photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makarony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makarony. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2013

ale dobre - pesto, suszone pomidory, kurczak, gruyere

 Są dania, które tak smakują, że mogłyby się nie kończyć. I chociaż porcja na talerzu jest naprawdę duża to smakowo odczuwam niedosyt. No i komentarz: "Możesz robić częściej?" wywołuje jeszcze większe zadowolenie i uśmiech na twarzy.
Do przygotowania pesto zabierałam się bardzo długo, ale ostatnio moja bazylia tak ładnie wyrosła, że postanowiłam ją trochę ogołocić. Do tego dobrze doprawiony kurczak, suszone pomidory, odrobina żółtego sera i już dawno nie było u nas takiego dobrego obiadu.




Składniki na 3 porcje:
-2 piersi z kurczaka
-mały słoiczek suszonych pomidorów
-odrobina startego sera (najlepiej parmezan, ale u mnie tradycyjnie gruyere)
-ulubiony makaron
-sól, pieprz, papryka, odrobina curry czy ulubiona przyprawa do kurczaka

Pesto:
-doniczka bazylii
-40-50g orzeszków pinii, ale ja dałam nerkowce
-50ml oliwy
-2 ząbki czosnku
-starty ser (tradycyjnie parmezan)

Bazylię odzieramy z listków i myjemy. Wrzucamy wszystko do pojemnika i blendujemy na dość gładką masę. Doprawiamy solą i pieprzem. 

Kurczaka kroimy w kostkę, mocno doprawiamy i smażymy. Makaron gotujemy i mieszamy razem z pesto, całość wrzucamy na patelnię z mięsem i mieszamy. Przekładamy na talerz, dodajemy pokrojone pomidory o starty ser.




wtorek, 10 września 2013

prosto na wakacjach

Tyle się ostatnio dzieje, że nie zdążyłam jeszcze pokazać kolejnego wakacyjnego dania. Mięso z indyka, miękki bakłażan, sos z pomidorów, ser sałatkowy i dwa rodzaje makaronu. Czy może być prościej ;)?
Kolejne danie na liście szybkiego lunchu do pracy bądź deski ratunkowej przed spotkaniem ze znajomymi.


Składniki na 2-3 porcje:
- 30-40 dag mięsa z indyka
- mały bakłażan
- mała puszka pomidorów
- ser sałatkowy
- oliwa, sól, zioła, czosnek

Bakłażana kroimy w kostkę, posypujemy solą i odstawiamy na pół godziny. Następnie myjemy i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Po chwili dodajemy pokrojone w kostkę mięso. Doprawiamy i dusimy 10-20 minut. Miksujemy pomidory, zalewamy mięso. Gotujemy makaron, wrzucamy do sosu i nakładamy. A na górę dodajemy pokrojony ser sałatkowy.




poniedziałek, 1 lipca 2013

stir-fry z wołowiną i makaronem ryżowym

Rzadko kiedy sięgam po inne rodzaje mięsa niż drób. Owszem, czasem mam ochotę na schabowego, ale wołowinę jem tylko w wykonaniu mojej mamy lub dziadka. Szczerze mówiąc nie wiem z czego to wynika, może z przekonania, że wołowina to ciężkie w przygotowaniu mięso?
Postanowiłam zmierzyć się z tym przekonaniem i to w dość nietypowym stylu, bo sięgnęłam do kuchni inspirowanej smakami Azji. Makaron ryżowy, który po raz pierwszy zagościł w naszym jadłospisie, sos sojowy, odrobina limonki, imbir, papryczki chilli...Mieszanka niesamowitych smaków i aromatów połączona w prostym, szybkim, lekkim i smacznym daniu.

Gdybym powiedziała dziadkowi, że udziec wołowy przygotowywałam jakieś 2 minutki i był miękki, soczysty i rozpływający się w ustach to nigdy by mi nie uwierzył. Przecież wołowina musi dusić się długi czas w sosie na wolnym ogniu! Sekret tkwi w tym, żeby 1-2 godziny przed przygotowaniem schować mięso do zamrażalnika. Po wyjęciu bardzo cienko pokroić w poprzek włókien, a po doprowadzeniu do temperatury pokojowej krótko smażyć na mocno rozgrzanej patelni.
Przepis znalazłam na Kwestia Smaku i na pewno będę do niego wracać. Zmieniłam nieco proporcje, bo jesteśmy z L. większymi łakomczuchami niż autorka przewidziała ;)


Składniki na 2 porcje:
- 300g wołowiny (ja wybrałam udziec)
- makaron ryżowy (100g suchych cienkich nitek, ale tutaj nie sugerujcie się moją ilością, bo dużo zalezy od makaronu)
- 2 łyżeczki drobno startego imbiru
- 2 - 3 ząbki czosnku
- 3 cebulki dymki
- czerwona papryka
- opcjonalnie - kawałek papryczki chili (ilość do smaku, im papryczka mniejsza tym ostrzejsza)
- 2 łyżki oleju
- 3 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżeczka cukru

- limonka

Najpierw najlepiej przygotować sobie wszystkie składniki. Danie robi się tak szybko, że jeśli będziemy chcieli coś kroić w trakcie to możemy resztę po prostu przypalić ;)
Imbir ścieramy, czosnek przeciskam. Papryki, mięso i dymki kroimy na cienkie paseczki. Sos sojowy mieszamy z cukrem, a makaron ryżowy gotujemy wg opisu na opakowaniu.
W woku mocno rozgrzewamy łyżkę oleju i smażymy imbir razem z przeciśniętym czosnkiem. Po chwili dodajemy drugą łyżkę oleju, wrzucamy słodką paprykę oraz białe części dymki. Smażymy przez ok minutę - dwie. Dodajemy mięso i smażymy krótko, tylko po to, żeby zmieniło kolor na szaro-brązowy. Zmniejszamy ogień, dodajemy chilli, makaron ryżowy i smażymy mieszając przez kolejną minutę, dwie. Wlać sos sojowy, dodać szczypiorek, wymieszać i zestawić z ognia. Na koniec skropić sokiem z 1/4 limonki i podawać.


Dialog przy kasie:
"A co to za korzeń?"
"To imbir."
"A co z tego można dobrego zrobić?"
"Jeśli pan chce, to nawet ciastka."
"A pani co zrobi?"

"Makaron ryżowy z wołowiną i papryką. I mnóstwem przypraw."
"Wow. Niektórym facetom to można pozazdrościć."




***
Przyszedł lipiec, a pogoda zwariowała. W ostatni czerwcowy dzień do kościoła szłam w grubym swetrze i jesiennych butach. Oczywiście z parasolem ;) 
Na szczęście nie cały weekend był taki brzydki. W sobotę udało się wyskoczyć na rolki, a w trakcie spotkania z Alą słoneczko mocno przygrzewało. 
W tym tygodniu u babci będzie Mała K., a ja niestety nie będę mieć dużo czasu na odwiedziny i zabawy. Mam nadzieję, że mimo tego będzie fajnie ;)

piątek, 1 lutego 2013

Viva la pasta! Vive la France!

Viva la pasta!
Prosto, szybko i smacznie - tak ostatnio wygląda moje kucharzenie. Tym razem postanowiłam wykorzystać nadmiar łososia wędzonego. W towarzystwie kremówki, ulubionego makaronu, parmezanu i rozmarynu. 10-15 minut i aromatyczny obiad gotowy.


Składniki na 1 porcję:
-makaron
-50-70g wędzonego łososia
-1/3 szklanki kremówki
-1/3 szklanki startego parmezanu
-odrobina rozmarynu oraz pieprzu

Makaron gotujemy i odlewamy wodę po ugotowaniu. Nie musimy odlewać dokładnie, powinno troszkę zostać. Dolewamy śmietankę kremówkę, dosypujemy parmezan, roztarty rozmaryn oraz pieprz.   Wszystko mieszamy, dodajemy pokrojonego na kawałeczki łososia i podajemy.




***
Vive la France!
Korzystając z chwili wytchnienia i blisko tygodniowej przerwy pomiędzy egzaminami wybraliśmy się z L. do kina na "Nędzników". Czytałam różne recenzje i byłam ciekawa filmowej adaptacji. Pierwsze o czym należy wspomnieć to fakt, że jest to filmowa adaptacja musicalu, który bazuje na książce. W związku z tym nie zawsze przekaz jest wierny.
Opowiada historię Jeana Valjeana, mężczyzny, który za kradzież chleba w czasach głodu został skazany na pracę na galerach. Po 19 latach i z papierami więźnia nie umie powrócić do normalnego życia w społeczeństwie. Dzięki dobroci napotkanego biskupa Valjean postanawia zmienić swoje życie i pomagać innym. Jest tylko jeden problem - postanawia przestać być Valjeanem, musi ukrywać swoją tożsamość, za co grozi mu powrót na skazanie. Jedyną osobą, która może mu zagrozić to inspektor Javert, sprawiedliwy, jednak mało ludzki, oficer policji. Ich losy przeplatają się przez 20 lat na tle burzliwych nastrojów społecznych XIX-wiecznej Francji.
Les Miserables zostało zrealizowane ze sporym rozmachem, jednak mimo tego nie dało się uniknąć wpadek. Dobór aktorów nie jest najgorszy, ale myślę, że powinien zostać bardziej przemyślany, zarówno pod względem gry aktorskiej, jak i możliwości wokalnych. Najbardziej podobał mi się duet Heleny Bonham Carter oraz Sachy Baron Cohena, sporym zaskoczeniem był Eddie Redmayne, grający młodego buntownika Mariusa. Najmocniejszymi punktami filmu są partie chóru, czyli to co mnie w musicalach porywa najbardziej.
Film nie jest rewelacyjny, jednak potrafi dostarczyć wzruszeń. Nam się podobał :)

sobota, 15 grudnia 2012

domowy makaron i carbonara gruyere

Wiele razy już pisałam, że makarony nigdy nie należały do moich ulubionych dań. Odkąd jednak sama gotuję cenię je za prostotę przygotowania. Tym razem postanowiłam włożyć więcej pracy w przygotowanie tagliatelle - makaron zrobiłam własnoręcznie. Nie posiadam maszynki do robienia makaronu, ale udało mi się bez większych problemów przygotować makaron na obiad. Tym razem z sosem carbonara, jednak nie do końca tradycyjnym.
Tradycyjnie carbonara powinna być przygotowana z boczku pancetta, jajek, parmezanu lub pecorino, pieprzu i masła bądź oliwy. Ja zdecydowanie bardziej wolę wersję na śmietance, a że jednym z moich ulubionych serów jest gruyere to postanowiłam go wykorzystać.


Składniki na makaron dla 2-3 osób:
-200g mąki (najlepiej pół na pół z semoliną)
-żółtko
-jajko
-łyżka oliwy
-6 łyżek wody
-1/3 łyżeczki soli

Mąkę przesiewamy na blat, w środku robimy zagłębienie, gdzie dodajemy żółtko, jajko, oliwę, sól i wodę. Wszystko wyrabiamy na elastyczne ciasto - jeśli będzie za twarde dodajcie ciut więcej wody. Odstawiamy na godzinę do lodówki. Następnie cienko rozwałkowujemy, cały czas mocno podsypując blat - ciasto warto wałkować w partiach. Wymaga to cierpliwości i siły. I kroimy na cienkie paski, które obsypane mąką luźno rozrzucamy na blacie i zostawiamy na pół godziny. Gotujemy w osolonej wodzie przez 2-3 minuty i podajemy od razu z sosem.


Carbonara gruyere:
-100g boczku wędzonego
-2 jajka
-150ml śmietany 30/36%
-15-20g sera
-szczypta rozmarynu
-sól, pieprz, ewentualnie czosnek

Na patelni podsmażamy pokrojony drobno boczek, dodajemy rozmaryn, czosnek i połowę śmietanki. Po chwili dolewamy resztę śmietanki wymieszanej z jajkami i serem. Nie możemy dopuścić, żeby sos się zagotował, jednak musi trochę zgęstnieć. Doprawiamy do smaku i podajemy z makaronem.



***
Plany na Święta już mniej więcej ustalone. Większa część prezentów zakupiona i zapakowana :)
L. na weekend jedzie do Warszawy, gdzie w niedzielę prowadzi wykład związany ze swoją pracą. A mnie czeka intensywna dawka ruchu - dziś snowboard (testuję nową dechę :D), a jutro maraton zumby.

piątek, 2 listopada 2012

spaghetti al pomodoro e basilico

Kuchnia włoska nigdy nie należała do moich ulubionych. Przez lata jedynym makaronem, który jadłam był ten w zupie albo z dodatkiem twarogu i cukru. Jednak z czasem zaczęło się to zmieniać i obecnie częściej sięgam po makarony (zarówno w domu, jak i w restauracjach). Do moich ulubionych należą te cienkie i długie, czyli spaghetti i tagliatelle. 
Kuchnia włoska zawsze kojarzyła mi się z ogromną prostotą dań. Nie zawsze się to sprawdza, niektóre dania wcale proste nie są ;) Oglądając jeden z programów o szefach kuchni zaskoczyło mnie, gdy rodowity Włoch postanowił przyrządzić swój ulubiony makaron, który okazał się być banalny w przygotowaniu. Pięć produktów, 15 minut w kuchni, a smak genialny. 


Składniki na dwie porcje:
-pół opakowania makaronu spaghetti (zazwyczaj paczki są liczone na 4 osoby)
-2 średnie pomidory
-kilka łyżek oliwy
-garść liści bazylii (u mnie trafiło się jeszcze trochę oregano)
-2 spore ząbki czosnku lub kilka mniejszych 
-sól i pieprz + ewentualnie parmezan

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Czosnek obieramy i przyciskamy, żeby pękł albo przekrawamy na pół (nie siekamy, ma być w dużych kawałkach). Wrzucamy na rozgrzaną oliwę i smażymy. Trzeba uważać, żeby tylko się przyrumienił, a nie spalił, bo inaczej stanie się gorzki. Pomidory kroimy w kawałki (można sparzyć wcześniej i zdjąć skórkę), wyjmujemy czosnek i wrzucamy pomidory. Smażymy chwilę aż zmiękną i puszczą sok, następnie dodajemy posiekaną bazylię, doprawiamy. Makaron odcedzamy, wrzucamy na patelnię, żeby się wymieszał z resztą składników i nakładamy na talerze. Na talerzach możecie posypać startym parmezanem.

składniki na jedną, średniej wielkości porcję



***
Kiedy przychodzi do imprez przebieranych zaczynam doceniać moje włosy i fakt, że wystarczy je rozczesać szczotką i trochę potargać, żeby stać się czupiradłem (a w tańcu puszą się jeszcze bardziej) + niestaranny, ciemny makijaż i kostium gotowy ;) 
Zumbowa impreza bardzo udana, co więcej wylosowałam zumbową koszulkę i to w moim rozmiarze :D Wszyscy byliśmy zaskoczeni, bo impreza odbywała się w dość eleganckiej restauracji, płaciliśmy po 30zł od osoby, a jedzenia było tyle, że nie do zjedzenia (ciasta, zimna płyta, żur i kaszanki + gorące napoje), a zimne napoje mogliśmy przynieść własne. Szkoda tylko, że byliśmy z L. dość zmęczeni i uciekliśmy chwilę po pierwszej. 

wtorek, 22 maja 2012

najlepiej, czyli serowo-szpinakowo

Tak, staję się nudna ;) Powinnam mieć osobną kategorię dla przepisów ze szpinakiem (zaraz po tych z bakłażanem). Wiem jednak, że sporo Was również lubi te zielone listki, więc bez obaw wrzucam kolejny, niesamowicie prosty szpinakowo-serowy obiad.


Składniki na 2 porcje:
-ulubiony makaron, u nas tym razem tagliatelle
-opakowanie szpinaku w liściach
-pół kostki fety bądź kostka sera Lazur
-2 ząbki czosnku
-nieco pieprzu
-nieco sera Gruyere
-kiełki rzodkiewki

Makaron gotujemy. Szpinak dusimy, gdy już będzie miękki dodajemy ser feta bądź pleśniowy i mieszamy aż do połączenia składników. Doprawiamy czosnkiem i pieprzem. Na talerzu posypujemy serem oraz kiełkami. Smacznego :)




***
Niedziela była bardzo miło spędzonym dniem. Po kościele szybkie zakupy obiadowe oraz przegląd sklepów. Znalazłam cudną sukienkę w Orsayu, stworzona dla mnie, lekka i miękka. Ale ma tak koszmarny kolor...tzn. jest cytrynowa, czyli kompletnie nie współgra z moją jasną karnacją. Czemu nie może być granatowa :(? Oprócz tego znalazłam kilka "niezbędnych" rzeczy, więc z początkiem czerwca wybiorę się z mamą na zakupy ;)
Popołudniu wypad na rower, w końcu wiemy ile ma nasza standardowa trasa - 19,6 km. 
Nowy tydzień rozpoczęty od zumby oraz zakopania się w notatkach. Ech, trzymajcie dzisiaj rano kciuki...
I założenia fanpage'a na fejsbuku, bo przecież algorytmy są takie fascynujące!


czwartek, 12 stycznia 2012

spaghetti dla zakochanych, wprost z bajki + konkurs

Jestem fanką starszych bajek dla dzieci, szczególnie tych, na których się wychowałam. Ale Wy o tym pewnie wiecie, z nie jednego wpisu i nie jednej rozmowy ;)
Jednak, nie wiem czy wspomniałam, że w przedszkolu często odgrywaliśmy sceny z Pocahontas albo Czarodziejki z księżyca. A ja zawsze miałam tytułową rolę i byłam bardzo niepokorna (zawsze marzyłam, żeby być zielonym Power Rangersem i kopać wszystkim tyłki). Uwielbiam bajki mojego dzieciństwa, jednak jest kilka, które darzę szczególną sympatią. Oprócz wyżej wspomnianej Pocahontas, była jeszcze wojownicza Mulan, zaginiona księżniczka Anastazja oraz wspaniała para zwierzaków, bohaterowie jednej ze starszych bajek DisneyaBajki miały (i wciąż mają) ogromny wpływ na moją osobowość, a także pomysły. Ostatnio postanowiłam zrobić najbardziej romantyczne danie świata, inspirowane jedną z moich ulubionych bajek.
Spaghetti z klopsikami w sosie pomidorowym. 




Danie bajecznie proste i przepyszne. A dlaczego najbardziej romantyczne? Kto z Was oglądał "Zakochanego kundla"? Ci, którzy widzieli na pewno pamiętają scenę z włoskiej restauracji. A dla tych, którzy bajki nie widzieli - Lady i Tramp siedzą w restauracji, gdzie pewien Włoch podaje im kolację, spaghetti z klopsikami. Tramp popycha noskiem kawałek mięsa do swojej ukochanej, a potem...




Składniki na dwie porcje:
-40 dag mięsa mielonego
-2 łyżki otrębów owsianych
-jajko
-makaron spaghetti
-puszka pomidorów
-2 szklanki bulionu
-trochę sera żółtego
-sól, pieprz, bazylia, oregano, papryka słodka, cukier i czosnek




Mięso mielone mieszamy razem z otrębami, jajkiem oraz solą i pieprzem, formujemy z nich małe kuleczki. Bulion gotujemy i kiedy będzie bardzo gorący wrzucamy do niego kulki mięsne, przykrywamy i gotujemy 10 minut.W tym czasie zabieramy się za gotowanie makaronu i przygotowanie sosu pomidorowego (miksujemy pomidory, doprawiamy) i podgrzewamy. 
Po 10 minutach odlewamy większość płynu z kulek mięsnych i dolewamy połowę sosu, mieszamy delikatnie i gotujemy kolejne 5 minut. Chwilę przed końcem możemy dodać starty ser żółty. Następnie nakładamy i voila! 




***
Układy cyfrowe też zaliczone :) Dzisiaj napisane kolejne kolokwium, jutro z angielskiego (z, uwaga, aż 4 - słownie czterech - stron podręcznika).
Planowanie planowaniem, a z dnia na dzień życie plany potrafi pozmieniać. Ostatnio nie czuję się za dobrze, L. ma sporo pracy na uczelnię ostatnio, więc z balu przebierańców na lodzie nici. Dodam - jak co roku, bo znów próbuję się wybrać, a mi się nie udaje. Za to w sobotę jadę z rodzicami na narty <3 i przymierzamy się z L. do zakupu biletów na Bal Wydziałowy, który odbędzie się na koniec sesji.
Przyfrunęła do mnie także kolejna pocztówka - tym razem z Chin! 


A na koniec, fragment bajki, która lat już trochę ma, ale miałam okazję zobaczyć ją dopiero kilka miesięcy temu...




I zapomniałam, że to dziś - byłoby mi bardzo miło, jeśli zagłosowalibyście na mnie w konkursie na Blog Roku 2011!

SMS za 1,23 o treści H00363 pod numer 7122 :)

poniedziałek, 24 października 2011

m jak...

Monologi i myśli. Które tworzą się i siedzą w mojej głowie. Jak idę codziennie na uczelnię albo z niej wracam. Tworzę, wymyślam, rozważam, planuję, rozmawiam sama ze sobą, wspominam i uśmiecham się sama do siebie. Do tego dochodzi muzyka, którą słucham. Zakładam słuchawki, śpiewam sobie pod nosem i prawie tańczę na przejściach. A że przez długi czas zapominałam o słuchawkach, to teraz leżą sobie na stałe w kieszeni kurtki.
MIASTO. Moje miasto. Które uwielbiam i gdybym miała określić je jednym słowem, byłoby to "odpowiednie". Bo dla Gliwice takie właśnie są. Nie za małe, nie za duże. Dość zielone. Na ogół mało śląskie, ale w pewnych miejscach AŻ za bardzo. Nie lubię wstawać, kiedy za oknem jest ciemno, ale mój widok z okna, który jest bardzo miejski, poprawia mi humor. Zaspane bloki, pojedyncze światła w oknach i do tego wszystko zamglone.
I znam je całkiem nieźle, ale teraz będę musiała się uczyć pewnych miejsc na nowo. Postanowili zamknąć nam ulicę, powiem, że to dość ważna ulica dla komunikacji miasta była, przy której stoją budynki Politechniki. I zrobić piękny deptak - z amfiteatrem, klombami, krzaczkami, drzewkami, fontannami i Bóg wie czym jeszcze. Niestety, straciliśmy na tym sporo miejsc do parkowania i pozmieniali ruch na jednej z głównych ulic. Teraz idę na moje stare przejście, ale okazuje się, że go nie ma i muszę się cofnąć albo iść kolejne 80m.
Mam swoją ulubioną drogę na uczelnię, chociaż nie jest najkrótsza, ale najciekawsza. Mijam skwerek, dzieci biegnące do szkoły i kilka cukierni, gdzie widzę kuszące pączki w zestawie z kawą. Muszę kiedyś wejść i spróbować ;) A w tle leci mi gdzieś tam...






Miłość, której jest sporo w moim życiu. I jedna taka moja miłość, w postaci rodzicielki, zabroniła mi siedzieć w kuchni i piec/robić słodycze. Bo za dużo tego i potem wszystkich tym karmię i wszyscy muszą być na wiecznej diecie. I jak łatwo się domyślić, kłóci się to z moją miłością do kucharzenia.

Z powodu innej będę realizować się artystycznie w najbliższym czasie. Robiąc prezent na naszą rocznicę dla L. :) Mam nadzieję, że wyjdzie i pochwalę się jak zrobię i wręczę. Na razie muszę wymyślić kiedy to niespostrzeżenie zrobić, bo wymaga trochę czasu, a na naszych 32m kwadratowych ciężko znaleźć przestrzeń do tajemnego działania. 
A moje zamiłowanie do sportów, które uprawiam skończyło się obtarciami stóp po dzisiejszym judo. Mieliśmy zastępstwo z panem, który lubi opowiadać o elementach niedozwolonych w walce sportowej, ale "jeśli walczysz na ulicy o życie" to taka wiedza może być całkiem pomocna.


I na koniec makaron! Nie mogę powiedzieć, że uwielbiam makarony. Lubię spaghetti w różnych odsłonach, lubię nitki w rosole i świderki w pomidorowej. I ten, który moja mama używa do łazanek. Tak, z powodu zakazu i omletu na dzisiejszy obiad, kradnę przepis mojej mamie, a co!





Składniki na 4 porcje:
-makaron
-500 g kapusty kiszonej
-cebula

-8-10 pieczarek
-kiełbasa (chociaż osobiście bym ją usunęła z tego przepisu i zamieniła na mięso mielone+czosnek)
-2 liście laurowe
-3 ziarnka ziela angielskiego
-sól, pieprz, kminek, chilli



Kapustę kroimy, wrzucamy do wody razem z liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Gotujemy ok. pół godziny, mieszając od czasu do czas i ewentualnie dolewając wody. Cebulę i pieczarki kroimy, podsmażamy, a gdy się zeszkli wrzucamy pokrojoną kiełbasę. Smażymy razem i wrzucamy do kapusty, całość doprawiamy jak chcemy. Mieszamy z ugotowanym makaronem i smażymy chwilę na patelni.

Jak napisałam wyżej, z chęcią zamieniłabym kiełbasę na mięso mielone :)


***
Wczoraj kolejny obiad u rodziców, a potem wizyta u dziadków. Mieliśmy oglądać ich zdjęcia z Turcji, ale zamiast tego skończyło się na degustowaniu miodów pitnych i dyskusjach o Izraelu między moim dziadkiem a L.
Tchibo (ci od kawy) prowadzą także sklep z ubraniami i mają sweter, jakiego szukam od 2-3 lat!




To chyba będzie kolejny ubraniowy zakup, ale jeśli nie dogadam się z mamą to będzie trochę odłożony w czasie ;)

I w końcu sprawdziliśmy czy mamy telewizję z puszki w ścianie, i mamy to samo co z naszej anteny. A że teraz antena stoi w mieszkaniu (żeby drzwi balkonowe się zamykały) to będziemy mogli ją oddać znajomemu i odzyskać trochę miejsca ;)

poniedziałek, 17 października 2011

po trzecie: szpinak, mój "włoski" szpinak

Dzisiaj było kolejne dzielenie grupy na pół do sekcji oraz judo, zaraz fryzjer, jutro lekarz, gdzieś po drodze muszę odebrać indeksy i zebrać legitymacje do naklejenia kolejnego hologramu, a ja i tak głównie myślę o jedzeniu. Przede wszystkim o wczorajszym obiedzie u mojego dziadka. A nie wiem czy wiecie, ale mój dziadek jest mistrzem kuchni, szczególnie kuchni śląskiej. Pamiętam, że jak byłam mała to cały tydzień czekałam na niedzielny obiad - rosół, kurczak, kluski śląskie (z tym okropnie tłustym sosem z kurczaka), modra kapusta i kapusta zasmażana. I jak teraz też sobie o tym pomyślę to się rozpływam ;) Oczywiście mięso się zmieniało na rolady, schab czy coś innego, ale wtedy to musiałam czekać 2 tygodnie na mój zestaw z kurczakiem.
Poszliśmy wczoraj z L. i Młodą do dziadka. Rosół, kluseczki, kapustki, sos i kaczka! I wiecie co? Magda Gessler to mogłaby się wczoraj schować ze swoją kaczką! 
Niedzielne popołudnie spędziłam oglądając program o jedzeniu - "Ugotowani". Gdzie 4 obce osoby gotują dla siebie wzajemnie i się oceniają. A ja zawsze zastanawiam się co bym ugotowała na ich miejscu. W sobotę miałam okazję stworzyć lasagne ze szpinakiem i mięsem mielonym, które uwielbiam i myślę, że mimo swojej prostoty może się nadać na obiad ze znajomymi.
Co prawda zdjęcia mogą wydawać się mało apetyczne, ale już taki urok lasagne. Zapewniam Was, że pachniała przed i jeszcze po baaardzo zachęcająco. 

Składniki dla 4 osób:
-opakowanie płatów makaronowych
-60-70 dag mięsa mielonego
-opakowanie albo 1,5 opakowania szpinaku mrożonego 
-ser pleśniowy "Lazur"
-czosnek, duuużo czosnku!
-500 ml przecieru pomidorowego albo dwie puszki pomidorów
-cebula 
-sól, pieprz, bazylia i oregano
-żółty ser 


Zamrożony szpinak wrzucamy do garnka i podgrzewamy na wolnym ogniu, kiedy już się roztopi dorzucamy ser pleśniowy w drobnych kawałkach. Mieszamy aż do uzyskania ładnej, zielonej masy, gdzie nigdzie przerywanej białym kolorem. Dorzucamy wyciśnięty czosnek, solimy i pieprzymy - tutaj każdy musi po swojemu doprawić.
Mięso wrzucamy na patelnię i smażymy. Po chwili dodajemy posiekaną cebulę. Do przecieru/zblendowanych pomidorów dodajemy oregano, bazylię, sól i pieprz. Jeśli chcecie możecie też dodać trochę papryki albo chilli. 80-85% sosu dolewamy do mięsa, mieszamy i doprawiamy jeszcze trochę do smaku np. dodając czosnek albo jeszcze soląc.
Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Płaty makaronowe wrzucamy na chwilę do gorącej wody, żeby je lekko zmiękczyć. Spód naczynia, w którym będziemy piec nasze danie smarujemy częścią pozostałego sosu. Kładziemy pierwszą warstwę makaronu, na to mięso mielone i szpinak. Potem robimy kolejne warstwy, ja zrobiłam dwie. Na górę układamy płaty i polewamy je resztą sosu. Wstawiamy do piekarnika na ok. 20 minut, po tym czasie kładziemy na górze plasterki/kawałki sera żółtego i pieczemy jeszcze 5-7 minut. 


Byłyśmy zachwycone z Aurorą tym zielonym kolorem ;)

***
Na judo dzisiaj byłam "rzucana" przez kilku kolegów po kolei. I dla nich była to niezła odmiana, że nie muszą dźwigać osiemdziesięciu czy więcej kilogramów, tylko pięćdziesiąt kilka :pp Oprócz tego w czasie jednej walki okazało się, że druga para jest dość blisko moich stóp, więc było tylko "Aaaa, czekaj czekaj, bo ja chyba kogoś po twarzy tam kopię".  
Jutro laryngolog, mam się zjawić 10-13, a że szpital jest pół minuty ode mnie to chyba przyjdę koło 12.30, żeby nie musieć stać całego dnia w wielkiej kolejce. 

Dobra, uciekam do mojej Endżi na podcięcie końcówek. Po zajęciach byliśmy tam z L., bo on też potrzebował ostrzyżenia i lekko mnie przeraziła liczba i wygląd dziewczyn na praktykach zawodowych - cztery albo pięć, wszystkie okropnie wypacykowane, strasznie zniszczone włosy (pewnie ciągle próbują coś na sobie wzajemnie robić). Zobaczymy czy moja "burza" loków znowu wzbudzi sensację.

Przypominam także o zostawianiu adresu e-mail i miejscowości, z której jesteście - w związku z grudniowym spotkaniem blogerów

piątek, 30 września 2011

ciasteczkowy potwór?

Ostatni dzień września, zaczyna się październik i nowy rok! Poniedziałek mam wolny, bo nasz dziekan zrobił godziny dziekańskie do 12.00 i obejmują wszystkie moje zajęcia, a to, moi drodzy, się nie zdarza. Ostatnie "dziekanki" były w czasie powodzi, czyli w okolicy mojej matury, bo woda zalała piwnice i było zagrożenie zalania parteru wydziału, a tak to studenci siedzą i się grzecznie uczą, bo dziekan wolnego nam nie robi. Dostałam dodatkowy dzień na wyspanie się, bo wczoraj, dzisiaj i jutro - pobudki dość wczesne. W czwartek z samego rana zerwałam się, bo musiałam odwieźć holter do Zabrza, tak więc wyszłam wcześniej niż L. i zabrałam mu samochód. Przy okazji umówiłam się na  najbliższy czwartek na UKG, EKG i inne śmieszne badania. Dzisiaj z samego rana wsiadłam w samochód i pojechałam do starego mieszkania L., po kilka koszul, żeby jutro ładnie wyglądał (część rzeczy wciąż jeszcze jest w jego starym mieszkaniu, ale ma być wynajmowane, więc w najbliższym czasie trzeba będzie je upchnąć u nas). Po drodze zrobiłam zakupy i dorwałam jeszcze maliny :D Tort prawie gotowy, sałatka zrobiona, pomidory do bruschietty przygotowane,   chleb za niedługo do pieca. Muszę jeszcze posprzątać podłogi i zrobić szarlotkę na jutro, ale ciacho zajmie chwilkę :) Ostatnio bardzo słodziłam moje wpisy, więc dla odmiany coś nieco słonego, smacznego i idealnego na jesień - spaghetti z grzybami i kurczakiem :) Nie jestem dużą fanką makaronów, lubię jedynie spaghetti, ale staram się robić różne sosy dla urozmaicenia.


Składniki na dwie porcje: 
-pojedyncza pierś z kurczaka, ale dość spora
-20 dag dobrych grzybków (ja użyłam maślaków i podgrzybków)
-kilka dużych pieczarek
-mała cebula
-śmietana 12%
-sól, pieprz
-makaron


Grzyby (nie liczę pieczarek) dokładnie myjemy i kroimy. Wrzucamy do miski, zalewamy wodą i moczymy przez pół godziny. Odsączamy i wrzucamy na patelnię. Kroimy drobno cebulę i pieczarki, dorzucamy na patelnię. Smażymy 10-15 minut na wolnym ogniu, możemy dolać trochę białego albo różowego wina. Pod koniec solimy i pieprzymy. Mięso myjemy i kroimy na drobną kostkę i smażymy. Dorzucamy do grzybów. Tuż przed podaniem dodajemy kilka łyżek śmietany, mieszamy i ewentualnie jeszcze trochę doprawiamy.

***
Wracając ze szpitala podskoczyłam do M1 na obrzeżach Zabrza, bo mają tam wielki H&M i są większe szanse na dostanie tam tego, czego się chce niż w centrum Gliwic. Beretek oczywiście nie było, tylko same grube, a ja grubszą już mam i na jesień jest mi w niej za ciepło. Za to kupiłam dwie spinki do włosów - niebieska kokarda na zatrzask do zebrania włosów z tyłu głowy (no argue - mówiłam, że ją i tak chyba sobie kupię, ale nie mieli brązowych) i jeszcze jasnobrązowy motylek. Przynajmniej było po drodze :) Niestety z tego całego zamieszania nie udało mi się wybrać na spotkanie młodych chrześcijan z Gliwic i przegapiłam koncert kolegi.
Jestem ciastowym potworem, bo ich tyle robię. Ciasteczkowym, bo zjadam dużo ciasteczek. Moją dużą słabością są także chrupki orzechowe, ale ostatnio jestem tabletkowym potworem, niestety. Tabletki na poprawę kondycji włosów zaczęłam brać, muszę także wpakować w siebie trochę witamin, bo zaczyna mnie boleć gardło. A jak do tego dodam ból albo zawroty głowy...Zły zdrowotnie miesiąc się przytrafił, ale mam nadzieję, że jesień nie przyniesie mi żadnego choróbska ;)

I wszystkim panom życzę najlepszego z okazji Dnia Chłopaka ;)