photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png

sobota, 6 kwietnia 2013

rewelacyjny schab suszony w ziołach

Są takie przepisy, które zaczynają się pojawiać nieśmiało na pojedynczych blogach, żeby w końcu opanować i wzbudzić zachwyt w całej blogosferze. Tak też jest z tym schabem.
Przepis podpatrzyłam u Deli, a potem pojawiał się coraz częściej. Dość długo się wahałam, bo jak to tak - surowe mięso trzymać przez prawie 2 tygodnie? I to się ma nie zepsuć? Jednak stwierdziłam, że zrobię na Wielkanoc i w niedzielny poranek byłam bardzo mile zaskoczona. Pięknie pachnie, dobrze smakuje i co najważniejsze - jest to domowa wędlina. Nie udało mi się tylko przekonać L. do spróbowania, bo on surowego mięsa nie tknie. Jego strata ;)



Składniki:
-pół kg schabu (stwierdziłam, że za pierwszym razem zrobię z niedużej porcji mięsa, gdyby się miało zepsuć)
-2 łyżki soli
-1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
-1/2 łyżki tymianku
-łyżka majeranku
-łyżeczka cukru
-kilka kulek ziela angielskiego
-2 liście laurowe
-3 ząbki czosnku
-czysta pończoszka

Zioła ucieramy w moździerzu. Dodajemy resztę przypraw oraz czosnek przeciśnięty przez praskę, wszystko mieszamy. Oczyszczony, umyty i osuszony schab nacieramy przygotowaną mieszanką, wkładamy do naczynia z pokrywką (u mnie była to szklana miska przykryta talerzykiem) i wstawiamy do lodówki na 5 dni. Co najmniej raz dziennie sprawdzamy mięso i jeśli zacznie puszczać soki to odlewamy je. Ja dla bezpieczeństwa wyjmowałam mięso, myłam i osuszałam miskę i wkładałam z powrotem.
Po pięciu dniach zawijamy mięso w czystą pończochę czy podkolanówkę i wieszamy w ciepłym, stosunkowo przewiewnym miejscu. U mnie była to rura przy kaloryferze. Bałam się, że z mięsa coś może jeszcze kapać, więc podstawiłam talerzyk, ale okazał się zbędny. Trzymamy tak nasz schab przez 7 dni. Po tygodniu wyjmujemy schab z podkolanówki i możemy zajadać ;)


***
Ufff...to był naprawdę męczący tydzień, a ja wciąż nie mogę jeszcze spokojnie usiąść i odpocząć. Wychodzę z domu koło 8, wracam koło 17, a potem siadam i spędzam 3-4h nad projektem. Dobrze, że do pracy i z pracy na uczelnię mam 15 minut i niewiele czasu tracę na przemieszczanie się po mieście ;) 
Dzisiaj czeka mnie kończenie projektu i zaległe sprawozdania, na szczęście sprzątanie i zakupy zostały załatwione w tygodniu. Mam nadzieję, że z kolejnymi tygodniami będzie tylko lepiej ;) Przynajmniej nie mam poczucia, że marnuję czas (dobra, mam przy robieniu tego projektu).
Udanego weekendu Wam życzę!

środa, 3 kwietnia 2013

banana cream & lemon curd

Potrzebowałam szybkiego deseru dla kilku osób. W takich chwilach często sięgam po przepisy, które jestem w stanie upiec w określonej ilości np. 10 muffinek albo 6 tartaletek. Chwilę wcześniej przygotowałam lemon curd, który stał się "kropką nad i". Nad kremem też długo się nie musiałam zastanawiać, bo już od pewnego czasu chodziły za mną bananowe smaki. 


Składniki na 6 tartaletek:
-200g mąki
-100g masła
-3 łyżki cukru pudru
-łyżka śmietany 
-szczypta soli
-duży banan
-3 łyżki mascarpone

Mąkę przesiewamy na stolnicę lub blat. Dodajemy cukier, sól, śmietanę oraz zimne, posiekane w kostkę masło. Wszystko zagniatamy dość szybko na gładkie ciasto. Wstawiamy je na pół godziny do lodówki. 
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Foremki wykładamy ciastem, nakłuwamy i pieczemy do złotego koloru 15-20 minut.
Banana i mascarpone umieszczamy w misie blendera i blendujemy na gładką masę. Wylewamy ją na ostudzone tartaletki, a na górę łyżka lemon curdu (bądź więcej, jeśli macie ochotę). Do kremu bananowego możecie dodać także trochę cukru, jeśli wolicie bardziej słodkie.


***
Wielkanoc minęła w tym roku dość spokojnie. W niedzielę śniadanie u rodziców, obiad (przepyszna kaczka i szare kluski) u mojego dziadka, a potem deser w postaci tony ciast u dziadków. Poniedziałek był dla mnie mało świąteczny, bo pół dnia spędziłam nad realizacją projektu, który mamy przesłać do niedzieli, ale już prawie skończyłam moją część ;) Potem tylko będę musiała dopilnować, żeby pozostałe osoby dosłały mi swoje i gotowe. 
Najbardziej szalona w te święta była pogoda, jednak chyba każdy tego doświadczył. Bardzo ładna zima przyszła. Szkoda, że jej nie było w grudniu. 
Wczoraj i dzisiaj cały dzień w firmie na praktykach, a od jutra praktyka + uczelnia. Najbliższy czas będzie bardzo zapracowany, ale muszę dać radę ;) Swoją drogą to trzymajcie kciuki, bo jeszcze nie złożyłam podania u mnie na wydziale, żeby móc te praktyki robić...