photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2014

baranek wielkanocny

Przeleżał cały rok, żeby w końcu wylądować na blogu. Od kilku lat na Wielkanoc oprócz tradycyjnych babek piekę także baranki. Symboliczna ozdoba stołu, która znika na końcu (no bo jak tak tego baranka pokroić?), a cieszy oczy i podniebienie drożdżowych łasuchów. Wystarczy odpowiednia blacha i ulubiony przepis na ciasto drożdżowe.




czwartek, 7 listopada 2013

Quattro di Fromaggi

W pizzy najbardziej lubię to, że naprawdę świetnie się sprawdza jako sobotni obiad, kiedy zupełnie brak pomysłów w głowie i można wrzucić na ciasto co tylko się chce. Tym razem naszła mnie ochota na wersję bardzo serową. Nie jestem znawcą łączenia serów, ale dla mnie musi być zawarty przynajmniej jeden o intensywnym smaku i jeden naprawdę dobrze topliwy (pizza serowa, która się nie ciągnie?). Tym razem padło na proste połączenie, akurat tego co miałam w lodówce (tak, praktycznie zawsze mam tam kawałek Gruyere i słoik passaty, którą uwielbiam jeść z sucharkami). Do tego świeży tymianek i wyszło bardzo smaczne połączenie.




Składniki na jedną pizzę ok 30cm:
- szklanka mąki
- pół szklanki wody
- 1-2dag świeżych drożdży
- trochę soli
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- kilka łyżek pomidorowej passaty
- jeden camembert
- jedna kulka mozzarelli
- 1/3 standardowego opakowania sera typu feta
- starty na tarce Gruyere (na oko, ile lubicie)

Do miski wsypujemy mąkę, dodajemy sól, drożdże, oliwę i zalewamy ciepłą wodą. Wyrabiamy ciasto - powinno wyjść dość elastyczne, ale nie za lepkie. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok pół godziny. Może być też dłużej - im lepiej wyrośnie przed wstawieniem do pieca, tym większe szanse na dość cienkie ciasto.
Sery kroimy na plasterki lub w kostkę.
Piekarnik rozgrzewamy do 250 stopni. Ciasto cienko rozwałkowujemy i układamy na blaszce, pokrywamy passatą, układamy trzy sery, dodajemy sporo świeżego tymianku, a na górę całą masę startego gruyere. Pieczemy ok 20 minut. 
Jeśli chcecie, żeby była bardziej puchata to przed wstawieniem do pieca odstawcie ją na 15-20 minut, ale trzeba wtedy też pamiętać o dłuższym pieczeniu ;)


sobota, 20 lipca 2013

blueberry bread

Upiekłam kiedyś chlebek bananowy i stwierdziłam, że nie zrobię go już nigdy więcej. Wciąż są potrawy, nad którymi wiele osób się zachwyca, a ja mam problem, żeby przełknąć chociaż kęs. Należy do nich także uwielbiany przez wszystkich wyżej wspomniany chlebek.
Na szczęście udało mi się znaleźć alternatywę, i to całkiem przypadkiem. Jagody należą do owoców, które świetnie współgrają z każdym rodzajem ciasta. Tym razem miałam ochotę na połączenie jagód z ciastem drożdżowym. Piekłam późnym wieczorem, więc nie miałam czasu na lepienie jagodowych bułeczek. Rozwałkowałam placek, nałożyłam jagody, zawinęłam i upiekłam.


Składniki:
- 3 szklanki mąki
- 1 i 1/3 szklanki mleka
- 1/3 szklanki cukru
- 4 dag masła
- 2 - 3 dag drożdży
- 20 dag jagód

Masło podgrzewamy z mlekiem i czekamy aż się roztopi. Jeśli będzie za ciepłe - studzimy. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, kruszymy drożdże i dolewamy mleko z masłem. Wszystko zagniatamy przez 5 - 10 minut. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok 1,5h. Rozwałkowujemy, wysypujemy umyte jagody i zawijamy. Wkładamy do formy i czekamy aż wyrośnie. Następnie pieczemy w 180 stopniach przez ok 40 minut.

***
Zaczynam trochę żyć jak robot. Wczoraj wieczorem stwierdziłam, że nie chce mi się iść dzisiaj do pracy...A przecież dzisiaj sobota :) Wyspaliśmy się i zaraz lecimy na dworzec, bo tym razem weekend spędzamy w Warszawie. Jak dobrze, że są bezpośrednie z Gliwic, za 25zł w jedną stronę (studenckie zniżki!) :D Zatem udanego czasu!

poniedziałek, 11 lutego 2013

ukochane pączki z dziurką

Pamiętam, że czasem wracając z przedszkola odwiedzałyśmy z babcią budkę, gdzie było bardzo dobre pieczywo i moje ulubione pączki. Jako dziecko byłam strasznym niejadkiem, nie ruszałam m.in. żadnych konfitur, bo brudzi i ma dziwną konsystencję ;) Dlatego z pączków zawsze wyjadałam ciasto, oddając nadzienie Rodzicielce. Mój problem rozwiązywały pączki z tej właśnie budki, były z dziurką :) W tym roku postanowiłam je przygotować zamiast tradycyjnych, pełnych pączków przy okazji Tłustego Czwartku.


Składniki na ok 15-18 pączków:
-2,5 szklanki mąki
-jajko
-1/2 szklanki mleka
-1/4 szklanki wody
-łyżka cukru
-1,5 dag świeżych drożdży
-2-3 łyżki masła
-łyżeczka spirytusu albo octu
-tłuszcz do smażenia (u mnie smalec)

Mąkę przesiewamy do dużej miski. Mleko podgrzewamy z wodą, tak aby płyn był ciepły. Dodajemy drożdże i mieszamy. Odstawiamy na 5-10 minut. Następnie łączymy wszystkie składniki oprócz masła i zagniatamy. Pod koniec dolewamy roztopione i przestudzone masło i wyrabiamy ciasto przez 10-15 minut. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok 1,5h. 
Ciasto wyrabiamy i rozwałkowujemy na grubość ok 1 cm i wycinamy okręgi o średnicy 7-8 cm. Na środku przy pomocy zakrętki lub kieliszka wycinamy dziurki. Układamy na oprószonym mąką blacie i zostawiamy do podwojenia objętości. Tłuszcz rozgrzewamy do ok 175 stopni i smażymy pączki z obu stron. Odsączamy z tłuszczu na papierze śniadaniowym i lukrujemy. 

***
Dojechaliśmy. Zaraz po moim egzaminie wskoczyliśmy do samochodu i w drogę! Niestety w 1/3 trasy w Niemczech złapały nas koszmarne śnieżyce m.in. poruszaliśmy się autostradami z prędkością 60km/h, tiry zatrzymywały się na środku drogi na awaryjnych, bo nie były w stanie jechać pod górę. Na szczęście nie trwało to cały czas, więc w 11,5h udało nam się pokonać 1200km :) Sobota to głównie odpoczynek - po pracy, po sesji, po podróży. Wczoraj wczesna pobudka i na stok. Ja rozpoczęłam wyjazd od snowboardu. Popołudniu do naszego pensjonatu i czekamy na to, co przyniesie nam tydzień. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Silvaplana, skąd mamy bliziutko na dwa spore ośrodki narciarskie i kilka mniejszych.

czwartek, 10 stycznia 2013

karnawałowe love - bomboloni

Chodziły za mną blisko rok. Nigdy ich nie jadłam, ale kiedy je zobaczyłam po raz pierwszy wiedziałam, że kiedyś je zrobię. Niestety, z pączkami jest trochę zabawy przy smażeniu, więc robiłam je do tej pory raz w roku, na Tłusty Czwartek. Szczęśliwie, na Mikołajki dostałam od L. termometr szpikulcowy, który w końcu doczekał się przetestowania. Jejku, jaka to wygoda sprawdzić czy tłuszcz ma te wymagane 170 stopni, zamiast wrzucać kawałki ciasta i oceniać na oko!
Nie mogło być inaczej, musiałam upiec jako pierwsze bomboloni, czyli włoskie pączki wypełnione crème pâtissière. Są pyszne - lekkie, z nietypowym nadzieniem, oprószone cukrem pudrem. Świetna alternatywa dla tradycyjnych pączków z różą.



Składniki na ok 10 sztuk:
-180g mąki (pełna szklanka), najlepiej pół na pół tortowa z chlebową 720
-niecałe 1dag świeżych drożdży
-jajko
-50ml mleka
-30ml wody
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-3-4dag masła

Mleko podgrzewamy razem z wodą, powinno być ciepłe (ale nie gorące). Dodajemy drożdże, łyżkę cukru, łyżkę mąki i mieszamy, a następnie odstawiamy na 5-10 minut, żeby drożdże ruszyły. Masło roztapiamy i studzimy.
Do miski wsypujemy mąkę, cukier, sól, wbijamy jajko, dodajemy zaczyn drożdżowy oraz przestudzone masło. Wszystko wyrabiamy aż ciasto zacznie odchodzić od miski. Odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę bądź półtorej, do podwojenia objętości.

Ciasto wyjmujemy, wyrabiamy chwilę i rozwałkowujemy na grubość ok 1 cm i wycinamy okręgi szklanką bądź obręczą o średnicy 6-8cm. Odkładamy na blachę bądź blat oprószony mąką do podwojenia objętości.
W garnku rozgrzewamy tłuszcz (u mnie smalec) do 170-175 stopni. Przenosimy pączki delikatnie do garnka i smażymy z obu stron po kilka minut. Wyciągamy, odcedzamy i układamy na bibułce. Kiedy ostygną nadziewamy kremem.

Krem:
-2 żółtka
-3 lekko czubate łyżki drobnego cukru
-1 i 1/3 łyżki mąki pszennej
-150ml mleka
-wanilia (1/2 laski)

Żółtka i cukier ucieramy do białości i puszystości. Dodajemy 2 łyżki mleka mleka, mąkę, wanilię i miksujemy.
Resztę mleka gotujemy. Na wrzące mleko wlewamy masę żółtkową i gotujemy, stale mieszając do zgęstnienia. Przykrywamy folią i odstawiamy do przestudzenia.


sobota, 29 grudnia 2012

makowiec oszustki

Mój pierwszy makowiec w życiu. Oszukany, bo z gotową masą makową. 
Nie jestem fanką tego ciasta, głównie z racji bakalii w środku ;) I za rok jednak zostawię jego wypiek mojej babci, a sama skupię się na ciastach, które bardziej lubię.  


Składniki na 3 ciasta:
-3 szklanki mąki pszennej
-2-3 dag drożdży świeżych
-4 żółtka
-2 jajka
-6 łyżek cukru
-3/4 szklanki mleka
-100 g masła, roztopionego i przestudzonego
-puszka (850g) masy makowej
-2 białka
-kilka łyżek cukru pudru

Mleko podgrzewamy, żeby było lekko ciepłe. Dodajemy drożdże, łyżkę mąki i łyżkę cukru. Mieszamy i odstawiamy na 5-10 minut, żeby drożdże ruszyły. Masło roztapiamy i studzimy. Do dużej miski wsypujemy mąkę, dodajemy zaczyn oraz lekko ubite jajka (4 żółtka + 2 jajka) z cukrem, a na koniec masło. Wyrabiamy ciasto, które może być trochę klejące i odstawiamy do podwojenia objętości.
Masę makową łączymy z ubitymi białkami i cukrem pudrem do smaku.

Wyrośnięte ciasto chwilę wyrabiamy (można dosypać ciut mąki), dzielimy na trzy równe części, każdą rozwałkowujemy na prostokąt, smarujemy 1/3 masy makowej i zwijamy. Układamy na blaszce i zostawiamy na 20 minut do podrośnięcia. Pieczemy ok 40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. 

Lukier pomarańczowy wzięłam stąd.


***
Święta minęły błyskawicznie, a dwa kolejne dni jeszcze szybciej (z racji imprezy zlały się bardziej w jeden). Prezenty bardzo udane, jedzenie bardzo smaczne, a dojadanie resztek to moje ulubione poświąteczne zajęcie :) 
A za dwa dni Sylwester! Nasz plan, który bardzo chciałabym zrealizować to wieczór na stoku. Staramy się dogadać ze znajomymi, ale jeśli będziemy tylko we dwójkę to też będzie w porządku, bo zazwyczaj tak jeździmy ;)

piątek, 30 listopada 2012

na drugie śniadanie - drożdżówki z jabłkiem

Najgorsze w tym semestrze są dla mnie poniedziałki. Spędzam cały dzień na uczelni, omijam poranną zumbę (nie zdążam też na popołudniową) a najgorsze, że po niedzielnym luzie w kuchni rzadko kiedy biorę coś do jedzenia z domu, bo zazwyczaj nie mam czego zabrać ;) Staram się jednak myśleć o tym wcześniej i mieć chociaż wystarczającą ilość pieczywa na domowe kanapki lub przygotować drożdżówki, bo te bufetowe jakoś mnie nie przekonują.
Tym razem wykorzystałam jabłka, których w sklepach pełno. Przepis na ciasto wzięłam z jagodzianek, bo jest jednym z najlepszych :) Drożdżówki są bardzo dobre, chociaż przyznaję - do jabłek o wiele lepiej pasuje ciasto kruche lub francuskie.


Składniki na ok 8 drożdżówek:
-1/4 szklanki cukru
-szklanka mleka
-2dag drożdży
-2,5 szklanki mąki
-2-3 dag masła
-szczypta soli
-2 jabłka
-cynamon

W letnim mleku rozpuszczamy drożdże z łyżką cukru. Masło rozpuszczamy i odstawiamy do przestygnięcia. Do miski wsypujemy mąkę, cukier, dodajemy zaczyn, masło i sól. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia.
Jabłka obieramy i ścieramy na tarce albo kroimy w kostkę. Ciasto dzielimy na równe części. Każdą rozpłaszczamy, nakładamy jabłka na środek, posypujemy cynamonem, zlepiamy i układamy na blaszce. Zostawiamy do wyrośnięcia na pół godziny. Pieczemy 20 minut w 200 stopniach, wyciągamy, przykrywamy wilgotną ściereczką i pozostawiamy do wystygnięcia, a następnie lukrujemy.


piątek, 26 października 2012

placek drożdżowy wielkopolski

Dwa dni wycięte z życiorysu, kolejne zwolnienie lekarskie do kolekcji, bo tym razem nie było mowy, żeby wstać na zajęcia. Apetyt powoli wraca, niestety - ciacho, na które mnie naszło na początku tygodnia głównie stoi i schnie. 
Proste, o charakterystycznym 'domowym' zapachu, zainspirowane powrotem do książek Musierowicz i wpadaniem co kilka rozdziałów na wspomnienie o ciepłym placku drożdżowym. Jakiś czas temu kupiłam 'Łasucha literackiego', czyli zbiór przepisów Musierowicz, o których jest mowa w książkach. Co prawda nie znalazłam w nim przepisu na placek drożdżowy Borejków, ale znalazł się Tosiny wypiek dla Mamerciątek ;)


Przepis na blaszkę ok 30cm:
-4 dag drożdży
-2 całe jajka + 5 żółtek (ja dałam 4 całe, bo więcej nie miałam)
-75 dag mąki (4,5 szklanki powinny być ok)
-pół kostki masła
-szklanka cukru
-szklanka mleka
-szczypta soli
-2 łyżki oliwy z oliwek
-opakowanie cukru waniliowego (8g)

Drożdże rozkruszamy do miseczki i zalewamy ciepłym (nie gorącym!) mlekiem, mieszamy z łyżką cukru i zostawiamy na 10-15 minut. Masło roztapiamy i studzimy. Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier oraz zaczyn. Następnie roztrzepujemy jajka z odrobiną soli, wlewamy do mąki i zagniatamy. Pod koniec dodajemy masło oraz oliwę, wyrabiamy ciasto przez 10 minut. Odstawiamy do wyrośnięcia (podwojenia objętości). Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni i przygotowujemy kruszonkę (1/3 kostki masła, 3/4 szklanki mąki, 3/4 szklanki cukru), ciasto przekładamy do blaszki (wysmarowanej masłem albo wyłożonej papierem do pieczenia), kruszonkę rozkładamy równomiernie na górze, wkładamy do piekarnika i zmniejszamy temperaturę do 180 stopni. Pieczemy 20-30 minut (w zależności od wielkości blachy), ciasto się powinno ładnie przyrumienić, ale przed wyjęciem sprawdźcie patyczkiem czy jest dopieczone w środku. 

Smacznego i udanego weekendu! Ja wracam zdrowieć :)

piątek, 28 września 2012

słodkie zamówienie

Impreza w pracy Rodzicielki i prośba o pomoc - babeczki z kajmakiem oraz coś drożdżowego. Długo nie musiałam się zastanawiać, już od pewnego czasu planowałam upiec słodkie ślimaczki drożdżowe. Podzieliłam się pomysłem i dostałam słoik powideł. Kiedy wieczorem skończyłam przygotowywać babeczki z kajmakiem zabrałam się za ugniatanie ciasta. Wstawiłam do lodówki na całą noc, żeby rano wstać i dokończyć drożdżóweczki. Część była z powidłami, część z innymi konfiturami - morelową, truskawkową i porzeczkową. Jeszcze ciepłe lukrowałam i układałam w pudełkach, żeby zanieść je mamie i usłyszeć później - dostaniesz stałe zlecenie na drożdżówki u nas w pracy, upieczesz jeszcze kilka na sobotę?




Składniki na ok 30 sztuk:
-5 szklanek mąki
-2/5 szklanki cukru
-szczypta soli
-2-3 dag drożdży świeżych
-3 jajka
-niecałe 1,5 szklanki mleka
-15 dag masła
-2 słoiki powideł - domowej roboty, powidła i dżem truskawkowy (też domowy) spisały się najlepiej, konfitura morelowa niestety jest dość rzadka, wypływała i ciężko było ułożyć drożdżówki

Mleko podgrzałam razem z masłem i przestudziłam do temperatury pokojowej. Do dużej miski wsypałam mąkę, cukier, sól, dodałam jajka i rozkruszone drożdże. Wlałam mleko z masłem i zagniotłam ciasto. Wstawiłam do lodówki na całą noc, ale po pierwszej godzinie mocno wyrosło, więc je odgazowałam. Rano wyjęłam, zagniotłam przez kilka minut i odstawiłam na godzinę, żeby trochę ruszyło i się ogrzało*. Podzieliłam na dwie części. Każdą z nich rozwałkowałam na prostokąt (ok 15x40cm), posmarowałam słoikiem powideł i zwinęłam wzdłuż krótszego boku, czyli tak aby ciasto zostało długie. Pokroiłam w niewielkie krążki i poukładałam na blaszce w niewielkich odstępach**. Zostawiłam na ok pół godziny do wyrośnięcia. Upiekłam w 200 stopniach - ok pół godziny w piekarniku, a następnie polukrowałam.



*myślę, że robiąc je normalnie wystarczy mu 1-1,5h w temp. pokojowej do wyrośnięcia
**śpieszyłam się, więc musiałam upchnąć ich jak najwięcej na blaszce, przez co odstępy miały ok 0,5cm i ślimaczki wyszły koślawe (szczególnie z pierwszej blachy, na zdjęciach), jeśli odstępy będą większe, to drożdżówki będą bardziej okrągłe

***
Kto by przypuszczał, że nawet moje plany dot. wizyt i badań lekarskich potrafią stanąć na głowie. Miałam dzisiaj zaplanowanego holtera - jak co roku na koniec wakacji. Jednak w zeszłym roku moja kardiolog postanowiła mnie zapisać na badanie rezonansem magnetycznym, w celu lepszej oceny stanu mojego serca, szczególnie prawej komory. W lipcu okazało się, że to wcale nie jest taka prosta sprawa, bo szpital informuje o wolnym miejscu na rezonans dzień wcześniej - pierwszy raz dzwonili jak byłam we Włoszech. Zadzwonili też wczoraj - informując, że mogę przyjechać na 12.30 i muszę mieć tylko ze sobą badania na stężenie kreatyniny. Całe szczęście, że mój tato ma L4 i mógł ze mną pojechać do laboratorium (mam w zwyczaju omdlewanie po pobraniu krwi) oraz że tego badania nie trzeba robić na czczo (telefon o 10.30, kiedy ja już dawno po śniadaniu byłam). Szkoda tylko, że mnie zawsze później ręka boli i planowany trening się przesunął na nie wiem kiedy.
Natomiast jutro wybieram się do Katowic na spotkanie blogerów organizowane przez Doceń Polskie :)

I uwielbiam plakaty na witrynie w Matrasie:


Premiera planowana na 3-go października. W związku z tym postanowiłam skompletować Jeżycjadę - dokupuję na allegro książki, których mi brakuje :)

niedziela, 19 sierpnia 2012

dzieciństwo w drożdżówkach z serem

Zapytałam Młodej czy chce jakieś drożdżówki na daleką podróż na obóz. Z kilku podanych smaków postanowiłam połączyć dwa - brzoskwinie oraz ser, w bardzo tradycyjnym i znanym wszystkim kształcie. Nie zrobiłam ich dużo, bo stwierdziłam, że dorzucę także kilka różków z jabłkami. Planowałam zostawić sobie jedną do spróbowania, niestety nie było mi dane spróbować, bo odpowiednią liczbę oddałam Młodej, a ostatnia zniknęła zanim wróciłam do domu. Cóż, chyba będę musiała zrobić je jeszcze raz, bo to zaraz po jagodziankach ulubione drożdżówki z wakacyjnych plaż ;)



Składniki na ok 6 bułeczek:
-300g mąki
-pół szklanki mleka
-2 dag drożdży
-jajko
-2 łyżki cukru
-5 dag rozpuszczonego masła
-szczypta soli

-200g serka sernikowego
-opakowanie cukru wanilinowego
-żółtko + jajko do posmarowania
-mała puszka brzoskwiń

Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku. Dodajemy do mąki i reszty składników, wyrabiamy elastyczne ciasto i odstawiamy na ok 1,5h do podwojenia objętości. Ser razem z cukrem i żółtkiem miksujemy na gładką masę. Z ciasta formujemy 6 okrągłych placków i zostawiamy do wyrośnięcia na pół godziny. Bierzemy szklankę, obsypujemy dno mąką i wciskamy w środek, tworząc okrągłe zagłębienie. Na środek nakładamy pokrojone w kosteczkę brzoskwinie, a na górę serek. Pieczemy w 200 stopniach ok 15-20 minut, tuż przed włożeniem do piekarnika należy posmarować całą drożdżówkę rozmieszanym jajkiem. Po wyjęciu możecie polukrować. 



***
Wczoraj 53km rowerem. Wycieczka z Gliwic nad Zalew Rybnicki z L. i moimi rodzicami. Zjedliśmy sobie obiad na miejscu (placki ziemniaczane w sosie kurkowym <3) i wróciliśmy. Nieco mi się opalenizna zwiększyła na rękach i łydkach (w miejscach dość nierówno np. z powodu rękawiczek rowerowych). Dzisiaj jedziemy ją wyrównywać i zabieramy drugą partię drożdżówek z serem na plażę.

I na koniec zabawa :) Zapraszam do niej każdego chętnego. Wypisujemy 7 rzeczy o sobie, o których czytelnicy nie wiedzą.



1. W dzieciństwie przez pewien czas chciałam być strażakiem.
2. Lubię piwo. Lubię sobie usiąść wieczorem i wypić butelkę przy czytaniu książki. Jednak nie przepadam za piwami smakowymi.
3. Zupełnie nie umiem rysować. Większość moich prac plastycznych do szkoły zrobiła za mnie Rodzicielka (z wykształcenia architekt). Za to, jeśli trzeba było bawić się wyobraźnią i stworzyć coś przestrzennego - byłam do tego bardzo chętna. Najbardziej upodobałam sobie origami. Jeśli kiedyś się wyprowadzę z Gliwic i moje dzieci odziedziczą mój talent plastyczny to będą się musiały pogodzić z niskimi ocenami w szkole z tego przedmiotu :p
4. Lubię sprzątać, ale szczerze nienawidzę zmywania. Umycie dwóch kubków kończy się krążeniem po mieszkaniu przez pół godziny i liczeniem, że magicznie same się umyją. Mając cały zawalony zlew jestem bliska płaczu. Na szczęście zmywanie jest obowiązkiem L.
5. Chciałabym mieć kiedyś psa rasy siberian husky. Jest to jedna z moich motywacji, żeby zacząć biegać.
6. Przez spory okres czasu chciałam iść na medycynę i pracować jako lekarz sądowy. 
7. Raz w życiu miałam wyprostowane włosy. Byłam wtedy także ruda, w zasadzie to dziko marchewkowa. I miałam makijaż jak z mangi. Było to na jednej z akcji w naszym CH w stylu "zmień swój wygląd". Zajmowało się mną dwóch fryzjerów na raz, a fryzura przetrwała do wyjścia do łazienki (czyli jakieś 25 minut), bo pomimo tony lakieru moje włosy postanowiły zacząć się kręcić na sam dźwięk puszczonej wody z kranu ;) Moja rodzina mnie w ogóle nie poznała.

A w zasadzie, to pkt. 7:

Mniej więcej tak wyglądam na co dzień obecnie:



A to z wyżej wspomnianej akcji:


piątek, 10 sierpnia 2012

serowe trójkąty z jagodami

Wiecie, że to moje ulubione drożdżówki. Z racji tego w tym roku na jednorazowym wypieku się nie skończyło. Moim numerem jeden dalej pozostają jagodzianki z tego przepisu, ale ta wersja jest równie jagodowa. Miałam za mało masło w lodówce, więc postanowiłam dodać nieco serka naturalnego do ciasta i zmienić kształt z owalnych czy też okrągłych bułeczek na bardziej trójkątne.




Składniki na 10 sztuk:
-2 szklanki mąki
-2-3dag drożdży
-2 jajka
-2 łyżki cukru
-opakowanie cukru waniliowego
-1/2 szklanki mleka
-3 czubate łyżki serka naturalnego
-5dag miękkiego masła
-ok 20dag jagód


Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku. Rozdzielamy jajka na białka i żółtka i odstawiamy białka na później. Żółtka i pozostałe składniki wkładamy do miski, zalewamy rozczynem i wyrabiamy miękkie ciasto. Odstawiamy na godzinę do podwojenia objętości. Dzielimy ciasto na 10 równych części, formujemy cienkie kwadraty, na środek nakładamy jagody i zlepiamy formując trójkąty. Odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni, smarujemy drożdżówki białkiem i pieczemy ok 20 minut aż będą złote. Po wyjęciu przykrywamy mokrą ściereczką i pozostawiamy do wystygnięcia. Oprószamy cukrem pudrem.



***
U mnie tak naprawdę niewiele się dzieje. Książki, sport i zabawy w kuchni. Obecnie robię przerwę od medycznych rozważań na rzecz twórczości Moniki Szwaji, która jest bardzo lekka, bardzo przewidywalna i bardzo płytka. Ale czasem można :) W środę byliśmy z L. u mojego przyjaciela wieczorem, posiedzieliśmy, zjedliśmy pizzę, pogadaliśmy. Ponad miesiąc się nie widzieliśmy, więc trzeba było nadrobić. Jutro wieczorem wracają Rodzice i Młoda z Chaty w górach, także nie mogę się doczekać już świeżego oscypka i jagód :D

czwartek, 26 lipca 2012

ricotta i morela w pulchnym rogalu

Naszła mnie ochota, żeby nadziać czymś rogale śniadaniowe. W lodówce stał słoik konfitur morelowych, a sklepowa promocja wrzuciła mi do koszyka opakowanie ricotty. Wyszły miękkie, z przepysznym środkiem. Po zumbowym treningu wszystkim bardzo smakowały.


Składniki na ok 10-12 sztuk:
-1,5 szklanki mąki
-2 dag drożdży
-1/3 szklanki mleka
-2 małe jajka
-1,5 czubatej łyżki cukru pudru
-2dag masła
-szczypta soli
-konfitura, serek, co chcecie ;)
-jajko + cukier przed pieczeniem

Drożdże kruszymy do miski i zalewamy letnim mlekiem. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, sól, dodajemy jajka i zalewamy drożdżami. Zagniatamy i pod koniec dolewamy roztopione, ale przestudzone masło. Przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę. Ciasto wyrabiamy i rozwałkowujemy na płaski okrąg. Wycinamy trójkąty, na dłuższy brzeg nakładamy nadzienie i zwijamy. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok pół godziny. Smarujemy je rozbełtanym jajkiem, posypujemy cukrem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy w 180 stopniach przez 15-20 minut.



***
Poranki spędzam na zmianę to na zumbie, to jeżdżąc na rolkach. Zapas energii na cały dzień dostarczony :)  A pierwsze dwa dni po powrocie to było sporo prania, ogarniania się po powrocie itd. Ale wywołałam już zdjęcia, teraz tylko nowy album trzeba kupić i powsadzać. 
W sobotę wybieramy się na ślub znajomych L. z klasy licealnej, a w piątek będę przygotowywać tort urodzinowy dla Młodej.

poniedziałek, 9 lipca 2012

jagodzianki podróżniczki

Ukochane drożdżówki. Najlepsze oczywiście na plaży nad Bałtykiem, jednak dobre także w domowym zaciszu bądź jako śniadanie w wakacyjnej podróży. Tak jak rok temu :) Tym razem skusiłam się na przepis  bez jajek. Wyszły wyjątkowo miękkie i puszyste. Uwielbiam je!



Składniki na ok 16 sztuk:
-1/2 szklanki cukru
-4 dag drożdży
-2 szklanki mleka
-ok 5 szklanek mąki
-50g masła
-szczypta soli
- 40-50 dag jagód


Roztapiamy masło i zostawiamy do przestudzenia. W miseczce zalewamy drożdże letnim mlekiem i dodajemy łyżkę cukru. Odstawiamy na kilka minut. Do dużej miski wsypujemy mąkę oraz cukier, dolewamy zaczyn i zaczynamy ugniatać. Pod koniec dodajemy masło. Zagniatamy ciasto. Odstawiamy na ok godzinę do wyrośnięcia.
Dzielimy na równe porcje i formujemy bułeczki pełne jagód. Układamy na blasze w niewielkich odstępach i zostawiamy na ok pół godziny do wyrośnięcia. Pieczemy w 200 stopniach przez ok 20 minut. Po wyciągnięciu przykrywamy mokrą ściereczką i czekamy aż wystygną, potem lukrujemy.




***
Dojechaliśmy bezpiecznie, ale koszmarnie wymęczeni. 2 godziny snu na parkingu w Niemczech, pobudka o 5 i dalsza jazda. Czyli jakieś 36h na nogach z dwiema godzinami drzemki po drodze ;) Najpierw dotarliśmy do znajomej L., gdzie spędziliśmy większość dnia - grill, piękne widoki, istna sielanka. Wieczorem dojechaliśmy do siostry L. i prawie padliśmy. 



świetnie przyrządzone mięso od miejscowego rzeźnika,
sałatka z pomidorów i mozzarelli,
nasze ziołowe ziemniaczki,
wszystko z dodatkiem aromatycznych, świeżych ziół
i niepasteryzowane piwo

sobota, 7 kwietnia 2012

moje ulubione Wielkanocne połączenie

Kochani!
Życzę Wam wspaniałego czasu z najbliższymi Wam osobami. 
Dużo uśmiechu, sporo radości, słońca w Waszym życiu.
I żebyście pośród wszystkich tradycji
pamiętali o tym, co najważniejsze. O Nim.
Chrystus zmartwychwstał!

Tymczasem ja chciałabym podzielić się z Wami jednym z moich świątecznych wypieków. Babą drożdżową. W zasadzie to dwiema. Jedna jest dla Rodzicielki, pełna bakalii. Druga, większa, dla reszty rodziny, bo my za bakaliami nie przepadamy. Znalazłam jednak świetny dodatek do takiej zwykłej babki - kajmak. Polecam!



Składniki na dużą babę:
-1 3/4 szklanki mąki
-3 dag drożdży
-2 żółtka
-jajko
-1/2 szklanki letniego mleka
-1/2 szklanki cukru
-7 dag masła



Drożdże kruszymy do miseczki, zalewamy letnim mlekiem, dosypujemy łyżeczkę cukru i 3 łyżeczki mąki. Zostawiamy na 10-15 minut. Do dużej miski przesiewamy mąkę, wbijamy jajka, dodajemy cukier, wlewamy zaczyn i powoli wyrabiamy dolewając ostudzone masło. Zostawiamy wyrobione ciasto do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny. Formę smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą, przekładamy ciasto do środka. Zostawiamy na kolejne 1,5 godziny do wyrośnięcia. Pieczemy w 175 stopniach przez pół godziny. 





***
Mój plan pieczenia był pewnie nieco przesunięty wobec Waszych. Z racji tego, że w moim kościele nie ma czegoś takiego jak święcenie pokarmów w sobotę, a najważniejszy jest Wielki Piątek i Niedziela Wielkanocna, dlatego większość mojej pracy w kuchni wykonałam dzisiaj. 
Cztery mazurki, dwie baby, sernik oraz pascha. 
Jutro śniadanie u dziadka, obiad u rodziców, deser u dziadków. Tylko znowu jest mi smutno, że spędzam ten czas bez L. 
Na szczęście w poniedziałek czekają nas 2,5 godziny drogi i dzień na nartach :D
I nadszedł czas na małe blogowe zmiany ;)



sobota, 24 marca 2012

ratunku! - Kasia robiła pyzy drożdżowe cioci Feli

Chociaż mój regał powoli ugina się pod książkami, a ja przeczytałam mnóstwo pozycji w swoim życiu i zawsze deklaruję, że najbardziej lubię fantastykę, to moją ulubioną pisarką jest Małgorzata Musierowicz. Autorka serii "Jeżycjada" opowiadającej od losach rodziny Borejków oraz wielu osób z nimi zaprzyjaźnionymi. Jej książki zaczęłam czytać na początku podstawówki i zachwycają mnie do dziś. Kupuję nową zaraz po premierze i znikam na kilka godzin. I powiem Wam, że uwielbiam ten świat! Jest tak niesamowicie przytulny, zabawny i przenosi mnie na chwilę gdzie indziej. Nigdy się nie skupiałam na kulinarnej stronie tych książek, ale pamiętam Gabrysię wąchającą koperek, gdy była w ciąży. Pamiętam "cyklopa", czyli grzanki z jajkiem sadzonym, domowy makaron i kilka innych. Jednak najbardziej w pamięć zapadł mi opis, kiedy ktoś obserwował jak Gabrysia przygotowuje kluski na parze - garnek obwiązała ściereczką, a buchty ściągała palcami, parząc je przy tym, ale nie chciała ich nakłuć widelcem. 
Kiedy zobaczyłam na durszlaku akcję "W kuchni z Małgorzatą Musierowicz" przypomniała mi się ta historia. Przypomniało mi się także, że Musierowicz wydała książeczkę "Łasuch literacki", w której jest trochę przepisów pochodzących z pierwszych książek. Kupiłam ją, i postanowiłam sprawdzić przepis na pyzy drożdżowe cioci Feli. Niestety, było to moje drugie podejście do domowych kluch na parze, i podobnie jak przy pierwszym mogłam powiedzieć tylko "no to klops". Rzecz jasna kluski nie zamieniły mi się nagle w klopsy, ale za wiele mi z nich nie wyszło...Nie potrafię ich dogotować w środku i nie wiem z czego to wynika. Tak też mam prośbę do Was - podaję przepis, może komuś się zachce przygotować i oświeci mnie co robię źle ;) Na około środka są puszyste, mięciutkie i pyszne. Ja zawsze jadam je z jogurtem (tzn. wersję kupną, te zawsze wychodzą).


Składniki na 6-8 sztuk:
"3 dag drożdży rozczynia ciotka Fla w ciepłej wodzie (3 łyżki); 300g mąki zalewa połową szklanki letniego mleka, dodaje 2 jajka i drożdże, łączy wszystko razem za pomocą kopystki, wybija dobrze ciasto, odstawia do wyrośnięcia."





"Nastawia teraz duży rondel z wodą, wkładając do niego specjalną dziurkowaną podstawkę do gotowania na parze (kiedy jej nie miała obwiązywała po prostu garnek czystym białym płótnem i nakrywała miską). Teraz nabiera łyżką ciasto, kładzie je na posypaną mąką dłoń, a drugą dłonią kształtuje kulki wielkości jajka. Odkłada do wyrośnięcia każdą kolejną kulkę, a wszystkie razem - przykrywa ściereczką. Kiedy woda się zagotuje, ciotka szybko przekłada pyzy a dziurkowaną podstawkę i gotuje je na parze pod przykryciem przez 10 minut."


***
Czuję się lepiej, więc na narty jedziemy! Po południu na urodziny wujka, będzie mega czekoladowy tort. Wiem, bo sama go wykonałam ;) 
Wczoraj angielski i laborki ze statystyki, czyli potworne marnowanie czasu. A z samego rana, i do późnego wieczora, robiłam tort. Chyba najbardziej dopieszczony jak do tej pory ;) Ale będzie i czas na wpis o nim.
I dostałam przepiękną, dużą różę od L. wraz z fioletowymi tulipanami :D Uwielbiam wiosnę i bogactwo kwiatów!
Jutro liczę, że dzień będzie spokojny i że się wyśpię, pomimo zmiany czasu. Udanego weekendu i do odezwania w poniedziałek ;)

piątek, 2 marca 2012

ciepło i wilgotno

Proces, który uwielbiam. Odmierzanie mąk, wybieranie proporcji, dosypywanie nasion. Powolne wyrabianie ciasta i oczekiwanie na jego wyrośnięcie. A potem cudowny zapach w całym mieszkaniu. Chrupiąca skórka, sięgam po nóż i obserwuję jak ciasto jeszcze paruje. Smaruję miękki miąższ masłem i delektuję się ulubioną częścią bochenka, czyli piętką. Nic tak nie cieszy jak domowe pieczywo, jak ciepły, niesamowicie aromatyczny chleb na kolację.
Przez kilka ostatnich tygodni nie miałam głowy, a potem czasu, żeby przygotowywać zakwas na chleb, w związku z tym w ostatnich dniach testowałam wiele przepisów na chleby na samych drożdżach. Smakowo nie odbiegają wiele od tych na zakwasie, są jednak bardziej delikatne, bardziej wilgotne. Dłużej zachowują świeżość, ale nie da się ukroić cienkiej kromki, bo się kruszą. I tak jest przepyszny! Dzisiaj przepis na chleb drożdżowy na maślance.



Składniki:
-pół kilograma mąki (u mnie chlebowa i razowa pszenna pół na pół)
-pół litra maślanki w temp. pokojowej
-3 dag drożdży
-łyżka soli
-płaska łyżeczka cukru
-nasiona: siemię lniane, sezam, słonecznik




Wszystkie składniki przekładamy do dużej miski i wyrabiamy ciasto przez kilka minut. Następnie odstawiamy je do wyrośnięcia na godzinę. Formujemy bochenek i zostawiamy na kolejne pół godziny. Piekarnik rozgrzewamy do 210 stopni i pieczemy ok 45 minut. Chleb studzimy na kratce. 



***
Już kolejny tydzień prawie za nami, nawet nie zauważyłam kiedy minął. Wczoraj jedne zajęcia, a także korki popołudniu. Dzisiaj idę na angielski, potem spotykam się z Nastką, lecę na zakupy z rodzicami i wieczorem przychodzi Brat oraz Z&D na maraton filmowy (tym razem wracamy do czasów podstawówki i będziemy oglądać Harry'ego Pottera). 
Jutro rano na zumbę, a po wczesnym obiedzie z powrotem do Copa na spotkanie w sprawie występów zumby :D Jeden szykuje się w najbliższy czwartek, a kolejny (jeszcze nie wiem czy będę mogła) przez weekend. I chyba skuszę się na kolejną koszulkę, bo są świetnie!

sobota, 11 lutego 2012

jego wysokość, pączek z bitą śmietaną i konfiturą malinową

Bal udał się dość dobrze, nie mogliśmy narzekać na towarzystwo w tym roku, bo przy stole siedzieliśmy ze znajomymi, a ja do tego spotkałam dobrą koleżankę ze szkoły, z którą przetańczyłyśmy nie jedną imprezę. Niestety, muzyka była dramatyczna. Był zaproszony zespół, który grał jak na wiejskim weselu, także zupełnie nie nasze klimaty muzyczne, a do tego więcej było przerw niż grania. Jedzenie bardzo smaczne - gorąca obiado-kolacja, deser, dwa kursy bogatej zimnej płyty, po północy barszcz i zapiekanka ziemniaczana z boczkiem. Zebraliśmy się dość wcześnie, koło pierwszej, bo stwierdziliśmy, że oboje jesteśmy zmęczeni i nie ma sensu siedzieć na siłę, skoro nawet nie możemy potańczyć. Musimy się spakować, na obiad nadrobimy czwartkowy Dzień Pizzy i w drogę! Przed nami blisko 1200 km do pokonania, dzisiaj jedziemy do Drezna, gdzie spędzimy wieczór i noc, a z samego rana ruszamy dalej, do Szwajcarii :) Powrót planujemy w przyszłą niedzielę, późnym wieczorem, jednak mam nadzieję, że będę miała szansę w tygodniu coś tu skrobnąć (mam kilka przepisów oczekujących w kolejce na publikację).
Na weekend zostawiam Was z ostatnim wpisem związanym z tłustym czwartkiem, z pączkami :) U mnie nadziewanymi konfiturą malinową i bitą śmietaną.


Moje drugie w życiu podejście do pączków. W zeszłym roku po raz pierwszy robiłam pączki i po raz pierwszy przygotowywałam ciasto drożdżowe! Wyszły całkiem niezłe, ale miałam problem z ich usmażeniem. W tym roku wyszły idealne. Puszyste, mięciutkie, idealnie upieczone. Sekretem pączków jest ich wyrastanie i delikatne przełożenie do garnka z tłuszczem, bo jeśli są dobrze wyrośnięte i puszyste to unoszą się na powierzchni i powstaje charakterystyczna jasna obwódka dookoła. Początkującym polecam nadziewanie po usmażeniu, odpowiednią szprycą albo dużą strzykawką. Dzięki temu nie musicie się bawić w zawijanie nadzienia do środka i pączki łatwiej się dosmażą w środku. Zniknęły błyskawicznie, i obawiam się, że po powrocie będzie szykowała się powtórka...dla reszty rodziny.



Składniki na 10-12 sztuk:
-300g mąki (ok 1 i 3/4 szklanki mąki)
-1 dag drożdży świeżych
-125 ml letniego mleka (pół szklanki)
-3 łyżki cukru
-1/4 łyżeczka soli
-1 jajko + 1 żółtko
-5 dag roztopionego masła (1/4 kostki)
-łyżka alkoholu (wódka, rum, spirytus) 
-ok litr tłuszczu do smażenia (ja użyłam oleju, ale chyba najlepiej sprawdza się planta)
-cukier puder do oprószenia/zrobienia lukru
-konfitura/czekolada/śmietana do nadziania



Do letniego mleka dodajemy drożdże i łyżkę cukru, mieszamy i zostawiamy na 10-15 minut. Mąkę przesiewamy do dużej miski, dolewamy rozczyn drożdżowy i dodajemy pozostałe składniki. Wyrabiamy elastyczne ciasto, w razie potrzeby dosypać mąki albo dolać mleka. Formujemy kulę i zostawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny.


Następnie rozwałkowujemy ciasto na placek o grubości 1 cm i wycinamy szklanką lub wykrawaczką (średnica 6-7cm) koła, które układamy w sporych odstępach na ściereczce oprószonej mąką. Zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (u mnie trwało to trochę ponad godzinę). Warto zostawić sobie kilka niewielkich kawałków ciasta, które posłużą nam do sprawdzania temperatury tłuszczu. Alkohol w cieście ogranicza wchłanianie tłuszczu. I pamiętajcie, żeby pączki przykryć delikatnie wilgotną ściereczką, żeby nie wyschły.


Tłuszcz rozgrzewamy w garnku (powinno go być tyle, żeby pączki mogły swobodnie pływać) do temperatury 175-180 stopni. Szczęśliwi ci, którzy posiadają kuchenne termometry! Reszta, w tym ja, musi się zadowolić metodą prób i błędów. Wrzucamy kawałek ciasta, smażymy go z obu stron przez ok minutę. Wyciągamy i sprawdzamy dwie rzeczy - czy jest dopieczony w środku i jak wygląda skórka. Jeśli jest spieczony i ciemny, znaczy, że mamy za wysoką temperaturę oleju (w celu obniżenia wrzucamy kawałek surowego, obranego ziemniaka). Przy trzeciej próbie uzyskałam zadowalający efekt, ale pierwszy pączek z partii był trochę za mocno dosmażony, kolejne wyszły o wiele lepiej :)


Pączki smażymy minutę z obu stron, mają się swobodnie unosić. Odsączamy na papierze śniadaniowym i nadziewamy konfiturą bądź bitą śmietaną (z góry, z boku, jak wolicie). Oprószamy cukrem pudrem bądź lukrujemy i podajemy :) Smacznego!



Smacznego tłustego czwartku!