekendowego pieczenia. W sobotę po stosunkowo wczesnej pobudce skoczyłam na ryneczek po świeże truskawki. Lubię takie poranne, świeże spacery. Potem dalsza część pieczenia, a  w ramach obiadu grill na działce u dziadka (pomimo niepogody i przelotnych burz). I po powrocie dalej do kuchni ;)

poniedziałek, 20 maja 2013

chwila zapomnienia

Lubię takie momenty w ciągu dnia, kiedy mogę na chwilę usiąść w spokoju i głęboko odetchnąć. Kwadrans, w czasie którego nie muszę myśleć, nic robić i z nikim rozmawiać. Czasem jest to popołudniowa chwila z kawą, a czasem wyskakuję z pracy na kilka minut, bo po drugiej stronie ulicy znalazłam bardzo przyjemną ławkę. Zostawiam za sobą zadania i ogólny szum. Patrzę na fontannę, zieleń i radośnie biegające dzieciaki. Czasem udaje mi się złapać kilka promieni słońca, a czasem jest to także chwila na szybką przekąskę. Co powiecie na kokosową chwilę zapomnienia?


Składniki na ok 12 sztuk:
-kostka masła
-ok 400g mąki
-4 łyżki cukru pudru
-2 łyżki śmietany

-500ml kremówki
-100g serka naturalnego
-tabliczka białej czekolady
-kilka łyżek wiórków kokosowych
-cukier waniliowy
-2 śmietan-fixy
-truskawki

Zimne masło siekamy z mąką i cukrem pudrem. Dodajemy śmietanę i zagniatamy na gładkie ciasto. Chłodzimy przez pół godziny. Następnie wykładamy foremki i pieczemy na złoto, przez ok 15 minut w 200 stopniach.

100ml kremówki podgrzewamy razem z czekoladą aż do uzyskania gładkiej masy, którą odstawiamy następnie do ostudzenia. Resztę śmietany ubijamy z cukrem waniliowym oraz śmietan-fixami na sztywno. Dodajemy serek naturalny, wystudzoną masę czekoladową oraz wiórki kokosowe według uznania, a wszystko razem mieszamy (można mikserem na niskich obrotach). Nakładamy na ciasto i dekorujemy truskawkami. 


***
Widok z mojej ławki:





wtorek, 9 kwietnia 2013

wiosenne ciasteczka z masą orzechową

Nie dogadałam się z mamą i wyobraziłam sobie, że masa mazurkowa z kremówki, cukru i orzechów to takie domowe toffi z kawałkami orzechów, a że na naszym stole miały stanąć już mazurki z kajmakiem to stwierdziłam - zrobię kiedy indziej. Jednak po drugiej rozmowie okazało się, że to wcale nie chodzi o zabawę z karmelem, a o pyszną masę orzechową, która często ląduje na dziadkowych mazurkach. Nie miałam już kiedy piec kolejnego świątecznego ciasta (i w zasadzie nie miałam też już po co, było ich wystarczająco dużo), ale obiecałam mamie, że wymyślę coś z masą na kolejny weekend. A cóż może być lepszego niż kruche ciasteczka? I w końcu postanowiłam wykorzystać moje duże, motylkowe foremki.


Składniki na kilkanaście ciastek:
-1,5 szklanki mąki
-15-18dag zimnego masła
-4 łyżki cukru pudru do ciasta (masa jest słodka!)
-łyżka śmietany

-150g zmielonych orzechów
-1/3 - 1/2 szklanki cukru pudru
-ok 100ml kremówki
-5dag masła

Z mąki, masła, cukru pudru i śmietany zagniatamy gładkie ciasto i wstawiamy je do lodówki na pół godziny.
Do garnuszka wsypujemy orzechy, dosypujemy cukier i dolewamy kremówkę. Wszystko mieszamy, powinniśmy uzyskać papkę średniej gęstości. Podgrzewamy, dodajemy masło i gotujemy aż do rozpuszczenia się masła. Następnie chłodzimy.
Ciasto rozwałkowujemy na ok 5-6mm, wycinamy ciasteczka i pieczemy ok 12 minut w 200 stopniach. Po ostygnięciu nakładamy masę orzechową.
























środa, 3 kwietnia 2013

banana cream & lemon curd

Potrzebowałam szybkiego deseru dla kilku osób. W takich chwilach często sięgam po przepisy, które jestem w stanie upiec w określonej ilości np. 10 muffinek albo 6 tartaletek. Chwilę wcześniej przygotowałam lemon curd, który stał się "kropką nad i". Nad kremem też długo się nie musiałam zastanawiać, bo już od pewnego czasu chodziły za mną bananowe smaki. 


Składniki na 6 tartaletek:
-200g mąki
-100g masła
-3 łyżki cukru pudru
-łyżka śmietany 
-szczypta soli
-duży banan
-3 łyżki mascarpone

Mąkę przesiewamy na stolnicę lub blat. Dodajemy cukier, sól, śmietanę oraz zimne, posiekane w kostkę masło. Wszystko zagniatamy dość szybko na gładkie ciasto. Wstawiamy je na pół godziny do lodówki. 
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Foremki wykładamy ciastem, nakłuwamy i pieczemy do złotego koloru 15-20 minut.
Banana i mascarpone umieszczamy w misie blendera i blendujemy na gładką masę. Wylewamy ją na ostudzone tartaletki, a na górę łyżka lemon curdu (bądź więcej, jeśli macie ochotę). Do kremu bananowego możecie dodać także trochę cukru, jeśli wolicie bardziej słodkie.


***
Wielkanoc minęła w tym roku dość spokojnie. W niedzielę śniadanie u rodziców, obiad (przepyszna kaczka i szare kluski) u mojego dziadka, a potem deser w postaci tony ciast u dziadków. Poniedziałek był dla mnie mało świąteczny, bo pół dnia spędziłam nad realizacją projektu, który mamy przesłać do niedzieli, ale już prawie skończyłam moją część ;) Potem tylko będę musiała dopilnować, żeby pozostałe osoby dosłały mi swoje i gotowe. 
Najbardziej szalona w te święta była pogoda, jednak chyba każdy tego doświadczył. Bardzo ładna zima przyszła. Szkoda, że jej nie było w grudniu. 
Wczoraj i dzisiaj cały dzień w firmie na praktykach, a od jutra praktyka + uczelnia. Najbliższy czas będzie bardzo zapracowany, ale muszę dać radę ;) Swoją drogą to trzymajcie kciuki, bo jeszcze nie złożyłam podania u mnie na wydziale, żeby móc te praktyki robić...

piątek, 22 lutego 2013

mini snickers pie

Rzadko kiedy mam ochotę na popularne batony, do tego staram się jak najbardziej ograniczać kupne słodycze. Zdarzają się jednak czasem dni, kiedy nie ma to dla mnie znaczenia, a baton może uratować cały dzień. Mam na myśli wypady na narty czy całodzienne wycieczki. Po powrocie ze Szwajcarii okazało się, że zostało nam kilka Snickersów i coś trzeba z nimi zrobić. Przypomniała mi się pewna tarta i postanowiłam ją przygotować, ale z małą zmianą - w wersji mini.
Są słodkie, intensywne i ciężko zjeść jedną sztukę. Szczerze przyznam, że mi bardziej smakowała wersja, gdzie zapomniałam dorzucić snickersa ;)


Składniki na ok 8 mini tart:
-100g herbatników albo ciasteczek oreo
-30g masła
-30g czekolady
-łyżka kakao w przypadku herbatników

-pół opakowania serka mascarpone
-pół puszki ugotowanego mleka skondensowanego lub gotowej masy kajmakowej
-150ml kremówki
-2-3 snickersy

Herbatniki mielimy, masło roztapiamy z czekoladą i łączymy w herbatnikami i kakaem. Wykładamy masą foremki mocno ją dociskając i chłodzimy.
Mascarpone miksujemy z masą kajmakową, dodajemy pokrojonego w drobne kawałki jednego czy półtorej snickersa i nakładamy na schłodzony spód. Śmietanę ubijamy na sztywno, nakładamy na górę i układamy pozostałe pokrojone kawałki snickersa. 




poniedziałek, 28 stycznia 2013

orzechowa chwila zapomnienia z nutellą

Powoli się ogarniam, łapię rytm. Większość rzeczy już zdana, czekam na pozostałe wyniki. Na dobry początek tygodnia zagniatanie kruchego ciasta z dodatkiem zmielonych orzechów, jeden z ulubionych kuchennych zapachów. No i odrobina popularnego kremu ;) 
A, nowy tort z ostatniego weekendu tutaj.


Składniki na ok 20 ciastek:
-200g mąki
-100g zimnego masła
-50g zmielonych orzechów włoskich
-50-80g cukru pudru (zależnie jak słodkie lubicie)
-2 pełne łyżki śmietany 18%

Masło siekamy z mąką i zagniatamy z pozostałymi składnikami na gładką masę. Chłodzimy w lodówce przez pół godziny. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, z ciasta odrywamy niewielkie kulki i formujemy placuszki, układamy na blasze i pieczemy ok 15 minut.

sobota, 19 stycznia 2013

mini sachera torte

Nazywana królową tortów, sławna i uwielbiana. Mnie szczególnie nie zachwyciła, więc dlatego tyle zwlekałam z jej upieczeniem. Nie zrozumcie mnie źle - ciasto jest bardzo smaczne, jednak sława jest nieco przesadzona. Ostatnio miałam ochotę na coś czekoladowego, coś więcej niż brownie. Dwa blaty, wykrawaczka do pączków, ulubiona konfitura, no i polewa. Tort Sachera w wersji mini! Idealna na chwilę odpoczynku od uczelni ;)
Podaję przepis na ciasto w normalnym rozmiarze - 24cm. Ja upiekłam 16cm i użyłam wykrawaczek o średnicy 8cm - wyszły mi dwa torciki + resztki. Używając tych wykrawaczek do ciasta 24cm powinno wyjść 5 torcików (a może i więcej, jeśli Wam się uda optymalnie wyciąć ciasto).
Niestety, przepis nie zawiera proszku do pieczenia, dlatego trzeba uważać przygotowując ciasto, a i tak może się zdarzyć zakalec.


Składniki na formę 24cm:
-200 g gorzkiej czekolady
-125 g masła
-8 żółtek
-8 białek
-szczypta soli
-140 g cukru pudru
-125 g mąki pszennej, przesianej + łyżka stołowa kakao

-słoik konfitury morelowej
-200g gorzkiej czekolady + 100ml kremówki na polewę

Gorzką czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej. Masło roztapiamy. Żółtka ucieramy trzepaczką, dodajemy roztopione masło i czekoladę, mieszamy.
Białka z solą ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier i jeszcze chwilę ubijamy. Dodajemy 1/3 piany do masy czekoladowej i stopniowo wsypując mąkę mieszamy delikatnie, aż składniki się połączą. Dodajemy pozostałą pianę i delikatnie mieszamy ciasto.
Ciasto przekładamy do dwóch form 24cm wyłożonych papierem - jeśli nie możecie ich piec jednocześnie to najlepiej zrobić połowę ciasta, a potem drugą ;)
Pieczemy w 180 stopniach ok 35 minut - do suchego patyczka.
Kremówkę podgrzewamy, kiedy będzie bardzo ciepła dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia. Studzimy. 

Po przestudzeniu smarujemy jeden blat konfiturą morelową, nakładamy drugi. Oblewamy polewą. 
Jeśli będziecie wycinać mniejsze torciki to najpierw należy wyciąć okręgi z ciasta, a potem przełożyć i oblać polewą.


***
Kolejny semestr za mną. Sesyjną zabawę zaczynam już w poniedziałek. Jestem ciekawa czy zdarzy się tydzień cudów? Szczerze wątpię i liczę, że chociaż COŚ uda mi się popchnąć do przodu. I jak mantrę powtarzam alpyalpyalpyalpyalpyalpy. A L. w poniedziałek ma egzamin inżynierski :)
Ze zdrowiem lepiej, wczoraj mroźne spacery i wieczorna zumba, dzisiaj cały dzień zakopuję się w MIKRO, a jutro chyba wygra chęć nad rozsądkiem - snowboard?

czwartek, 10 stycznia 2013

karnawałowe love - bomboloni

Chodziły za mną blisko rok. Nigdy ich nie jadłam, ale kiedy je zobaczyłam po raz pierwszy wiedziałam, że kiedyś je zrobię. Niestety, z pączkami jest trochę zabawy przy smażeniu, więc robiłam je do tej pory raz w roku, na Tłusty Czwartek. Szczęśliwie, na Mikołajki dostałam od L. termometr szpikulcowy, który w końcu doczekał się przetestowania. Jejku, jaka to wygoda sprawdzić czy tłuszcz ma te wymagane 170 stopni, zamiast wrzucać kawałki ciasta i oceniać na oko!
Nie mogło być inaczej, musiałam upiec jako pierwsze bomboloni, czyli włoskie pączki wypełnione crème pâtissière. Są pyszne - lekkie, z nietypowym nadzieniem, oprószone cukrem pudrem. Świetna alternatywa dla tradycyjnych pączków z różą.



Składniki na ok 10 sztuk:
-180g mąki (pełna szklanka), najlepiej pół na pół tortowa z chlebową 720
-niecałe 1dag świeżych drożdży
-jajko
-50ml mleka
-30ml wody
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-3-4dag masła

Mleko podgrzewamy razem z wodą, powinno być ciepłe (ale nie gorące). Dodajemy drożdże, łyżkę cukru, łyżkę mąki i mieszamy, a następnie odstawiamy na 5-10 minut, żeby drożdże ruszyły. Masło roztapiamy i studzimy.
Do miski wsypujemy mąkę, cukier, sól, wbijamy jajko, dodajemy zaczyn drożdżowy oraz przestudzone masło. Wszystko wyrabiamy aż ciasto zacznie odchodzić od miski. Odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę bądź półtorej, do podwojenia objętości.

Ciasto wyjmujemy, wyrabiamy chwilę i rozwałkowujemy na grubość ok 1 cm i wycinamy okręgi szklanką bądź obręczą o średnicy 6-8cm. Odkładamy na blachę bądź blat oprószony mąką do podwojenia objętości.
W garnku rozgrzewamy tłuszcz (u mnie smalec) do 170-175 stopni. Przenosimy pączki delikatnie do garnka i smażymy z obu stron po kilka minut. Wyciągamy, odcedzamy i układamy na bibułce. Kiedy ostygną nadziewamy kremem.

Krem:
-2 żółtka
-3 lekko czubate łyżki drobnego cukru
-1 i 1/3 łyżki mąki pszennej
-150ml mleka
-wanilia (1/2 laski)

Żółtka i cukier ucieramy do białości i puszystości. Dodajemy 2 łyżki mleka mleka, mąkę, wanilię i miksujemy.
Resztę mleka gotujemy. Na wrzące mleko wlewamy masę żółtkową i gotujemy, stale mieszając do zgęstnienia. Przykrywamy folią i odstawiamy do przestudzenia.


sobota, 22 grudnia 2012

Ratunku! Już prawie Święta!

W tym roku dość wcześnie zaczęłam myśleć o przedświątecznych przygotowaniach. Planowałam prezenty, wypieki, ręczne robótki oraz pakowanie. Jednak mimo tego nie udało nam się z L. do końca uniknąć przedświątecznego chaosu - w środę wybraliśmy się na ostatnie prezentowe zakupy połączone z kupnem choinki. I szczerze przyznam, że przeżyłam prawdziwy szok, dlatego dzisiaj mam kilka rad dla spóźnialskich lub tych zabieganych, którzy nie mieli czasu zastanowić się nad wszystkim i wszystko muszą załatwić w ten weekend. 


Po pierwsze - spokój. Pełen parking, tłumy ludzi, pośpiech i kolejki nie pomagają zakupom oraz naszym nerwom. Trzeba się nastawić, że tym razem spędzimy nieco więcej czasu w sklepie i nic na to nie poradzimy. Uśmiech i życzliwość tylko mogą pomóc.
Po drugie - plan. Nawet najprostszy, gdzie czego dla kogo możemy szukać może pomóc w organizacji przedświątecznego biegu. 
Po trzecie - pomysł na prezent. Z tym często bywa najtrudniej ;) Sama doskonale wiem ile czasu zajmuje wymyślenie fajnego prezentu w ograniczonym budżecie. Zastanówmy się co może się przydać albo co lubi dana osoba - często zamiast kolejnej pary skarpet lepszym wyjściem byłoby kupienie płynu do rozmrażania szyb w samochodzie ;) U nas najczęściej sprawdzają się książki, filmy DVD, gadżety sportowe (bielizna termoaktywna, pokrowce na narty, okulary sportowe), akcesoria kuchenne (blachy, patelnie, zestawy sztućców, nóż szefa kuchni), kosmetyki, alkohol. Wbrew pozorom jest w czym wybierać. 
Po czwarte - pomysł na zapakowanie. Jeżeli już naprawdę nie mamy czasu najlepszym wyjściem jest kupienie ozdobnych torebek i podpisanie bilecików lub znalezienie stoiska, które są w większości centrów handlowych, gdzie pani w łatwością zapakuje nasze paczki, kiedy my będziemy pić kawę ;) W mojej rodzinie sporą wagę przykłada się do pakowania prezentów. Oczywiście, każdy ma swój charakterystyczny sposób - od dziadków zawsze jest kolorowy papier (delikatnie rozpakowywany, żeby uskuteczniać recykling rok później) z imionami wypisanymi na taśmie malarskiej. U moich rodziców również kolorowy papier podpisany markerem. Kilka lat temu poszliśmy na łatwiznę i zapakowaliśmy w torby - reszta rodziny się oburzyła, więc teraz już tego nie próbujemy ;) 
U mnie w tym roku gościł szary papier pakunkowy, czerwona wstążka w białe śnieżynki, dziurkacz śnieżynka, kartoniki oraz rafia. W prosty i tani sposób udało się osiągnąć nietypowe paczuszki. 

Po piąte - przepis na świąteczne ciasteczka. Dla tych, którzy się zagapili z pierniczkami albo zwyczajnie ich nie lubią ;) Są proste i niezwykle smaczne. W tym roku piekłam je już z Małą K. i będę piec znów w Wigilię. 


Składniki:
-szklanka + 2 łyżki mąki
-1/3 szklanki cukru pudru
-10dag masła
-żółtko + białko do posmarowania
-łyżka śmietany 18%
-łyżeczka cukru waniliowego

Masło siekamy z mąką, dodajemy resztę składników i zagniatamy elastyczne ciasto. Wstawiamy do lodówki na godzinę. Cienko rozwałkowujemy, wycinamy ciasteczka, smarujemy roztrzepanym lekko białkiem, układamy na blaszce i pieczemy ok 10-12 minut w 180 stopniach. 
U mnie w domu często występują posypane orzechami ;)


poniedziałek, 17 grudnia 2012

nietypowe ciasteczka na święta

Po tym weekendzie potrzebuję dodatkowego dnia odpoczynku. Od środy wczesne pobudki i siedzenie do późna. W sobotę pobudka o 6.40, o 7.00 wyjazd, a od 8 z hakiem na stoku. Z Gliwic w najbliższe góry mamy ok 90km, więc zimową porą prawie co tydzień jeździmy na jeden dzień na narty. Moja nowa deska jest super! Szybka, bardzo przyjemna w jeździe, jestem z niej bardzo zadowolona :) Po kilku godzinach zaczęło padać, więc zebraliśmy się i odwiedziliśmy po drodze rodzinę w Ustroniu, gdzie poszalałam z Małą K. Po powrocie i późnym obiedzie zabrałam się za pieczenie babeczek na maraton. Nie obyło się bez problemów - tym razem z korkami w mieszkaniu albo raczej z zewnętrznym korkiem, który się spalił, zamkniętym w skrzynce na korytarzu, do której nie miałam klucza. Na szczęście klucz miał sąsiad ;) Do tego L. był w Warszawie, więc musiałam dzwonić po pomoc i zapasowe korki do taty. Po godzinie nerwów mogłam wrócić do pracy. Babeczek miało być 50-60, wyszło prawie 100 ;) W niedzielę pobudka, zebranie się i maraton zumby. Kilka godzin skakania i tańczenia. A później wypad z mamą na zakupy. Kiedy odebrałam L. z dworca o 19.00 zastanawiałam się czy dojadę samochodem do domu, a kiedy weszłam miałam ochotę iść tylko spać. Po całym weekendzie zostały mi przypadkiem upieczone ciastka owsiane, do których dodałam cynamonu i skórki pomarańczowej. Ja fanką owsianych nie jestem, więc mnie nie zachwycają, ale dla wielbicieli mogą być alternatywą na słodkie święta ;)



Składniki na ok 20 ciastek:
-szklanka płatków owsianych
-1/2 szklanki otrąb
-banan
-pół szklanki rodzynek
-pół szklanki posiekanych orzechów
-1/3 szklanki skórki pomarańczowej
-jajko
-3/4 szklanki soku jabłkowego
-1/4 szklanki oleju
-łyżeczka - dwie cynamonu albo przypraw korzennych
-3/4 szklanki mąki
-3-4 łyżki miodu (albo więcej, jeśli wolicie bardziej słodkie)
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Jak to przy ciasteczkach bywa - wszystko razem mieszamy. Jeśli ciasto będzie za mało lepkie to dosypcie nieco mąki. Formujemy okrągłe placuszki i pieczemy w 180 stopniach ok 15 minut. Zaraz po wyjęciu mogą być miękkie, jednak z czasem nieco stwardnieją ;)

***
Za tydzień Wigilia! W tym tygodniu dwie prezentacje, reszta prezentowych zakupów, choinka oraz mikołajowe lodowisko tzn. na lodzie w czapkach :)

Natomiast już jutro drugie spotkanie Geek girls carrots w Gliwicach, gdzie będzie okazja do próbowania moich ciast marchewkowych ze świąteczną nutą :) Zapraszam!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

pierniczki doskonałe - czekoladowe

Do Gliwic przyjechała Mała K., a ja już od pewnego czasu planowałam upiec z nią ciasteczka. Okres przedświąteczny nadaje się idealnie na kuchenne zabawy, więc postanowiłam wykorzystać tę okazję do upieczenia świątecznych pierniczków. Pierniczki poleżą przez najbliższe 2 tygodnie, a w Święta będzie niespodzianka dla rodziny od Małej K. :) Zaanektowałyśmy kuchnię babci i zabawy miałyśmy pełno. Robienie ciasta, ugniatanie, wałkowanie (Mała K. miała nawet swój wałek!), wykrawanie i niecierpliwe czekanie aż pierniczki się upieką. Małe łapki sięgały po nie pomimo moich ostrzeżeń, że gorące. "Nie są gorące, są letnie. Czekoladowe, i jakie doooobre! Mogę jeszcze jedno ciasteczko?" 
Z racji tego, że u mnie w rodzinie nigdy nie było tradycji pieczenia pierniczków (tylko ciasteczek maślanych, które także później upiekłyśmy) postanowiłam sprawdzić przepis na pierniczki czekoladowe. Są przepyszne! Mieszanka czekoladowego smaku z aromatem korzennym zdecydowanie mnie przekonuje ;)


Składniki na kilka blach (u mnie dwie duże, koło 100 sztuk):
-3 i 1/3 szklanki mąki pszennej
-1/2 szklanki kakao
-3/4 szklanki cukru pudru
-3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
-2,5 łyżki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej)
-szczypta soli
-skórka otarta z 1 pomarańczy
-180 g masła
-1 jajko
-3/4 szklanki melasy (ewentualnie golden syrupu lub płynnego miodu) - ja dałam kilka łyżek miodu 'stałego', bo moja rodzina taki właśnie kupuje, rozpuścił się bez problemu
-55 g gorzkiej czekolady, połamanej


Mąkę pszenną, kakao, cukier puder, sodę, przyprawę korzenną i sól - wymieszać i przesiać.
W garnuszku umieścić masło, melasę, czekoladę. Podgrzewać, mieszając, do rozpuszczenia i połączenia składników. Odłożyć do przestudzenia, choć mieszanka może pozostać lekko ciepła.
Do suchych, przesianych składników wbić jajko, dodać rozpuszczoną, lekko ciepłą mieszankę, skórkę z pomarańczy i zmiksować. Powstałą masę (może być na tym etapie klejąca) przełożyć do naczynia, zawinąć szczelnie folią spożywczą i odłożyć do lodówki na 1 - 2 godziny (lub dłużej). Pobyt w lodówce powinien sprawić że masa stężeje i nie będzie się kleiła.
Po schłodzeniu ciasto partiami wyjmować z lodówki i wałkować na grubość około 3 mm lub grubsze. Wykrawać dowolne kształty (u mnie były to serca).
Piec w temperaturze 180ºC przez 10 - 12 minut (grubsze odrobinę dłużej). Wystudzić na kratce.
Ja piekłam na blasze wysmarowanej tłuszczem i wysypanej kaszą manną. Studziłam bez kratki ;)







próbujemy wcisnąć zawartość stolnicy na blachę - udało się ;)



PS Taka mała świąteczna zmiana szablonu ;) Pod koniec grudnia wracam do poprzedniego.

czwartek, 6 grudnia 2012

kakaowe ciasteczka do ocieplonego kubeczka

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ocieplacze na kubki stwierdziłam, że muszę taki mieć. Jednak nie miałam okazji do zakupu, więc pomysł mi uciekł z głowy. Kilka tygodni temu zobaczyłam na kilku blogach, że dziewczyny same zaczęły takie robić. Po namyśle - chwyciłam za druty i włóczkę i zaczęłam dziergać. Moja wprawa jest praktycznie zerowa, więc nie są idealnie równe i ozdobione ciekawymi wzorami, ale mam pewną satysfakcję, że sama ich trochę narobiłam. Razem z kubkiem będą prezentem dla dziadków i dalszej rodziny, a do środka na pewno trafi paczuszka z domowymi ciasteczkami ;)


Składniki na ok 10 ciastek:
-10dag masła
-2 czubate łyżki cukru pudru
-100 - 110g mąki
-2-3 łyżki kakao

Wszystko zagniatamy, formujemy placuszki lub wycinamy kształty, układamy na blasze i pieczemy w 190 stopniach 8-12 minut. 


A o to i kubek w ocieplaczu :)
Są jeszcze wersje: granatowa, szara, szaro-biała, ale ta
podoba mi się najbardziej.

wtorek, 4 grudnia 2012

Mikołajowe kokosanki i zaproszenie do Opola

Jak każde dziecko pisałam listy. Sprawdzałam czy zniknęły z parapetu, a kiedy to się stało z niecierpliwością wyczekiwałam tej szczególnej nocy. Co roku zasypiałam za wcześnie, więc nie licząc przebranego dziadka czy znajomych moich rodziców, spotkałam go tylko raz. Było to w lipcu, miałam blisko 18 lat, i to ja musiałam się wybrać do niego. Aż na północne koło podbiegunowe, do Rovaniemi. Na szczęście nie trzeba jechać aż do Finlandii! Mikołaj postanowił spotkać się z dziećmi w Opolu. W najbliższy czwartek w CH Solaris, między 16 a 19, rozstawi tam swoją wioskę. A ja, gościnnie wśród opolskich blogerów będę jak ten elf, dekorować pierniczki :)


Jeśli Wam za daleko do Opola, w Waszych miastach nie ma podobnych akcji, a chcielibyście pobawić się w kuchni z dzieciakami zapraszam do pieczenia prostych, własnych ciasteczek lub pierniczków i ich dekoracji. Zapewniam Was, że spędzicie wspaniałe chwile z dziećmi w kuchni, a dla maluchów na pewno będzie to atrakcja :)
I dorzucam jeszcze jeden przepis, na kokosanki. Osobiście za nimi nie przepadam, ale u mnie w domu sporo się ich piekło za sprawą mojej młodszej siostry. Te zrobiłam z myślą o L.


Składniki na kilka(naście) sztuk:
-3 dag masła
-łyżka mleka
-1/3 szklanki cukru pudru
-100g wiórków kokosowych
-jajko

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Masło roztapiamy w garnuszku z dodatkiem mleka, dosypujemy cukier i mieszamy, trzymając na ogniu tylko do rozpuszczenia się cukru. Dosypujemy wiórki i studzimy. Ubijamy białko na sztywną pianę, dodajemy żółtko, a następnie łączymy z masą kokosową. Formujemy kuleczki lub inne kształty, układamy na blasze i pieczemy 15-20 minut, aż będą złote. Tuż po wyjęciu będą miękkie, ale jak przestygną to z zewnątrz staną się chrupiące, a w środku dalej pozostaną miękkie.


***
Przygotowania świąteczne rozpoczęte - zawieszki do prezentów kupiłam, czekam na wstążki ze śnieżynkami, część prezentów zakupiona bądź zrobiona.

Kupiłam też magazyn, o którym ostatnio zrobiło się bardzo głośno - KUKBUK. Bardzo fajna oprawa graficzna, sporo ciekawych przepisów. Bardzo ciekawe teksty, nawet wywiady z przyjemnością mi się czytało ;) Minusy to tanie reklamy i wpisy o kuchennych gadżetach, oczywiście poza zasięgiem kieszeni przeciętnego Polaka. Jednak za cenę 15zł jest całkiem ok ;) Jeśli macie kogoś bliskiego zakręconego kulinarnie to świetnie się nada jako prezent na mikołajki.

niedziela, 18 listopada 2012

dekoracja z uśmiechem - sowie babeczki

Impreza, na którą miałam zrobić drobne słodkości - wyszło ok 60 czekoladek i 30 babeczek. Czekoladki były z nadzieniem kokosowym, karmel z orzechem laskowym (przepisy niebawem) oraz kuleczki czekoladowo-orzechowe. Babeczki były cytrynowe oraz coca-colowe. O dekoracji cytrynowych więcej możecie poczytać tutaj, z nimi nie miałam problemu - w zasadzie powstały dlatego, że chciałam przetestować moje nowe wykrawaczki ;) Natomiast nie miałam pomysłu jak udekorować ciemne cupcakes - za mało czasu, żeby zamówić lukier plastyczny, nie byłam pewna czy domowy mi wyjdzie (już przy cytrynowych trochę ryzykowałam). Przypomniała mi się popularna ostatnio dekoracja 'sówka' i stwierdziłam, że to świetny pomysł.


Potrzebujemy:
-ulubione babeczki, najlepiej ciemne, z kremem czekoladowym albo polewą czekoladową 
-ciastka oreo
-kolorowe pastylki (u mnie M&M's)

Ciasteczka delikatnie dzielimy na połówki - jedną z kremem, drugą bez. Przyklejamy kremem czekoladowym kolorowe pastylki jako oczy. Pozostałe połówki przecinamy delikatnie na pół (w zasadzie to piłujemy, bo przy mocniejszym nacisku się łamią). Układamy jako uszka, jeszcze tylko pastylka jako dzióbek i gotowe :)

Co do kremu czekoladowego to jest także w przepisie na babeczki coca-colowe
Natomiast polewa czekoladowa to tabliczka czekolady roztopiona z 2 łyżkami masła (na ok 12 babeczek powinno starczyć). 



środa, 31 października 2012

coca-cola cupcakes w wersji Halloween

Od dawna miałam ochotę je zrobić, jednak sporo czasu minęło zanim się na nie zdecydowałam. Pojawiły się w zasadzie jako dodatek, bo chciałam poćwiczyć zabawę lukrem plastycznym (Halloween to świetna okazja), jako bazę postanowiłam wybrać ciemne babeczki z kremem czekoladowym.
Są puszyste, wilgotne, bardzo kakaowe, a na górze zrobiła się chrupiąca warstwa. Do tego krem czekoladowy...to chyba najlepsze babeczki jakie zrobiłam!


Składniki na 10 muffinek:
-szklanka mąki
-2/3 szklanki cukru (jeśli chcecie bardziej słodkie to więcej)
-4 łyżki kakao
-2 jajka
-150ml coli
-100ml oleju
-2 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Przesiewamy mąkę do miski, dodajemy cukier, kakao i proszek do pieczenia. W drugiej misce mieszamy pozostałe składniki, a następnie mokre z suchymi - tylko do połączenia składników.
Nakładamy ciasto do 2/3 wysokości papilotek i pieczemy przez ok 20 minut.

mała wariacja, 
rocznicowe :)

Krem czekoladowy (do solidnego tj. jak na zdjęciach, ozdobienia ok 6 babeczek):
-tabliczka czekolady
-pół kostki miękkiego masła
-3 łyżki mleka
-2-3 łyżki cukru pudru

Czekoladę roztapiamy z mlekiem i studzimy. Masło ubijamy na puszysty, jasny krem, dodajemy czekoladę, a na końcu cukier do smaku. Chłodzimy i dekorujemy babeczki.
O dekoracjach kilka słów tutaj.





***
Pałlina zaprosiła mnie do zabawy - moje pięć sposobów na jesienną chandrę. Do dalszej zabawy zapraszam wszystkich chętnych!

1. Sport
Niezależnie od pory roku, jeśli zapytacie mnie o poprawę humoru to powiem, że pomaga mi aktywność fizyczna. Owszem, czasem ciężko mi się zmobilizować, szczególnie jeśli łapią mnie osłabienia, ale wystarczy kilkanaście minut treningu, żeby poprawić mi humor :) Na jesień jest to zumba, łyżwy oraz ćwiczenia w domu. Zaliczam także wieczorne spacery do tego punktu.

2. Śnieg
Wbrew pozorom śnieg to świetny sposób na poprawę mojego humoru. Bardzo mnie cieszy mróz oraz biały puch, czy to w październiku czy w listopadzie. Mroźne spacery należą do moich ulubionych (od nich wolę tylko spacery po plaży).

3. Książki
Razem z kubkiem herbaty to świetny sposób na spędzanie chłodnych wieczorów.

4. Pieczenie 
Tworzenie słodkich wypieków sprawia mi olbrzymią przyjemność. Ich jedzenie również ;) A jeśli są czekoladowe to tym bardziej.

5. Bliskość mojego L. 

W rozmowie z moją kardiolog dowiedziałam się, że wyniki rezonansu są bardzo ładne :) Holter jeszcze niesprawdzony, ale prawdopodobnie w tym roku nie będę musiała się pojawiać na echo czy próbę wysiłkową, dopiero w przyszłe wakacje. Cieszę się, że serducho mi ładnie połatali i że go nie nadwyrężam ;)

wtorek, 23 października 2012

na Halloween: sweets or tricks

Koniec października to dla mnie czas szczególny - Święto Reformacji, nasza rocznica z L., urodziny przyjaciela. W tym roku dojdzie także środowa impreza w gronie osób z zumby, w klimacie Halloween. L. pewnie będzie żołnierzem, a ja na razie waham się między poczochranym, krwawym zombie a panią naukowiec (z wąsami oczywiście). Patrząc na bilety i myśląc o dziecięcych wygłupach "Cukierek albo psikus" postanowiłam wybrać to pierwsze. Cukierek. do realizacji w mojej kuchni. Długo się nie zastanawiając wzięłam puszkę mleka skondensowanego (czasem mi jakieś zalegają, kupione na zapas w czasie zakupów) i po rozpoznaniu tematu przystąpiłam do przygotowania znanych wszystkim krówek-ciągutek czy też mordoklejek. Ale, żeby nie było mi za dobrze - musiał być także psikus. Po pierwsze nie spodziewałam się, że wyjdzie aż tyle cukierków z jednej puszki mleka. Po drugie, że tak się to wszystko będzie lepić. Po trzecie, że najlepiej naczynia po tej robocie myje się wrzątkiem. Po czwarte, naprawdę dobrze zaklejają ;)


Składniki na ok 45 cukierków:
-puszka mleka skondensowanego słodzonego
-szklanka cukru
-pół kostki masła
-4 łyżki miodu

Wszystko wlewamy/wsypujemy do garnka, stawiamy na niewielkim ogniu i gotujemy aż zgęstnieje. Niestety, masa bardzo łatwo się przypala, więc przez cały proces gotowania stoimy i mieszamy drewnianą łyżką - powinno to zająć 20-30 minut. Masa stanie się brązowa, gęsta i lepka. Możecie odstawić garnek z ognia i sprawdzić czy masa już się nadaje - wystarczy rozsmarować nieco masy na talerzyku i zobaczyć jak zastyga - jeśli będą z tym problemy to oznacza, że jeszcze trzeba pogotować.
Następnie wykładamy prostokątną formę papierem do pieczenia i wylewamy masę - moja zajęła jakieś pół blaszki (ok 25x15cm) i zostawiamy do ostygnięcia. Kiedy masa będzie delikatnie ciepła, ale wciąż elastyczna kroimy ją na kawałki i każdy owijamy w papierek (z papieru do pieczenia). 




***
Na dobry początek tygodnia wczorajsze poranne laborki się nie odbyły - niestety, trzeba będzie odrobić. Dzięki temu jednak zyskałam trochę czasu - na rosół, na pranie, na sprzątanie. Dzisiaj wykłady i trzeba przygotować dwie rzeczy do jutra. I miasto zasnute mgłą...