photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanapki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanapki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

śniadaniowe love - 8 -

Notki przygotowuję w pośpiechu, podobnie z resztą jak posiłki ostatnio. Dużo muszę ogarnąć, bo zapowiadają się na dość męczące i wymagające 3 tygodnie. Jeśli jednak uda mi się wstać o takiej porze jak zaplanowałam (bez dodatkowych 15 minut drzemki) staram się zacząć dobrze dzień, a najlepszy dla mnie sposób to pożywne śniadanie.
Tym razem odkrywam kolejny sposób na jajka - w koszulkach. Co prawda po kilku próbach dalej nie mam idealnego sposobu, ale czasem trafi się jedno ładnie przygotowane ;)


Składniki na 1 kanapkę:
-kajzerka
-plasterek koziego sera
-2 plasterki szynki suszonej
-jajko
-warzywka
-sos musztardowy

Potrzebujemy także:
-octu
-małą miseczkę
-szeroki garnek
-łyżkę cedzakową

Kajzerkę zapiekamy - jedną połówkę z szynką i serem kozim. W tym czasie gotujemy wodę do ugotowania jajka. Na litr wody dodajemy łyżkę octu spirytusowego 10%. Najlepiej gotować w dość szerokim garnku, żeby udało się bez problemu wlać jajko, a wody musi być na tyle dużo, żeby jajko mogło się unosić.
Jajko delikatnie wbijamy do niewielkiej miseczki. Kiedy woda wrze zmniejszamy ogień do minimum, i tworzymy lekki wir (łyżką, rózgą do ubijania jajek) i z niewielkiej wysokości wlewamy jajko sprawnym ruchem. Musimy uważać, żeby wir nie był za szybki, a wysokość wlewania za wysoko, bo inaczej żółto z powodu swojej masy ucieknie nam z białka i idealne jajko będzie ciężko osiągnąć ;)
Gotujemy ok 2,5 - 3 minuty i delikatnie wyciągamy. 

Sos musztardowy to nic innego jak musztarda z odrobiną soku z cytryny i oliwy.


***
Weekend minął bardzo szybko :) W sobotę urodzinowy grill u dziadków - przyjechała Mała K., więc mogłyśmy trochę poszaleć. Najlepiej oczywiście wchodzi się na moje ulubione drzewo w ogrodzie dziadków - orzech. Wspinała się mała i wspinałam się ja. 

 

W niedzielę obiad u moich rodziców, a popołudniu postanowiliśmy zrobić sobie nieco dłuższą wycieczkę rowerową z L. i moją mamą. Najczęściej wyskakujemy na godzinkę na drogę pomocniczą przy autostradzie i jeździmy dla samego ruchu. Jednak zdecydowanie nie możemy tam wykorzystać technicznie naszych rowerów górskich. Dlatego co pewien czas robimy rundkę 30-50km po okolicznych drogach przez lasy, gdzie czekają na nas kamienie, korzenie, podjazdy, piach, błoto i kałuże. Wczoraj wróciłam cała w centki ;)

czwartek, 23 maja 2013

śniadaniowe love - 7 -

Ciągle mnie zaskakuje, jak bardzo nastawienie wpływa na nasze smaki. Po raz kolejny odpowiednie przyrządzenie i podanie pozwoliło mi rozszerzyć moje menu. Tym razem o jajko sadzone, którego jeszcze kilka miesięcy temu nie byłam w stanie przełknąć. W wersji śniadaniowej czasem ląduje na mojej kanapce. Z dodatkiem warzyw czy pieczeni z indyka, na domowym pieczywie, stanowi świetne rozpoczęcie dnia. Obok kanapki miejsce znalazło się jeszcze dla wędzonej makreli oraz wiejskiego, domowego twarogu (jak dobrze mieć znajomości :)!).


O czym warto pamiętać?
Jajko wbijamy z niewielkiej wysokości na dobrze rozgrzaną patelnię teflonową lub ceramiczną. Wiele osób smaży je na dobrze rozgrzanym maśle, ale ja wolę bez niczego. 
Solimy dopiero na talerzu, dzięki temu jajko nie straci swojego koloru.
Smażę pod pokrywką, dzięki temu spód się nie przypali, a będzie lepiej ścięte :)


***
Są dni kiedy wszystko co może pójść źle, idzie źle. Przypalone śniadanie, zapomnienie ważnych dokumentów z domu, szukanie miejsca do zaparkowania przez 10 minut i spóźnienie się na zajęcia, zostawienie telefonu w laboratorium, dwu-godzinne problemy techniczne w pracy, a do tego szarpią plecy, bo źle spałam...Jak dobrze, że wszystko mija, a L. potrafi poprawić mi humor zawsze. Tym razem przez odkrywaniem nowych smaków lodów w naszej Czekoladziarni - w zeszłym tygodniu karmel z solą morską, wczoraj śmietankowe ze skórką pomarańczy oraz malinowe z bzem :)


piątek, 9 listopada 2012

śniadaniowe love - 1 -

Z wpisem miałam jeszcze poczekać, ale z racji wczorajszego Dnia Zdrowego Śniadania postanowiłam opublikować już dzisiaj :)
O kawie wiem niewiele, jednak ostatnio coraz więcej czytam. Trochę podstawowych informacji o wyborze kawy i metodach parzenia znajdziecie tutaj. Parzę w dość dziwny sposób, z racji tego, że bardzo mi się podoba dripper, a na razie go nie posiadam - do wysokiego kubka wstawiam filtr, przelewam go gorącą wodą, wodę wylewam, wsypuję kawę, nalewam najpierw tyle wody, żeby lekko kawę zakryła, czekam aż wsiąknie, a następnie zalewam resztę niedużym strumieniem, kolistymi ruchami i czekam aż się przesączy. Jest to metoda na jeden kubek kawy, bo filtr jest mało stabilny i przy większej ilości można narobić trochę bałaganu ;) Przyjmujemy 7g kawy na 100ml wody (czy też 1g-15ml). Kawa powinna być zmielona średnio (jak piasek gruboziarnisty). Ja niestety nie posiadam młynka, więc musiałam zamówić kawę już zmieloną. Jednak mam nadzieję, że poprzez wybór najmniejszych paczek i przechowywania w szczelnych opakowaniach w lodówce uda mi się wydłużyć nieco proces wietrzenia.
Wybrałam palarnię, która oferuje mielenie w zależności od przeznaczenia tej kawy - Kelleran. Wybór mają dość szeroki, kawy dobrze opisane. Jedyny problem - informują, że kawę palą po złożeniu zamówienia, a ja dostałam paczuszki z datą wypalenia: "26 października", czyli 5 dni przed moim zamówieniem. Oczywiście, dla mnie to żadna różnica w smaku, ale jednak deklaracja jest deklaracją ;) i pewnie wielu smakoszy mogło by być niezadowolonych.



Na pierwszy ogień (czy też pierwszą wodę) Brazil Guaxupe: "Nasza Brazil Guaxupe to kawa średnio palona o niskiej kwasowości i pełnej cielistości. Kawa o klarownym czystym smaku. Wyróżnia się orzechowo - czekoladowymi nutami smakowymi. Na długo pozostawia w ustach kremowy posmak. Przyrządzana w ekspresie ciśnieniowym tworzy ładną kreme. Polecana do każdego sposobu zaparzania."
Może Was zdziwić ten opis, szczególnie nawiązanie do smaków - kawa zawiera dwa razy więcej aromatów niż wino ;) Sztuką jest zaparzyć ją tak, żeby wydobyć jak najwięcej. Do tego wraz ze zmianą temperatury napoju zmienia się także smak.
Dla mnie najważniejsze - jest mało kwaśna. Niestety, kwaśny posmak, niezależnie od tego co mówią eksperci, mnie od kawy odrzuca. W smaku bardzo prosta, dość delikatna.



Śniadania to podstawa mojego jadłospisu. Nie zawsze są zdrowe, jednak staram się, żeby ich podstawą było białko (jajka, mięso albo ryby) oraz warzywa, z dodatkiem odrobiny tłuszczu (oliwa, masło, awokado). Czasem jednak nachodzi mnie ochota na kanapkę, wtedy sięgam po pieczywo dobrej jakości (domowe lub ze sprawdzonej piekarni).

Opieczone pieczywo z masłem bazyliowo-czosnkowym, sałatą, pomidorem, serem camembert i pieczenią z indyka. Kawa i świeży sok jabłkowy.



Masło bazyliowo-czosnkowe:
-pół kostki miękkiego masła
-dwa przeciśnięte/poszatkowane ząbki czosnku
-drobno posiekana bazylia (ile chcecie)

Pieczeń:

-0,5kg piersi z indyka
-ulubione przyprawy - papryka, tymianek, czosnek etc.
-odrobina oleju
Indyka smarujemy odrobiną oleju, nacieramy przyprawami, odstawiamy na kilka godzin do lodówki. Następnie pieczemy w naczyniu żaroodpornym albo w folii w 180 st. C przez 45-60 minut.