czwartek, 24 listopada 2011

a Ty, kiedy się uśmiechniesz?

Jak mawiają mędrcy, i smakosze, bez pracy nie ma kołaczy. Ale, dzisiaj nie o ciastkach będzie, więc mogę dorzucić od siebie - praca nie zając, nie ucieknie. Kierując się taką dewizą, człowiek daleko nie zajdzie. Powiem więcej, zapewne skończy na kanapie. Jak ten Brzechwowy LEŃ. Korzystając z wizji spokojnego i mało pracowitego tygodnia postanowiłam, że będę się obijać i robić tylko to, co muszę. Pojawił się jeden problem, lenistwo rozleniwia, a ja mimo wszystko lubię mieć coś do roboty. Wyjść z domu, spotkać ludzi, uczyć się, popracować trochę. Z lenistwa bardzo szybko wpadam w marazm, a przy takiej szaro-burej pogodzie o zły humor nietrudno. Siedząc na tej mojej kanapie, stwierdziłam, że potrzebuję endorfin!
Tylko jakby to zrobić, żeby się nie narobić? - zapytałoby wiele osób. Ja jednak wolałam zapytać, jak to zrobić, żeby się narobić i napracować? Otworzyłam magiczną, internetową księgę i przeczytałam, że endorfiny wydzielają się np. po wysiłku fizycznym - no cóż, moja podłoga z kocem jest dość wygodna, ale już sprawdziłam ten punkt wielokrotnie i musi to być konkretny wysiłek fizyczny - narty, zumba albo szaleństwo na rowerze. Dalej znalazłam orgazm i czekoladę, a może raczej czekoladowy orgazm? Niestety czekolady nie miałam w domu ;) Dalej było zakochanie - zakochana jestem, i to szalenie, ale jak siedzę sama w domu to jak mam się tym cieszyć? Na końcu zostało chilli i alkohol! I tym sposobem wpadłam na pomysł czegoś, co sprawi mi olbrzymią przyjemność. Do tego będzie smaczne! Endorfinowe placki po węgiersku, czyli ostry gulasz na piwie.



Składniki na dwie porcje placków:

-70-80dag ziemniaków
-4 czubate łyżki mąki
-łyżka mąki ziemniaczanej
-jajko
-pół cebuli
-sól, pieprz


Gulasz:
-40dag wołowiny
-papryka
-pół cebuli
-sól, pieprz, chilli, papryka słodka
-1/3 butelki piwa
-łyżeczka koncentratu pomidorowego
-łyżka mąki


Moja historia z plackami ziemniaczanymi jest dość krótka. Zaczęłam je jeść w tym roku, bo kiedyś L. sobie zrobił i mu kawałek podkradłam. Moja mama je robiła, ale nigdy mi nie smakowały, aż tu nagle...coś się we mnie zmieniło. Dodam też, że nie umiem obierać ziemniaków nożem (a obieraczka mi się zepsuła), a tarka jest w stanie opłakanym, więc napracowałam się przy robieniu placków ;)

Myślę, że większość wie, jak się je robi, ale dla nowicjuszy - obieramy ziemniaki, ścieramy na małych oczkach na tarce, odsączmy wodę, dodajemy mąki, trochę soli, pieprzy i posiekaną cebulę. Pieczemy na rozgrzanej patelni ;)

Gulasz też nie jest ciężki do zrobienia, a skoro ma być "po węgiersku" to używamy tego, co kuchnia węgierska lubi najbardziej - wołowina, cebula, papryka i pomidory. Mięso kroimy na drobną kostkę, wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Po chwili dodajemy posiekaną cebulę i paprykę. Smażymy i po 8-10 minutach dolewamy szklankę wody. Zaczynamy duszenie!

Co kilkanaście minut sprawdzamy czy nie trzeba dolać wody. Po godzinie doprawiamy - sól, pieprz, łyżeczka słodkiej papryki,1/2 łyżeczki chilli (jeśli nie chcemy bardzo ostrego to ok 1/4) i koncentrat pomidorowy. Zostawiamy do duszenia na kolejną godzinę. Pół godziny przed końcem dolewamy piwo. Na koniec mieszamy 1/3 szklanki wody z łyżką mąki i wlewamy do gulaszu, aby zagęścić sos.

Resztę piwa oczywiście wypiłam, L. wrócił z pracy, dostałam czekoladę i znów mogłam się uśmiechać :D
***

Korzystając z wolnego środowego popołudnia wybraliśmy się z L. na lodowisko :) Bardzo lubię spędzać w taki sposób czas, we dwójkę, trzymając się za ręce, śmiejąc się i rozmawiając. Czasem w codzienności brakuje mi takich chwil, na spokojnie, gdy nic nas nie rozprasza. 
A dzisiejszy dzień spędzam pod kołdrą. Wszystko mnie boli, popijam sobie febrisan i zagryzam tabletkami. Za obiad odpowiada dzisiaj L., będą krokiety ze szpinakiem (które uwielbiam) z baru obok ;) Do tego przeszukuję internet i oglądam możliwe prezenty dla przyjaciela i jego dziewczyny, bo w sobotę robią imprezę urodzinową. I tak się zaszukałam w biżuterii, że znalazłam piękne szafiry, chyba moje ulubione kamienie ;)
W końcu kupiłam (i dostałam) moje ceramiczne sufletówki, a L. kupił narty, szykujemy się powoli na śnieżne szaleństwo!


Jeszcze raz zapraszam wszystkich na spotkanie blogerów w Opolu 10 grudnia!

33 komentarze:

  1. to ja kfiatushek. Postanowilam sprawdzic, kto jest tym moim "cichym czytaczem" i naprawde bardzo spodobal mi sie twoj blog. Jest bardzo inspirujacy ;) Na pewno nie raz skorzystam z Twoich pomyslow. Moge? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też lenistwo rozleniwia :)
    Kuruj się kochana. Narty już macie, jeszcze Wam tylko śniegu brakuje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też pociągająca... katar i febrisan są mi teraz bliskimi znajomymi ;)

    Mam nadzieję, że do 10 grudnia będę zdrowa jak ryba :D

    Też mam ochotę na łyżwy!
    I czekoladowy orgazm :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę ci dostarczyć dużo piwa odpowiedniego do gotowania ;) Naturane własnej roboty. Do spożycia bezpośredniego niestety nie do końca się nadaje, ale dobre kiełbaski na piwie wychodzą :D

    OdpowiedzUsuń
  5. kfiatushek, po to są pomysły, żeby z nich korzystać :)

    Optymistyczna, mam nadzieję, że spadnie wcześniej niż zapowiadają :pp bo wizja śniegu dopiero w lutym jest mało radosna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aurora, i lubię się przytulać do mojej kołdry. Zapraszam na nasze gliwickie lodowisko :D jest bardzo fajne :) A czekoladę mi już L. zakupił także tego... ;>

    Szczurek, kurde, gdybym ja coś więcej na piwie robiła :pp tak mnie akurat naszło, żeby dolać, bo było w lodówce ;) Ale pomyślę o tym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Eee, kurujta się! ;)

    No i teraz wiem, co w weekend robię na obiad. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Staram się, staram ;)

    Za mną te placki tak już łaziły, że musiałam je zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogę spytać w jakiej cenie kupiliście narty? Bo my wszędzie gdzie patrzeliśmy to ceny masakryczne. W allegro są tanie ale nie wiem czy to dobre miejsce na kupno takiego sprzętu. Sami niebawem wybieramy się w góry, zamierzamy troszkę poszaleć. I nie wiemy czy lepiej wypożyczyć narty czy kupić swoje.

    A placki ziemniaczane uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. O kilku lat kupujemy narty na allegro :) Moja mama jest mistrzem w wyszukiwaniu fajnych nartek, jeszcze nigdy jej wybór nie okazał się zły.
    L. kupił chyba za 400zł, 2-3 sezonowe, wydają się być w dość dobrym stanie, jak rozmawiał ze sprzedającym to gość przyznał, że jak ze sprzętem jest coś nie tak, to o tym pisze i że te są w porządku.

    Czasem trafiają się oferty z komisów np. jednosezonowe narty za 600-700zł, więc trzeba patrzeć, warto zadzwonić i pogadać ze sprzedającym. Zapytać ile razy były ostrzone i w jakich miejscach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tydzień się kończy, a ja spędziłam go w domu nie robiąc nic konkretnego..eh..też wybieramy się w najbliższej przyszłości na lodowisko z Kochanym, już w tamtym roku mieliśmy iść ale jakoś przeleciało.
    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie spotkania s fantastyczne... bez pośpiechu, mając czas tylko dla siebie :) W tym roku koniecznie muszę wybrać się na lodowisko ! ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Kobieta., wybierzcie się koniecznie :) My staramy się chodzić co tydzień, ale różnie nam to wychodzi.

    no argue., myślałam też nad wybraniem się do Warszawy w przerwie po Świętach a przed Nowym Rokiem, ale nie wiem czy będą zjadliwe połączenia, bo jednak bilet za 70-100zł w jedną stronę to trochę dużo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bawiłaś się w poszukiwacza endorfin... Najważniejsze, że poszukiwania były owocnie :) Z chęcią wsunęła bym takiego placka, ale nie dziś, nie zmieszczę już nic.

    A ja dodam, ze nie wyobrażam sobie obierania pyrków obieraczką, mam swój niezawodny nożyk i jest git!

    OdpowiedzUsuń
  15. kurcze, chętnie bym się pojawiła na takim spotkaniu tylko to weekend a ja mam uczelnie i jeszcze troszke km mam do Opola, eh.

    może innym razem ;))

    OdpowiedzUsuń
  16. Crystal, oj były były :) U mnie obieranie nożykiem wygląda tak, że potem z ziemniaka jest pół ziemniaka :pp ale jakoś dałam radę :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Tomaszowa, widzę, że na razie to mało komu pasuje to spotkanie. Mam nadzieję, że jednak się parę osób zbierze :)
    Może następnym razem!

    OdpowiedzUsuń
  18. chętnie bym się spotkała no ale nie bardzo mam jak ;/
    Kochana dodaje się do obserwatorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. W ten deseń, co Ty, mój brat obiera ziemniaki ;) Połowę zmarnuje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tomaszowa, rozumiem, rozumiem. W takim razie to trzeba czekać aż znowu trafi się jakaś taka akcja ;)

    Crystal, niestety niektórzy nie mają do tego zdolności :pp albo za mało wprawy.

    OdpowiedzUsuń
  21. "Na kanapie siedzi leń..." - to o mnie. Zresztą sama niedawno zauważyłaś, że często piszę, że mi się nie chce. Bo to prawda, a dlatego że mi się nie chcę, to wszystko co mam zrobić robię od ręki i nie odkładam na później. Chyba, że są to placki ziemniaczane właśnie, bo ziemniaków trzeć zawsze mi się nie chce.

    Krokiety ze szpinakiem i czymś tam jeszcze planowałam na weekend, ale że nie gotuję tylko dla siebie, to będą z mięsem mielonym - mięsne kulki obtacza się w cieście zrobionym z jasnego piwa i mąki i smaży w głębokim tłuszczu. Mam nadzieję, że ciasto wyjdzie mi odpowiednio gęste i nie będę się tak wściekać, jak przy cieście do knorrowych nuggetsów z ryby, które mimo trzymania się przepisu wyszło stanowczo za gęste.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja ostatnio robiłam placuszki z kurczakiem i papryką, dużo prostszy przepis, ale bardzo smaczne;)
    A Ty się wybierasz na spotkanie do Opola?:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Annette, staram się robić wszystko o razu, ale niektóre rzeczy zdarza mi się odłożyć na później ;) Tarcie ziemniaków to monotonna i momentami krwawa sprawa :pp
    Obiad brzmi pysznie, za mną znów chodzą klopsiki w sosie koperkowym, ale zawsze coś wypadnie na obiad innego. Powodzenia z robieniem ciasta ;)

    fifolek, też mi się zdarza takie stworzyć. Wybieram się, jako jedna z dwóch organizatorek :D Z racji tego, że ostatnio spotkałyśmy się z Aurorą u mnie, to teraz jadę do niej i chcę zabrać jeszcze mnóstwo ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  24. No właśnie - krwawa. To kolejny powód, dla którego jestem tarciu ziemniaków niechętna. Moja mama często placki ziemniaczane własną krwią doprawiała.

    OdpowiedzUsuń
  25. Trzeba się zaopatrzyć w dobry malakser czy inne cudo o dziwnej nazwie, co robi papkę z ziemniaków samo :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Kocham placki ziemniaczane! Od zawsze :))). Kilka dni temu też robiłam, ale jako, że mam elektryczną maszynkę z końcówkami do warzyw, mogłam oszczędzić czas na tarciu ziemniaków - nie znoszę trzeć surowych warzyw.
    Tym razem zrobiłam sosik z paprykami, cukinią, pieczarkami i cebulą - wyszło przepyszne :).
    Dziś zrobię znów :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj, gdybym miała takie urządzenie to zaczęłabym je robić wcześniej niż teraz, bo tak to wykorzystywałam L. do roboty i placki ostatnio jedliśmy w wakacje (wersja z cukinią do ciasta).
    Mmmm, sos brzmi super, chociaż nie pasują mi tam pieczarki ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Placki ziemniaczane to ja kocham :)
    A z sosem węgierskim,na pewno są jeszcze pyszniejsze.
    Dzięki za pomysł na jutrzejszy obiad ;D

    Pare km od Opola się urodziłam i tam mieszkałam,to moje rodzinne miasto. A teraz będąc mamusią niestety szybko się tam nie pojawię...a szkoda:(
    Chciałabym być na tym spotkaniu.
    A z wielkopolski jest ładny kawałek ;/

    OdpowiedzUsuń
  29. Sos jest ostry i wyrazisty, więc idealnie pasuje do placków. Te dwa smaki świetnie się ze sobą łączą ;)

    Mam nadzieję, że jeszcze się zdarzy okazja do spotkania!

    OdpowiedzUsuń
  30. Chodziło mi o spotkanie z chłopakiem :) będąc tylko we dwójkę, nie spiesząc się nigdzie... wtedy jest zupełnie inaczej niż spotykając się codziennie - dlatego właśnie nie mogę doczekać się jutra <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Aaaa, okej ;) Nie myślę już kategoriami "spotkanie z chłopakiem", skoro mam go cały czas obok, teraz to bardziej "wyjście gdzieś razem" ;) A co takiego planujecie jutro?

    OdpowiedzUsuń
  32. ja też nie przepadam za geografią . ;d

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)