czwartek, 13 grudnia 2012

czuję Miętę w Gliwicach - recenzja

W końcu! Doczekałam się! Po pierwsze miejsca w Gliwicach, gdzie można zjeść śniadanie, ciekawy i niedrogi lunch/obiad oraz deser. Do tego kawa jest całkiem niezła, kuchnia domowa, z możliwie lokalnych produktów, obsługa bardzo sympatyczna, a samo miejsce zaprasza już od rana (naprawdę od rana - w tygodniu od 7.00, w sobotę od 8.00). Po drugie mojej wizyty w tym miejscu.
Mowa o Mięta bistro & coffee bar, nowym lokalu, otwartym pod koniec listopada, znajdującym się w centrum, przy ul. Dworcowej 40.



Wchodzimy z Alą zmarznięte do bardzo jasnego miejsca, urządzonego w bieli i szarościach z odrobiną zieleni (łącznie z łazienką). Stoliki są trzy - dwa czteroosobowe, jeden dla sześciu, do tego przy oknach blaty z wysokimi krzesłami. Przy każdym stole stoją inne krzesła - nasze, ażurowe podobają mi się najbardziej ;) Charakterystycznym elementem jest ceglana ściana, pomalowana na biało. Do tego delikatne ozdoby w postaci półek z przetworami, sznurków, z których zwisają główki czosnku oraz bombki, zestaw dużych sztućców, wszędobylskich ziół czy ogromnego słoju z makaronem na środku naszego stołu i równie sporych solniczek i pieprzniczek.




Lada jest biała, do tego spory, przezroczysty bar z wystawionym jedzeniem. Menu jest wypisane na ścianie za ladą, kredą na czarnym tle. Dodatkowo w każdej potrawie jest wbita czarna tabliczka prezentująca główne składniki oraz cenę.
Menu zależnie do dnia jest inne, ale wybierając się można liczyć na pyszne, świeże kanapki, sałatki, coś słodkiego, wytrawne muffinki lub tarty, nietradycyjną zupę (np. pomidorowa na mleku kokosowym albo francuska cebulowa z grzankami serowymi), lunch (np. makaron z serami i szpinakiem) i przeróżne smoothie. Dzięki takiemu rozwiązaniu wiemy, że wszystko jest świeże. Jedzenie jest autorstwa pani Kasi, siostry mojej koleżanki ze szkoły, która tworzy także cudne torty pokryte masą cukrową.





My mamy szczęście, bo trafiamy na tydzień ze studencką promocją - kupując kanapkę dostajemy kawę gratis. Ja wybieram kanapkę z salami, serem, sałatą, pomidorem, czerwoną cebulą i majonezem. Ala bierze z łososiem, pastą łososiową, ogórkiem, sałatą i koperkiem. Obie w wersji na ciepło, więc są chrupiące, a mój ser się fajnie rozpływa ;) Nasze kanapki są po 7zł*, są także większe po 10zł.
Poprosiłam Alę o pożyczenie magazynu Smak, więc się z nim zapoznaję, rozmawiamy i pałaszujemy nasze kanapki, popijając kawą. Mięta kawę sprowadza świeżo paloną z Kofi Brand, więc znane mi napisy: "Fresh coffee tastes better" uderzają po oczach z różnych stron ;)




Po pewnym czasie podchodzi do nas pani z obsługi i pyta czy nie mamy ochoty na coś słodkiego, po chwili zastanowienia i obejrzenia menu Ala wybiera tartę, ale na słono (z bryndzą, cukinią, szpinakiem i świeżym tymiankiem), a ja decyduję się na kawałek tarty z karmelem, orzechami i gorzką czekoladą (wygrała z sernikiem londyńskim w odsłonie dietetycznej). Tarta Ali jest smaczna, chociaż kawałek, który biorę nie jest bardzo wyrazisty w smaku - podobno jednak im bliżej brzegu tym robiła się lepsza ;) Moja tarta bardzo mi smakuje, Ali już mniej, ale to z winy gorzkiej czekolady. Jednak kawałek jest dość spory (za 7zł), a że po kanapce byłam najedzona to "męczę" go praktycznie do końca naszej wizyty. Tarta jest też dość twarda, ale przy takich składnikach ciężko osiągnąć inny efekt ;)
Później pani podchodzi jeszcze raz, tym razem proponując świeży sok albo smoothie. Ala wybiera smoothie "pani mięta", ja mam wodę, więc dziękuję. Koktajl jest świetny, a ja kiedyś skuszę się na szpinakowy ;)





Przez lokal przewija się trochę osób, wiele z nich bierze jedzenie na wynos, a sporo gości to osoby starsze (co było dla mnie sporym zaskoczeniem). Miałam ogromną ochotę zamówić sobie zupę lub sałatkę, jednak nie miałam już miejsca w żołądku. Mam nadzieję, że niedługo znów odwiedzę Miętę i na pewno wypróbuję sałatkę, bo te zamawiane przez innych wyglądały obłędnie.
Ceny są przyzwoite. Co prawda na początku 7zł za kanapkę trochę mnie zastanowiło, ale kanapki są naprawdę bogate w składniki i można się nimi najeść. Tę za dychę mogłabym zjeść na obiad ;)

Minus to chłód, który wieje, gdy otwierane są drzwi. Dziwi nas trochę fakt, że bistro działa w tygodniu do 19, a w soboty do 15. Wiemy, że jest nastawione głównie na śniadania i lunche, ale ja z chęcią wpadłabym tam też na szybką kolację. Dodałabym też jeszcze jedną czy dwie pozycje do porannego menu - z ciepłych rzeczy można dostać rano mleko z mussli bądź pancakes. Może dla odmiany owsianka z domową granolą i owocami albo kasza manna?

Szłam tam z pozytywnym nastawieniem, bo wiedziałam, że to lokal, którego w Gliwicach brakowało. Wyszłam z jeszcze lepszymi wrażeniami ;) I muszę koniecznie wrócić w porze lunchu i zabrać znajomych. Gdybym miała krótko określić to miejsce to zgodziłabym się z jednym z napisów na ścianie - to miejsce jest świeże.


*część cen to 6.99 albo 9.99, ale prościej mi pisać pełną kwotę z dodatkowym grosikiem ;)

20 komentarzy:

  1. Wow, nie mogę się doczekać odwiedzin tego miejsca! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Na widok "Pani Mięty" mam ślinotok:P:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu super miejsce. Chętnie bym tam przesiadywała. W ogóle macie fajne miejsca w Gliwicach. Szkoda, że u mnie w mieście takich nie ma :/ same bary i puby... u mnie w mieście coś takiego raczej by nie przeszło :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miejsca zaczęły się pojawiać od 1,5 roku. W zasadzie te 4, o których pisałam są najfajniejsze. Jest jeszcze jedna kawiarnia, do której musimy się z Alą przejść i herbaciarnia. A tak to cienko - tzn. miejsca są, ale nie są jakieś super fajne i wyróżniające się.

      Usuń
  4. Super miejsce! Bardzo podoba mi się nazwa. A klimat i styl - coś czuję, że dobrze by mi tam było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam w takim razie do Gliwic :)

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się wystrój tego miejsca :)
    Ma swój klimat!
    Dzięki za ciasteczko! Super, że się przyłaczyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko wyglada tak smakowicie i zdrowo :D
    Pogratulowac takiego miejsca :) Nazwa tez trafiona w dziesiatke.
    W Gliwicach bylam pare lat temu i odkrylam wtedy Cynamon Cafe. Zrobila na mnie b.dobre wrazenie wtedy. Czy ona nadal istnieje i trzyma poziom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cynamon to teraz Victoria Cafe. Słyszałam, że poziom im trochę spadł, ale sama dawno nie byłam, więc nie wiem ;)

      Usuń
  7. O rany, ale zgłodniałam, a dopiero co kanapkę skończyłam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę kojarzy mi się z krakowską Karmą. To miejsce też bym chętnie odwiedziła :)).

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak kiedyś będę na śląsku u rodziny to sprawdzę osobiście jak tam jest :) bo wygląda na to, że to fajne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wpadnę do mięty na pewno! :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę przyznać, że coraz to lepsze miejsca u Ciebie w mieście się pojawiają :)
    W moim ciężko z nowymi ciekawymi lokalami :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Chcę już tam wrócić, na jakaś pyszną słoną tarte i Panią Mięte :) A ze świeżością miejsca zgadzam się w stu procentach Kasiu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej ho :) Rzadko się ostatnio odzywam, ale wiedz, że jestem - zaglądam i zachwycam :) Twoje recenzje kawiarni i restauracji też bardzo lubię :)
    Już nie na jesc-pic-kochac, ale na Tubycie wciąż zapraszam :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko właśnie nie mogę się do Ciebie dostać - zgubiłam hasło :(

      Usuń
  14. Miejsce bardzo mi się podoba!:) Przytulne i z klimatem:)

    OdpowiedzUsuń
  15. wspaniałe miejsce !! :) Szkoda że nie ma takich w warszawie, strasznie lubie takie klimatyczne miejsca, gdzie można posiedzieć napić się kawki i zebrać myśli- strasznie mnie to odpręża i relaksuje ! W warszawie uwielbiam starbucks'a na nowym świecie :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)