niedziela, 26 maja 2013

ombre rose cake

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tak ozdobiony tort stwierdziłam: "Wow, ale to musiało być pracy!". Jednak kiedy zaczęłam się uważniej przyglądać stwierdziłam, że to wcale nie jest takie trudne. W ten sposób postanowiłam z okazji Dnia Matki przygotować tort ozdobiony różami. 
Wiem, nie jest to tort obleczony masą cukrową, ale myślę, że zasługuje na miejsce tutaj ;)

Średnica: 16cm.
Smak: jasny biszkopt, przełożony lemon curd oraz bitą śmietaną z truskawkami. 

Krem: mascarpone, serek sernikowy, bita śmietana.
Barwniki: azorubina w proszku oraz cielisty-ecru w żelu.

Potrzeba także 3 jednorazowych worków cukierniczych (można także mieć jeden i myć go pomiędzy warstwami) oraz tylki 1M Wiltona. 

Kluczowa jest tylka oraz właściwie przygotowany krem. Bez odpowiedniej tylki ciężko będzie uzyskać efekt róż.
Krem przygotowałam na bazie serków i śmietany, bo jest on stosunkowo najlżejszy z możliwych. Natomiast dobrze się także sprawdzi klasyczny krem maślany czy ten na bazie szwajcarskiej bezy (swiss meringue buttercream). 

Krem dzielimy na 4 części - pierwszą, białą (bez barwników), smarujemy tort.
Drugą barwimy na kolor cielisty, trzecią na jasny róż, czwartą na róż mocniejszy. 
Niestety, przy tym torcie problem polega na tym, że najmocniejszy barwnik trafia na dół (jest nakładany jako pierwszy), więc nie da się pozostałego kremu po nałeżniu dodać do warstwy kolejnej, bo kolor będzie zbyt intensywny. Ja dodałam resztkę dolnego różu do drugiej warstwy i niestety efekt ombre nie był aż tak mocny (na zdjęciach prawie niewidoczny).
Oczywiście kolory mogą być odwrócone i warstwa cielista może trafić na sam dół, ale mi bardziej wizualnie odpowiada wersja przeze mnie zrealizowana. 


Dekoracje zaczynamy od dołu tortu. Róże są naprawdę proste w wykonaniu - tylkę trzymamy prostopadle do ciasta, wybieramy sobie miejsce na torcie (środek kwiatka), wyciskamy krem i robimy spiralę. Możecie także poszukać filmików na YT ;)



Róże powinny być dość blisko siebie, jednak zbyt blisko nie będą dobrze wyglądały. Z racji tego, że  to moje pierwsze podejście, do tego się śpieszyłam to niektóre miejsca nie zostały pokryte różami i musiałam potem łatać ;)

Musicie być bardzo ostrożni, bo krem jest miękki. Uniemożliwia to zapakowanie tortu na większość sposobów, a ja przez nieuwagę wsadziłam palec w jedną z róż i nie miałam już tego jak naprawić. 

Barwniki w żelu sprawdzają się lepiej. Po przechowaniu tortu przez 3h w lodówce, na różowych kwiatkach można było zauważyć maleńkie plamki intensywniejszego różu, mimo że w kremie, który nakładałam ich nie było. 

Tort można udekorować w 30 minut, ja jednak następnym razem zostawię sobie większy zapas czasu, żeby nie popełnić tych samych błędów ;)


7 komentarzy:

  1. Pracochłonny, ale prześliczny! Zawsze jestem pod wrażeniem Twoich kulinarnych umiejętności, ale ten tort naprawdę robi wrażenie!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda baaaardzo smakowicie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahh ile ja się tak nadekorowałam tortów (jestem cukiernikiem z zawodu) , że po 3 latach szkoły mi zbrzydło ;D
    Pięknie ;*
    Dawna Cynamonowa

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę :) tortastycznie :) smakował Mamie?


    P.S. Aż serce rośnie dzięki takim wpisom jak Twój, dziękuję;)

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem pod wielkim wrażeniem, żebym ja miała taki talent ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)