photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png

niedziela, 3 czerwca 2012

truskawkowy szał i modowe rozważania

Objadanie się truskawkami wciąż trwa. Zamierzam korzystać jak najwięcej :) Zamierzam także sprawdzić, jak najwięcej przepisów na słodkości z truskawkami. W zeszłym tygodniu naszła mnie ochota na ciasto biszkoptowe z tymi czerwonymi owocami. Przepisu nie musiałam długo szukać, bo kilka dni wcześniej pojawił się u Madleine. Ciasto jest rewelacyjne, uwielbiam takie. Miękkie, puszyste, obsypane owocami i bardzo proste w wykonaniu. Jeśli nie macie pomysłu na niedzielny deser to sprawdzi się idealnie.




Składniki na formę 22cm:
-170g masła (czyli niecała kostka)
-170g cukru (1/2 - 2/3 szklanki)
-4 jajka
-łyżka soku z cytryny
-160g mąki pszennej (szklanka)
-100g mąki ziemniaczanej (1/2 szklanki)
-łyżeczka proszku do pieczenia
-cukier wanilinowy
-40dag truskawek




Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Miękkie masło ucieramy na puszystą masę, pod koniec dodajemy cukier i ucieramy z cukrem. Wbijamy jajka, dodajemy sok z cytryny i ubijamy do połączenia składników. Przesiewamy mąki oraz proszek, dodajemy cukier wanilinowy i mieszamy (można mikserem). Przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, na górę wrzucamy pokrojone truskawki i delikatnie wciskamy je w ciasto. Pieczemy ok 40 minut, do suchego patyczka. Sprawdźcie przede wszystkim w okolicy owoców, bo puszczają sok i ciasto może się tam nie dopiec. Na koniec posypujemy cukrem pudrem i zjadamy ze smakiem :)





***
Relacja z wczorajszych oczekiwań na Rodzicielkę w CH:
1. Nie mam sprecyzowanego stylu. Lubię ubrać obcasy i dopasowaną sukienkę, ale bardzo dobrze czuję się w prostych spodniach, koszulce z wesołym nadrukiem i wygodnych spodniach. 
2. Nie ogarniam mody :) A każde zakupy utwierdzają mnie w przekonaniu, że chodzenie po sklepach zupełnie nie jest dla mnie. Odwiedzam 3 sklepy, w których zazwyczaj znajduję to, czego szukam. 
3. Szkoda mi kasy na zwykłe szmaty. Rodzicielka ostatnio uszyła Młodej spódniczkę, teraz zabiera się za sukienkę i wydała kilka złotych na materiał. W sklepach podobne można kupić za stówę. A kiedy widzę super modne "neony" to coś mnie bierze. Narzutka czy koszulka w kolorach...kamizelek odblaskowych (jedyne skojarzenie, które mi się nasuwa).  

Na szczęście, tym razem udało mi się kupić to, co chciałam. Śliczną, lekką sukienkę w Orsayu (kolor między granatem a zielenią, "pawie oko") oraz kilka koszulek na ramiączkach w, niezastąpionym pod tym względem, Cropp Town. Do tego skompletowałyśmy prezenty dla Małej K., bo wybieramy się do Ustronia w przyszłym tygodniu - Rodzicielka zakupiła getry oraz okulary przeciwsłoneczne w kwiatuszki (urzekły mnie od razu), ode mnie i L. będzie bluzka z babeczką i podpisem "I <3 cupcakes" oraz gwiazdki fluorescencyjne do przyklejenia na ścianę/sufit :) Małemu chyba pampersy kupimy :pp

piątek, 1 czerwca 2012

na wiosenne przyjęcie, czyli zielone smoothie

Kiedy zobaczyłam ten koktajl po raz pierwszy pomyślałam: "Jak można to wypić?". Jednak z czasem coraz więcej o nim myślałam i stwierdziłam, że dopóki nie spróbuję to się nie przekonam. Kilka dni temu zrobiłam go do śniadania i jak się okazało, jest naprawdę świetny! Orzeźwiający, smaczny i bogaty w składniki mineralne. Z powodzeniem można zaserwować go na wiosennym przyjęciu i obserwować zaskoczenie gości, kiedy zdradzimy im skład napoju.
Bo moje zielone smoothie składa się ze szpinaku i banana!


Składniki na jedną porcję:
-banan
-50g szpinaku
-pół szklanki mleka bądź wody

Szpinak może być mrożony albo świeży. Musicie pamiętać, że w przypadku świeżego najpierw miksujemy liście z płynem aż do rozdrobienia, a dopiero potem dodajemy banana. Zaletą mrożonego szpinaku będzie temperatura napoju.


***
Dziś Dzień Dziecka :) Standardowo, kinder niespodzianka się należy, a wieczorem jedziemy na musical "Tarzan" :D Nie mogę się doczekać! Jutro zumba (trzecia w tym tygodniu <3) i jedziemy z Rodzicielką na zakupy. Gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...Mogłabym już teraz mieć sesję, pozaliczać wszystko i wakacje, ale niestety trzeba jeszcze poczekać.

Wczoraj obejrzeliśmy "Nietykalnych" (w końcu). Film jest naprawdę świetny, uśmialiśmy się z L. i wzruszaliśmy. Naprawdę polecam wszystkim :)