piątek, 9 grudnia 2011

matki, żony i ...blogerki!

Kiedy będę duża to...Jak dorosnę to zostanę...W przyszłości będę...Słowa, które wypowiada każde dziecko, a na różnych etapach życia wizje przyszłości się zmieniają. Sama chciałam być kiedyś nauczycielką, piosenkarką, modelką czy baletnicą. Byłam nawet na etapie zostania strażakiem, archeologiem i sprzątaczką. Dzieci mają pełno pomysłów na swoją przyszłość, ale z czasem i dorastaniem trochę ich ubywa. Przychodzi czas, że wręcz nie posiada się pomysłu na życie, a trzeba wybrać dalszą drogę. Przyznam szczerze, że wybierałam się do liceum z myślą - zostanę medykiem sądowym. Na całe szczęście zdanie zmieniłam, i z biol-chemu wylądowałam w mojej wspaniałej, politechnicznej klasie. Stamtąd trafiłam prosto na informatykę (rozważając przed długi czas inżynierię biomedyczną), co wydawało mi się dobrym pomysłem. Teraz nie jestem już tego taka pewna, w zasadzie od początku studiów mam wątpliwości, ale zobaczymy co zawodowego przyniesie mi przyszłość ;)
Za to jestem pewna innych rzeczy - kocham, jestem kochana i bardzo mi się to podoba, że towarzyszy mi w tym mój L. Chcę wystąpić kiedyś w pięknej, białej sukni, mieć rodzinę i małe szczęścia biegające po domu. Ale zanim to nastąpi jestem TUTAJ. Razem z Wami, matkami, żonami, nauczycielkami, uczennicami, wyzwolonymi kobietami i blogerkami. Jestem blogerką. Stało się to ważnym (i czasochłonnym) elementem mojego życia ;)
I taką rozmowę o przyszłości i planach prowadziliśmy z Velem i S., kiedy temat zszedł na mojego bloga. Od słowa do słowa stwierdzili, że mam (tutaj prawie cytuję) podać przepis na kotleta, a najlepiej wyjebanego de volaille, a nie jakieś tam skomplikowane ciastka. Tak też prezentuję przepis na kawał dobrego mięcha z dedykacją dla moich wspaniałych kolegów ;)



Składniki:
-żeby zrobić kotleta potrzebujemy mięso, jak robimy na dwie osoby to sporo mięsa, zazwyczaj do de volaille używa się mięsa drobiowego, więc dla dwóch osób zakupujemy np. dwie piersi z kurczaka

-de volaille standardowo nadziewa się masłem ziołowym, więc potrzebujemy masło, dwa ząbki czosnku, sól, pieprz, ewentualnie trawę w postaci szczypiorku i natki pietruszki

-w mojej wersji nadziałam jeszcze pieczarkami (5-6 małych pieczarek) i serem żółtym (plasterek, dwa)



informacja specjalna dla Vela:  jeśli chcesz wersję hawajską to pokrój sobie plasterek ananasa na drobną kostkę i podmień z pieczarkami



-dalej trzeba będzie opanierować, więc potrzebujemy mąkę, jajko i bułkę tartą

-bardzo przydatne będą także wykałaczki albo nić oraz ręcznik papierowy

Mięso myjemy, rozcinamy na pół jeśli dostaliśmy wersję "podwójna pierś z kurczaka", przykrywamy woreczkiem foliowym i rozbijamy na podłużne kawałki. Nacieramy solą i pieprzem.

Masło ziołowe to 3-4 dag masła połączonego z rozdrobnionym czosnkiem i ziołami. Mieszamy razem, zostawiamy do schłodzenia albo jesteśmy takimi samymi leniami jak ja i osobno nakładamy masło, a na nie wyciśnięty czosnek. Grzybki kroimy na plasterki i podsmażamy.
Na mięso, wzdłuż dłuższej krawędzi, kładziemy wałeczek masła. U góry, tym razem wzdłuż krótszej, kładziemy ser i pieczarki. I rolujemy, a na koniec spinamy wykałaczkami lub zawiązujemy nitką. 




Wyciągamy dwa płaskie talerze i jeden głęboki, i zaczniemy ten magiczny proces zwany panierowaniem, bo jak pokazuje moje doświadczenie nie każdy wie jak się panieruje kotlety ;) Na jeden talerz sypiemy trochę mąki, na drugi bułkę tartą. W misce roztrzepujemy jajko. Bierzemy naszą roladkę i najpierw obtaczamy w mące, potem w jajku i na koniec w bułce tartej. Wstawiamy do lodówki na pół godziny albo godzinę, a w tym czasie możemy przygotować dodatki np. puree ziemniaczane.
Na patelni rozgrzewamy sporo masła (1/3 kostki) i smażymy kotlety pod przykryciem. Powinno to zająć ok 10 minut - po 5 na każdą stronę. Wyjmujemy, odsączamy na ręczniku papierowym i podajemy :) Jeśli nie jesteśmy pewni czy się całe upiekło, to rozkroić na pół i zerknąć czy nigdzie nie widać oznak surowizny.




***
Tydzień niesamowicie szybko minął. Dzisiaj 3,5 godziny zajęć i do domu. Zaraz jadę z rodzicami na zakupy,  wczesnym wieczorem idziemy z Z&D na koncert przedświąteczny do mojego kościoła, a następnie się kursować tanecznie. 
Jutro, po dość długiej przerwie, mam zamiar iść na zumbę. Już chyba nic mi nie przeszkodzi, nie mogę się doczekać :D A popołudniu najbardziej czekoladowe spotkanie w Polsce ;)


Udanego weekendu życzę!

27 komentarzy:

  1. Hahaha, fajna kotletowa instrukcja :D. A wiesz, ja nigdy nie rozbijam piersi z kurczaka. Zawsze je przecinam wzdłuż żeby były cieńsze. Tak samo nie rozbijam polędwiczek wołowych - rozpłaszczam je dłonią :)

    Też miałam mnóstwo planów jak byłam mała ;). Oczywiście nic z nich nie wyszło, ale wcale nie narzekam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jako dziecko miałam tysiąc pomysłów kim zostanę, w końcu poszłam na zupełnie inny kierunek- nie narzekam, choć też pewna nie jestem, co będę mimo wszystko w życiu robić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Devolaje...mniam...moje ulubione, mężny ma mi w niedzielę robić:) Gdyby nie zaistniała sytuacja dołączyłabym do Was jutro, zwłaszcza, że spotkanie w moim mieście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jak byłam mała to chciałam być chłopakiem. :P I gdybym była chłopakiem, to pewnie też zażyczyłabym sobie mięcha. No bo jak nie ma mięcha, to nie ma jedzenia, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chciałam być ornitologiem, jakkolwiek śmiesznie to teraz brzmi:):) Miałam może z 9 lat i bardzo lubiłam małych, skrzydlatych przyjaciół, zresztą, lubię ich do tej pory:)
    Potem miałam iść na prawo, ale trafiłam najpierw na dwa inne kierunki, teraz zaczęłam historię i zamierzam skończyć, bo marzy mi się zawód przewodnika turystycznego (jestem na specjalizacji krajoznawczej). Zobaczymy, co z tego wyjdzie;)
    A blogowanie... Kocham. Po prostu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alucha, też zazwyczaj rozcinam :D a polędwiczek jeszcze nigdy nie robiłam. Ale stwierdziłam, że łatwiej jest ładnie rozbić niż rozciąć, więc do instrukcji dla panów nieobeznanych z kuchnią będzie lepiej :)

    Optymistyczna, wiele osób nie pracuje w swoim zawodzie. Ja pewnie też nie będę, z resztą, mam jeszcze trochę czasu żeby się zastanawiać co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kalina, no no, pozazdrościć męża ;) Ja ciągle słyszę, że L. to ma ze mną dobrze :p
    Mam nadzieję, że sprawy Ci się wyjaśnią i znajdziesz coś spokojniejszego.

    Noele, całe szczęście, że u mnie nie ma piątkowego postu, a L. to nie interesuje, bo w piątek mam najwięcej czasu na zrobienie obiadu i mogę się bawić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rebeka, też były chwile, że chciałam być chłopakiem ;) Co kto lubi, ja nie muszę mieć codziennie mięcha, ale staram się robić jak najczęściej.

    Kocia dama, dzieci mają sporo pomysłów ;) Przez chwilę chciałam iść na psychologię, na prawo chyba nigdy mnie nie ciągnęło. Podziwiam przewodników, za wiedzę i cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja jak bylam mala to chcialam zostac pisenkarka :P
    na dzien dzisiejszy jestem posenkarka i spiewam dla Boga z moja gitara hehe :P moj 4 latek cche zostac strazakiem hahahah :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale tylko w domu bądź jak prowadzę szkółkę, tak to oszczędzam innym mojego wycia :pp

    OdpowiedzUsuń
  11. Też mam taką nadzieję, bo jednak życie bez tego internetu o dziwo staje się trudne... chyba się uzależniłam..
    na razie ten wolny komputer, ale dobrze że chociaż tyle.
    Ciekawa jestem czy ktoś odpisze na list ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że to nawet nie uzależnienie, ale z internetem jest łatwiej. Do tego masz tutaj część swojego życia - blog, fora, portale społecznościowe itd.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z tym życiem to racja... nie raz zastanawiałam się co u Was słychać... a dzisiaj z ciekawością czytałam wasze notki.

    hmm.. a co do listów.. to w sumie nadal utrzymuje z nimi kontakt, bądź co bądź rzadszy, ale jest..
    do tego dochodzi, że w końcu jest to płeć męska więc zastanawiam się czy bedzie im się chciało pofatygować na pocztę. Liczę, że tak... i od poniedziałku zaczynam zaglądać do skrzynki na listy ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. I jak udało się spotkanie Szanowna Blogerko? :) Mam nadzieję, że bawiłyście się wyśmienicie ;)


    P.S. Kasiu ;) stawiam na Sagę o Zmierzchu :) co Ty na to? Lub T-shirt z jakimś ciekawym nadrukiem, teraz ich mnóstwo w Reserved i Housie itp... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tylko goście nie dopisali ;) ale my bawiłyśmy się świetnie :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, ja tam wolę czekoladę, ale właśnie dlatego, że facetem nie jestem ;-) nie mniej jednak jak tak dalej pójdzie z Panem Magikiem, będę musiała nauczyć się tego magicznego procesu panierowania kotletów ;-)

    Do zobaczenia na zumbie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam facetów, którzy wolą czekoladę od mięsa ;) Ale zazwyczaj dobry obiad wygrywa.
    Oj tam, ja bardzo rzadko robię panierowane kotlety (szczerze przyznam, że to chyba był drugi raz od roku jak użyłam magicznego zaklęcia, bo całe życie jadłam takie kotlety i teraz wybieram inne sposoby na mięso).

    Trzymam Cię za słowo :D

    OdpowiedzUsuń
  18. De volaille- pycha! Fajnie, że koledzy podsunęli Tobie taki pomysł, bo bardzo lubię ten rodzaj kotletów :)
    Co do tego kim chciałam zostać... to najgłośniej mówiłam, że chcę zostać Miss Polonia :D heh niestety nią nie zostałam ;P później moje zabawy w dom doprowadziły do tego, że do teraz chcę zostać opiekunką w żłobku, ewentualnie w przedszkolu :)Uwielbiam dzieci :)
    Zumba- oj dawno noie byłam. Pamiętam jak na pierwszyych zajęciach język przyklejał mi się do podłogi, a serce o mało nie wyskoczyło. To była jadka heh :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie przepadam za de volaille, wole tradycyjnego schaboszczaka jeszcze z moja mizerią. Ala przyznam, że Twój przepis przypadł mi do gustu i muszę go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakto goście nie dopisali?? :)


    P.S. Kasiu :) są jeszcze "Pamiętniki wampirów", choć to chyba raczej nie klasyka... ;) jest i serial i książka... ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zazdroszczę spotkania :)

    A co do obiadków prostych i prostackim to po długim etapie kombinowania, marynowania, flambirowania, zapiekania powróciłam do etapu kotlet w panierce i gulasz wołowy :) Mniam :) A już niedługo mój ukochany BIGOS...

    OdpowiedzUsuń
  22. Koliberek, rozmowy ze znajomymi to spora dawka inspiracji :)
    Akurat kondycyjnie w czasie tańczenia daję rade bez problemu i mogłabym więcej, najbardziej mnie męczą ćwiczenia na koniec (milion pompek, deski, czy brzuszki przez 8 minut non stop w niezłym tempie :pp).

    Żona Męża, a ja schaboszczaka to nieszczególnie. Ale mizeria...pycha :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mała Mi, byłyśmy całe trzy, a wcześniej to wiele osób deklarowało chęć przybycia. Może następnym razem ;)

    Dziewczyna bez matury, gulasze uwielbiam, bigos także. Kotlety mi się przejadły, więc kombinuję jak je urozmaicić.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kasiu, pewnie ten przepis już znasz, ale jestem jego wielką fanką. Cienkie plasterki schabu rozbijam, obtaczam w mące jajku i kruszonych płatkach kukurydzianych. Smażę na maśle a na koniec na wierzch kładę plaster pomidora i przykrywam serem żółtym. Cud miód!

    OdpowiedzUsuń
  25. U mnie zazwyczaj lądują pieczarki pod serem, a pomidor obok świeży :) Albo do drobiowych plasterek ananasa pod ser.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)