poniedziałek, 11 lipca 2011

zgrany duet na wakacje

Jak to się mówi, są gusta i guściki. Dobrze wiem, że moje upodobania literackie i filmowe nie należą do najpopularniejszych i wiele osób je odrzuci. Tym razem chciałabym napisać o książce i jej adaptacji filmowej, o której większość osób słyszała, być może czytała albo oglądała. Nazwę to zgranym duetem na wakacje, bo oba obrazy są przedstawione dość lekko, łatwe w odbiorze i w interpretacji, ale jest to przy okazji jeden z nielicznych zestawów książka-film, gdzie nie mogę narzekać, że film jest zły. Dodam, że książkę czyta się bez problemu po angielsku.

"Nim osiągnęła trzydziestkę, Elizabeth Gilbert miała wszystko, o czym powinna marzyć nowoczesna, wykształcona, ambitna Amerykanka - męża, dom za miastem, dobrą pracę. Mimo to nie była kobietą ani szczęśliwą, ani spełnioną. Nękał ją niepokój, smutek i rozterki. Przeszła przez wyczerpujący rozwód i popadła w ciężką depresję, przeżyła nieszczęśliwą miłość i całkowicie odrzuciła wszystko, czym, jak jej się zdawało, miała być.

"Jedz, módl się, kochaj" mówi o tym, co może się zdarzyć, kiedy bierzemy odpowiedzialność za nasze własne zadowolenie z życia. Mówi również o przygodach, jakie mogą się przydarzyć kobiecie, która nie chce już dłużej starać się powielać utartych wyobrażeń. Jest to opowieść, która poruszy każdego, kto kiedykolwiek obudził się rano z nieodpartym pragnieniem zmian. Prawa do ekranizacji kupiła wytwórnia Paramount Pictures. Główną rolę ma grać Julia Roberts." 


Autorka i zarówno bohaterka jest kobietą po przejściach. Po ciężkim rozwodzie, niepowodzeniach miłosnych czuje, że czegoś brakuje jej w życiu, które składa się głównie z leków, depresji, bezsenności i braku równowagi. Postanawia poświęcić rok swojego życia, odnaleźć siebie i sens swojego życia. Wybiera się w podróż do trzech państw na literę "I" - Italy, India, Indonesia, a w każdym z tych miejsc chce poświęcić się jednej wybranej rzeczy. We Włoszech uczy się języka oraz poznaje tamtejszą kuchnię, w Indiach spędza czas na medytacji, modlitwach i poszukiwaniu Boga, a w Indonezji, głównie na wyspie Bali, chce znaleźć równowagę i połączyć doświadczenia z poprzednich krajów. 
W czasie swojej drogi poznaje inne kultury, ale także wielu ludzi, którzy pozwalają jej oderwać się od starego życia i problemów oraz poznać na nowo siebie. 
Książka bardzo ambitna nie jest, podchodzi trochę pod tanie moralizatorstwo z pozorną głębią. Co więcej, do wielu oczywistych wniosków bohaterka musi dojść pod wpływem innych ludzi.


Film nie odbiega aż tak bardzo fabułą, jak to zwykle bywa przy ekranizacjach. Lubię Julię Roberst, więc już na starcie ma u mnie wyższe noty. Ogląda się przyjemnie, łatwo, najlepiej w telewizji z kieliszkiem wina. Podobnie jak książka ma bardzo prosty przekaz, ale zostaje urozmaicony zdjęciami świata, który odwiedzała bohaterka, odrobinę muzyką, oraz romansem Julie z Javierem Bardem.
Razem z książką polecam na wakacyjne odprężenie.

***
Kolejny zgrany duet to ciasto francuskie i czekolada. W bardzo krótkim czasie i bez większego wysiłku możemy przygotować pyszne rogaliki z czekoladą, idealne na spotkanie ze znajomymi, piknik albo słoneczny dzień na plaży. 



Składniki:
-dwa opakowania ciasta francuskiego
-dwie tabliczki czekolady (jakiej tylko chcecie)
-jajko do pomalowania rogalików

Otwieramy ciasto i  tniemy na trójkąty (ja niestety kupiłam w Auchan okrągłe, więc nie wiem ile ich powinno wyjść - zakładam, że z 6-8).  Bierzemy trójkąt, na górze kładziemy kostkę lub dwie czekolady i zawijamy w stronę czubka, powstaną małe rogaliki. 
Jajko należy rozbełtać i pomalować rogaliki przed upieczeniem. Kładziemy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 220 stopni, na ok 15 minut. Pieczemy aż będą złociste i puszyste ;)
Jeśli ktoś chciałby się bawić to można do środka włożyć nutellę albo dżem, jestem przekonana, że też wyjdą pysznie :)



***
Upał jest straszny. Karolina woli bawić się w domu niż w piaskownicy, co i mi bardziej odpowiada. Wisła przyjemnie zimna, a wieczorna przejażdżka na rowerze przez las przy Wiśle to wspaniała sprawa. 
Mała śpi, a ja chyba zaraz pójdę w jej ślady i się zdrzemnę, bo na razie wyjście do ogrodu i czytanie książki jest bardzo złym pomysłem.
A w czwartek trzy godziny pociągiem do domu. Już się cieszę.

16 komentarzy:

  1. mmm.... wiesz co narobiłaś mi ochoty na te rogaliki. Aż zastanawiam się czy nie skoczyc do biedronki po ciasto francuskie... mniam!

    A co do filmu i książki to ani nie czytałam, ani nie oglądałam - niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście uwielbiam ciasto francuskie i półfrancuskie i często robię na jego bazie słodycze albo przekąski ;)

    Ale masz za to propozycję na wolny czas poślubny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze lubiłam "bułki francuskie" tzn. ser zawinięty w takie właśnie ciasto.. mniam.

    no to chyba spróbuję to zrobic ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmmm, pychota! Chodzi za mną ostatnio drożdżowe np. jagodzianki. I chyba już minął mój "szlaban" na robienie drożdżowego, bo L. potem zmywa po mnie i się wścieka, że nie może domyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. może jak zrobisz jakieś pyszne jedzonko to nie będzie się tak wściekał? :)
    Albo mam lepsze rozwiązanie - trzeba zainwestowac w zmywarkę - takowa się raczej nigdy nie buntuje co by się do niej nie wsadziło ;)
    A mówiłam, że narobiłaś ochoty tymi zdjęciami i wogóle :) - rogaliki zrobione i w połowie zjedzone ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to super :) bardzo szybko się je pochłania.
    Łoo, gdzie ja wstawię tę zmywarkę do tego naszego mieszkanka! 32 metry wszystkiego, zmieszczenie pralki graniczy z cudem, rowery na balkonie, a zimują u moich rodziców. Zaczynamy się uczyć żyć w kompresji :pp

    OdpowiedzUsuń
  7. Drugi duet jest najcudowniejszy :)
    Dziękuję za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. hmmm a piwnicy nie macie żeby to gdzieś wcisnąc? te rowery np? a zmywarkę na pralkę albo odwrotnie i proszę bardzo ;) no 32m to faktycznie BAAAAAAAARDZO malusio...

    OdpowiedzUsuń
  9. Młoda mama, piwnica też już będzie zajęta, L. gra w ASG, więc cały sprzęt tam wyląduje.
    No tak, jak się przeprowadzałam w grudniu to dla mnie samej to wystarczająca ilość miejsca, ale nie brałam pod uwagę, że L. będzie się tak szybko do mnie sprowadzał.
    Tak więc dużo możliwości przerobiliśmy, ale na razie będziemy się cisnąć :) A Wy mieszkacie u Twoich rodziców, tak? Ja bym chyba tak nie dała rady, nawet jeśli dom jest duży.

    xyz, pyszny i łatwy :)

    NatalieAnne, ojej, może się wypogodzi w przyszłym tygodniu...I hope so. Najładniejszy ma być sierpień, ale nie wierzę prognozom :pp

    OdpowiedzUsuń
  10. A no widzisz trzeba było wcześniej o L pomyśleć ;P a już nie wspomnę jakbyście mieli teraz jeszcze jedną osóbkę jakoś tam wcisnąć ;)
    Tak mieszkamy u moich rodziców, mieszkanie 100m kwadratowych także jest gdzie poszaleć, tym bardziej że moich rodziców i tak większość czasu nie ma bo mama za granicą a tata ciągle na delegacjach więc my sobie mieszkamy a przy okazji opiekujemy się mieszkankiem i wszyscy są zadowoleni :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlatego myślę, że jeszcze trochę będziemy tylko we dwójkę :)
    No to macie bardzo komfortową sytuację. Tzn. tak naprawdę też nie mogę narzekać, bo mieszkam "sama"-nie w domu, ale 5 minut od rodziców, a niewielu moich znajomych może sobie na taką sytuację pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
  12. ;) a ja uważam, że książka była niezła... szału nie było, ale też czytałam ją na wakacjach (rok temu) i było miło. Film spłaszczony... Przyjaciółka, która nie czytała książki po filmie zapytała "a skąd ona miała pieniądze na te podróże?"... no właśnie, z filmu nie wynika... a książce jasno to wytłumaczyli :)

    P.S. Kasiu ;) jagody podobno mają niedługo być... choć nie znam się na porach kiedy co rośnie ;) a Ty planujesz ciasto drożdżowe z jagodami, tak? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bo była niezła, ale dość lekka :) no tak, jest kilka niedopowiedzeń, ale film mi też się podobał.
    Książkę czytałam na wykładach i przyznam się, że w formie elektronicznej, czego nie lubię, ale nie chciałam wydawać 30zł.

    OdpowiedzUsuń
  14. Póki co nie oglądałam ani filmu, ani nie czytałam książki, ale noszę się już jakiś czas z takim zamiarem. Jeżeli chodzi o rogaliki to wyglądają bardzo smacznie! Chyba się skuszę i w najbliższym czasie wypróbuje ten przepis! :)

    Pozdrawiam
    http://www.fashion-life.pl/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo :) I przepraszam anonimowych czytelników za brak możliwości komentowania, jednak zalewająca mnie fala spamu zmusiła mnie do wyłączenia tej opcji. Będzie mi miło poznać Was - zarejestrowanych ;)