Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 lipca 2014
semifreddo, lodowy deser z malinami i bezami
Przyszło lato, a z nim fala upałów, których bardzo nie lubię. W związku z tym każdy sposób na ochłodzenie jest dobry. Kolejnym letnim przepisem, który stworzyłam dla Maszketów był przepis na lodowy deser, semifreddo, z bezami i malinami. U mnie w rodzinie na imprezy oprócz tortu i tradycyjnych ciast przygotowuje się deser z bez, bitej śmietany i mrożonych owoców leśnych. Tym razem postanowiłam zamrozić całość tworząc bardzo smaczne ochłodzenie na gorące popołudnie.
poniedziałek, 24 marca 2014
chałwowe hotcakes
Przepis śniadaniowy, który całkiem przypadkiem wpadł mi do głowy na sobotnich zakupach. Jest bardzo prosty i moim zdaniem świetnie się komponuje z malinami. Jeszcze nie ma na nie sezonu, ale z owoców oferowanych przez hipermarkety i tak maliny wydają się być najsmaczniejsze.
Nie trzymajcie się sztywno przepisu, bo chałwa świetnie sprawdzi się także w innych plackach. Nasze ulubione to te na serze ricotta - mają cudownie lekką konsystencję. Ja fanką samej chałwy nie jestem, ale jej dodatek w wypiekach lub w plackach mnie przekonuje. A więc smacznego!
Nie trzymajcie się sztywno przepisu, bo chałwa świetnie sprawdzi się także w innych plackach. Nasze ulubione to te na serze ricotta - mają cudownie lekką konsystencję. Ja fanką samej chałwy nie jestem, ale jej dodatek w wypiekach lub w plackach mnie przekonuje. A więc smacznego!
Składniki na 2-3 porcje:
- opakowanie ricotty (250g)
- szklanka mleka
- szklanka mąki
- 2 jajka
- łyżeczka proszku do pieczenia
- łyżka oliwy
- 50g chałwy
- maliny do podania
Do dużej miski dodajemy składniki podstawowe i dodajemy pokruszoną chałwę. Wszystko mieszamy na gładką i gęstą masę (być może trzeba będzie skorygować ilość mąki/mleka, ale to już na oko). Rozgrzewamy patelnię i na średnim ogniu smażymy placki na złoto.
poniedziałek, 23 września 2013
czekoladowy tort z malinami
Kolejny sezon urodzin się skończył jak co roku wielką imprezą pod koniec września. I jak od kilku lat postanowiłam odciążyć moją mamę z przygotowań tortów. Siostra zażyczyła sobie schwarcwaldzki, a ja chciałam od dawna zrobić czekoladowy z malinami. To zrobiłam :) Jest intensywny - tak warto go opisać. Chciałam przełamać smak kremu alkoholem, ale na imprezie miały gościć dzieci, więc się powstrzymałam (szczególnie, że w drugim już nieco było).
Tutaj tylko jedno zdjęcie w trakcie pracy, bo dekoracje możecie znaleźć tutaj :)
Składniki na tort 16 cm:
- 4 jaja
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 szklanki mąki
- czubata łyżka kakao
- czubata łyżka mąki ziemniaczanej
- pół tabliczki roztopionej i przestudzonej czekolady
- 250g mascarpone
- 150ml kremówki
- 150g gorzkiej czekolady
- 1/4 szklanki cukru pudru
- małe opakowanie malin
- mały kieliszek wódki (pominęłam, bo na urodzinach gościły dzieci)
- herbata malinowa bądź sok malinowy
Blaty nasączamy herbatą, nakładamy masę i maliny. Potem drugi biszkopt i powtarzamy.
Do oblania możecie przygotować ganache czekoladowy.
poniedziałek, 16 września 2013
domowy sok malinowy
W mojej rodzinie niewiele robiło się przetworów na zimę. Co prawda ogórków kiszonych jest cała piwnica, ale jeśli chodzi o dżemy czy inne przysmaki to było niewiele. W zeszłym roku sama zaczęłam podejmować pierwsze kroki w robieniu dżemów i stwierdziłam, że jest to świetna sprawa. Nie ma to jak otworzyć w styczniu słoik pachnący latem :) W tym roku, z racji ograniczonych możliwości przechowywania, przygotowuję dwie rzeczy i pierwszą z nich jest sok malinowy. Słodki, gęsty, idealnie nadający się do zimowej herbaty narciarskiej. Mam nadzieję, że będzie smakował!
Składniki na 250-300ml soku:
-pełna, większa kobiałka malin
-1/4 szklanki cukru (zawsze możecie dosłodzić)
-1/3 szklanki wody
Maliny przebieramy i myjemy. Wrzucamy do rondelka, dodajemy cukier i wodę i zaczynamy podgrzewać na małym ogniu. Gotujemy ok 15-20 minut, a następnie przecedzamy przez sitko i resztki malin przecieramy. Ja nieco kawałków owoców zostawiłam ;) Zagotowujemy i szybko nalewamy do wyparzonego słoiczka. Zakręcamy, odwracamy do góry nogami i kiedy nieco wystygnie chowamy do lodówki lub spiżarki.
Składniki na 250-300ml soku:
-pełna, większa kobiałka malin
-1/4 szklanki cukru (zawsze możecie dosłodzić)
-1/3 szklanki wody
Maliny przebieramy i myjemy. Wrzucamy do rondelka, dodajemy cukier i wodę i zaczynamy podgrzewać na małym ogniu. Gotujemy ok 15-20 minut, a następnie przecedzamy przez sitko i resztki malin przecieramy. Ja nieco kawałków owoców zostawiłam ;) Zagotowujemy i szybko nalewamy do wyparzonego słoiczka. Zakręcamy, odwracamy do góry nogami i kiedy nieco wystygnie chowamy do lodówki lub spiżarki.
wtorek, 9 lipca 2013
mali-czeko, połączenie idealne
Zaplanowałam tort na niedzielę na urodziny dziadka, ale okazało się, że restauracja i tego zabrania ze sobą zabrać. Tort miał być z malinami, musem czekoladowym i... nie zdradzę wszystkiego, bo wciąż zamierzam go upiec ;) Pozostała jednak ochota na połączenie malin i czekolady. Z pomocą mi przyszło nasze sobotnie poranne wyjście, śniadanie w mieście. Pałaszując kanapkę z pesto, mozzarellą, szynką suszoną i suszonymi pomidorami zobaczyłam w gablotce tartę z czekoladowym kremem i malinami. Doskonale wiedziałam za co się zabiorę po powrocie do domu.
Krem ma nieco musową konsystencję. Smakuje dobrze zaraz po przygotowaniu, ale jeszcze lepiej, jeśli wstawicie na kilka godzin do lodówki. Nie dałam dużo cukru, bo chodzi o intensywność czekolady połączoną z kwaskowatym smakiem malin. Przyznam, że wolę to połączenie od truskawek i czekolady.
Krem ma nieco musową konsystencję. Smakuje dobrze zaraz po przygotowaniu, ale jeszcze lepiej, jeśli wstawicie na kilka godzin do lodówki. Nie dałam dużo cukru, bo chodzi o intensywność czekolady połączoną z kwaskowatym smakiem malin. Przyznam, że wolę to połączenie od truskawek i czekolady.
Składniki na tartę 22-24cm:
-3/4 kostki masła
-niecałe 2 szklanki mąki
-4 łyżki cukru pudru
-2 łyżki śmietany
-2 tabliczki gorzkiej czekolady
-250 ml kremówki
-opakowanie mascarpone
-cukier puder do smaku
-ok 40-50 dag malin
Masło siekamy z mąką, a następnie zagniatamy ze śmietaną i cukrem pudrem na elastyczne ciasto. Chłodzimy w lodówce przez ok pół godziny. Następnie wykładamy nim formę, nakłuwamy i pieczemy ok 15 - 20 minut w 200 stopniach.
Czekoladę podgrzewamy razem z kremówką i chłodzimy. Mascarpone ucieramy z cukrem pudrem (na początek 2-3 łyżki, potem możecie dodać więcej), dolewamy masę czekoladową i miksujemy na gładką masę. Wylewamy na spód, dekorujemy malinami i chłodzimy.
***
Jak minął weekend? Kilka szczegółów już zdradziłam wcześniej ;) W sobotę musieliśmy się wyspać, a po pobudce stwierdziliśmy, że lodówka prawie pusta, więc idziemy wykorzystać wypełnioną kartę stałego klienta do Mięty. Był to chyba najciekawszy punkt dnia, bo potem sprzątanie, projekt, odpoczywanie ;) W niedzielę byliśmy zaproszeni do restauracji z okazji urodzin dziadka, a po powrocie wybraliśmy się na rolki.
Wyzwanie na najbliższy czas? Zorganizowanie się tak, żeby mieć siły na sprzątanie mieszkania w tygodniu, bo jak spojrzałam w kalendarz to weekendy mamy zaplanowane do połowy września...
czwartek, 6 września 2012
nasza setka i babeczkowo
Jeśli ktoś przegląda dokładnie bloga to pewnie zauważył, że wczoraj licznik przekręcił się do 6 okienek, czyli przekroczone zostało 100 tys. odwiedzin. Ja wiem, że w porównaniu z innymi stronami to "nic takiego", dla mnie jednak to powód do radości, że jesteście ze mną i tu zaglądacie. Mam w zanadrzu małą niespodziankę, ale o tym przy kolejnym wpisie ;) W dzisiejszym zapraszam na okrągłe, jak zera, babeczki z malinami. Przepis jest autorstwa Nigelli, ja postanowiłam tylko zmienić owoce, z borówek na maliny.
Składniki na ok 16 babeczek:
-150 g mąki pszennej
-100 g mąki kukurydzianej
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
-150 g cukru (ja dałam ok 120g)
-125 ml oleju
-125 ml maślanki lub kefiru lub jogurtu naturalnego
-1 jajko
-owoce
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Suche składniki łączymy razem, mokre łączymy ze sobą, a następnie wszystko mieszamy i dodajemy owoce. Nakładamy do 2/3 wysokości papilotek i pieczemy przez ok 20 minut.
***
Korzystając z promocji na grouponie poszliśmy wczoraj z L. do Manufaktury Cupcakes :) Ja spróbować nowych babeczek oraz kawy, a L. żeby zobaczyć jak tam jest. Lubię takie kupony i 50% zniżki.
Wieczorem obejrzeliśmy 'The Avengers' - jeśli ktoś lubi patrzeć na superbohaterów walczących ze złymi siłami i niszczących przy tym pół Nowego Jorku albo na Chrisa Hemswortha bądź Roberta Downeya Jr. to warto obejrzeć ;)
Nie wiem czy wypalą nasze plany z wyjazdem do Chaty w górach na weekend. U L. w firmie zaczyna się gorący okres, więc będzie siedział dłużej i cholera wie czy go puszczą w piątek o rozsądnej godzinie. Najwyżej wymyślimy coś innego.
piątek, 3 sierpnia 2012
domowe lody malinowe
Już od dłuższego czasu myślałam o tym, żeby przygotować domowe lody. Wracając z zakupów stwierdziłam, że będą malinowe :) Po miksowaniu i chłodzeniu znalazły się w białych kubeczkach, w idealnych porcjach na małe-co-nieco.
Składniki na ok 1 litr lodów:
-500g malin
-600ml kremówki
-3 łyżki serka naturalnego
-cukier puder do smaku
Maliny miksujemy. Kremówkę ubijamy z cukrem pudrem, pod koniec dodajemy serek oraz mus malinowy i mieszamy. Wstawiamy do zamrażalnika. Mniej więcej co godzinę i wyjmujemy i chwilę ubijamy (powtarzamy to 4-5 razy). Chłodzimy całą noc.
***
Upał grzeje, a ja staram się go unikać. Pomiędzy zumbą, czytaniem i moją szybką chorobą udało nam się z L. też trochę wyjść. Razem z jego siostrą i szwagrem odwiedziliśmy ich babcię, a następnego dnia popołudniu wybraliśmy się do kina na "Mroczny Rycerz powstaje". Film nam się bardzo podobał, a ja znów stałam się fanką Batmana. Szczerze przyznam, że seria o Batmanie w wersji Burtona to jedne z nielicznych filmów tego reżysera, które mi nie przypadły do gustu. Moje spojrzenie na tę historię zmienił "Mroczny Rycerz", którego obejrzałam ze względu na mojego ulubionego, nieżyjącego już aktora, Heatha Ledgera, wcielającego się w niezapomnianą rolę Jokera. I czekałam na trzecią część, żeby zasiąść w kinowym fotelu i zniknąć na blisko trzy godziny. A kto uważnie słuchał na lekcjach polskiego będzie wiedział jaką sceną zakończy się film :)
I uwielbiam drobne niespodzianki ze strony L., tym razem w wazonie stoi pięć białych róż.
piątek, 6 lipca 2012
malinowy obiad u babci
Smak dzieciństwa specjalnie dla mnie nieco zmieniony. Wszyscy zajadali się racuchami z jabłkami, mi one nie smakowały. Moje były z brzoskwiniami albo z jagodami i malinami.
Myślę, że dla wielu osób jest to danie, które kojarzy się w wakacjami czy popołudniem u babci.
Myślę, że dla wielu osób jest to danie, które kojarzy się w wakacjami czy popołudniem u babci.
Składniki na 8-10 racuchów:
-szklanka mleka
-1,5 łyżki cukru
-5g drożdży
-1 i 1/4 szklanki mąki
-jajko
-szklanka malin
-cukier puder do posypania
Ciepłe mleko łączymy z drożdżami i cukrem, odstawiamy na 15 minut. Następnie dodajemy jajko i mąkę, mieszamy i odstawiamy na ok pół godziny. Wsypujemy maliny, mieszamy i smażymy na odrobinie tłuszczu z obu stron na złoty kolor.
***
Wtorkowy grill baaaardzo udany :) Co prawda okropnie ciepło, ale w dobrym towarzystwie i z zimnym piwem nawet taka pogoda jest znośna.
Środa spędzona głównie u dziadków i na zbieraniu owoców. Sporą część musiałam zamrozić, bo nie wiem co zrobić z taką ilością. Wieczorem spacer z L. i moja ochota na frytki o 21.30.
Wczoraj większość dnia spędzona leniwie w domu. Z książką, z szybkim obiadem i popołudniem spędzonym na treningu :) Stwierdziłam, że dwie godziny pod rząd to jednak nie najlepsze wyjście, bo pierwsza godzina spędzona na konkretnych ćwiczeniach jest tak męcząca, że potem nie mam już dużej frajdy na zumbie. Dlatego wolę to sobie rozbić - dziś ćwiczenia, a jutro pójdę na zumbę :)
A dzisiaj trzeba się powoli pakować, bo już jutro jedziemy. Kurcze, znowu czuję się zaskoczona, że to już ;) Wieczorem na imprezę ze szkoły tańca, a potem wyspać się, zrobić jagodzianki i w drogę!
PS Nie znaczy to, że milknę ;) Zadbałam wcześniej, żeby wpisy kulinarne się pojawiały. Mam nadzieję, że przy okazji uda mi się dopisać kilka słów jak nam lecą wakacje. Buziaki!
PS2 Zdałam te dwie części z baz danych, które mi zostały na II termin. Także 4 do indeksu leci.
sobota, 30 czerwca 2012
babeczki lekkie jak piórko, czyli wspólne pieczenie
Już od pewnego czasu miałam ochotę zaangażować się w taką akcję. Zauważyłam temat, weszłam na bloga. I tak, oczywiście, że jestem chętna na wspólne pieczenie. Założenie było jedno - kruche babeczki z musem z czekolady i owocami. Jednak dodatków może być tyle, ile piekących :)
Babeczki wyszły przepyszne. Co prawda moim zdaniem wystarczy zrobić mus z połowy składników, ale ten pozostały zjedliśmy z malinami (i smakowało nam bardziej niż same babeczki <3). Babeczek wyszło mi 10 małych i jedna nieco większa (tartaletka).
Za organizację wspólnego pieczenia bardzo dziękuję Patrycji z Waniliowej Kuchni :)
A inne pomysły na babeczki znajdziecie także u:
Masło utrzeć na puch z cukrem pudrem. Dodać mąkę i cukier z wanilią, jeszcze raz zmiksować. Dodać śmietanę, wymieszać dłonią, przełożyć na stolnicę. Zagnieść gładkie ciasto podsypując mąką, chłodzić 15- 30 minut. Po tym czasie rozwałkować jak na pierogi, wykrawać koła i wykładać foremki do babeczek (10- 12). Piec 15- 25 minut w 180 stopniach, wystudzić.
Połamaną na kostki czekoladę podgrzać w rondelku z kremówką. Jeszcze ciepły mus przelać do babeczek, odłożyć do zastygnięcia, udekorować.
Babeczki wyszły przepyszne. Co prawda moim zdaniem wystarczy zrobić mus z połowy składników, ale ten pozostały zjedliśmy z malinami (i smakowało nam bardziej niż same babeczki <3). Babeczek wyszło mi 10 małych i jedna nieco większa (tartaletka).
Za organizację wspólnego pieczenia bardzo dziękuję Patrycji z Waniliowej Kuchni :)
A inne pomysły na babeczki znajdziecie także u:
Konrada - Domowy Kucharz
Izy - Smaczna Pyza
Joli - Abc mojej kuchni
Sylwii - Pożeraczka
Magdy - Seven days in sunny June
Bartka - Facet na talerzu
Oli - Kuchcik Ola
Magdy - Drobinki smaków
Agaty - Crispy Biscuits
Nadziei - W wiśniowym ogrodzie
Pauliny - Bagietka
Ciasto:
-35 g miękkiego masła
-30 g cukru pudru
-150 g mąki
- 1/4 szklanki kefiru lub śmietany
- łyżeczka cukru z wanilią
Mus:
-200 g czekolady
-200- 220 ml śmietanki 30%
-owoce do dekoracji
-200 g czekolady
-200- 220 ml śmietanki 30%
-owoce do dekoracji
Masło utrzeć na puch z cukrem pudrem. Dodać mąkę i cukier z wanilią, jeszcze raz zmiksować. Dodać śmietanę, wymieszać dłonią, przełożyć na stolnicę. Zagnieść gładkie ciasto podsypując mąką, chłodzić 15- 30 minut. Po tym czasie rozwałkować jak na pierogi, wykrawać koła i wykładać foremki do babeczek (10- 12). Piec 15- 25 minut w 180 stopniach, wystudzić.
Połamaną na kostki czekoladę podgrzać w rondelku z kremówką. Jeszcze ciepły mus przelać do babeczek, odłożyć do zastygnięcia, udekorować.
***
Pomimo posiadania czytnika e-booków i tak nie mogę się oprzeć pokusie zakupu książek. Na wakacyjny wyjazd zaopatrzyłam się w kryminał "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" (ach te wyprzedaże w Matrasie) i czekam na dostarczenie z allegro "Genialna maszyna. Biografia serca" :) Tym czasem muszę skończyć "Pacjentów" i zabieram się za drugą część Pottera. Mówiłam już, że uwielbiam książkowy świat?
Wczoraj dzień spędzony z L. - spacery, kawa, dużo śmiechu. Wieczorem skoczyłam na zumbę. A dzisiaj zakupy z mamą, później może wypad nad wodę i ciasto wypchane jagodami :)
Udanego weekendu!
niedziela, 2 października 2011
odrobina przyjemności, czyli devil's food cake z malinami
Bardzo intensywne dwa dni za mną, a dziś siedzę w łóżku i sobie choruję. Cóż, jak co roku na jesień, a ja sobie sama zasłużyłam na to ignorując pogodę i robiąc po swojemu, tabletki i herbata, a jutro powinnam być już na nogach ;)
Relację z piątku już częściowo znacie, ale o godzinie 17, kiedy wszystko było gotowe, szarlotka w piekarniku zjawili się goście, i nawet nie wiedziałam, że nasze mieszkanko ma taką pojemność ;) Tort, rozmowy, alkohol, nocne spacery i tańce - tak mogę streścić przebieg imprezy, na której pod względem jedzenia królował mój chlebek z domowym smalcem. Wśród kwiatków, pendrive'ów, win, strojów rowerowych znalazły się także dwa pomysłowe prezenty. Dostałam ciężką paczkę, a po napięciu związanym z jej odpakowywaniem okazało się, że dostałam wszystkie składniki na placek ze śliwkami! Największą furorę wzbudził inny prezent, bo moi koledzy wpadli na pomysł zakupienia mi...wibratora. Tak, sztuczny, wibrujący penis. Nie wiem dlaczego wśród panów (kobiety był dwie, łącznie ze mną) wywołał taką sensację, ale został obmacany, wybrudzony, a wszyscy musieli się nim podotykać...
Po niewielu godzinach snu trzeba było wcześnie wstać w sobotę i jechać do Krakowa. Wyruszyliśmy z "tylko" godzinnym opóźnieniem ;) po drodze trafiając na korek, myląc kilka razy drogę, parkując przez 20 minut. Ale dotarliśmy, był spacer na Rynek, na którym było milion ludzi, a potem pojechaliśmy do kuzyna mojej mamy, który mieszka na peryferiach Krakowa w prześlicznym domu, z naprawdę wspaniałym ogrodem. Byłam zachwycona tym miejscem! Na stole pyszności - zjadłam nawet ślimaki, pogoda słoneczna, miłe towarzystwo i Mała K. która się tuliła i wygłupiała. A jak przyszedł L. się przytulić, Mała siedziała mi na kolanach, śmiała się i bawiła moją spinką-motylem to aż mi się zachciało mieć tak na co dzień ;) Jednak na razie codziennie mogę sobie piec ciasta albo torty. W piątek postanowiłam połączyć trzy ulubione smaki - czekoladę, bitą śmietanę i maliny. I powstał, nie do końca tort, ale ciasto, które śmiało może za taki robić. Devil's food cake z malinami! Czekoladowy biszkopt, który jest delikatny, wilgotny i rozpływa się w ustach...
Składniki na blachę 26cm:
-400g mąki
-160g gorzkiej czekolady
-200g cukru trzcinowego
-250g cukru białego
-2/3 szklanki maślanki
-4 łyżki kakao
-3 jajka
-160g miękkiego masła
-1,5 łyżeczki sody
-225ml wody
-niecała łyżeczka proszku do pieczenia
-1,5 małego opakowania malin (nie wiem ile to gramów)
-pół litra śmietany kremówki
-dżem malinowy
Robiłam dwa blaty, każdy oddzielnie, czyli składniki na pół (zrobiłam nawet 1,5 jajka!), ale myślę, że robiąc całość na raz i piekąc dwa razy nie powinno być problemu ;)
Czekoladę łamiemy i wrzucamy do garnuszka, dolewamy maślankę i cukier trzcinowy. Wszystko gotujemy do rozpuszczenia czekolady. Mąkę przesiewamy do miski razem z kakao, sodą i proszkiem do pieczenia. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Masło ucieramy mikserem na białą, puszystą masę. Pod koniec dodajemy cukier i żółtka, wszystko razem ucieramy. Dolewamy masę z czekoladą i miksujemy. Następnie na zmianę dosypujemy mąkę i dolewamy wodę, wszystko miksując na wolnych obrotach aż uzyskamy jednolitą masę. Na koniec ubijamy białka i mieszamy je delikatnie z resztą ciasta, przelewamy do formy i pieczemy pół godziny, pod koniec sprawdzając wykałaczką czy ciasto jest już suche.
Jeden blat smarujemy cienką warstwą dżemu, nakładamy większość ubitej śmietany i delikatnie kładziemy drugi blat na górę. Smarujemy z wierzchu cienką warstwą śmietany i układam na górze maliny. Voila!
Zabrzmię pewnie bardzo nieskromnie, ale to najlepszy tort jaki jadłam w życiu ;)
Miłej niedzieli!
Relację z piątku już częściowo znacie, ale o godzinie 17, kiedy wszystko było gotowe, szarlotka w piekarniku zjawili się goście, i nawet nie wiedziałam, że nasze mieszkanko ma taką pojemność ;) Tort, rozmowy, alkohol, nocne spacery i tańce - tak mogę streścić przebieg imprezy, na której pod względem jedzenia królował mój chlebek z domowym smalcem. Wśród kwiatków, pendrive'ów, win, strojów rowerowych znalazły się także dwa pomysłowe prezenty. Dostałam ciężką paczkę, a po napięciu związanym z jej odpakowywaniem okazało się, że dostałam wszystkie składniki na placek ze śliwkami! Największą furorę wzbudził inny prezent, bo moi koledzy wpadli na pomysł zakupienia mi...wibratora. Tak, sztuczny, wibrujący penis. Nie wiem dlaczego wśród panów (kobiety był dwie, łącznie ze mną) wywołał taką sensację, ale został obmacany, wybrudzony, a wszyscy musieli się nim podotykać...
Po niewielu godzinach snu trzeba było wcześnie wstać w sobotę i jechać do Krakowa. Wyruszyliśmy z "tylko" godzinnym opóźnieniem ;) po drodze trafiając na korek, myląc kilka razy drogę, parkując przez 20 minut. Ale dotarliśmy, był spacer na Rynek, na którym było milion ludzi, a potem pojechaliśmy do kuzyna mojej mamy, który mieszka na peryferiach Krakowa w prześlicznym domu, z naprawdę wspaniałym ogrodem. Byłam zachwycona tym miejscem! Na stole pyszności - zjadłam nawet ślimaki, pogoda słoneczna, miłe towarzystwo i Mała K. która się tuliła i wygłupiała. A jak przyszedł L. się przytulić, Mała siedziała mi na kolanach, śmiała się i bawiła moją spinką-motylem to aż mi się zachciało mieć tak na co dzień ;) Jednak na razie codziennie mogę sobie piec ciasta albo torty. W piątek postanowiłam połączyć trzy ulubione smaki - czekoladę, bitą śmietanę i maliny. I powstał, nie do końca tort, ale ciasto, które śmiało może za taki robić. Devil's food cake z malinami! Czekoladowy biszkopt, który jest delikatny, wilgotny i rozpływa się w ustach...
Składniki na blachę 26cm:
-400g mąki
-160g gorzkiej czekolady
-200g cukru trzcinowego
-250g cukru białego
-2/3 szklanki maślanki
-4 łyżki kakao
-3 jajka
-160g miękkiego masła
-1,5 łyżeczki sody
-225ml wody
-niecała łyżeczka proszku do pieczenia
-1,5 małego opakowania malin (nie wiem ile to gramów)
-pół litra śmietany kremówki
-dżem malinowy
Robiłam dwa blaty, każdy oddzielnie, czyli składniki na pół (zrobiłam nawet 1,5 jajka!), ale myślę, że robiąc całość na raz i piekąc dwa razy nie powinno być problemu ;)
Czekoladę łamiemy i wrzucamy do garnuszka, dolewamy maślankę i cukier trzcinowy. Wszystko gotujemy do rozpuszczenia czekolady. Mąkę przesiewamy do miski razem z kakao, sodą i proszkiem do pieczenia. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Masło ucieramy mikserem na białą, puszystą masę. Pod koniec dodajemy cukier i żółtka, wszystko razem ucieramy. Dolewamy masę z czekoladą i miksujemy. Następnie na zmianę dosypujemy mąkę i dolewamy wodę, wszystko miksując na wolnych obrotach aż uzyskamy jednolitą masę. Na koniec ubijamy białka i mieszamy je delikatnie z resztą ciasta, przelewamy do formy i pieczemy pół godziny, pod koniec sprawdzając wykałaczką czy ciasto jest już suche.
Jeden blat smarujemy cienką warstwą dżemu, nakładamy większość ubitej śmietany i delikatnie kładziemy drugi blat na górę. Smarujemy z wierzchu cienką warstwą śmietany i układam na górze maliny. Voila!
Zabrzmię pewnie bardzo nieskromnie, ale to najlepszy tort jaki jadłam w życiu ;)
Miłej niedzieli!
czwartek, 1 września 2011
czekoladki z malinami
Przyszedł nowy rok szkolny, ale ja jeszcze mogę ze spokojem oddychać i odpoczywać. W najbliższym czasie pewnie będę musiała skoczyć po kilka wpisów z indeksami mojej grupy, bo noszę indeksy większości osób, jak to na miłą starościnę grupy przystało. Powoli zbliża się także jesień, lato daje trochę wytchnienia i spacery stały się bardzo przyjemne. Ostatnio postanowiłam na poprawę humoru kupić sobie pudełeczko malin, bo to pewnie jedne z ostatnich - już nie są takie duże i słodkie, ale dalej wspaniale smakują. Wróciłam do domu i przypomniał mi się jeden przepis, który mnie zachwycił, ale nie zdarzyła się jeszcze okazja do jego wypróbowania. Przekopałam wpisy o pralinkach na tym blogu i postanowiłam zrobić czekoladki z nadzieniem malinowym!
Zrobienie czekoladek po raz pierwszy wpadło mi do głowy w kwietniu, kiedy już się oswoiłam z moją kuchnią i zaczęłam planować wypieki na Wielkanoc. Zrobiłam wtedy pralinki z marcepanem (też kiedyś o nich napiszę) i postanowiłam wypróbować formę silikonową do czekoladek w kształcie jajek, zajączków i kaczuszek. Ostatnio przy szale zakupów serduszkowych kupiłam też formę silikonową do czekoladek w kształcie serc :)
Oczywiście przy okazji się zdenerwowałam, bo zamówiłam włoską formę silikonową, a potem znalazłam tańszy odpowiednik, ale trudno. Foremki do lodu np. z Ikei też się świetnie do robienia czekoladek nadają.
Składniki na 15 czekoladek:
-pół szklanki malin
-pół łyżki cukru
-100g białej czekolady
-25 ml śmietanki kremówki
-150g gorzkiej czekolady do oblania
-dodatkowo szklana miska (najlepiej dwie), pędzel, sitko i foremka silikonowa
Maliny z cukrem wrzucić do garnuszka i zagotować. Po 2 minutach zdjąć z ognia i przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek. Wymaga to cierpliwości i trochę siły :) Postawić przecier bez pestek na ogniu i gotować aż otrzymamy łyżkę, półtorej musu malinowego. Opcjonalnie można dodać łyżeczkę wódki. I ostudzić.
Do miski wrzucić połamaną białą czekoladę i rozpuścić w kąpieli wodnej. Po chwili dolać kremówkę i dodać mus malinowy, wszystko razem zmieszać. Odstawić do przestudzenia, nasze nadzienie powinno zgęstnieć.
Teraz przygotowanie formy do czekoladek :)
W kąpieli wodnej roztapiamy pół tabliczki czekolady. Zostawiamy do przestudzenia, żeby trochę zgęstniała. Bierzemy pędzel i bawimy się w czekoladowych artystów - malujemy nasze formy czekoladą od środka. Pół czekolady powinno starczyć na dość grubą warstwę wymalowania 15-20 (zależnie od głębokości) miejsc w foremce. Chowamy do lodówki i czekamy aż czekolada stwardnieje.
Potem powtarzamy tę czynność - podwójna warstwa czekolady robi mocniejsze czekoladki i nie będą pękać przy wyjmowaniu.
Po drugim schłodzeniu wypełniamy formę masą malinową, zostawiając trochę miejsca na wypełnienie czekoladą od góry. Przed zalaniem spodu czekoladą nie trzeba chłodzić formy, ale potem wstawiamy do lodówki i najlepiej w niej przechowywać czekoladki :)
Białą czekoladę można kupić gorszej jakości, bo dużo smaku nie zmieni. Ale warto kupić dobrą gorzką czekoladę (praktycznie zawsze używam Wedla), bo dobrze się rozpuści, nie trzeba jej temperować i czekoladki będą ładne. Smacznego i dobrego nowego roku szkolnego!
***
Zawsze jak myślę o 1 wrześniu i o rozpoczęciu roku przypominają mi się te najważniejsze trzy rozpoczęcia pierwszych klas. I wielka tuba ze słodyczami jaką miałam idąc do podstawówki. Pewnie część słodkości dla moich dzieci w przyszłości zrobię sama.
L. kupuje dzisiaj samochód, za chwilę będziemy jechać go odebrać :) Trochę się naszukaliśmy i w końcu stanęło na ofercie z Gliwic, co prawda nie spełniła wszystkich naszych zachcianek, ale żadna z pozostałych również taka nie była, a w tym przypadku nie musieliśmy jeździć przez pół Polski po samochód. Stare auto sprzedane wczoraj wieczorem, więc wyszło to idealnie w czasie.
Dziadek wrócił od rodziny z Niemiec i przywiózł 2,5 kg żelków Haribo. Dostaliśmy z L. sporą część i trzeba chować opakowanie, bo zaraz wszystkie znikną.
Po wczorajszej zumbie naładowałam się znów energią :) W przyszłym tygodniu zmienia się "rozkład jazdy", a ja idę w poniedziałek zobaczyć jak to będzie na capoeirze.
Zrobienie czekoladek po raz pierwszy wpadło mi do głowy w kwietniu, kiedy już się oswoiłam z moją kuchnią i zaczęłam planować wypieki na Wielkanoc. Zrobiłam wtedy pralinki z marcepanem (też kiedyś o nich napiszę) i postanowiłam wypróbować formę silikonową do czekoladek w kształcie jajek, zajączków i kaczuszek. Ostatnio przy szale zakupów serduszkowych kupiłam też formę silikonową do czekoladek w kształcie serc :)
Oczywiście przy okazji się zdenerwowałam, bo zamówiłam włoską formę silikonową, a potem znalazłam tańszy odpowiednik, ale trudno. Foremki do lodu np. z Ikei też się świetnie do robienia czekoladek nadają.
Składniki na 15 czekoladek:
-pół szklanki malin
-pół łyżki cukru
-100g białej czekolady
-25 ml śmietanki kremówki
-150g gorzkiej czekolady do oblania
-dodatkowo szklana miska (najlepiej dwie), pędzel, sitko i foremka silikonowa
Maliny z cukrem wrzucić do garnuszka i zagotować. Po 2 minutach zdjąć z ognia i przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek. Wymaga to cierpliwości i trochę siły :) Postawić przecier bez pestek na ogniu i gotować aż otrzymamy łyżkę, półtorej musu malinowego. Opcjonalnie można dodać łyżeczkę wódki. I ostudzić.
Do miski wrzucić połamaną białą czekoladę i rozpuścić w kąpieli wodnej. Po chwili dolać kremówkę i dodać mus malinowy, wszystko razem zmieszać. Odstawić do przestudzenia, nasze nadzienie powinno zgęstnieć.
Teraz przygotowanie formy do czekoladek :)
W kąpieli wodnej roztapiamy pół tabliczki czekolady. Zostawiamy do przestudzenia, żeby trochę zgęstniała. Bierzemy pędzel i bawimy się w czekoladowych artystów - malujemy nasze formy czekoladą od środka. Pół czekolady powinno starczyć na dość grubą warstwę wymalowania 15-20 (zależnie od głębokości) miejsc w foremce. Chowamy do lodówki i czekamy aż czekolada stwardnieje.
Potem powtarzamy tę czynność - podwójna warstwa czekolady robi mocniejsze czekoladki i nie będą pękać przy wyjmowaniu.
Po drugim schłodzeniu wypełniamy formę masą malinową, zostawiając trochę miejsca na wypełnienie czekoladą od góry. Przed zalaniem spodu czekoladą nie trzeba chłodzić formy, ale potem wstawiamy do lodówki i najlepiej w niej przechowywać czekoladki :)
Białą czekoladę można kupić gorszej jakości, bo dużo smaku nie zmieni. Ale warto kupić dobrą gorzką czekoladę (praktycznie zawsze używam Wedla), bo dobrze się rozpuści, nie trzeba jej temperować i czekoladki będą ładne. Smacznego i dobrego nowego roku szkolnego!
***
Zawsze jak myślę o 1 wrześniu i o rozpoczęciu roku przypominają mi się te najważniejsze trzy rozpoczęcia pierwszych klas. I wielka tuba ze słodyczami jaką miałam idąc do podstawówki. Pewnie część słodkości dla moich dzieci w przyszłości zrobię sama.
L. kupuje dzisiaj samochód, za chwilę będziemy jechać go odebrać :) Trochę się naszukaliśmy i w końcu stanęło na ofercie z Gliwic, co prawda nie spełniła wszystkich naszych zachcianek, ale żadna z pozostałych również taka nie była, a w tym przypadku nie musieliśmy jeździć przez pół Polski po samochód. Stare auto sprzedane wczoraj wieczorem, więc wyszło to idealnie w czasie.
Dziadek wrócił od rodziny z Niemiec i przywiózł 2,5 kg żelków Haribo. Dostaliśmy z L. sporą część i trzeba chować opakowanie, bo zaraz wszystkie znikną.
Po wczorajszej zumbie naładowałam się znów energią :) W przyszłym tygodniu zmienia się "rozkład jazdy", a ja idę w poniedziałek zobaczyć jak to będzie na capoeirze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)