sobota, 24 marca 2012

ratunku! - Kasia robiła pyzy drożdżowe cioci Feli

Chociaż mój regał powoli ugina się pod książkami, a ja przeczytałam mnóstwo pozycji w swoim życiu i zawsze deklaruję, że najbardziej lubię fantastykę, to moją ulubioną pisarką jest Małgorzata Musierowicz. Autorka serii "Jeżycjada" opowiadającej od losach rodziny Borejków oraz wielu osób z nimi zaprzyjaźnionymi. Jej książki zaczęłam czytać na początku podstawówki i zachwycają mnie do dziś. Kupuję nową zaraz po premierze i znikam na kilka godzin. I powiem Wam, że uwielbiam ten świat! Jest tak niesamowicie przytulny, zabawny i przenosi mnie na chwilę gdzie indziej. Nigdy się nie skupiałam na kulinarnej stronie tych książek, ale pamiętam Gabrysię wąchającą koperek, gdy była w ciąży. Pamiętam "cyklopa", czyli grzanki z jajkiem sadzonym, domowy makaron i kilka innych. Jednak najbardziej w pamięć zapadł mi opis, kiedy ktoś obserwował jak Gabrysia przygotowuje kluski na parze - garnek obwiązała ściereczką, a buchty ściągała palcami, parząc je przy tym, ale nie chciała ich nakłuć widelcem. 
Kiedy zobaczyłam na durszlaku akcję "W kuchni z Małgorzatą Musierowicz" przypomniała mi się ta historia. Przypomniało mi się także, że Musierowicz wydała książeczkę "Łasuch literacki", w której jest trochę przepisów pochodzących z pierwszych książek. Kupiłam ją, i postanowiłam sprawdzić przepis na pyzy drożdżowe cioci Feli. Niestety, było to moje drugie podejście do domowych kluch na parze, i podobnie jak przy pierwszym mogłam powiedzieć tylko "no to klops". Rzecz jasna kluski nie zamieniły mi się nagle w klopsy, ale za wiele mi z nich nie wyszło...Nie potrafię ich dogotować w środku i nie wiem z czego to wynika. Tak też mam prośbę do Was - podaję przepis, może komuś się zachce przygotować i oświeci mnie co robię źle ;) Na około środka są puszyste, mięciutkie i pyszne. Ja zawsze jadam je z jogurtem (tzn. wersję kupną, te zawsze wychodzą).


Składniki na 6-8 sztuk:
"3 dag drożdży rozczynia ciotka Fla w ciepłej wodzie (3 łyżki); 300g mąki zalewa połową szklanki letniego mleka, dodaje 2 jajka i drożdże, łączy wszystko razem za pomocą kopystki, wybija dobrze ciasto, odstawia do wyrośnięcia."





"Nastawia teraz duży rondel z wodą, wkładając do niego specjalną dziurkowaną podstawkę do gotowania na parze (kiedy jej nie miała obwiązywała po prostu garnek czystym białym płótnem i nakrywała miską). Teraz nabiera łyżką ciasto, kładzie je na posypaną mąką dłoń, a drugą dłonią kształtuje kulki wielkości jajka. Odkłada do wyrośnięcia każdą kolejną kulkę, a wszystkie razem - przykrywa ściereczką. Kiedy woda się zagotuje, ciotka szybko przekłada pyzy a dziurkowaną podstawkę i gotuje je na parze pod przykryciem przez 10 minut."


***
Czuję się lepiej, więc na narty jedziemy! Po południu na urodziny wujka, będzie mega czekoladowy tort. Wiem, bo sama go wykonałam ;) 
Wczoraj angielski i laborki ze statystyki, czyli potworne marnowanie czasu. A z samego rana, i do późnego wieczora, robiłam tort. Chyba najbardziej dopieszczony jak do tej pory ;) Ale będzie i czas na wpis o nim.
I dostałam przepiękną, dużą różę od L. wraz z fioletowymi tulipanami :D Uwielbiam wiosnę i bogactwo kwiatów!
Jutro liczę, że dzień będzie spokojny i że się wyśpię, pomimo zmiany czasu. Udanego weekendu i do odezwania w poniedziałek ;)

29 komentarzy:

  1. Klusek na parze też nie umiem robić :D
    A co do torta to musi być pyszny... mmmmm.
    Udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zrobię jeszcze do nich podejście nr 3, według rad poniżej. Może tym razem coś mi wyjdzie?
      Dzięki, jak na razie jest bardzo udany! A tort był pyszny :)

      Usuń
  2. Heh, ja tu akurat nic nie wskóram, za pyzami nie przepadam, wystarczy, że buzię mam pyzowatą ;P
    Musierowicz za to uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mimo pyzatej buzi je lubię ;)
      Jest świetną pisarką :D

      Usuń
  3. Wielkopolskie kluski na parze uwiebiam, ale pyzami ich bym nie nazwała, bo dla mnie pyzy to zupełnie inna potrawa. I też je uwielbiam.

    "Jeżycjaadę" czytam od lat, ale w częściach, jednak tego lata planuję przeczytać ją ciągiem (ciekawe, czy mi się uda) od "Szóstej klepki" do Sprężyny", czy co tam ostatnie jest, bo o ile dobrze pamiętam, to na "Córce Robrojka" się zatrzymałam, ale najpierw sięgnę po "Małomównego i rodzinę". No i może wreszcie Mikołaj pod choinkę przyniesie mi całą serię w prezencie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłam, jak zobaczyłam, że to przepis na pyzy. Dla mnie to właśnie kluchy na parze, ewentualnie buchty.

      Część książek mam, zostały u rodziców w domu (ale kiedyś je na pewno zabiorę do siebie), chciałabym skompletować resztę. Jednak moim największym problemem jest to, że jak już mam pieniądze, które mogę wydać na książki to wolę kupić coś nowego, niż coś, co już miałam okazję przeczytać. W ten sposób próbuję kupić naprawdę wiele książek, które chciałabym mieć na swojej półce, ale mi nie wychodzi.

      Usuń
  4. Też zaczytywałam się w książkach Musierowicz. W zasadzie to natchnęłaś mnie, by po latach do nich zajrzeć...
    Uwielbiałam też Montgomery - do "Ani" czasem wracam :).
    A pyzy na parze to dla mnie czarna magia ;). Jem tylko kupne, ale na wytrawnie, czyli z mięsnym sosikiem - najlepiej z wołowinki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważam, tak jak Annette, czy w wakacje nie zrobić sobie "maratonu" :) To byłoby niezłe doświadczenie.
      Akurat "Ani" nigdy nie lubiłam za bardzo.
      W domu też się czasem zdarzą do mięsa podane, ale ja lubię te w wersji sprzed lat - z jogurtem albo sosem owocowym.

      Usuń
  5. Ja raz próbowałam zrobić domowe kluski na parze - nie wyszły. Dokładnie tak jak mówisz: niedogotowane w środku, z zewnątrz pyszne. Nie wiem z czego to wynikało, bo kolejnych prób nie było.
    Babcia M. mi mówiła, że mam za zimne ręce by wyrobić ciasto. Ale czy to jest jakiś powód? Może kiedyś spróbuję jeszcze raz i zagrzeję ręce w ciepłej wodzie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa opinia - za zimne ręce. Sama mam wiecznie zimne, i oprócz tych klusek wszystkie inne drożdżowe wypieki mi wychodzą ;)

      Usuń
  6. To jest nas dwie- kocham twórczość pani Musierowicz! Od wczesnych lat młodości zaczytywałam się w jej książkach i niektóre fragmenty mogę chyba recytować z pamięci:) Chociaż trzy ostatnie pozycje niestety, nie dorównują już pierwszym... Ale atmosfera jest:)
    Zawsze podobały mi się w tym jej pisaniu smakowite opisy jedzenia. Pyzy ciotki Feli fajna sprawa, muszę chyba spróbować, zawsze ciekawiło mnie też "mięsko komercyjne" i "paluszki Aspazji":):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze książki były najlepsze, moja ulubiona to "Kwiat kalafiora" :) I chociaż przez kilka lat w szkole przypominałam raczej Nutrię, to moją ulubioną bohaterką jest Gabrysia. I niesforna Laura.
      W takim razie Ci zdradzę, że w najbliższym czasie możesz się spodziewać przepisu z dedykacją dla Ciebie ;)

      Usuń
  7. Uwielbiam Musierowicz i wiele razy o tym pisałam na swoim blogu :-) Inspirowała też sporo moich poczynań kulinarnych, no i właściwie to od "Całusków pani Darling" zaczęła się moja pasja gotowania i pieczenia.
    Kluski natomiast robię sama i wychodzą mi zawsze - ja bym powiedziała, że z tego przepisu mają trochę mało czasu na rośnięcie. Ja zwykle zostawiam najpierw ciasto do wyrośnięcia do podwojenia objętości, i potem jeszcze uformowane już kulki na jakieś pół godziny. Ważne jest też to, by nie były za duże - one NAPRAWDĘ rosną duże i wtedy mogą się niezbyt dobrze gotować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że rosną duże. I faktycznie, może uformowałam je trochę za duże? Następnym razem spróbuję zrobić je mniejsze, może wtedy wyjdą :) Dzięki!

      Usuń
  8. jejjj pierwsze slysze o tym ihihihihihihih:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie spotkałam nikogo, kto nie wie co to kluski na parze :pp

      Usuń
  9. Mój jedyny przepis na pyzy, to... wziąć kasę i i iśc do sklepu ;P Też jadam pyzy z jogurtem owocowym, ale jakos tak nieczesto, bo jakos nie jestem ich zwolenniczką...

    Wiosna i kwiaty. Cos wspanialego. Roze, to tak srednio z kwiatow, ale za to tzw. polne/łąkowe kwiaty... uwielbiam :D

    Tobie również udanego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię, ale jem raz na jakiś dłuższy czas.
      A ja lubię większość kwiatów ;)

      Usuń
  10. Moja babcia robi przepyszne pączki (kluchy) na parze... do tego kisiel z borówek i normalnie niebo w gębie. Zawsze wszyscy zjeżdżaliśmy się tłumami na kluchy do babci, gdy je robiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę :) Ja już nie mogę się doczekać pierogów z jagodami mojej mamy. Mniam!
      Co się stało z Twoim blogiem?

      Usuń
  11. Nie mam pojęcia co może być przyczyną niedogotowania klusek... Ale zapytam mamy, może ona rzuci na to jakąś dobrą wizję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na pomysły :)

      Usuń
    2. Zbyt wiele mi nie podpowiedziała oprócz tego co sama wiedziałam. Albo mimo wszystko za krótko są gotowane. Albo coś nie tak jest z ciastem. Tylko co. Hmm???

      Usuń
    3. Być może faktycznie jest to sprawa, że robiłam je za duże. Spróbuję je zmniejszyć. Co do czasu gotowania to trzymałam je blisko 20 minut, czyli 2 razy dłużej i niewiele mi to pomogło.
      Albo po prostu nie jest mi dane cieszyć się domowymi kluchami na parze ;)

      Usuń
    4. Może spróbuj zrobić je mniejsze. A jeśli chodzi o gotowanie... na przykładzie zwykłych świderek, powinno gotować się ok 8-11 min, ja gotuję przeszło 20 i dopiero wtedy nie są twarde. Więc najlepiej nie patrzeć na przepis pod tym względem tylko na wyczucie :) Może nawet te 20 min to za krótko.

      Usuń
  12. L. jest uroczy jeśli daje kwiatki bez okazji :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do kluch na parze, to niestety moja mama już nie dorównuje pysznym kluskom jakie robiła moja babcia... Ja też często je robię, ale nie wiem co może być przyczyną tego, że wychodzą Ci nie dopieczone... A przykrywasz garnek miską? Może potrzymaj je dłużej, hm?
    Obok pracy mam bar mleczny, gdzie całe lato potrafiłam codziennie, do znudzenia chodzić na kluski na parze ze świeżymi owocami - truskawkami w czerwcu, a jagodami w lipcu i sierpniu. Pycha! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykrywam pokrywką, tak jak zawsze to robiłam przy gotowaniu na parze ;) Muszę próbować, może się w końcu uda.
      Mmmm, zazdroszczę takiego baru ;)

      Usuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)