photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2013

lukier królewski

Już jutro Wigilia! Szczególny dzień w roku, kiedy razem z rodzinami zasiądziemy do stołów i wyjątkowych potraw. W tym roku naprawdę sporo czasu poświęciłam na planowanie i przygotowania. Częścią nich były czekoladowe pierniczki oraz ich dekoracja, by mogły zawisnąć na choince i zostać dołączone do prezentów. Tym razem postanowiłam przygotować lukier królewski, którym da się wykonywać delikatne wzorki.

Potrzebujemy:
- białko jajka
- ok szklanki cukru pudru (lub więcej)

Wykonanie: miksujemy jedno z drugim i sprawdzamy czy nasz lukier jest wystarczająco gęsty. Jeśli nie - wystarczy dosypać cukru. Jeśli jest za gęsty wystarczy kilka kropel wody.

Dekorujemy odpowiednią tylką lub bardzo prostym rożkiem zrobionym z papieru do pieczenia :)





piątek, 21 czerwca 2013

lody truskawkowe bez maszyny

Lodowy sezon czas zacząć! W zeszłym roku odkryłam, że to naprawdę prosta sprawa i wystarczy posiadać mikser do zrobienia pudełka domowych lodów. W tym roku na pierwszy ogień poszły truskawkowe, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego ;) Klasycznie na śmietance i żółtkach, z pół kilo czerwonych owoców. Nie są bardzo intensywne truskawkowe, ale przypominają mi nieco pewną lodziarnię z dzieciństwa, gdzie jedna gałka kosztowała 80 groszy (przy obecnej średniej 2,50 robi różnicę!). 


Na ok 1 litr lodów potrzebujemy:
- szklankę mleka
- szklankę śmietanki 30 lub 36%
- 5 żółtek
-1/2 - 2/3 szklanki cukru
- pół kg truskawek

Truskawki miksujemy do rozdrobnienia i utworzenia papki. Mleko zagotowujemy razem ze śmietanką, odstawiamy z ognia. Żółtka ucieramy z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodajemy je do mleka i stale mieszając delikatnie podgrzewamy do delikatnego zgęstnienia. Masa nie może się zagotować, bo się zważy! Zajmuje to ok 10 minut, ale cierpliwość popłaca ;)
Następnie dodajemy zmiksowane truskawki, mieszamy i studzimy. Następnie przelewamy do pudełka i mrozimy, miksując co 30-40 minut przez pierwsze 4 godziny.

Co do ilości cukru to oczywiście wszystko zależy od Waszego smaku. Pamiętajcie jednak, że zmrożone lody są mniej słodkie niż ciepła masa, więc dobrze, jeśli ciepła masa jest za słodka ;)




***
Za ciepło. Zdecydowanie za ciepło. A kiedy można korzystać ze słońca i chłodzić się w jeziorze, to nagle chmury postanawiają zepsuć wszystkie plany ;) Ja naprawdę nie lubię lata. 
Jeszcze tylko tydzień i przynajmniej dwa miesiące przerwy od uczelni. A potem to już byle do sierpnia!

niedziela, 18 listopada 2012

dekoracja z uśmiechem - sowie babeczki

Impreza, na którą miałam zrobić drobne słodkości - wyszło ok 60 czekoladek i 30 babeczek. Czekoladki były z nadzieniem kokosowym, karmel z orzechem laskowym (przepisy niebawem) oraz kuleczki czekoladowo-orzechowe. Babeczki były cytrynowe oraz coca-colowe. O dekoracji cytrynowych więcej możecie poczytać tutaj, z nimi nie miałam problemu - w zasadzie powstały dlatego, że chciałam przetestować moje nowe wykrawaczki ;) Natomiast nie miałam pomysłu jak udekorować ciemne cupcakes - za mało czasu, żeby zamówić lukier plastyczny, nie byłam pewna czy domowy mi wyjdzie (już przy cytrynowych trochę ryzykowałam). Przypomniała mi się popularna ostatnio dekoracja 'sówka' i stwierdziłam, że to świetny pomysł.


Potrzebujemy:
-ulubione babeczki, najlepiej ciemne, z kremem czekoladowym albo polewą czekoladową 
-ciastka oreo
-kolorowe pastylki (u mnie M&M's)

Ciasteczka delikatnie dzielimy na połówki - jedną z kremem, drugą bez. Przyklejamy kremem czekoladowym kolorowe pastylki jako oczy. Pozostałe połówki przecinamy delikatnie na pół (w zasadzie to piłujemy, bo przy mocniejszym nacisku się łamią). Układamy jako uszka, jeszcze tylko pastylka jako dzióbek i gotowe :)

Co do kremu czekoladowego to jest także w przepisie na babeczki coca-colowe
Natomiast polewa czekoladowa to tabliczka czekolady roztopiona z 2 łyżkami masła (na ok 12 babeczek powinno starczyć). 



środa, 31 października 2012

coca-cola cupcakes w wersji Halloween

Od dawna miałam ochotę je zrobić, jednak sporo czasu minęło zanim się na nie zdecydowałam. Pojawiły się w zasadzie jako dodatek, bo chciałam poćwiczyć zabawę lukrem plastycznym (Halloween to świetna okazja), jako bazę postanowiłam wybrać ciemne babeczki z kremem czekoladowym.
Są puszyste, wilgotne, bardzo kakaowe, a na górze zrobiła się chrupiąca warstwa. Do tego krem czekoladowy...to chyba najlepsze babeczki jakie zrobiłam!


Składniki na 10 muffinek:
-szklanka mąki
-2/3 szklanki cukru (jeśli chcecie bardziej słodkie to więcej)
-4 łyżki kakao
-2 jajka
-150ml coli
-100ml oleju
-2 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Przesiewamy mąkę do miski, dodajemy cukier, kakao i proszek do pieczenia. W drugiej misce mieszamy pozostałe składniki, a następnie mokre z suchymi - tylko do połączenia składników.
Nakładamy ciasto do 2/3 wysokości papilotek i pieczemy przez ok 20 minut.

mała wariacja, 
rocznicowe :)

Krem czekoladowy (do solidnego tj. jak na zdjęciach, ozdobienia ok 6 babeczek):
-tabliczka czekolady
-pół kostki miękkiego masła
-3 łyżki mleka
-2-3 łyżki cukru pudru

Czekoladę roztapiamy z mlekiem i studzimy. Masło ubijamy na puszysty, jasny krem, dodajemy czekoladę, a na końcu cukier do smaku. Chłodzimy i dekorujemy babeczki.
O dekoracjach kilka słów tutaj.





***
Pałlina zaprosiła mnie do zabawy - moje pięć sposobów na jesienną chandrę. Do dalszej zabawy zapraszam wszystkich chętnych!

1. Sport
Niezależnie od pory roku, jeśli zapytacie mnie o poprawę humoru to powiem, że pomaga mi aktywność fizyczna. Owszem, czasem ciężko mi się zmobilizować, szczególnie jeśli łapią mnie osłabienia, ale wystarczy kilkanaście minut treningu, żeby poprawić mi humor :) Na jesień jest to zumba, łyżwy oraz ćwiczenia w domu. Zaliczam także wieczorne spacery do tego punktu.

2. Śnieg
Wbrew pozorom śnieg to świetny sposób na poprawę mojego humoru. Bardzo mnie cieszy mróz oraz biały puch, czy to w październiku czy w listopadzie. Mroźne spacery należą do moich ulubionych (od nich wolę tylko spacery po plaży).

3. Książki
Razem z kubkiem herbaty to świetny sposób na spędzanie chłodnych wieczorów.

4. Pieczenie 
Tworzenie słodkich wypieków sprawia mi olbrzymią przyjemność. Ich jedzenie również ;) A jeśli są czekoladowe to tym bardziej.

5. Bliskość mojego L. 

W rozmowie z moją kardiolog dowiedziałam się, że wyniki rezonansu są bardzo ładne :) Holter jeszcze niesprawdzony, ale prawdopodobnie w tym roku nie będę musiała się pojawiać na echo czy próbę wysiłkową, dopiero w przyszłe wakacje. Cieszę się, że serducho mi ładnie połatali i że go nie nadwyrężam ;)

środa, 26 września 2012

sugarcrafting - domowa masa cukrowa po raz pierwszy

Styl angielski to coraz modniejszy sposób zdobienia tortów, polegający na dekoracji tortu masami cukrowymi. Jest to trend bardzo popularny w Wielkiej Brytanii czy w Stanach, a ostatnio przeniósł się także do Polski. Jedyny problem jest taki, że w krajach zagranicznych jest zupełnie inne spojrzenie na wypieki*, w tym także torty urodzinowe. Szukając licznych informacji o tortach w tym stylu na zagranicznych stronach napotykałam przepisy głównie na grube biszkopty przełożone kremem maślanym albo keksy czy babki. Wniosek jest jeden - pyszne torty w milionie smaków przekładane kremami różnego rodzaju to raczej typowe torty w Polsce. Zdobienie masą cukrową zyskało taką popularność, bo można przy jej pomocy stworzyć cuda, tylko mam wrażenie, że za granicą wygląd i smak nie zawsze idą w parze. Postanowiłam się z tym zmierzyć i przygotować smaczny tort, który przy okazji zyskałby zupełnie inny wygląd dzięki masie cukrowej.


Jakie torty się nadają do takiej dekoracji? Te bardziej stabilne tzn. ciężko mi sobie wyobrazić obkładanie tortu bezowego. Natomiast jeśli robimy tort z masą na maśle czy czekoladzie - nie ma żadnego problemu. W przypadku bitej śmietany - albo można połączyć z jakimś serkiem (w moim torcie było to mascarpone), dodać usztywniacz do śmietany czy żelatynę. 

Masę cukrową kładziemy na krem maślany. Jest to bardzo ważne szczególnie w przypadku tortów przełożonych śmietaną, owocami czy mocno nasączonych, bo masa cukrowa zacznie chłonąć wodę i może się rozpuszczać. Także należy tort posmarować z wierzchu, bardzo dokładnie, cienką warstwą kremu. Na tort 26 cm zrobiłam krem z miękkiej kostki masła, pół szklanki cukru pudru i pół roztopionej tabliczki białej czekolady - ubijamy masło z cukrem, pod koniec dodajemy przestudzoną czekoladę, smarujemy tort i chłodzimy. Przed nakładaniem masy cukrowej należy tort wyjąć chwilę wcześniej z lodówki. Krem jest praktycznie niewyczuwalny pod masą.


Długo zastanawiałam się czy kupować masę cukrową czy zrobić ją samodzielnie. Wybrałam drugą opcję, bo zakup masy na tort o średnicy 26cm to koszt ok 40zł**, a zrobienie w domu to koszt 1kg cukru pudru i opakowania glukozy, którą można kupić praktycznie w każdym hipermarkecie (albo na dziale z cukrami albo na dziale ze zdrową żywnością w Auchan). Niestety, nie jest to aż takie łatwe jak mi się wydawało ;) Przepis wzięłam z forum Tortolandii.

Składniki na masę: (ja na tort 26cm i drobne dekoracje wykonałam przepis x1,5)
-ok 80 dag cukru - szczerze przyznam, że nie wiem ile ja dałam, ale na pewno mniej, ok 65dag zamiast 80
-70ml zimnej wody
-4 łyżeczki żelatyny
-10dag glukozy
-2 łyżeczki Planty

Żelatynę wsypujemy do garnuszka i zalewamy wodą, odstawiamy na 5 minut. Następnie umieszczamy garnuszek nad parą wodną i rozpuszczamy żelatynę, dodajemy glukozę, a po chwili Plantę i chwilę mieszamy. Zdejmujemy przed całkowitym rozpuszczeniem się Planty i studzimy do temperatury pokojowej. Do miski wsypujemy połowę cukru pudru, dodajemy naszą masę z żelatyny i mieszamy. Kiedy masa 'złapie' cukier puder możemy zacząć wyrabiać rękoma.
Teoretycznie masa powinna bez problemu łapać cukier, ale będzie się to działo stopniowo, więc cukier też dodajemy stopniowo. Jak napisałam wyżej, w mojej masie znalazło się znacznie mniej cukru pudru niż zakłada przepis. Przyznam, że był to powód do stresu, bo w pewnym momencie cukier nie chciał się wchłaniać, a ja gniotłam, gniotłam i gniotłam, a ręce zaczynały boleć. Na szczęście była magiczna rada - dodaj trochę Planty, dzięki czemu masa wraca na właściwy tor. Moczyłam także delikatnie opuszki palców, żeby nieco rozmiękczyć masę i wcisnąć jak najwięcej cukru do środka. Niestety, założyłam, że jak zrobię masę z 80dag to wystarczy. A tu się okazało, że jest masy znacznie mniej i robiłam ją jeszcze drugi raz, z połowy składników.

Masę można przechowywać w lodówce, szczelnie opakowaną w folię. Jeśli będzie za twarda trzeba ją ogrzać - chwila w mikrofalówce, nad parą wodną albo zagniatanie. Kuchenki mikrofalowej nie posiadam, a trzymanie nad parą wiele nie pomogło. Szczerze przyznam, że dodatkowe zagniatanie otrzymanej kuli (blisko kilogramowej) było kolejną męką. Potem przyszła pora na rozwałkowanie - zgodnie z przepisem na blacie posmarowanym Plantą, grubość ok 3-5mm. Pierwsze podejście skończyło się porwaną masą. Stwierdziłam - nie panikować. Nieco wody, nieco Planty, nieco dosypałam cukru i uzyskałam fajną masę, którą postanowiłam podsypać mąką ziemniaczaną i tym razem rozwałkowała się bez większych problemów. Nawinęłam ją na wałek i przeniosłam na tort. Teraz przyszła pora na ułożenie masy i odcięcie nadmiaru, bardzo pomocny okazał się nóż do pizzy.


Niestety, w jednym miejscu masa mi się nieco rozerwała. Niewielkie pęknięcia czy naderwania można naprawić przykładając gorący nóż do masy, ale w przypadku większych zostawia to mało estetyczny ślad. Dodatkowo nieco za bardzo wykroiłam masę i w kilku miejscach wystawał spód tortu. Na szczęście zostało trochę masy ze ścinków, dzięki czemu postanowiłam zrobić wstążkę i zakryć moje błędy - wstążkę posmarowałam wodą i przykleiłam do tortu ;) Z reszty masy uformowałam motylki. Użyłam dwóch barwników - najpierw w kolorze cielistym, a następnie fiolet jagodowy. Sprawdziłam tym samym dwa rodzaje barwników - w żelu i w proszku. Z barwnikiem w żelu nie było żadnych problemów - trzeba było tylko zagnieść masę z odrobiną barwnika. Natomiast czytałam sporo, że barwniki w proszku zostawiają nieestetyczne plamki, smugi etc. Dlatego nasypałam barwnik na masę i rozsmarowałam ją mokrym palcem. W jednym miejscu pojawiło się intensywniejsze przebarwienie, a tak to nie było problemów :) Motylki posmarowałam srebrnym barwnikiem w proszku, delikatnie się mieniły. Przykleiłam je zwykłym lukrem.



jagodowy fiolet pozdrawia!

Domowe przygotowanie masy (łącznie z robieniem motylków oraz kremu maślanego) zajęło mi ok 2h i skończyło się bólem przedramion, a mój prawy łokieć prawie mnie zabijał przez resztę dnia. Mój problem prawdopodobnie wynikał z tego, że dałam nieco za dużo żelatyny - łyżeczka łyżeczce nierówna. Następnym razem spróbuję dać 3.5 i poproszę L. o pomoc przy zagniataniu :)
Tort przechowywałam w lodówce przez kilka godzin. W obawie o to, żeby nie powstała tzw. rosa postanowiłam na wszelki wypadek zakryć tylną ścianę lodówki kawałkiem kartonu. Podobno pomaga. Natomiast moja mama trzymała pozostałą część noc i pół dnia, bez żadnych udziwnień i nic się z nim nie stało.

Jeśli chodzi o smak masy - co tu dużo mówić, to praktycznie sam cukier. Albo można zrobić mniej słodki krem albo zrezygnować ze zjadania masy.

Muszę jeszcze wspomnieć o przydatnych narzędziach. Jakiś czas temu za kilka złotych kupiłam w Ikei biały, plastikowy komplet do tortu - łopatkę do nakładania oraz taką dość długą, wąską packę/łopatkę, która jest moją najlepszą przyjaciółką przy robieniu tortów. Świetnie się sprawdza przy smarowaniu i wygładzaniu mas. Wiem też, że przy najbliższej okazji kupię nóż cukierniczy, co znacznie ułatwi mi przekrawanie biszkoptu i wyrównywanie.
Drugim przydatnym narzędziem okazał się nóż do pizzy (i długa linijka oraz metr krawiecki). Zaopatrzyłam się także w specjalny wałek. Jednak wałek dużych rozmiarów kosztuje ok 100zł, więc za znacznie mnie kupiłam 'wałeczek' 25 cm, który niestety nie okazał się przydatny (żałuję, że nie kupiłam tego noża :p). Musiałam polegać na tradycyjnym, drewnianym wałku, który obsypany mąką ziemniaczaną spisał się bardzo dobrze.
Kolejną inwestycją będą packi cukiernicze, służące do wygładzania ciasta.


*Mam znajomą Szkotkę piekącą tradycyjne anglosaskie wypieki dla gliwickich kawiarni, które są zazwyczaj niskie, zbite i bardzo przesłodzone. Można także spojrzeć na przepisy Nigelli - mokre, intensywnie słodkie ciasta. Oglądam także różne programy o cukiernikach ze Stanów, tam właśnie każdy tort jest przekładany masą maślaną.

**Mówię o cukierniczych sklepach internetowych. Można zamawiać masę znacznie taniej z hurtowni, ale są to spore ilości, a zazwyczaj takich człowiek nie potrzebuje.

PS Zawsze lepiej zrobić więcej masy i ją zachować czy nawet wyrzucić niż zrobić za mało i potem kombinować ;)

środa, 13 czerwca 2012

karmelowa siateczka i Marcello II

Dzisiaj druga odsłona urodzinowego tortu Marcello :) Jednak przepis był ostatnio, dlatego przy okazji chcę Wam opisać sposób na wykonanie dekoracji z karmelu.
Zawsze bardzo mi się podobały, bo prezentują się pięknie. Niekoniecznie jest to smaczne (dla mnie za słodkie), jednak stwierdziłam, że idealnie nada się na szczyt tortu. Możecie to także wykorzystać do dekoracji lodów, deserów, pralinek etc. Trzeba tylko pamiętać, że jest bardzo kruche oraz przy dekoracji wilgotnych deserów dość szybko się rozpuszcza.



Składniki:
-100g cukru
-100ml wody
-potrzebujemy także garnuszka, łyżeczki, płaskiej miski z wodą, arkusz papieru do pieczenia oraz chochli czy metalowej miseczki, dzięki której uzyskamy kulisty kształt

Na małym ogniu podgrzewamy wodę z cukrem. Musimy doprowadzić mieszankę do temp. ok 165 stopni. Jeśli jednak nie macie termometru (ja nie posiadam jeszcze) to przy tej temperaturze nasza mieszanka zacznie przybierać delikatnie złoty kolor (taki właśnie jak na zdjęciach). Zdejmujemy nasz garnuszek z ognia, wsadzamy do miski z zimną wodą (tutaj należy uważać!) i za pomocą łyżeczki rysujemy karmelem siatkę na chochli lub miseczce ułożonej na papierze do pieczenia. Zostawiamy do wystygnięcia na min. pół godziny i delikatnie zdejmujemy. Nie będzie z tym problemu, bo karmel nam się nie przykleja do powierzchni, co może być niewielkim utrudnieniem przy rysowaniu siateczki, ale trzeba cierpliwości :)
To był mój pierwszy raz z robieniem takiej dekoracji, jest to naprawdę proste i na pewno jeszcze z tego skorzystam. Szukając przepisu wpadłam na filmik instruktażowy (chyba kotlet.tv), także polecam wszystkim :)





***
Dwa wpisy w indeksie wylądowały, do tego dość ładne, bo 5 i 4.5 :) Do tego w sposób magiczny udało mi się załatwić przeniesienie kolokwium (i znalezienie sali, to był wyczyn!) z dzisiaj na jutro, bo 1. wczoraj był mecz :pp 2. dzisiaj robimy zajęcia powtórkowe do kolokwium. 
Dorwałam kolejną książkę Thorwalda i na dobry początek - historia operacji mojej wady serca :) 
Mam ostatnio niedobór zumby, bo w zeszłym tygodniu nie miałam kiedy, a teraz zajęć nie ma z powodu kontuzji prowadzącej. Na szczęście w czwartek mamy pokaz, więc trochę się wyszaleję.