Bardzo czekałam na ten dzień i na wycieczkę rowerową wokół Zugersee. Pogoda była dobra, jak na taki plan - koło 20 stopni, raczej pochmurnie. Rowery pożyczyliśmy od siostry L. i jej męża, zapakowaliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Szczerze przyznam, że byłam dość zaskoczona trasą. W Polsce "wokół jeziora" to znaczy, że jedziemy leśną czy polną drogą, bez większych zmian terenu. Na nas czekały spore podjazdy i zmiany terenu, a potem także wiatr od jeziora. Ścieżki rowerowe są bardzo dobrze przygotowane i przede wszystkim są ;) Dobrze oznaczone, zazwyczaj jako chodnik przy jezdni, ale także zdarza się dodatkowy pas na jezdni dla rowerzystów.
Nieco brakowało mi mojego roweru górskiego, jego lekkiej ramy i twardego siodełka. Jednak rowery miejskie czy żelowe, miękkie siodełka nie są dla mnie ;) Wróciliśmy dość zmęczeni, zrobiliśmy 40km i pod koniec już nieco kolana dawały o sobie znać (ostatnio dość mało jeżdżę i to zazwyczaj 20km po równej trasie).