Stało się chyba jednym z moich ulubionych ciast, bo kiedy zaczyna się robić na dworze szaro i zimno, kiedy deszcz stuka o szyby i parapety, a ja chce się zaszyć pod kołdrą i przespać aż do pierwszego śniegu lub grudnia, to nachodzi mnie także ochota na ciasto marchewkowe. Próbuję różnych przepisów i najczęściej, kiedy nie wiem co wybrać to wyszukuję po zdjęciach ;) Tym razem inspirowałam się przepisem od Basi, którą miałam okazję poznać w zeszłym roku na warsztatach kawowych. Ale jak zawsze co nieco dodałam od siebie.
A kiedy zapach w mieszkaniu zaczyna opadać, dociera do mnie powoli, że do grudnia i śniegu jeszcze trochę czasu. No nic, czasem można się nieco pooszukiwać ;)
Wykonanie banalnie proste, bo nie musicie uważać na ubicie odpowiedniej piany z białek. Jajka całe miksujemy z cukrem, aż się masa napowietrzy. Następnie dodajemy pozostałe składniki - osobno wymieszane sypkie, osobno olej.
Rodzynek i orzechów do smaku, ile Wam pasuje. Część siekam, część daję w całości.
Po ostudzeniu przekładamy kremem i smarujemy nim z wierzchu. A sam krem też robi się w kilka minut - ubitą śmietanę miksujemy z serkiem sernikowym i dosładzamy do smaku.
Jak wybierzecie odpowiedni serek (mój typ to "Mój ulubiony") to tort można ozdobić np. różami z kremu :)
