photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2014

domowy sok typu "Kubuś"

Pamiętam, że moja babcia zawsze była wyczulona na moją bladą cerę. Dostawałam tran, witaminy oraz litry soku z marchewki, robionego przez nią i przez moją mamę. Przez długie lata istniał dla mnie tylko naturalny sok z marchwi, a słodkich "ulepków" typu Kubuś czy Vitaminka nie umiałam wypić, bo gęste i za słodkie. Po latach zdarza mi się po nie sięgnąć, podobnie jak po jednodniówki z marchewki, chociaż wiem, że to nie to samo, co sok zrobiony w domu. A tym bardziej marchewa zjedzona w całości, którą lubię podjadać w pracy. Ostatnio jednak naszła mnie ochota na stworzenie gęstego, marchwiowo-owocowego soku w mojej kuchni. Wyszedł przepyszny i wiem, że coraz częściej będzie pojawiał się w naszych szklankach do śniadania czy kolacji.




Składniki na 3-4 porcje:
- 3 marchewki
- banan
- jabłko
- sok z 2 pomarańczy
- szklanka innych owoców (u mnie tym razem maliny)
- ok 500 ml wody
- opcjonalnie miód

Marchewkę gotujemy do miękkości. Do naczynia do blendowania wrzucamy marchewkę, banana, starte jabłko, maliny i dolewamy sok z pomarańczy. Wszystko miksujemy na gładką masę, w razie potrzeby rozcieńczamy wodą i dosładzamy miodem. Wszystko zagotowujemy i przecedzamy przez sito, żeby pozbyć się pestek czy źle zblendowanych kawałków owoców.


piątek, 13 czerwca 2014

piknikowy kompot rabarbarowo-truskawkowy

Za oknem piękna pogoda, która kusi na dwór. Długie spacery, wypady nad wodę, a może piknik na trawie? Wszystko to dobre opcje na spędzenie weekendu w gronie rodziny lub znajomych. Pewnie każdy z nas planuje proste, ale pyszne menu, by jeszcze przyjemniej spędzić taki dzień. A co warto zabrać ze sobą do picia? Oprócz standardowych wyborów prosto ze sklepu można przygotować domową lemoniadę lub kompot. Lekko czerwony, pachnący rabarbarem i truskawkami, a smakujący latem. W zakorkowanej, szklanej butelce może spowodować lawinę wspomnień z dzieciństwa.




czwartek, 29 maja 2014

arbuzada - lemoniada w różu

Pierwsza fala upałów za nami. Nie przepadam za taką pogodą i zamiast cieszyć się, że już prawie lato staram się jakoś przetrwać. Jedną z najważniejszych kwestii, o której trzeba pamiętać jest nawadnianie organizmu. Świetnie do tego nadaje się zwykła woda albo owoce, które jej sporo zawierają. Należy do nich arbuz i to właśnie on stał się głównym bohaterem napoju, który ostatnio bardzo mi smakuje. 
Najlepszy będzie mocno dojrzały, dość słodki. Dzięki temu nie trzeba dodawać ani grama cukru do napoju.




sobota, 15 marca 2014

smoothie miętowo-pomarańczowe

Zielone koktajle i smoothie to bomba witamin. Najtrudniejszy jest pierwszy krok - trzeba się przełamać i wypić taki zielonkawy napój, który swoim kolorem mało kogo zachęca. Ale potem jest już tylko prościej :) Do moich ulubionych należy ten bazujący na szpinaku, ale uwielbiam także inny, jeszcze prostszy, bo dwuskładnikowy napój. Idealny zamiast porannej kawy lub w ramach deseru.




Składniki na 2 porcje:
- 1,5 szklank soku pomarańczowego
- dwie doniczki mięty (taka tradycyjnych rozmiarów dla ziół)
- jedna obrana pomarańcz

Przy smoothie nie ma wielkiej fantazji - wszystko wrzucamy i miksujemy.

***
Naszło mnie na zmiany.
Macie jakieś uwagi albo pomysły?

poniedziałek, 16 września 2013

domowy sok malinowy

W mojej rodzinie niewiele robiło się przetworów na zimę. Co prawda ogórków kiszonych jest cała piwnica, ale jeśli chodzi o dżemy czy inne przysmaki to było niewiele. W zeszłym roku sama zaczęłam podejmować pierwsze kroki w robieniu dżemów i stwierdziłam, że jest to świetna sprawa. Nie ma to jak otworzyć w styczniu słoik pachnący latem :) W tym roku, z racji ograniczonych możliwości przechowywania, przygotowuję dwie rzeczy i pierwszą z nich jest sok malinowy. Słodki, gęsty, idealnie nadający się do zimowej herbaty narciarskiej. Mam nadzieję, że będzie smakował!




Składniki na 250-300ml soku:
-pełna, większa kobiałka malin
-1/4 szklanki cukru (zawsze możecie dosłodzić)
-1/3 szklanki wody

Maliny przebieramy i myjemy. Wrzucamy do rondelka, dodajemy cukier i wodę i zaczynamy podgrzewać na małym ogniu. Gotujemy ok 15-20 minut, a następnie przecedzamy przez sitko i resztki malin przecieramy. Ja nieco kawałków owoców zostawiłam ;) Zagotowujemy i  szybko nalewamy do wyparzonego słoiczka. Zakręcamy, odwracamy do góry nogami i kiedy nieco wystygnie chowamy do lodówki lub spiżarki.







wtorek, 19 czerwca 2012

green smoothie

Myślę, że wielu z Was pamięta poprzedni wpis o zielonym koktajlu. Spodziewałam się Waszych reakcji na wiadomość o jego składzie. Ja jednak zostałam przekonana do zielonych, szpinakowych napoi, dlatego też ostatnio powstał kolejny do mojego śniadania. Dwa składniki już znacie, jest to szpinak i banan. Trzecim, zamiast mleka, stał się sok pomarańczowy.


Składniki na ok 400ml:
-porządna garść szpinaku
-banan
-sok z jednej, sporej pomarańczy


Wszystko miksujemy ;)




Propozycja na II śniadanie w konkursie Kuchania 24/7


***
Dwa gorące dni, a ja już nie chcę lata. W takich chwilach cieszę się, że nie jestem mężczyzną, bo na egzamin mogę ubrać lekką sukienkę, a nie długi garnitur. 
Szczerze przyznam, że mam dość tego semestru, bo ciągnie się i ciągnie, a ja praktycznie nic nie zrobiłam w jego trakcie. Dodatkowo jest mi bardzo ciężko zmobilizować się do nauki - rok temu byłam już po sesji, uczelnia nie nakłada na mnie dużych obciążeń i nie mam pewnego rytmu, w który zawsze wpadałam w szkole. Potrzebuję porządnej mobilizacji, nawału obowiązków, wtedy zawsze najlepiej daję radę. 
Mam wrażenie, że marnuję czas. I już wiem, dlaczego czas spędzany w kuchni oraz na uprawianiu sportu sprawia mi taką przyjemność. Czuję, że się rozwijam, do czegoś dążę, osiągam coraz więcej. Natomiast nie mogę powiedzieć tego o studiach. Przychodzę, zajęcia są prowadzone w pośpiechu, z większości nic nie wynoszę, dodatkowo dawka stresu "jeśli nie zrobię to nie zaliczę" często psuje atrakcyjność zajęć, na egzamin czy kolokwium jestem w stanie nauczyć się w kilka godzin (moje wykształcenie sprowadza się do nauki przez kilka dni w roku). 
Jest to bardzo frustrujące i smutno mi się robi, gdy widzę jak przez ostatnie dwa lata diametralnie zmieniły się moje priorytety w życiu. I jak dalej jestem z niczym, tak samo jak 2 lata temu. 
...ta pustka mnie przeraża

piątek, 1 czerwca 2012

na wiosenne przyjęcie, czyli zielone smoothie

Kiedy zobaczyłam ten koktajl po raz pierwszy pomyślałam: "Jak można to wypić?". Jednak z czasem coraz więcej o nim myślałam i stwierdziłam, że dopóki nie spróbuję to się nie przekonam. Kilka dni temu zrobiłam go do śniadania i jak się okazało, jest naprawdę świetny! Orzeźwiający, smaczny i bogaty w składniki mineralne. Z powodzeniem można zaserwować go na wiosennym przyjęciu i obserwować zaskoczenie gości, kiedy zdradzimy im skład napoju.
Bo moje zielone smoothie składa się ze szpinaku i banana!


Składniki na jedną porcję:
-banan
-50g szpinaku
-pół szklanki mleka bądź wody

Szpinak może być mrożony albo świeży. Musicie pamiętać, że w przypadku świeżego najpierw miksujemy liście z płynem aż do rozdrobienia, a dopiero potem dodajemy banana. Zaletą mrożonego szpinaku będzie temperatura napoju.


***
Dziś Dzień Dziecka :) Standardowo, kinder niespodzianka się należy, a wieczorem jedziemy na musical "Tarzan" :D Nie mogę się doczekać! Jutro zumba (trzecia w tym tygodniu <3) i jedziemy z Rodzicielką na zakupy. Gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...Mogłabym już teraz mieć sesję, pozaliczać wszystko i wakacje, ale niestety trzeba jeszcze poczekać.

Wczoraj obejrzeliśmy "Nietykalnych" (w końcu). Film jest naprawdę świetny, uśmialiśmy się z L. i wzruszaliśmy. Naprawdę polecam wszystkim :)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

kuchenna prostota i niechcemisienizm noworoczny

Najgorsze w nocy sylwestrowej jest to, że trzeba siedzieć i czekać do północy. A czasem bywają dni kiedy oczy się kleją, człowiek najchętniej by się położył, jednak nie może, więc konsumuje kanapkę za kanapką (a przecież to świeży chleb ze smalcem albo serkiem, więc da się pochłonąć ich całkiem sporo) popijając przedwcześnie otwartym szampanem (na szczęście w lodówce czeka drugi na północ) bądź ginem z tonikiem, rozmawia, śmieje się i czeka...Na magiczne odliczanie i wspaniały pokaz (balkon tudzież okno na ósmym piętrze z widokiem na całe miasto to niezła opcja) fajerwerków, a następnie wychodzi na dwór i przeskakuje z nogi na nogę, bo marznie i patrzy na prywatny kawałek nieba co chwila rozbłyskujący kolorowymi wzorami. Jednak taka noc zdarza się raz w roku, więc sen może poczekać.
Nowy Rok był bardzo leniwy, zostały nadrobione braki w oglądaniu filmów i czytaniu książek, a także wieczorny spacer po Gliwicach, w towarzystwie kawy na wynos i oglądaniu po raz kolejny jak ładnie oświetlili tej zimy nasze miasto.
W takie dni, kiedy nic się nie chce najprostsze rozwiązania są najlepsze. A niektóre są tak proste jak bułka z masłem albo herbata z cytryną. Z tą różnicą, że nie bułka a chleb, a w herbacie znalazło się coś więcej niż cytryna ;) Na dobry początek roku - aromatyczna, zimowa herbata.





Składniki:
-dobra, czarna herbata
-miód do smaku
-cytryna (jak wrzucamy ze skórką to porządnie wyszorować)
-goździki, kardamon, imbir



Myślę, że doskonale wiecie jak zaparzyć taką herbatę :) Jeśli ktoś pragnie rozgrzać się jeszcze bardziej zawsze można dolać kieliszek rumu.



Francuski chleb wiejski



Składniki na zaczyn:
-30g zakwasu (2-3 łyżki)
-140g mąki pszennej
-10g mąki żytniej
-90g wody
Składniki dobrze wymieszać i odstawić przykryte na 12-14 godzin.

Składniki na ciasto właściwe:
-800g mąki pszennej
-50g mąki żytniej
-450g wody
-1 łyżka soli
-zaczyn

Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą do całkowitego połączenia składników. Odstawić w przykrytej misce na ok. 1 godzinę.
Dodać sól, jeszcze raz krótko zagnieść i połączyć z zaczynem, zagniatać kilkanaście minut.
Ciasto powinno odpoczywać przykryte ok. 2 do 2,5 godzin. W tym czasie należy 2-3 razy ciasto "odgazować" tzn. uderzyć w nie dłonią i zawinąć.
Uformować jeden duży bochenek (bądź dwa małe) i zostawić do wyrośnięcia na kolejne 2 - 2,5 godziny.
Chleb kilkakrotnie naciąć i piec w lekko naparowanym piekarniku w temperaturze 240⁰ C ok. 35-45 minut.

***
Dzisiaj świętujemy - L. kończy 22 lata :) sprezentowana książka oraz cienkie, sportowe rękawiczki, które można włożyć pod rękawice narciarskie, kiedy na stoku zrobi się wyjątkowo zimno.
A ja dostałam wspaniały noworoczny prezent od Was, moich czytelników - w niedzielny poranek mój licznik blogowy pokazał nieco ponad 24 000 wyświetleń!

Trzeba się zabrać za przygotowania do drugiego kolokwium z elektroniki (już w środę!) i kilku innych rzeczy na uczelnię, bo sesja zbliża się wielkimi krokami.  
Tylko czy mi się chce?
Wspaniałego nowego, pierwszego tego roku tygodnia!

sobota, 31 grudnia 2011

gwiezdny tort i odrobina alkoholu

Nie, nie, nie! Ja protestuję!
Jak to już? Jak to dzisiaj? Nowy Rok? A co z tym starym? Ledwo się zaczął, a już ma się skończyć? A ja przecież miałam tyle planów. Miało nie być podsumowań, ale muszę napisać kilka słów. To był wspaniały rok, chociaż nie mam takiego w życiu, który byłby nie-wspaniały. Zawsze staram się patrzeć jasno na moje życie, cieszyć się z małych rzeczy, doceniać negatywne doświadczenia, bo dzięki nim doceniamy te radosne i być szczęśliwą. I takie też, jak co roku, jest moje postanowienie noworoczne - w przyszłym roku zamierzam być szczęśliwa. 
A cóż więcej do szczęścia potrzeba kiedy przy Tobie jest Ukochana Osoba? Życzę Wam spełnienia marzeń, miłości i uśmiechu na co dzień :)



A rok 2011 kończy przepis na gwiezdny tort z brzoskwiniami oraz kremem i gwiazdkami Milky Way!
Jakiś czas temu zobaczyłam u kogoś na blogu - babeczki. I nie byłoby w nich nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że były ozdobione kawałkiem mojego dzieciństwa - gwiazdkami Milky Way, których nie ma w Polskich sklepach. Okazało się, że autorka mieszka w Dublinie, ale gwiazdki można kupić na allegro. Zamówiłam, dwie paczki i oczywiście postanowiłam się nimi pochwalić robiąc jakiś wypiek. Pytanie pozostało - jaki? Poszukując inspiracji natknęłam się na kilka przepisów na torty, kremy i ciasta, w efekcie wyczarowałam swoją własną drogę mleczną ;)



Składniki na blachę 22cm:
Biszkopt:
-5 jajek
-3/4 szklanki cukru
-1/2 szklanki mąki pszennej
-1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
-1/4 szklanki kakao





Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Oddzielamy białka od żółtek, ubijamy białka z szczyptą soli na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodajemy stopniowo cukier, ciągle ubijając. Następnie wciąż ubijamy i dodajemy żółtka. Mąki mieszamy z kakao, przesiewamy do masy i delikatnie łączymy. 
Pieczemy w temp. 170 stopni przez ok 35 minut.
Gorące ciasto wyjmujemy z piekarnika i zrzucamy na koc z wysokości 60 cm. Następnie wstawiamy do otwartego piekarnika i pozwalamy ostygnąć. Przecinamy na 3 blaty.



Krem Milky Way:
-300 ml śmietanki kremówki
-3 batoniki Milky Way (po ok 22g)

Śmietankę przelewamy do garnuszka i podgrzewamy. Dodajemy pokruszone batoniki i podgrzewamy na niewielkim ogniu, nie dopuszczając do wrzenia. Masę ostudzamy, przykrywamy i wstawiamy do lodówki na całą noc. Następnego dnia ubijamy masę na krem, jeśli jest oporny w ubijaniu - chwytamy żelatynę.



Krem "biały":
-puszka brzoskwiń
-350 ml śmietany kremówki (36%)
-250 g serka mascarpone
-2 łyżki cukru pudru



Kremówkę ubić z cukrem pudrem, pod koniec połączyć z mascarpone. Brzoskwinie odcedzić i pokroić.
Blaty nasączyć np. sokiem cytrynowym albo brzoskwiniowym z wódką. Dolną warstwę przełożyć kremem Milky Way i schłodzić tort przez godzinę, górną kremem białym (połowa albo 2/3 całego kremu) połączonym z brzoskwiniami. Resztę białego kremu rozsmarować na zewnątrz ciasta i udekorować gwiazdkami, a następnie schłodzić przed podaniem.



Wpis Sylwestrowy, więc wymaga też odpowiedniej oprawy, jeśli chodzi o napoje ;) Co prawda pomysłów miałam sporo, ale o tym innym razem, bo przecież karnawał się zbliża. Biorąc pod uwagę, że moim ulubionym drinkiem jest gin z tonikiem postanowiłam dzisiaj trochę zaszaleć i wznieść toast noworoczny...
French 75
Moje pierwsze skojarzenie z nazwą - Chanel no. 5 ;)
-30 ml ginu
-10 ml soku z cytryny
-szampan
-1 łyżeczka syropu cukrowego
Syrop cukrowy to cukier rozpuszczony w gorącej wodzie, w proporcjach 2:1 (szklanka cukru na pół szklanki wody). Wiadomo, że do kilku drinków nie potrzeba nam wiele, więc można odmierzać np. w kieliszkach do wódki. Jeśli zrobimy więcej dodajemy trochę kwasku cytrynowego i przechowujemy w butelce.

Gin, sok z cytryny i syrop cukrowy wymieszać w shakerze wraz z lodem. Przelać do kieliszka (najlepiej typu flet) i dopełnić szampanem. 





Bawcie się dobrze!
10...9...8...7...6...5...4...3...2...1...

środa, 14 grudnia 2011

rozgrzewająca, wieczorna przyjemność


Dzisiaj zacznę na odwrót, od zdjęcia. A jak dodam, że w środku jest gorąca czekolada. Domowej roboty, czyli z gorzkiej czekolady i śmietanki. Pod warstwą bitej śmietany zamieniającej się w lekką piankę. No i w mojej nowej, "anielskiej" filiżance, to żaden komentarz więcej nie jest potrzebny, bo cóż lepszego może poprawić nastrój w grudniowy, chłodny wieczór?


W wielu kawiarniach denerwuje mnie, że zamiast czekolady dostaję kakao. Rozumiem, że nie każda kawiarnia jest krakowską Prowincją, gdzie piłam najbardziej gęstą i czekoladową gorącą czekoladę, ale za cenę tych 8-10zł to byłoby miło dostać chociaż posmak czekolady, bo kakao z proszku mogę zrobić sobie sama w domu. Ostatnio stwierdziłam, że mam ochotę na dość gęstą, prawdziwą i bardzo czekoladową. Pod śmietanową pianką.

Składniki na dwie porcje (czyli na dwie filiżanki jak powyżej):
-250ml mleka
-125ml śmietanki kremówki (+125ml do dekoracji)
-3/4 tabliczki gorzkiej czekolady
-łyżeczka miodu
-opcjonalnie: cynamon, chilli, przyprawy korzenne, likier
Ilość (a także rodzaj) czekolady oraz miodu to sprawa indywidualna. Podobnie jak ilość mleka, w zależności od tego jak gęstą chcemy ją otrzymać. Z przepisu powyżej wyjdzie tylko trochę gęstsza niż czekolada z proszku, ale ma kremowy posmak i jest intensywnie czekoladowa. Dla mnie idealna ;)


Mleko i śmietankę wlewamy do garnka i podgrzewamy. Dodajemy połamaną czekoladę, miód oraz wybrane przyprawy. Podgrzewamy na wolnym ogniu ok 10 minut, co jakiś czas mieszając i pilnując, żeby nie doprowadzić do wrzenia. W tym czasie możemy ubić resztę śmietany. Czekoladę przelewamy do filiżanek, dolewamy likieru jeśli mamy ochotę i ostrożnie dekorujemy śmietaną. Można jeszcze zetrzeć trochę czekolady na wierzch ;)


***
Do Świąt zostało nam jeszcze 10 dni. Oczywiście jak co roku dni po prostu mi uciekają, na szczęście jestem już całkiem nieźle zaopatrzona w prezenty. Albo raczej będę, kiedy listonosz zapuka do drzwi i wręczy mi kilka paczek. I w tym całym zamieszaniu z głowy wylatuje mi uczelnia, piątkowy test z angielskiego, zbliżające się kolokwia, i już niedługo sesja, a przecież tak niedawno zaczynał się rok akademicki...
Na razie jednak wciąż wolę myśleć o pierniczkach, o zmianach pogodowych, o sobotniej imprezie urodzinowej w Ustroniu, o wieczornym lodowisku i o jutrzejszych zaplanowanych 5,5h korków z matematyki. W liceum miałam mniej godzin matmy tygodniowo niż w ostatnim czasie ;)


Miłego dnia, a ja uciekam na uczelnię! 

niedziela, 28 sierpnia 2011

lemoniada + galaretka = wspomnień kilka

W końcu trochę wytchnienia od upałów, 21 stopni przed 9 rano to bardzo miła alternatywa dla 27. Ostatnie kilka dni dało mi w kość. 25+ stopni staje się dla mnie ciężkie, a kiedy w mieszkaniu mam 28-29 stopni, a na dworze koło 32 i ani podmuchu wiatru - mam ochotę uciekać. Niestety, mój organizm źle znosi upały, na szczęście teraz ma być kilka chłodniejszych dni. Mam nadzieję, że lato nie postanowi znowu w nas uderzyć swoimi temperaturami.
Wczoraj pojechaliśmy nad jezioro na obrzeżach Gliwic, ale był dziki tłum ludzi (a w samochodzie było trochę jak w piekarniku, szczególnie, gdy droga dojazdowa się trochę "zapchała"). Skończyło się na tym, że rozłożyliśmy się z kocem na trawie, w cieniu pod drzewami, chwilę od skarpy nad jeziorem. Leżenie w cieniu przy delikatnym wietrze pomaga odpocząć. Do tego trochę śmiechu, książki i wspaniałe chwile z Ukochanym.Wieczorem przeszliśmy się do parku, bo kończy się festiwal "Ulicznicy" i miał być koncert Turnaua, ale że najpierw śpiewał inny gość, a zaczęło wiać to się zwinęliśmy i wróciliśmy do domu, gdzie oglądałam wybory Miss Polski.
Dzisiaj L. cały dzień strzela, a ja powoli zaczynam normalnie funkcjonować. Rano kościół, małe zakupy i teraz już po obiedzie mogę trochę posprzątać w mieszkaniu.


 Hektolitry wody wypite, zawsze w lecie dodaję odrobinę cytryny i kostki lodu, ale naszła mnie wczoraj chęć na lemoniadę. Tak, lemoniadę znaną z amerykańskich filmów, gdzie banda dzieciaków sprzedaje szklankę za te 10 czy 25 centów.
Jestem dużą fanką kwaśnych i lekko gorzkich owoców, cytrusy są na pierwszym miejscu :) L. był trochę niepocieszony, bo do dużego dzbanka nie dodałam ani odrobiny słodyczy, bo to moja kwaśna lemoniada, ale w  tradycyjnej trochę cukru powinno się znaleźć. Jak byłam mała to mama robiła ją w szklance z wody, z dodatkiem niewielkiej ilości soku z cytryny i łyżeczki miodu.


Lemoniada tradycyjna
Składniki:
-1,5 litra wody (może być zagotowana z czajnika, mineralna, gazowana - Wasza ulubiona, moja to Nałęczowianka lekko gazowana)
-sok z 2 cytryn
-sok z 1 limonki
-cukier albo miód
-mięta i kostki lodu

Przepis banalnie prosty - łączymy wszystko i chłodzimy w lodówce. Uważamy tylko przy słodzeniu, ilość cukru lub miodu powinna zależeć od naszych upodobań. Do środka możemy wrzucić plasterek cytryny albo limonki, uważać trzeba, żeby nie stały za długo, bo zrobi się nieco gorzkie w smaku.


Pamiętam jak kiedyś wybrałyśmy się z koleżanką na obiad do restauracji wegetariańskiej. I zamówiłam sobie lemoniadę, myśląc, że dostanę standardowo - wodę z sokiem z cytryny. Ku mojemu zdziwieniu i koleżanki również, przyniosłam do stołu szklankę z napojem barwy lekko pomarańczowej i pływającymi brązowymi "cicikami" w środku. W naszej restauracji podawali lemoniadę pomarańczową z imbirem. 

Składniki:
-1,5 l wody
-sok z małej pomarańczy
-sok z połówki cytryny albo z limonki
-łyżeczka startego imbiru
-miód lub cukier trzcinowy do smaku
-kostki lodu, plasterek cytryny, suszony imbir do ozdoby

Może będziecie zaskoczeni, ale wszystko łączymy razem i chłodzimy ;) Lemoniada albo raczej napój imbirowy ma wspaniały aromat, świetnie gasi pragnienie i jest oryginalny. Zdjęć nie mam, bo ostatnio robiłam ją rok temu.


Rodzice wyjechali na weekend w góry, a moja mama poczuła się i zostawiła obiad dla naszej czwórki ( L. + ja oraz Młoda ze swoim) na dwa dni. Nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła czegoś zrobić. Ciasto czekoladowe było pycha, ale na upały lepsze są zimne i lekkie desery. Aż tu nagle weszłam na blog Bombelki i olśniło mnie, na co ja mam taką straszną ochotę. Galaretki!
Pamiętam jak w przedszkolu ( w zasadzie to w zerówce, bo moja kariera przedszkolaka trwała 2 lata, a w starszakach po obiedzie wracałam do domu) na deser dostawaliśmy galaretkę. Pokrojoną w kostkę, trój smakową z odrobiną bitej śmietany. Misterna praca pań z przedszkolnej kuchni, żeby to ładnie wyglądało, szła na marne, bo dzieciom wszystko jedno jak jedzenie wygląda. Najlepiej jak można z niego zrobić mieszankę albo papkę. Tak też, nasza zabawa "start-stop" polegała na tym, że mieszaliśmy kilkakrotnie bardzo szybko nasze porcje tworząc "poszatkowany" galaretkowy mix z delikatnym posmakiem bitej śmietany.


Deser, jeden z najprostszych, na upalny dzień - galaretka z bitą śmietaną.
Składniki na 4-6 porcji:
-4 opakowania galaretki, wybrałam 3 kolory, niestety nie było żółtej, więc jest pomarańczowa, jedno opakowani zostanie zużyte do "pianki"
-spora miska albo kilka małych miseczek
-1,5 szklanki kremówki do pianki + 0,5 szklanki do dekoracji (razem mamy 0,5l)




Robimy jedną galaretkę zgodnie z instrukcją na opakowaniu (czasem wolę dać trochę mniej wody), nalewamy i zostawiamy do stężenia. Potem następną i następną :) Tym razem postanowiłam zrobić takie krzywe te piętra, a do tego przydaje się podstawić talerz pod jedną stronę miski.

Pianka - ubijamy bitą śmietanę, dolewamy przestygniętą galaretkę (ale musi być jeszcze płynna!) rozpuszczoną w 1 szklance wody i mieszamy. Wlewamy na górę i zostawiamy do stężenia.
Możecie wrzucić do galaretek owoce, herbatniki czy czekoladę ;) Na koniec ubijamy śmietanę i podajemy.




***
A dzisiaj są 3 miesiące. 3 miesiące temu był cmentarz, był wielki tłum, ponad setka ludzi. I na ten jeden dzień, jedyny, przyszły straszne ulewy. Jakby nawet niebo płakało. Miesiąc temu, miesiąc bez jednego dnia, powinna była skończyć 67 lat. A ja jeszcze nie mam siły, żeby iść sama. Tylko myślę, i myślę o białych różach. Róża.