W końcu trochę wytchnienia od upałów, 21 stopni przed 9 rano to bardzo miła alternatywa dla 27. Ostatnie kilka dni dało mi w kość. 25+ stopni staje się dla mnie ciężkie, a kiedy w mieszkaniu mam 28-29 stopni, a na dworze koło 32 i ani podmuchu wiatru - mam ochotę uciekać. Niestety, mój organizm źle znosi upały, na szczęście teraz ma być kilka chłodniejszych dni. Mam nadzieję, że lato nie postanowi znowu w nas uderzyć swoimi temperaturami.
Wczoraj pojechaliśmy nad jezioro na obrzeżach Gliwic, ale był dziki tłum ludzi (a w samochodzie było trochę jak w piekarniku, szczególnie, gdy droga dojazdowa się trochę "zapchała"). Skończyło się na tym, że rozłożyliśmy się z kocem na trawie, w cieniu pod drzewami, chwilę od skarpy nad jeziorem. Leżenie w cieniu przy delikatnym wietrze pomaga odpocząć. Do tego trochę śmiechu, książki i wspaniałe chwile z Ukochanym.Wieczorem przeszliśmy się do parku, bo kończy się festiwal "Ulicznicy" i miał być koncert Turnaua, ale że najpierw śpiewał inny gość, a zaczęło wiać to się zwinęliśmy i wróciliśmy do domu, gdzie oglądałam wybory Miss Polski.
Dzisiaj L. cały dzień strzela, a ja powoli zaczynam normalnie funkcjonować. Rano kościół, małe zakupy i teraz już po obiedzie mogę trochę posprzątać w mieszkaniu.
Hektolitry wody wypite, zawsze w lecie dodaję odrobinę cytryny i kostki lodu, ale naszła mnie wczoraj chęć na lemoniadę. Tak, lemoniadę znaną z amerykańskich filmów, gdzie banda dzieciaków sprzedaje szklankę za te 10 czy 25 centów.
Jestem dużą fanką kwaśnych i lekko gorzkich owoców, cytrusy są na pierwszym miejscu :) L. był trochę niepocieszony, bo do dużego dzbanka nie dodałam ani odrobiny słodyczy, bo to moja kwaśna lemoniada, ale w tradycyjnej trochę cukru powinno się znaleźć. Jak byłam mała to mama robiła ją w szklance z wody, z dodatkiem niewielkiej ilości soku z cytryny i łyżeczki miodu.
Lemoniada tradycyjna
Składniki:
-1,5 litra wody (może być zagotowana z czajnika, mineralna, gazowana - Wasza ulubiona, moja to Nałęczowianka lekko gazowana)
-sok z 2 cytryn
-sok z 1 limonki
-cukier albo miód
-mięta i kostki lodu
Przepis banalnie prosty - łączymy wszystko i chłodzimy w lodówce. Uważamy tylko przy słodzeniu, ilość cukru lub miodu powinna zależeć od naszych upodobań. Do środka możemy wrzucić plasterek cytryny albo limonki, uważać trzeba, żeby nie stały za długo, bo zrobi się nieco gorzkie w smaku.
Pamiętam jak kiedyś wybrałyśmy się z koleżanką na obiad do restauracji wegetariańskiej. I zamówiłam sobie lemoniadę, myśląc, że dostanę standardowo - wodę z sokiem z cytryny. Ku mojemu zdziwieniu i koleżanki również, przyniosłam do stołu szklankę z napojem barwy lekko pomarańczowej i pływającymi brązowymi "cicikami" w środku. W naszej restauracji podawali lemoniadę
pomarańczową z imbirem.
Składniki:
-1,5 l wody
-sok z małej pomarańczy
-sok z połówki cytryny albo z limonki
-łyżeczka startego imbiru
-miód lub cukier trzcinowy do smaku
-kostki lodu, plasterek cytryny, suszony imbir do ozdoby
Może będziecie zaskoczeni, ale wszystko łączymy razem i chłodzimy ;) Lemoniada albo raczej napój imbirowy ma wspaniały aromat, świetnie gasi pragnienie i jest oryginalny. Zdjęć nie mam, bo ostatnio robiłam ją rok temu.
Rodzice wyjechali na weekend w góry, a moja mama poczuła się i zostawiła obiad dla naszej czwórki ( L. + ja oraz Młoda ze swoim) na dwa dni. Nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła czegoś zrobić. Ciasto czekoladowe było pycha, ale na upały lepsze są zimne i lekkie desery. Aż tu nagle weszłam na blog Bombelki i olśniło mnie, na co ja mam taką straszną ochotę. Galaretki!
Pamiętam jak w przedszkolu ( w zasadzie to w zerówce, bo moja kariera przedszkolaka trwała 2 lata, a w starszakach po obiedzie wracałam do domu) na deser dostawaliśmy galaretkę. Pokrojoną w kostkę, trój smakową z odrobiną bitej śmietany. Misterna praca pań z przedszkolnej kuchni, żeby to ładnie wyglądało, szła na marne, bo dzieciom wszystko jedno jak jedzenie wygląda. Najlepiej jak można z niego zrobić mieszankę albo papkę. Tak też, nasza zabawa "start-stop" polegała na tym, że mieszaliśmy kilkakrotnie bardzo szybko nasze porcje tworząc "poszatkowany" galaretkowy mix z delikatnym posmakiem bitej śmietany.
Deser, jeden z najprostszych, na upalny dzień -
galaretka z bitą śmietaną.
Składniki na 4-6 porcji:
-4 opakowania galaretki, wybrałam 3 kolory, niestety nie było żółtej, więc jest pomarańczowa, jedno opakowani zostanie zużyte do "pianki"
-spora miska albo kilka małych miseczek
-1,5 szklanki kremówki do pianki + 0,5 szklanki do dekoracji (razem mamy 0,5l)
Robimy jedną galaretkę zgodnie z instrukcją na opakowaniu (czasem wolę dać trochę mniej wody), nalewamy i zostawiamy do stężenia. Potem następną i następną :) Tym razem postanowiłam zrobić takie krzywe te piętra, a do tego przydaje się podstawić talerz pod jedną stronę miski.
Pianka - ubijamy bitą śmietanę, dolewamy przestygniętą galaretkę (ale musi być jeszcze płynna!) rozpuszczoną w 1 szklance wody i mieszamy. Wlewamy na górę i zostawiamy do stężenia.
Możecie wrzucić do galaretek owoce, herbatniki czy czekoladę ;) Na koniec ubijamy śmietanę i podajemy.
***
A dzisiaj są 3 miesiące. 3 miesiące temu był cmentarz, był wielki tłum, ponad setka ludzi. I na ten jeden dzień, jedyny, przyszły straszne ulewy. Jakby nawet niebo płakało. Miesiąc temu, miesiąc bez jednego dnia, powinna była skończyć 67 lat. A ja jeszcze nie mam siły, żeby iść sama. Tylko myślę, i myślę o białych różach. Róża.