photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png

wtorek, 9 sierpnia 2011

z dedykacją dla lubiących jeść I

Ciemna rzuciła mi swego rodzaju wyzwanie, żeby wykombinować coś dietetycznego to może wtedy coś ugotuje z moich przepisów ;) ale ja już Ciemną trochę znam i dobrze wiem, że każdy kto lubi jeść ma straszny problem z jedzeniem dietetycznym - bo niesmaczne, dyktowe, nijakie, więc trzeba wymyślić coś, co będzie smaczne. Nigdy nie mam problemów z wymyślaniem smakowitego jedzonka, bo nie bawię się w odchudzanie ani liczenie kalorii. Staram się odżywiać w dość zróżnicowany sposób, zdrowy, ale nie lubię z niczego rezygnować. Posiedziałam, poszperałam, pomyślałam i wymyśliłam taki mały cykl - dietetyczny (mam nadzieję, że w pewnym stopniu jest dietetyczny), zdrowy, ale przede wszystkim smaczny :)
Zaczynamy od pierwszego zestawu złożonego z produktów, których w naszej diecie (i przez słowo dieta nie mam na myśli Dukana czy 1000kcal, ale sposób odżywiania) nie powinno zabraknąć.

OWOCE

Dużo się słyszy, że powinno się jeść owoce i to 5 razy dziennie. Niestety, owoce też mają w sobie prosty cukier, który nie służy dobrze naszemu organizmowi w zbyt dużej ilości. Dlatego owoce najlepiej zjeść w pierwszej połowie dnia, w nie dużej ilości, bo cukier w nich zawarty ma szansę się rozłożyć. Co więcej, są owoce, które nie sprzyjają odchudzaniu. Odwołam się do tzw. indeksu glikemicznego, jest to klasyfikacja produktów żywnościowych na podstawie ich wpływu na poziom glukozy we krwi w 2-3 godziny po ich spożyciu. Dotyczy tylko węglowodanów i im wyższy indeks, tym produkt mniej wskazany do spożycia, bo cukier szybko skacze, ale równie szybko opada, więc człowiek robi się szybciej głodny (a bycie głodnym w czasie diety to zbrodnia). Dodam, że IG nie ma nic wspólnego z kaloriami.
Owoce, które powinniśmy jeść - porzeczki, czereśnie, wiśnie, jagody, truskawki, maliny, śliwki, nektaryny i brzoskwinie, gruszki, jabłka i wszelkie cytrusy. 
Owoce, które można zjeść, ale mają wyższy IG - ananas świeży, winogrona, kiwi, brzoskwinie z puszki.  
Owoce o wysokim IG, jedźmy jak najrzadziej - banany, arbuz (który jest bardzo mało kaloryczny), melon i owoce z puszki.
W zdrowym odżywianiu chodzi, żeby nie popadać w skrajności, więc wszystkie wskaźniki traktujemy umownie :)

Owoce najłatwiej zjeść "o tak". Bierzemy, myjemy i smacznego. Ale czasem można poświęcić trochę czasu na połączenie smaków i stworzyć...


...przepyszną i kolorową sałatkę owocową :) Ja nawrzucałam wszystko co było - nektarynki, gruszki, melona, borówki i jeszcze kilka innych. A podać postanowiłam w misce z arbuza. Chciałam ponacinać brzeg, co widać na tym zdjęciu, ale po zrobieniu kilku ząbków mi się odechciało...



W zimie ciężko zrobić sobie sałatkę ze świeżych owoców, bo nie mamy takiego wyboru. A mrożone są raczej miękkie i nie smakują tak dobrze. Co wtedy? 

Bierzemy blender, szklankę owoców, pół szklanki mleka albo kefiru i robimy sobie koktajl. 
Nigdy nie słodzę koktajli, ale dla cukroholików polecam dodać łyżeczkę miodu zamiast cukru.

Czasem mi się zdarza, że nie mam ochoty na owoce. Nawet te najsmaczniejsze. W takim wypadku stosuję przepis z mojego przedszkola. Robię kisiel (bez cukru) z owocami :) a ostatnio postanowiłam przetestować bardziej czekoladowy pomysł na taki deser albo przekąskę. 


Zrobiłam budyń, dodałam jogurt naturalny i nałożyłam na borówki, a górę posypałam jagodami.



Na drugie śniadanie, i nie do kawy, a do świeżego soku :)

***
Komoda L. stoi skręcona. Duża i pojemna, trzeba się przyzwyczaić do zmniejszonej przestrzeni. Kupiliśmy jeszcze dodatkowe biureczko jako miejsce dla komputera, który L. już przywiózł od siebie. Trzeba jeszcze zamontować nową półkę w łazience i haczyk na ręczniki. Jakoś powoli wszystko ułożymy, a ja dzisiaj mam dzień sprzątania nr 2.
<o, alarm na parkingu się wyłączył>
Wieczorem ZUMBA! Już nie mogę się doczekać, po dwóch miesiącach przerwy. A ostatnie dni w kuchni są bardzo jagodowe :) 


I został mi ostatni miesiąc bycia nastolatką.

niedziela, 7 sierpnia 2011

królestwo Katarzyny

Pierwszy tydzień sierpnia za nami, dzisiejszy dzień wyjątkowo upalny. Rodziciele i Młoda wrócili, dzisiaj rodzinny, sześcioosobowy obiad - ja zabrałam ze sobą L., a Młoda swojego. Do tego jest teraz na licealnym etapie "chcę być ruda", więc są teraz parą rudzielców ;) Kończę szał "sportowych" zakupów i powoli szykujemy się do przeprowadzki L. do mnie. Jutro wieczorem wyprawa do Ikei po komodę i nową półkę do łazienki, bo stara ma kształt sinusoidy i doprowadza mnie do szału albo raczej to te spadające z niej rzeczy (dalej się zastanawiam, kto w mojej rodzinie był tak genialny, żeby wybrać tę półkę). A mnie czeka dzień porządków, pierwszych bardziej poważnych odkąd sama się wprowadziłam, bo kiedyś trzeba zabrać się za umycie szafek w kuchni i odmrożenie lodówki, do tego wyrzucenie pudełek po butach z szafek w korytarzu, bo się inaczej nie zmieścimy.

Dzisiaj będzie trochę odmienny wpis, z racji tego, że przygotowuję specjalny "projekt kulinarny" na życzenie Ciemnej :)
Dostałam w prezencie od rodziców L. tabliczkę "Królestwo Katarzyny" :) I chciałabym Wam je pokazać. Nie trudno się domyślić, że będzie to moja wspaniała kuchnia (dla wszystkich złośliwców - nie dlatego, że jestem kobietą i tam jest moje miejsce, ale dlatego, że lubię piec i gotować).


Do tego jest jeszcze blat oraz wspaniała wnęka (ciekawostka budowlana, nie mam pojęcia jakim cudem ktoś postanowił zrobić wnękę 70x30 w ścianie), którą zagospodarowaliśmy półkami i drewnianymi żaluzjami w ramach zasłony :)


Są przedmioty bez których ciężko sobie w kuchni poradzić. Każdy posiada garnek, talerz albo nóż. Jest jednak kilka kuchennych gadżetów, które ułatwiają często pracę albo służą do stworzenia ciekawego efektu, wybrałam cztery, które moim zdaniem są rewelacyjne.

1. Wyciskacz do czosnku

Pewnie wiele osób o nim słyszało, część być może posiada. Dla mnie mistrzowski pomysł! Prosty, efektywny, ułatwia życie. Używam bardzo często, bo lubię doprawiać potrawy czosnkiem, a siekanie np. czterech ząbków było nudną i nieładnie pachnącą zabawą. 

2. Łyżka do makaronu spaghetti  

 Dostałam na parapetówę razem z chochlą i innymi przyborami i od tej pory ułatwia mi gotowanie i nakładanie makaronu. Zawsze się męczyłam, przelewanie, nakręcanie widelcem albo łapanie łyżkami. Teraz prosto, bez problemu, świetnie się spisuje. 

3. Ręczna tarka do sera 

 Posiadam standardową tarkę - graniastosłup, kilka rodzajów oczek. Dobrze nadaje się do robienia surówek, ale powstawał problem kiedy chciałam zetrzeć ser na pizzę albo posypkę do ciasta. Jakiś czas temu kupiłam taką tarkę i polecam, może to niewielkie udogodnienie, ale dla mnie bardzo ważne.

4. Wycinarki i wesołe kształty 

Czerwone serduszko to jeden z moich ostatnich "silikonowych-serduszkowych" zakupów. Nadaje się świetnie do smażenia nietypowych jajek sadzonych albo placuszków :) Dwie obręcze powyżej są dość uniwersalne - kupione pod nazwą wycinarek do pączków, służą do wycinania kółek wszelakich, formowania okrągłych bułeczek, a także do smażenia.

 Przedmioty bez których można żyć, ale mogą być uproszczeniem albo ciekawym sposobem na stare dania. 


***
Oczywiście zapomniałam o jednej części wpisu ;) Monika przyznała mi nagrodę Make Up Blog Award. I powinnam napisać 7 rzeczy o makijażu. Myślę, że jak napiszę jedną to wystarczy.

Jedynym kosmetykiem do makijażu, który zdarza mi się użyć jest maskara do rzęs, której nazwy nie znam, ale ostatnio jej użyłam w połowie czerwca.

*** 
Do poprzedniej notki chciałabym dodać dopisek o stanowisku KEA w sprawie antykoncepcji:
"[Kościół] Zdecydowanie wypowiada się przeciwko stosowaniu środków wczesnoporonnych. Natomiast dyskusję na temat "dozwolonych" czy "niedozwolonych" środków i metod zapobiegawczych uważa za bezprzedmiotową, gdyż nie ma ona biblijnego uzasadnienia. Kościół nie wnosi zastrzeżeń do stosowania we współżyciu małżeńskim środków zapobiegawczych (za wyjątkiem wczesnoporonnych) w celu dopełnienia świadomego rodzicielstwa w planowaniu rodziny oraz dla ochrony zdrowia kobiety."